Uważam że wina leży pośrodku. Owszem często to faktycznie jest wina rodziców, mam tego przykład każdego dnia na moim osiedlu ponieważ jest tu wiele dzieci z patologicznych rodzin, gdzie bluzganie do dziecka jak i dziecka do rodziców to normalka, niszczenie mienia szeroko rozumiane, dla tych "rodziców" jest normalne.
Ale są i takie przypadki kiedy rodzic najcudowniejszy na świecie, ma dziecko które jest małym koszmarkiem, znam i takie przypadki, pamiętam widok kobiety która prowadzała swoje dziecko na smyczy (tak na smyczy chłopca który miał min 7 lat) widząc minę moją i partnera (no nie mogliśmy się powstrzymać) Pani uśmiechnęła się szeroko i powiedziała "wiem że to dziwnie wygląda, ale z nim się nie da inaczej to dla jego dobra, przed chwilą trzeba go było ściągać z regału sklepowego, a kilka dni temu wybiegł na ulicę" kobitka sprawiała wrażenie wspaniałej matki, spokojnej, opanowanej, dzieciak się wydzierał, szarpał a ona pozostawała jak posąg spokojna.
No i przypadek wychowawczyni dzieci trudnych z wielkimi sukcesami, a jej własne dzieci plują matce w twarz.
Jak z wieloma rzeczami reguły nie ma i nie należy generalizować.
I nie, nie da się wszystkiego przewidzieć, wiele rzeczy można bo są hmm takim podstawowym problemem, ale niektóre dzieci mają niesamowite pomysły.
Ale jeśli chodzi o tego biednego psa, to uważam że była tam częściowa wina rodziców, bo ja osobiście byłam tak wychowana że bez pukania nie weszłam nigdzie, a już na pewno nie do cudzego domu i jest to zasada raczej elementarna, ale kto wie może dzieci były przez rodziców uczone, a po prostu miały to w nosie.