Problem dla niego zaczął się już w święta Bożego Narodzenia 2013. W pierwszy dzień przyjechał do mnie po czym po dłuższej posiadówce stwierdził, że chce się kochać. Od dawien dawna było ustalone ze u mnie tego nie robimy, bo moja mama może w każdej chwili wejść i nas nakryć. On zawsze mówił, że nigdy nie pamięta i nie przywiązuje wagi do tego co gdzie i kiedy mówił! Wiec jak mu mam wierzyć i ufać??? Wtedy w święta było tak, że był jeszcze ktoś ? gość u mnie w domu. Po drugie w porównaniu z nim ja mieszkam w domu parterowym i wszystko było by słychać przez ścianę. Szkoda, że z gołym tyłkiem nie zaczął latać po moim domu! Po trzecie ? były święta wiec w święta jak to robić??? Wielce obrażony pojechał do domu i nie mieliśmy kontaktu. 30 grudnia wysłałam zaproszenie na sylwestra. Cały 31 grudnia odstawiał cyrki! Wymuszał na mnie to, że przyjedzcie z 10 piwami i że mam z nim siedzieć do białego rana, a nie iść o godzinie 2 spać. Oczywiście się nie zgodziłam! To stwierdził, ze jednak nie przyjedzie. Cały dzień się droczył, po czym nagle o 20 stwierdził ze to ja mam do niego przyjechać bo jest wypity i siedzi przy ognisku, aby zanocować i się ?zabawić?. Jak to ja mam do niego jechać kiedy sama go zapraszałam i jeszcze swoja mamę sama w domu zostawić??? Po drugie i tak nie miał by mnie do domu odwieść. Teraz mi wytyka że chciał żebym przyjechała i zrobić co swoje a potem wspólnie byśmy do miasta pojechali. Trzeba było otwarcie i szczerze (nie w żartach) powiedzieć co miał w planach i że nie jest wypity wtedy bym przyjechała.
W końcu przed północą niby ?po pijaku? przyjechał nie do mnie co do miasta, a auto zostawi pod moim domem. Nawet nie zadzwonił domofonem ze jest i jak sytuacja wygląda. Potem miał o mnie pretensje ze w ogóle nie wyszłam i nie czekałam na niego. Kilka razy wcześniej już dzwonił i mówił ze jest niedaleko, ja czekałam jak ta głupia a go nie było!
Prąd mam w domu dzwonek tez działa jakby chciał to sam powinien zadzwonić i powiedzieć co i jak a tu nic!!!! Po drugie nie jechał do mnie tylko do miasta to co myślał że jak ta głupia będę siedzieć i czekać na niego kiedy mu się zechce przyjechać???
Po tym wszystkim stwierdził że odchodzi i ze to już koniec! Wybaczcie ale kim ja jestem??? Jaką panna z agencji towarzyskiej która będzie na każde jego zawołanie??? Gdzie szacunek do mnie??? Z drugiej strony ma mi za złe to, że powiedziałam że robienie tego w sylwestra to [wulgaryzm] cały rok! Czy to nie jest tak że robi się to kiedy obydwoje w związku chcą tego, a nie tylko jedna wymusza??? (jak było przez cale 3 lata) !!! Szacunek chyba dla siebie nawzajem, nie???? Czy związek dwojga ludzi polega tylko na tym żeby na każdym spotkaniu lądować w łóżku albo zaspakajać jego potrzeby??
Dodatkowo dochodzi do tego problem moich problemów ze sfera łóżkową, spowodowany hormonami i wykorzystywaniem w dzieciństwie. ON tego nie rozumie!!! Zawsze to ja mam być gotowa i mieć ochotę jak mu się tylko zachce!!! Walczyłam przez niespełna pół roku biorąc wszystko na siebie, wszystko, mimo że problem był z mojej strony połowiczny albo wcale go nie było.
W ubiegłym tygodniu powiedział prosto w twarz że to już definitywny koniec, ze mnie nie kocha i nie chce już ze mną być! Jest ciężko mimo że zaczynam godzić się z tą sytuacją, w której sama nie jestem niczemu winna. Dobra, może jestem częściowo winna tego że nie miałam tak silnych pragnień jak on. Jednak będąc ze mną powinien to zrozumieć a nie wymuszać wszystko ze mnie nie myśląc o tym co ja mogę czuć! Teraz to ja jestem wszystkiemu winna ? a on ma teraz jak sam mówi na wszystko wyje****!
Bardzo proszę o zaistniałej sytuacji.... komentarze .....Co Wy o tym sądzicie?? Czy on sam jest nienormalny czy ze mnie wariatkę robi! Pozdrawiam i czekam