Zwiazek na odległość zaczyna zbierać żniwo panie, jedno znosi to lepiej drugie może się deklarować że w porządku ale jak dojdzie do "separacji" to okazuje się że nie jest to jednak takie łatwe. Czas sobie zadać pytanie co jest ważniejsze. Było tak kiepsko od kiedy wyjechałeś czy wcześniej też nienajlepiej? Mówisz że ufasz jej w 100% więc wcześniej musiało być w porządku
1 2014-05-12 23:50:40 Ostatnio edytowany przez piroman1981 (2014-05-12 23:52:17)
Problem leży tu:
Nie ukrywajmy nie wkładam w związek całego serca.
I tu:
Ja niby ją zostawiłem samą ze wszystkim ale sobie nie dawała pomóc w żaden sposób. Moja żona to taka troche "Zosia samosia" Wszystko sama zrobi, wszystko sama załatwi, nie potrzebuje pomocy od nikogo itd.
Jak to mądre powiedzenie mówi: "Prawdziwa kobieta poradzi sobie ze wszystkim sama. Prawdziwy mężczyzna jej na to nie pozwoli."
Ty jesteś trochę taki facet przez małe "fac". Masz sobie tę żonę, ale o nią nie dbasz. Fakt, że załatwiała wszystko sama chyba Ci pasował, skoro odpuściłeś i pozwoliłeś jej na to. W związek całego serca nie wkładasz i jawnie się do tego przyznajesz. ALE jak na horyzoncie pojawia Ci się konkurencja, to piany dostajesz i awantury robisz, bo JAK TO TAK?! Przecież ona wiernie ma czekać i Cię czcić, bo... bo? Jesteś ojcem jej dziecka? Bo jesteś jej mężem? Bo pieniądze zarabiasz?
Na Twoim miejscu potraktowałabym te dziwne maile i zdjęcia jako dar od losu i ostrzeżenie. Masz ostatnią szansę, żeby się postarać, naprawić wszystko i odbudować miłość żony i zaufanie.
Czemu żona nie może wyjechać za granicę z Tobą? Czemu Ty nie możesz przenieść się z pracą do PL?
Zacznij myśleć o żonie, a nie o sobie.
3 2014-05-13 00:43:17 Ostatnio edytowany przez piroman1981 (2014-05-13 00:47:52)
Wcześniej było inaczej. Moja żona była w ciąży, małe dziecko średnio ten okres wspominam. Ja niby ją zostawiłem samą ze wszystkim ale sobie nie dawała pomóc w żaden sposób. Moja żona to taka troche "Zosia samosia" Wszystko sama zrobi, wszystko sama załatwi, nie potrzebuje pomocy od nikogo itd.
Są ludzie z charakteru samowystarczalni (może nie chciała Ciebie obciążać) ale z natury praktycznie nikt taki nie jest. Jakby była taka mega samowystarczalna to po co by jej było małżeństwo z Tobą? Znam tą cechę bo sam ją mam podobnie jak moja żona i często padamy jej ofiarą mając pretensje do połówki że nie raczy czegoś tam zrobić w czymś mi pomóc, mimo że zawsze każda strona reaguje najpierw "spoko, dam sobie radę" ale nie ma się wtedy nic przeciwko żeby coś 2 strona sama z siebie pomogła (właściwie tego się zawsze w jakimś stopniu od partnera oczekuje)
No a jak zostawisz taką zosię-samosię samą to może ją ta samowystarczalność popchnąć w kierunku takim że poszuka sobie kogoś kto da jej coś więcej niż kasa na koncie - chcąc nie chcąc w praktyce Twoja sytuacja się do tego głównie sprowadza od kiedy wyjechałeś.
Jeszcze kobieta mająca na garbie zajęcie się dopiero co urodzonym dzieckiem to ciężar który czuła co najmniej 2 lata - pytanie czy była z tym sama. Widzieć się raz w tygodniu to nie małżeństwo, nawet nie związek bo nawet nie ma jak o swojej codzienności pogadać, pomóc 2 stronie z czymś. Uświadom też żonie że jak ma taką postawę że wszystko sama zrobi to odechciewa Ci się wtedy jej pomagać, powinna z trym trochę też dla dobra małżeństwa przystopować.
Ja wiem, że napsułem dużo. Zastanawiam, się tylko co dalej. Czy pakować się w "układ" kochanka na boku o którym mogę się nie dowiedzieć, może go nawet nie ma, albo mojej żonie sie po prostu coś zdawało, nie ma twardych dowodów, czy postawić na swoim i powiedzieć dość chcę wytłumaczeń...ale czym mogę zagrozić.. rozwodem. Już się nauczyłem, że słowa niestety zostają i ich nie wrócę więc nie chcę zaogniać sytuacji ale niestety nie jestem w stanie poradzić sobie z tym. Jestem na 99% pewny, że jak jej powiem, że sobie nie radzę itd i żeby mi powiedziała to i tak mi nie powie.
Nie tam, ja bym radził zrobić coś żebyś bardziej był w jej życiu - najlepiej wrócić do kraju i tu pracować chociaż to może być trudne ale na pewno warte świeczki. W końcu prawdopodobnie wyjechałeś żeby pomóc to wszystko jakoś utrzymać nie? Jest sens to teraz rozwalać?
4 2014-05-13 12:34:51 Ostatnio edytowany przez piroman1981 (2014-05-13 12:35:30)
Po prostu jak wrócisz któregoś razu pogadaj z nią face to face, bez dystansu też o swoich podejrzeniach o tym jak sama to wszystko znosi i czego jej brakuje w tym życiu na 2 fronty o swoich pomysłach i brakach - pewnie będzie długa lista i jak ma taki charakter będzie ją trzeba trochę pomęczyć żeby gadała ale jak każda strona zostanie z tym sama chcąc pozbierać to w swoim zakresie do kupy możecie się nieźle rozminąć. A jak sobie jedno i drugie znajdzie mięcho na boku to zabawy to jest 2 razy większa szansa że się w zabawce zauroczy i może nie być do czego wracać potem - a jest jeszcze dziecko. Pamiętać żeby nie ulegać tej jej "samodzielności" bo ona jest tak przydatna w codzienności jak i trudna w byciu razem i podtrzymywaniu więzi.
wymyślasz zdrady, oczekujesz nie wiem jakiej wdziecznosci za to ze jesteś jak ty to mówisz ,,bankomatem,, a razem podjeliscie decyzje o wyjeździe, ze ty zarabiasz, a ona jest w domu z dzieckiem'
a może to ty masz cos na sumieniu zdrade za granica gdzie nikt się nie dowie??
6 2014-05-14 09:21:51 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2014-05-14 09:25:30)
to dlaczego ty ja osadzasz, widzisz ja tez specjalnie tak napisałam ze ty masz cos na sumieniu, bo tak najłatwiej osadzac i rzucac oskarzenami,
rozlaka nie sluzy malzenstwu, a może tu poszukasz pracy lub razem wyjedzcie,
ja ci nie powiem a nikt inny czy zona cie zdradza ale z tego co piszesz to wygląda ze się nakrecasz sam wymyślasz
a wiem co to rozlaka z powodu wyjazdow za granice, nigdy więcej, można się bardzo od siebie oddalić, nie było zdrad ani nic takiego i krotko w sumie, ale to nie dla nas
Hej, dlugo sie nie odzywalem ale chcialem to sam przemyslec zreszta w miedzyczasie bylem w domu. Wczesniej (tego pierwszego razu jak znalazlem te maile) byla jeszcze sytuacja taka, ze znalazlem czopki na zageszczenie sluzu w pochwie i bylo tych czopkow 7 (1x3 i 1x4) zrobilem zdjecie przed wyjazdem z domu bo to tez chcialem sprawdzic. Czy sie bedzie zgadzalo czy nie. Podczas mojego pobytu za granica zona do mnie zadzwonila czy ja nie widzialem tabletki "po" bo nie moze jej znalezc. Mnie scielo z nog no bo po co jej. Ale remont byl znosilismy wiele rzeczy do piwnicy i ona nie wie gdzie ona jest i po prostu chce zeby byla w domu i tyle i co ja sobie wyobrazam i o co ja posadzam itd itd. Temat sie skonczyl postanowailem nie drazyc tematu. Przyjade zobacze czy sie czopki zgadzaja jesli nie to czeka nas powazna rozmowa. Przyjechalem do domu i defacto po 5 minutach myjac sie w toalecie ciekawosc wziela i gore i sprawdzilem brakuje 3 czopkow. Niestety miekki jestem wiec moja zona od razu zauwazylem ze cos jest nie tak i zaczela pytac sie o co chodzi i co sie stalo. Nie wytrzymalem i powiedzialem jej ze zrobilem zdjecie przed wyjazdem i teraz sie nie zgadza itd itd. Oczywiscie uslyszalem ze sprzatala ze nie wie ile bylo wczesniej, ze wyrzucila, po czym sie zreflektowala ze moze zostawi pare wiec zostawila 1x4. Oczywiscie kolejny raz uslyszalem ze sie nic nie stalo itd i nic sie nie dzieje i ze mnie kocha i standardowe odpowiedzi. No ale dzien skonczyl sie slabo. Nastepnego dnia chcialem z nia porozmawiac zeby sie dowiedziec o co chodzi no wiec uslyszalem ze te maila to jakies takie wymiany muzyki tylko i ze to jej kolega z branzy. Na pytanie o imie i nazwisko, odpowiedziala mi tylko, ze ona nie powie mi bo nie wie co ja zrobie. Ze on jest zonaty i ze nie bedzie nikomu zycia rozwalala bo ona wie jak moze zareagowac jakas kobieta na takie rzeczy. Znowu oczywiscie nasluchalem sie jak to ona teraz czuje sie zaszczuta, ze boi sie spojrzec na swoj telefon itd itd. Poza tym skasowala maile i nie moze mi pokazac ze nic tam nie bylo. Widze ze chyba cos ukrywa ale nie wiem. Wydaje mi sie, ze chyba nic tam nie bylo ale nie wiem czy to jeszcze trwa. Boje sie ze to pokaz zeby mnie uspic. Co o tym sadzicie. Wymyslam czy jednak mam prawo wiedziec kto to jest? Moja zona twierdzi, ze dla mnie powinno byc wazne to co ona mowi o sytuacji a nie osoba. Co mi da nazwisko najważniejsze to to ze tam nic nie bylo.
8 2014-06-01 21:26:00 Ostatnio edytowany przez assassin (2014-06-01 21:39:44)
Na pytanie o imie i nazwisko, odpowiedziala mi tylko, ze ona nie powie mi bo nie wie co ja zrobie. Ze on jest zonaty i ze nie bedzie nikomu zycia rozwalala bo ona wie jak moze zareagowac jakas kobieta na takie rzeczy. Znowu oczywiscie nasluchalem sie jak to ona teraz czuje sie zaszczuta, ze boi sie spojrzec na swoj telefon itd itd. Poza tym skasowala maile i nie moze mi pokazac ze nic tam nie bylo. Widze ze chyba cos ukrywa ale nie wiem. Wydaje mi sie, ze chyba nic tam nie bylo ale nie wiem czy to jeszcze trwa. Boje sie ze to pokaz zeby mnie uspic. Co o tym sadzicie. Wymyslam czy jednak mam prawo wiedziec kto to jest? Moja zona twierdzi, ze dla mnie powinno byc wazne to co ona mowi o sytuacji a nie osoba. Co mi da nazwisko najważniejsze to to ze tam nic nie bylo.
Kiepsko to wygląda, ale niepotrzebnie zrobiłeś scenę nie mając nic czarno na białym, bo jeśli to jednak nic takiego, to wyszedłeś na zazdrosnego idiotę...
9 2014-06-01 21:41:03 Ostatnio edytowany przez kis.mir (2014-06-01 21:45:10)
Nie wiem co o tym myslec. Jak zapytalem sie czy w takim razie dla niej anonimowosc jego jest wazniejsza niz ja to wlasnie dostalem taka odpowiedz. Nie wiem. Tak na prawde wiem, ze niczego nie znajde. Teraz to na 100%. Najgorsze dla mnie jest to ze ona nie chce ciagnac tego tematu. Ja nie spie po nocach jade na jakis tabletkach nasennych gdzie nigdy nie mialem problemu z zasypianiem nawet jak bylem pod wplywem duzego stresu zwiazanego z praca. Niby jest ok. Rozmawiamy wiecej i jest jakby lepiej ale no wlasnie.... Nie wiem co tam sie dzialo a moja zona uwaza ze nic i na tym koniec. Nie wiem dlaczego ja ponosze kare za to a ona chyba nie ponosi. No bo niby co ja jej mam zrobic.
Assassin ja nigdy nie bylem zazdrosny. Nigdy. Uwazam, ze malzenstwo to nie jest wiezienie ale jesli moja zona by mi powiedzial co to jest itd to bylby na tym koniec. Wlasnie, wychodze na zazdrosnego idiote ale co mam czekac a za 2 lata moja zona mi powie odchodzi. Ona nie rozumie tego ze mi da spokoj prawda (no bo niby przeciez nic tam nie bylo). Jedyne co moge zrobic to tak jak wczesniej mowilem przyjade i nie dam jej pieniedzy badz w ograniczonym zakresie ale nie chce tego wogole robic. Nic innego nie moge zrobic bo co powiem ze wyjezdzam. I tak wyjezdzam.
Wysypałeś się, teraz jeśli coś było/jest zejdzie do podziemia. Ale podkreślę jeszcze raz ZA RĘKĘ jej nie złapałeś, więc na razie odpuść...
WIem, ze muze sobie odpuscic tylko, ze teraz to juz nic nie znajde. Wiem to. Jedyne co to moge na wlasna reke znalezc tego goscia bo wiem jak to zrobic ale co wtedy. Jak powiem zonie, ze wiem to zdziczeje a bez jej wytlumaczenia to srednio. Nie wiem sam. Za glupi i naiwny jestem to jest najgorsze.
Hej,
Jesli chodzi o jakies nowosci to raczej ich niema..... no wlasnie raczej. Dwa tygodnie temu poczulem slaby ale bardzo dlugi ucisk na klatke piersiowa i nie moglem zlapac oddechu. Po namowach znajomych poszedlem do lekarza. Niestety, podejrzenie zawalu lewej sciany miesnia sercowego, dalsze badania toku. Powiedzcie mi czy ja powinienem powiedziec to zonie czy nie wg Was. Nie chce wzbudzac poczucia winy w niej w mojej sytuacji ale z drugiej strony nie wyobrazam sobie sytuacji ukrywania az takich rzeczy. Nie wiem co mam zrobic. Nie chce teraz niczego zepsuc.... ale z drugiej strony kolana mi "poszly". Nigdy nie mialem problemu zdrowotnych, biegam po 10km co drugi dzien a teraz tak jakby mi ktos obuchem walnal.