Witam.
Bezsens towarzyszy mi od czasu kiedy skończyłam szkołę. Siedzę w domu nie mam pracy, szukam ale w tym kraju to szkoda słów. Chciałabym pójść gdzieś do pracy aby mieć zajęcie, czymś się zająć. Bo do tej pory to popadam tylko w jakieś chore paranoje. Siedze myśle, rozmyślam co by było gdyby. Spotykałam się z chłopakiem, którego darzyłam uczuciem ale okazał się kolejnym który zalicza tylko panny. To jest kolejny stopień na mojej drabinie w dół. Przyjaźń... do tej pory myślałam, że naprawdę istnieje jednak kolejny raz w życiu się pomyliłam. Czuje się cholernie samotna, siedzę w domu i tak się zastanawiam nad tym życiem. Czasami mam wrażenie, że marnuje tak cenny tlen na tej ziemi. Zaliczam kolejne doły... Na mojej drabinie życia kończą się już po mału stopnie w dół. Nie mam nawet z kim pogadać tak szczerze bo wszyscy są fałszywi, poznają cię dopiero wtedy kiedy coś im trzeba. Kiedyś byłam duszą towarzystwa, smutek? To było nie dla mnie. Uśmiech cały czas miałam na ustach. Lecz teraz czuje się strasznie wyczerpana psychicznie . Nie widzę sensu życia. Wszystko mnie denerwuje, drażni. A najbardziej to, że się kłade nie mogę spać... budzę się gdy jest jasno wegetuje cały dzień, nie mogę jeść, później znowu się kłąde. Ileż można. Co mam zrobić żeby ten czas minął? Jeszcze teraz ta dołująca sytuacja z tym człowiekiem którego uważałam za ,,innego" a okazał się taki sam jak większość. Załamka ![]()
Wydaje mi się, że problemy ze snem mogą świadczyć o poważnej depresji... Może więc warto by było odwiedzić psychologa? Z tym, że jeśli nie prywatnie, to chyba się dość długo czeka na taką wizytę (jak to bywa z wizytą u specjalisty w służbie zdrowia). Ale chyba jednak warto poczekać, ewentualnie jeśli Cię stać, to można od razu się umówić prywatnie.
Ogółem też jest tak, że brak pracy źle działa na człowieka. Dlatego oczywiście szukać trzeba gdzie się tylko da, ale i w międzyczasie, kiedy jesteś jeszcze na tym etapie poszukiwań i masz dużo czasu wolnego, to może spróbuj zarobić sobie jakiekolwiek pieniążki - np. przez dawanie korepetycji, lub pisanie jakichś tekstów na internet, czy nawet sprzedać coś na Allegro... Dużo się nie zarobi, ale zawsze to mniej czasu na rozmyślania i te pare zł do przodu też lepsze niż 0. Ogólnie siedzieć i nic kompletnie nie robić - to każdy raczej by wpadl w depresję.
A ludzie fałszywi... niestety muszę Ci przyznać rację, że jest takich mnóstwo i trzeba uważać. Jednak nie wszyscy co do jednego tacy są. Można trafić na osoby szczere, ale nie jest to takie łatwe, bo chyba tych szczerych jest po prostu mało (zwłaszcza jeszcze jak szukamy kogoś o wielu wartościowych dla nas cechach - np. szczery, inteligentny, z poczuciem humoru - bo samych tylko szczerych może jest więcej, ale część z nich z kolei ma inne wady, powiedzmy szczery jest ktoś lecz zupełnie bez poczucia humoru, albo szczery lecz nie interesujący sie innymi ludźmi, więc nie tylko samej szczerości człowiek szuka zazwyczaj, temu jest tak ciężko:-)
Ja też czuję się samotna i czułam się wiele razy w moim życiu... Więc rozumiem, że Ci z tym bardzo ciężko. Ale jesteś człowiekiem, częścią całej ludzkości i jako człowiek masz wiele do dania drugiemu człowiekowi. Możesz innej osobie pomóc, komuś na przykład, kto jest równie samotny, co Ty... Jest wiele takich samotnych osób (chłopaków też:-) i wiele osób czeka na przyjaciela, kogoś, komu można by zaufać. Niestety jeśli każdy będzie się bał po porażkach, jakie odczuł w życiu i zawiedzeniu się na innych ludziach, to potem mamy sytuację, że ludzie zamykają się każdy ze swoim bólem i swoją samotnością, zamiast wyjść jeden do drugiego. Jeden drugiego potrzebuje, a żaden nie odważy się, pamiętając poprzednie niepowodzenie. Szkoda mi zawsze kiedy ludzie wrażliwi się w sobie zamykają i stają do całego świata nieufni, czy też cyniczni, bo ktoś ich w życiu skrzywdził, zawiódł - to tak, jakby to zło zatriumfowało. Ja się zawiodłam też na wielu osobach w życiu, ale staram się nie być mimo to zgorzkniała, nie chcę, żeby te osoby odniosły swój triumf nade mną i spowodowały, że zrobię się taka jak one, np. fałszywa lub myśląca wyłącznie o sobie. Ja taka nie chcę być i z tego czerpię swoją siłę. Choć nie mówię, że nie mam dołów, bo mam i to dość często. Ale po prostu wolałabym być jeszcze dla kogoś w życiu kiedyś przydatna - może jako przyjaciółka, dziewczyna, czy nawet żona... A taka nie będę, jeśli zrobię się nieufna do całego świata i pogrążę się w negatywnym myśleniu. A prawda jest taka, że istnieja ludzie wartościowi, ja znam takich, choć niektórych szukałam b. długo... Innych miałam pod samym nosem, np. moja siostra. Wiele osób trzeba jednak poznać w życiu i nie przesadzę chyba, jak powiem, że to będa dziesiatki lub nawet setki znajomości, aby choć jednego przyjaciela znaleźć. To jak z szukaniem złota - wiele ton piachu i kamieni trzeba przesiać, żeby znaleźć choć bryłkę tego kruszcu. Z ludźmi jest podobnie, przy czym nie wszyscy z tego są od razu źli, czasem po prostu są inni od nas i temu się nie rozumiemy... Na przykład ten chłopak, z którym się spotykałaś - być może on od poczatku nie krył się z tym na czym mu zależy, a tylko Ty sobie go wyidealizowałaś, a teraz cierpisz? Jeśli Cię nie okłamywał, to nie możesz nawet nazwać go fałszywym, on po prostu jest inny i ma inne potrzeby. Że potrzeby niższego rzędu, to cóż, nie jego wina jaki się urodził, jak i nie Twoja wina/zasługa, że Ty masz potrzeby wyższych lotów. Choć spotkasz jeszcze i takich również, co kłamią perfidnie w żywe oczy - ale czy ktoś mówił, że w życiu będzie lekko? Mimo wszystko my sami dużo sobie dokładamy problemów przez niewłaściwe podejście i negatywne myślenie. Przez to, że na przykład się poddajemy i już nam się nie chce od nowa próbować. Choć nie mówię, że już, zaraz i od razu - na razie musisz dojść do siebie, znaleźć pracę i może na tym się skup na początek. Mimo wszystko życie bez marzeń i planów jest smutne. Bez wiary, że jednak jeszcze poznasz wartościowych ludzi, że w ogóle tacy ludzie istnieją... Nie wiem czy można komuś oddać cząstkę własnej wiary, ale chętnie bym się z Toba podzieliła moimi resztkami wiary w ludzi (resztki to, bo resztki, ale zawsze coś i lepszy rydz, niż nic;-)
Tak czy siak, to radziłabym Tobie jednak porozmawiać z tym pyschologiem/psychiatrą, bo może potrzebne być Tobie konkretne wsparcie... Zwłaszcza, że masz problemy ze snem, z jedzeniem... Te osoby również powinny Tobie pokazać nieco inny sposób myślenia, abyś znalazła w sobie więcej nadziei i patrzyła w przyszłość z większym optymizmem. Choć powiem szczerze, ja kiedyś poszłam do psychologa i jeszcze do psychiatry dla porównania (oba służba zdrowia) i guzik mi to dało, a nawet poczułam się przez chwilę jeszcze gorzej, bo zdalam sobie sprawę, że własnie... guzik mi to dało :-) Może nie powinnam była po 1 wizycie rezygnować, ale i tak kolejna by była za 2 miesiące, a to dla mnie wtedy wieki były. Już wiedziałam, że do tego czasu jeśli jeszcze będę żyła, to już dalej jakoś pociagnę ;-) Czasem warto trochę samemu siebie posłuchać, porozmawiać samej ze sobą. Iść gdzieś na daleki spaacer, samej ze sobą i zapytać siebie "co mnie boli, czego się boję, czego pragnę?". Dobrze też mieć coś, co lubi się robić i spróbować sprawić, aby to życie było jeśli nie w miare przyjemne, to chociaż znośne. Psycholog nie załatwi wszystkiego za nas, a liczą się przecież głównie nasze chęci, bo to nam powinno na własnym życiu zależeć. Chociaż oczywiście możesz trafić na kogoś dobrego, dużo ludzi pisze, ze trafili na dobrych specjalistów, ja widocznie miałam pecha (przy czym pani psychiatra była w sumie OK, jednak mój problem był typowo psychologiczny, więc dlatego mi nie pomogła, a pani psycholog niestety na mnie zrobiła wrażenie bardzo złe i jak mówię, nic mi nie pomogła, a wręcz poczułam się gorzej w wyniku tego, że zupełnie nie odczuwałam z jej strony żadnej, nawet minimalnej empatii bądź zrozumienia moich problemów, ale cóż, nie trafiło mi się widać na osobę z powołaniem do zawodu, ewentualnie zbyt się wczuwała w swoich poprzednich pacjentów i potem coś jej samej się poprzestawiało w głowie zgodnie z zasadą "lekarzu lecz sie sam", hm, kto to wie:-) mimo wszystko Ty może trafisz na kogoś dobrego, z podejściem i w ogóle. Zaszkodzić, to raczej też Ci nie zaszkodzi, bo jak sama napisałaś, na drabinie w dół już prawie koniec stopni, więc niżej w dół juz wiele nie upadniesz... (wybacz ten wisielczy humor, ale po prawdzie lepszy chyba wisielczy, niż żaden, no nie?:-)
Chyba więcej nic mądrego do głowy mi tu nie przychodzi (jeszcze zakładając, że to powyżej było choć trochę madre;-) poza tym jak widzisz sama mam problemy ze snem i na ten moment udaję się właśnie w objęcia Morfeusza (ale nie tego z Matrixa, żeby nie było;-) Więc dobranoc, oby i Tobie sen przyniósł ukojenie
Wydaje mi się, że problemy ze snem mogą świadczyć o poważnej depresji... Może więc warto by było odwiedzić psychologa? Z tym, że jeśli nie prywatnie, to chyba się dość długo czeka na taką wizytę (jak to bywa z wizytą u specjalisty w służbie zdrowia). Ale chyba jednak warto poczekać, ewentualnie jeśli Cię stać, to można od razu się umówić prywatnie.
Ogółem też jest tak, że brak pracy źle działa na człowieka. Dlatego oczywiście szukać trzeba gdzie się tylko da, ale i w międzyczasie, kiedy jesteś jeszcze na tym etapie poszukiwań i masz dużo czasu wolnego, to może spróbuj zarobić sobie jakiekolwiek pieniążki - np. przez dawanie korepetycji, lub pisanie jakichś tekstów na internet, czy nawet sprzedać coś na Allegro... Dużo się nie zarobi, ale zawsze to mniej czasu na rozmyślania i te pare zł do przodu też lepsze niż 0. Ogólnie siedzieć i nic kompletnie nie robić - to każdy raczej by wpadl w depresję.
A ludzie fałszywi... niestety muszę Ci przyznać rację, że jest takich mnóstwo i trzeba uważać. Jednak nie wszyscy co do jednego tacy są. Można trafić na osoby szczere, ale nie jest to takie łatwe, bo chyba tych szczerych jest po prostu mało (zwłaszcza jeszcze jak szukamy kogoś o wielu wartościowych dla nas cechach - np. szczery, inteligentny, z poczuciem humoru - bo samych tylko szczerych może jest więcej, ale część z nich z kolei ma inne wady, powiedzmy szczery jest ktoś lecz zupełnie bez poczucia humoru, albo szczery lecz nie interesujący sie innymi ludźmi, więc nie tylko samej szczerości człowiek szuka zazwyczaj, temu jest tak ciężko:-)
Ja też czuję się samotna i czułam się wiele razy w moim życiu... Więc rozumiem, że Ci z tym bardzo ciężko. Ale jesteś człowiekiem, częścią całej ludzkości i jako człowiek masz wiele do dania drugiemu człowiekowi. Możesz innej osobie pomóc, komuś na przykład, kto jest równie samotny, co Ty... Jest wiele takich samotnych osób (chłopaków też:-) i wiele osób czeka na przyjaciela, kogoś, komu można by zaufać. Niestety jeśli każdy będzie się bał po porażkach, jakie odczuł w życiu i zawiedzeniu się na innych ludziach, to potem mamy sytuację, że ludzie zamykają się każdy ze swoim bólem i swoją samotnością, zamiast wyjść jeden do drugiego. Jeden drugiego potrzebuje, a żaden nie odważy się, pamiętając poprzednie niepowodzenie. Szkoda mi zawsze kiedy ludzie wrażliwi się w sobie zamykają i stają do całego świata nieufni, czy też cyniczni, bo ktoś ich w życiu skrzywdził, zawiódł - to tak, jakby to zło zatriumfowało. Ja się zawiodłam też na wielu osobach w życiu, ale staram się nie być mimo to zgorzkniała, nie chcę, żeby te osoby odniosły swój triumf nade mną i spowodowały, że zrobię się taka jak one, np. fałszywa lub myśląca wyłącznie o sobie. Ja taka nie chcę być i z tego czerpię swoją siłę. Choć nie mówię, że nie mam dołów, bo mam i to dość często. Ale po prostu wolałabym być jeszcze dla kogoś w życiu kiedyś przydatna - może jako przyjaciółka, dziewczyna, czy nawet żona... A taka nie będę, jeśli zrobię się nieufna do całego świata i pogrążę się w negatywnym myśleniu. A prawda jest taka, że istnieja ludzie wartościowi, ja znam takich, choć niektórych szukałam b. długo... Innych miałam pod samym nosem, np. moja siostra. Wiele osób trzeba jednak poznać w życiu i nie przesadzę chyba, jak powiem, że to będa dziesiatki lub nawet setki znajomości, aby choć jednego przyjaciela znaleźć. To jak z szukaniem złota - wiele ton piachu i kamieni trzeba przesiać, żeby znaleźć choć bryłkę tego kruszcu. Z ludźmi jest podobnie, przy czym nie wszyscy z tego są od razu źli, czasem po prostu są inni od nas i temu się nie rozumiemy... Na przykład ten chłopak, z którym się spotykałaś - być może on od poczatku nie krył się z tym na czym mu zależy, a tylko Ty sobie go wyidealizowałaś, a teraz cierpisz? Jeśli Cię nie okłamywał, to nie możesz nawet nazwać go fałszywym, on po prostu jest inny i ma inne potrzeby. Że potrzeby niższego rzędu, to cóż, nie jego wina jaki się urodził, jak i nie Twoja wina/zasługa, że Ty masz potrzeby wyższych lotów. Choć spotkasz jeszcze i takich również, co kłamią perfidnie w żywe oczy - ale czy ktoś mówił, że w życiu będzie lekko? Mimo wszystko my sami dużo sobie dokładamy problemów przez niewłaściwe podejście i negatywne myślenie. Przez to, że na przykład się poddajemy i już nam się nie chce od nowa próbować. Choć nie mówię, że już, zaraz i od razu - na razie musisz dojść do siebie, znaleźć pracę i może na tym się skup na początek. Mimo wszystko życie bez marzeń i planów jest smutne. Bez wiary, że jednak jeszcze poznasz wartościowych ludzi, że w ogóle tacy ludzie istnieją... Nie wiem czy można komuś oddać cząstkę własnej wiary, ale chętnie bym się z Toba podzieliła moimi resztkami wiary w ludzi (resztki to, bo resztki, ale zawsze coś i lepszy rydz, niż nic;-)
Tak czy siak, to radziłabym Tobie jednak porozmawiać z tym pyschologiem/psychiatrą, bo może potrzebne być Tobie konkretne wsparcie... Zwłaszcza, że masz problemy ze snem, z jedzeniem... Te osoby również powinny Tobie pokazać nieco inny sposób myślenia, abyś znalazła w sobie więcej nadziei i patrzyła w przyszłość z większym optymizmem. Choć powiem szczerze, ja kiedyś poszłam do psychologa i jeszcze do psychiatry dla porównania (oba służba zdrowia) i guzik mi to dało, a nawet poczułam się przez chwilę jeszcze gorzej, bo zdalam sobie sprawę, że własnie... guzik mi to dało :-) Może nie powinnam była po 1 wizycie rezygnować, ale i tak kolejna by była za 2 miesiące, a to dla mnie wtedy wieki były. Już wiedziałam, że do tego czasu jeśli jeszcze będę żyła, to już dalej jakoś pociagnę ;-) Czasem warto trochę samemu siebie posłuchać, porozmawiać samej ze sobą. Iść gdzieś na daleki spaacer, samej ze sobą i zapytać siebie "co mnie boli, czego się boję, czego pragnę?". Dobrze też mieć coś, co lubi się robić i spróbować sprawić, aby to życie było jeśli nie w miare przyjemne, to chociaż znośne. Psycholog nie załatwi wszystkiego za nas, a liczą się przecież głównie nasze chęci, bo to nam powinno na własnym życiu zależeć. Chociaż oczywiście możesz trafić na kogoś dobrego, dużo ludzi pisze, ze trafili na dobrych specjalistów, ja widocznie miałam pecha (przy czym pani psychiatra była w sumie OK, jednak mój problem był typowo psychologiczny, więc dlatego mi nie pomogła, a pani psycholog niestety na mnie zrobiła wrażenie bardzo złe i jak mówię, nic mi nie pomogła, a wręcz poczułam się gorzej w wyniku tego, że zupełnie nie odczuwałam z jej strony żadnej, nawet minimalnej empatii bądź zrozumienia moich problemów, ale cóż, nie trafiło mi się widać na osobę z powołaniem do zawodu, ewentualnie zbyt się wczuwała w swoich poprzednich pacjentów i potem coś jej samej się poprzestawiało w głowie zgodnie z zasadą "lekarzu lecz sie sam", hm, kto to wie:-) mimo wszystko Ty może trafisz na kogoś dobrego, z podejściem i w ogóle. Zaszkodzić, to raczej też Ci nie zaszkodzi, bo jak sama napisałaś, na drabinie w dół już prawie koniec stopni, więc niżej w dół juz wiele nie upadniesz... (wybacz ten wisielczy humor, ale po prawdzie lepszy chyba wisielczy, niż żaden, no nie?:-)
Chyba więcej nic mądrego do głowy mi tu nie przychodzi (jeszcze zakładając, że to powyżej było choć trochę madre;-) poza tym jak widzisz sama mam problemy ze snem i na ten moment udaję się właśnie w objęcia Morfeusza (ale nie tego z Matrixa, żeby nie było;-) Więc dobranoc, oby i Tobie sen przyniósł ukojenie
Dziękuje bardzo za słowa pocieszenia
czytałam to i aż cieplutko się robiło na serduchu. Często mam takie sytuacje w których tylo iść i zasnąć na amen. Ale wkońcu to moje życie i nikt za mnie jego nie przeżyje. Dam rade ![]()