Diabły - demony, opętania, duchy, upiory widma! - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELIGIA - DUCHOWE POSZUKIWANIA » Diabły - demony, opętania, duchy, upiory widma!

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 4 ]

1

Temat: Diabły - demony, opętania, duchy, upiory widma!

Ksiądz N(SZ)ATANEK

https://www.youtube.com/watch?v=bCVR1s4o77c


Część I 
JESTEM W PIEKLE! MÓJ BOŻE MIEJ MNIE W SWEJ OPIECE!

Bardzo niewiele osób/dusz ma doświadczenie widzenia piekła, ale teraz pragnę opowiedzieć właśnie o tych nielicznych duszach, które po śmierci...widzą diabły. Co ciekawe piekło i diabły widzą nie ci ludzie, którzy dopuścili się za życia wielkich zbrodni, ale ci którzy...bardzo chcieli dostać się do piekła, wciąż o nim opowiadając i strasząc innych przed wiecznymi piekielnymi mękami. Jak więc to wygląda i gdzie zatem trafiają tacy ludzie?

Oczywiście zaczyna się dokładnie tak samo, następuje fizyczna śmierć ciała, potem czas pożegnania, ze swym ciałem, a przede wszystkim z pozostawioną na tym świecie rodziną, najbliższymi, którzy cierpią, płaczą, nie rozumieją dlaczego odeszła tak bliska im osoba. Traktują ów świat jako jedyny i niepowtarzalny. Śmierć wydaje się więc czymś strasznym, nieznanym i nawet ci, którzy gorączkowo się modlą, czują ogromy strach przed śmiercią. Dla nas żyjących śmierć jest prawdziwą tragedią, która całkowicie destabilizuje nam życie. W wyniku śmierci najbliższej osoby - popadamy w ogromny smutek, żal a często nawet i depresję. Nie rozumiemy że śmierć nie jest niczym szczególnym w naszej drodze i że i tak spotkamy się ponownie z naszymi najbliższymi (zarówno na "Tamtym Świecie", jak i częstokroć w kolejnych żywotach ziemskich). Poza tym nasza kultura całkowicie deprecjonuje śmierć, odsuwając ją na dalszy plan, lub całkowicie ją demonizując. Ale wróćmy do tematu.

Dalej owa wspomniana przeze mnie dusza przechodzi przez tunel, przebija się przez pas chmur i wychodzi na spotkanie swych przyjaciół i swego Przewodnika, ale tu spotyka ją przykra niespodzianka. Pewien mężczyzna poddany hipnozie, po przejściu przez pas chmur, ujrzał...coś przerażającego: "Wreszcie przebiłem się z nad tych gęstych chmur i płynę dalej. Widzę coś w oddali". Na pytanie hipnotyzera: "Co to takiego?", odpowiada: "Nie wiem jeszcze, jest zbyt daleko", wówczas na stwierdzenie hipnotyzera, by spokojnie zbliżył się do owej postaci i opisał jej wygląd, ów mężczyzna nagle wybucha głośnym krzykiem i zaczyna płakać: "O Boże, nie, och nie, nie. Boże Wszechmogący dlaczego? Dlaczego ja? To jest diabeł, jestem w piekle - mój Boże, dlaczego?". Hipnoterapeuta próbuje go uspokoić, prosząc by wziął głęboki oddech, odprężył się i dokładnie opisał to co widzi przed sobą, mężczyzna jednak wciąż bardzo poddenerwowany, głośno lamentuje: "Widzę diabła Boże, dlaczego ja, dlaczego?" Hipnoterapeuta próbuje go uspokoić, twarz mężczyzny pokrywa się zimnym potem, który hipnotyzer usuwa chusteczką mówiąc: "Spokojnie, może ci się coś przewidziało, uspokój się i opisz mi go dokładnie", w tym momencie mężczyzna zaczyna się rzucać na fotelu, szarpie się i krzyczy: "To już koniec - idę do piekła, och, już jestem w piekle!".

"Poczekaj opisz mi go dokładnie!" - te słowa jednak nic nie dają, mężczyzna wciąż się szamocze i wyrywa, wreszcie hipnotyzer pyta: "Opisz mi dokładnie jak wygląda ten diabeł, którego przed sobą widzisz?", mężczyzna wciąż płacząc odpowiada: "Demon, czerwono-zielona twarz, ma rogi, o Boże on ma rogi i te oczy tak groźne, tak zimne", hipnotyzer popędza: "Dobrze, mów dalej, opisz mi co jeszcze widzisz?", pacjent kontynuuje: "Skóra jego twarzy jest cała czarna...osmolona - o słodki Jezu, dlaczego spośród wszystkich ludzi to spotkało właśnie mnie, przecież ci służyłem Boże całym moim sercem i całą duszą" (ów mężczyzna w poprzednim życiu był księdzem, a jego kazania były bardzo żywiołowe, często odnosił się do "życia po śmierci", gdzie opowiadał o cierpieniach, jakie przeróżni grzesznicy dostąpią smażąc się w ogniu piekielnym i doświadczając najróżniejszych mąk). Hipnoterapeuta ponagla: "Nie przerywaj, kontynuuj opis tej "postaci". "Co mam ci jeszcze opisać" - wybucha gniewem wzburzony pacjent - "Ty nie rozumiesz, ja stoję przed diabłem". "Dobrze, stoisz przed diabłem i co dalej, jak on wygląda, opisz go całego", pacjent na to: "Widzę tylko przezroczyste ciało, nic prócz twarzy". Hipnoterapeuta zapytuje w tym momencie czy to nie dziwne że diabeł pojawia się nagle bez swego ciała i każe mu jeszcze raz spojrzeć oraz powiedzieć co widzi, lecz pacjent teraz właśnie milczy, milczy przez pewien krótki czas, by nagle z żalem wybuchnąć: "No nie, to ten łajdak"...

Na pytanie o kim mówi odpowiada: "To mój...Przewodnik, robi sobie ze mnie żarty. To było ukartowane, on chciał mi odpłacić tym, czym ja sam za życia straszyłem innych ludzi - mówi mi o tym i zawadiacko z uśmiechem na ustach pyta - przyjemnie ci było?" Następnie ów mężczyzna mówi do hipnoterapeuty: "Nie żebym narzekał, wiedz że Scanlon jest świetnym nauczycielem, najlepszym, ale...lubi dość nieprzyjemne żarty, teraz przeszedł samego siebie". Pacjent zrozumiał że jego życie zboczyło z właściwej ścieżki jako głosiciela "Słowa Bożego", że miast przynosić ukojenie i radość, straszył ludzi mękami piekielnymi i cierpieniem pośmiertnym, jego przewodnik Scanlon (takie nosił imię), chciał mu to pokazać w sposób iście obrazowy - i udało się na całego. Takich ludzi jak ów mężczyzna, którzy widzą po śmierci..."diabły", jest bardzo niewielu, a każde takie (nawet pośmiertne), doświadczenie ma nam ukazać pewien paradoks naszych słów, wyobrażeń i czynów, choć należy przyznać, że nie każdy Przewodnik ma tak "oryginalne" poczucie humoru jak ów Scanlon (no cóż - Przewodnicy to też bardzo rożne typy osobowości i "trudne orzechy do zgryzienia").


CDN.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Diabły - demony, opętania, duchy, upiory widma!

Część II - UMARŁ ZA NASZE GRZECHY!

Czyli czy można wziąć na siebie grzechy innych ludzi?


Bardzo (wg. mnie), ciekawe pytanie tym bardziej, że kultura i tradycja religijna w jakiej wyrośliśmy odpowiada na to w sposób jednoznacznie twierdzący - więcej zdarzają się pewne (niewyjaśnione) sytuacje, które w jakiś sposób to potwierdzają. Dla milionów chrześcijan, męczeńska śmierć na krzyżu Jezusa Chrystusa, stanowi kwintesencję naszego zbawienia i odkupienia winy Adama i Ewy. Jezus więc - nazywany Drugim Adamem - przynosi zbawienie i uwolnienie ludzkości od grzechu pierworodnego i poprzez swą śmierć, otwiera zmarłym duszom "Bramy Raju". Tak brzmi ów najbardziej znany przykład wzięcia na siebie grzechów innych ludzi, czyli cierpienia za miliony (choć oczywiście nie jest to jedyny taki przykład - wystarczy przyjrzeć się poszczególnym przypadkom...opętań, by zauważyć że tam też w jakiś sposób chodzi o cierpienie za innych). Przekazy religijne bardzo wzmacniają wiarę w moc uzdrawiającej śmierci, szczególnie w przypadku wielkich postaci religijnych. Innymi słowy - ludzkość przed Jezusem, nie miała możliwości wejścia do "Królestwa Niebieskiego", błąkała się więc pomiędzy Niebem, Czyśćcem i Piekłem. Dopiero śmierć Jezusa Chrystusa otworzyła nam wszystkim bramy Raju.

Jednak ta "teoria", ma pewne bardzo duże nieścisłości. Po pierwsze dlaczego dobry Bóg wyznawał winę zbiorową - karał ludzkość za grzech jednego mężczyzny i jednej kobiety i to karał wszystkich bardzo dotkliwie - odbierając im możliwość ujrzenia biblijnego Raju. Druga kwestia dotyczy samej męczeńskiej śmierci na krzyżu - jak to możliwe że ludzkość, która grzeszyła od wieków, za sprawą jednej tylko śmierci ma nagle zostać zbawiona, tak jakby ich dawniejsze przewinienia i grzechy - zostały poprzez tę krew - całkowicie wymazane. Kwestia trzecia - dla mnie najistotniejsza, kierując się tą zasadą, można grzeszyć do woli, w końcu przecież przyjdzie jakiś "frajer", który weźmie na siebie nasze grzechy i będzie "gites-majonez". I wreszcie najważniejsza sprawa - gdyby było tak, jak uczy nas od wieków przekaz biblijny, nasze istnienie nie ma...najmniejszego sensu, my żyjemy - właściwie nie wiadomo po co, chyba tylko po to byśmy mogli jeść, pić, chędożyć, płodzić potomstwo, wypróżniać się, spać i pracować - właściwie całe nasze istnienie od początku naszych narodzin, aż po kres życia - nie ma najmniejszego sensu. Jak Bóg się rozgniewa, przecież ponownie może nam zamknąć "Bramy Raju", a wtedy już nie przyśle swego syna, no chyba że...ludzkość złoży mu jakąś wyjątkowo cenną ofiarę.

Jak to wygląda naprawdę (pisząc "NAPRAWDĘ" - nie mam zamiaru wymądrzać się, lub podważać określone przekazy religijne innych osób, powiem więcej, to co tu napiszę i to co przeczytacie, należy podsumować stwierdzeniem, które wynika również z sesji hipnotycznych na ten temat: "Proszę was, weźcie z tego tylko tyle, ile jesteście w stanie "unieść" i połączyć z waszymi przekonaniami, religią, filozofią i sumieniem, a całą resztę...odrzućcie, jako niezgodną z tym, w co wierzycie").

Ludzie nie rodzą się źli, nie przychodzimy na świat obciążeni jakąkolwiek winą za "dawne grzechy pierwszych ludzi". Rodzimy się "czyści", pełni miłości i chęci zrozumienia tego co przed nami, pragniemy dzielić się tym stanem, który jeszcze posiadamy w pamięci (amnezja "aktywuje" się dopiero z chwilą narodzin, choć i wówczas nie jest ona jeszcze szczelna i przez jakiś czas dusza będąca w ciele noworodka, nadal pamięta o "Tamtym Świecie"). Jednak otoczenie, społeczeństwo w którym dorastamy i żyjemy, przyzwolenie na czynienie zła (w różnej formie), które jest czymś normalnym w ludzkich społeczeństwach (jak choćby pięcie się po szczeblach kariery, nie zważając na zło i cierpienie, które w jakiś sposób generujemy w stosunku do innych osób, wymusza i kształtuje na nowo nasze zachowania. Innym przykładem może być "niedopasowanie" duszy i ciała (to niedopasowanie nie polega na błędnym wyborze danego ciała w "Zaświatach", a raczej na nieumiejętnym "dostrojeniu" się umysłu duszy z mózgiem człowieka już od momentu "wejścia" do ciała). Trzeba też pamiętać, że nie wszystkie dusze (choć pełne jak najlepszych chęci), są "bezkonfliktowe". Niektóre, szczególnie młode dusze, cechuje duża niepewność i pewnego rodzaju zagubienie w ciele. Powoduje to dosyć dziwną mieszankę, w której zarówno dusza jak i ciało działają wobec siebie...przeciwstawnie.

Dusza, która nie jest w stanie zapanować nad emocjami ciała i fizycznego mózgu (co może być spowodowane nierównowagą hormonalną oraz chemiczną mózgu, która to wpływa na ludzki układ nerwowy), zanieczyszcza się przez cierpienie, które "jej" ciało zadaje innym ludziom. Przebywanie w takim ciele, jest dla duszy tym, czym dla nas byłaby nieustanna 24-godzinna praca w pomieszczeniu przypominającym ciasną i pozbawioną okien - palarnię, do której co chwila wchodzą nowi palacze. Dlatego też, nie powinno być dla nas dziwne, że taka dusza chce od czasu do czasu "zaczerpnąć świeżego powietrza", czyli innymi słowy, gdy tylko ma taką możliwość (np. podczas snu, lub w czasie sprawiania innym ogromnego bólu, lub samemu doświadczania bólu), opuszcza na jakiś krótki czas swoje ciało. Zła i piekła nie musimy obawiać się "na zewnątrz", ono jest w nas, w każdej żywej, fizycznej istocie, lecz zadaniem duszy, jest opanowanie tych negatywnych emocji, poskramianie w sobie złych pragnień, namiętności i chęci sprawiania cierpienia innym (np. w celu zemsty). Wszyscy rodzimy się w jednym celu - by jak najlepiej przeżyć swoje życie, nie powodując przy tym (lub przynajmniej ograniczając), cierpienie (choćby psychiczne), którym obdarowujemy inne istoty, a szczególnie innych ludzi.

Naszym celem jest więc uczyć się na własnych błędach (lub przynajmniej na błędach innych). Zrozumieć ów fakt, że krzywdząc drugą osobę - tak naprawdę krzywdzimy siebie samych, bowiem gdybyśmy tylko za życia potrafili ujrzeć siebie jako istoty duchowe, zauważylibyśmy jak silnie jesteśmy ze sobą związani, jak wszyscy stanowimy pewną jedność, która tworzy coś, co możemy nazwać Bogiem. Nie można więc ani "dziedziczyć" win przodków, ani też wziąć na siebie grzechów innych ludzi, gdyż każdy z nas ma swoją lekcję do odrobienia i nikt (nawet jeśliby bardzo chciał), nie może nam zabrać ani naszych grzechów/błędów, popełnianych za życia, ani też sukcesów na naszej drodze ku ponownemu zjednoczeniu z Bogiem i powrocie na stałe do Domu. Co ciekawe - tu na Ziemi, słuchając o "powrocie", "zjednoczeniu" itd. ogarnia nas albo niezrozumienie, połączone z ignorancją, albo pewnego rodzaju obawa, że utracimy siebie, jako "NAS", czyli nasze jednostkowe "ego". Ale już jako dusze...nie marzymy o niczym innym, tylko o ponownym powrocie do Domu. To jest miejsce, które każda dusza traktuje jako dopełnienie swojego jestestwa, zespolenie się z Najwyższym Dobrem, Miłością i Wszechwiedzą, zespolenie się z Wszechstwórcą Wszechrzeczy - jest czymś, co moglibyśmy określić jako najskrytsze pragnienie każdej - i to bez wyjątku - duszy po fizycznej śmierci ciała. Oczywiście zjednoczenie nie oznacza zniszczenia pamięci przeżytych chwil w każdym z kolejnych żywotów - stanowią one całość, która nigdy nie zostanie usunięta, czy zapomniana - po prostu będąc w "Domu", będziemy Bogiem, który...pamięta indywidualne wydarzenia z przeżytego życia jako duszy, oraz przeżyć innych dusz.


W kolejnym poście spróbuję wyjaśnić, kto może stać za niektórymi najsławniejszymi opętaniami, jakich pewne osoby doświadczały na Ziemi.



CO W ŻYCIU CZŁOWIEKA JEST NAJWAŻNIEJSZE? - UKSZTAŁTOWAĆ SAMEGO SIEBIE!

MOŻESZ BYĆ DOBROCZYŃCĄ I MOŻESZ BYĆ OPRAWCĄ, JEDNO I DRUGIE JEST W TWOJEJ NATURZE, ZALEŻY WIĘC KTÓREJ STRONIE NATURY POZWOLISZ WZIĄĆ GÓRĘ

Pięknie powiedziane!

https://www.youtube.com/watch?v=Ns5Fz5bokwU


CDN.

3

Odp: Diabły - demony, opętania, duchy, upiory widma!

https://www.youtube.com/watch?v=FFS9sBXhwjw


Część III - DUCHY - UPIORY - WIDMA


Jakże wielu jest nieszczęśliwych ludzi na Ziemi, jakże wielu nie rozumie swego tutaj zadania i swój los traktuje jako karę, wymierzoną przez Boga. Podobnie jest po śmierci - dusza która doznała silnego szoku, spowodowanego momentem jej gwałtownego zgonu, niekiedy rezygnuje z powrotu w "Zaświaty" i postanawia nadal przebywać w pobliżu miejsca swej śmierci (lub w pobliżu swych ukochanych bliskich). Nie mogąc pojąć, dlaczego "umarła" (utraciła swe fizyczne ciało), a nie mogąc jednocześnie skontaktować się ze swymi bliskimi (dusza pod wpływem szoku i żalu nie jest w stanie "dostać się" do umysłu ukochanej osoby, by próbować dać im znak że nadal istnieje), popada w stan rozpaczy i ogromnego żalu. Bardzo często są to Młode Dusze, które przywiązane do cielesności, pragną jak najszybciej "odzyskać" swoje ciało. Chciałyby jak najszybciej rozpocząć nowe życie, tak, aby nie musieć powracać do "Tamtego Świata", tylko od razu wcielić się w ciało jakiegoś noworodka. Niestety, to tak nie działa, gdyż nie miałoby to najmniejszego sensu. Naszym zadaniem jest uczyć się na błędach, po to by doświadczając uwalniać się od negatywnej energii, nagromadzonej w trakcie naszego życia. Ponowne narodziny, bez uprzedniego przygotowania duszy w "Zaświatach", bez rozpatrzenia wszystkich spraw z jej poprzedniego życia i bez wyboru przez duszę kolejnego ciała - byłoby zupełnie bezproduktywne.

Dlatego też zarówno Przewodnicy, jak i Odkupiciele Zagubionych Dusz, nie nalegają i nie zmuszają tak cierpiącej po śmierci duszy - by wróciła do "Domu". Dają jej czas na przemyślenia i dokonanie wyboru kiedy zechce powrócić. Tak zrozpaczone dusze naprawdę zaczynają żyć w świecie "pomiędzy życiem a śmiercią, snem a jawą - tworzą sobie swój własny świat, w którym przebywają w całkowitym odosobnieniu, próbując zrozumieć swoje negatywne wybory i ich skutki. Jest to bardzo delikatny i skomplikowany proces odnowy duszy i nikt jej w tym nie pomoże, jeśli ona sama tego nie zapragnie. Dlatego też "Odkupiciel Zagubionych Dusz" (który odprowadza takie "zagubione" dusze, które staja się duchami lub widmami - do Zaświatów), jak i jej Przewodnik, wyczekują momentu, kiedy dana dusza wreszcie zapragnie "dać sobie pomóc" - ale to musi być jej świadoma i suwerenna decyzja. Dusze które generują sobie swój "własny świat" (np. piękny ogród w którym przebywają), nie staja się widmami, są po prostu zagubionymi duszami, pragnącymi samotności i oddalenia od jakichkolwiek spraw (ludzkich czy duchowych). Stan w którym wówczas przebywają dusze, można porównać do chrześcijańskiego czyśćca. Oczyszczenie zawsze musi być, świadomą decyzją duszy, a czas na to przeznaczony zależy tylko od niej samej. Oczywiście są też i dusze, które nie generują "własnego świata", a przebywają na Ziemi i staja się widmami. I znów nie z własnej woli, nie po to by dręczyć i straszyć innych ludzi - tylko po to by ukoić swój ból, spowodowany częstokroć uświadomieniem sobie np. ogromnych cierpień zadawanych innym. Takie dusze wybierają na swe "siedziby", np. stare zamczyska, lub ciężkie więzienia (lochy), by tam w "samotności" rozmyślać nad własnymi wyborami.

Jednak te wszystkie dusze wyżej opisane, są duszami "ziemskimi", czyli takimi które inkarnuja jedynie na naszej planecie (no może poza jakimiś niewielkimi skokami w bok, jeśli dana dusza chce doświadczyć innego niż ziemskie otoczenia). Takie dusze, nawet jeśli stają się widmami i ich rozpacz i żal (pod wpływem niezwykle skumulowanej energii), tworzy słyszalne pojedyncze jęki, nie czynią niczego z premedytacją. Oznacza to że świadome swojej "ludzkiej" przeszłości (i przyszłości), nie chcą nikogo straszyć. Po prostu ich żal jest tak silny, że nie zastanawiają się nad tym co niekiedy mogą odbierać żyjący ludzie, będący w ich otoczeniu. Są jednak dusze, które z premedytacją straszą ludzi i czynią to dla własnej przyjemności. Jednak - nie są to dusze...ziemskie, to są tzw.: "turyści". Wpadają na naszą planetę z innych światów fizycznych (niekiedy nawet i z alternatywnych do naszego wymiarów), po to aby się zabawić i pośmiać. A ponieważ doskonale widzą (i wiedzą), że ludzie na naszej planecie boją się duchów i złych mocy - robią sobie z nich żarty - strasząc ich z premedytacją. Nie są to jednak (wbrew pozorom), "złe" dusze, są trochę jak zagubione dzieciaki, które zabijają czas wymyślając nowe, psotne zabawy. W ogóle nie przejmują się tym, że ktokolwiek może cierpieć z ich powodu, a tym bardziej że ktoś się może ich bać. Zresztą na własnych planetach (w ciałach fizycznych), często te dusze przejawiały destruktywną naturę i powodowały cierpienia swym "współplemieńcom" - nic więc dziwnego, że ludzie są im całkowicie obojętni.

Co ciekawe, "ziemskie dusze" (to znaczy takie które inkarnują na Ziemi), starają się częstokroć temu przeciwdziałać i "odganiają" tamte dusze. Jednak i te przypadki (dusz pochodzących z innych systemów gwiezdnych, lub innych wymiarów), dusz złośliwych, obojętnych lub lubujących się w "psikusach" - też jest niewiele, w porównaniu do populacji dusz odwiedzających Ziemię (a pochodzących także z innych galaktyk). Ogromna część tych "turystów", to dusze przyjazne i zupełnie nieszkodliwe (jeszcze raz pragnę wyjaśnić iż pisząc "nieszkodliwe" nie mam na myśli szkodliwości tych drugich - po prostu tamte są nieczułe na ludzką wrażliwość i emocje). Przybywają na Ziemię dla zabawy, chcą się zrelaksować nie czyniąc przy tym jednak szkody mieszkańcom planety. Tylko istnieje pewna wyraźna różnica, pomiędzy duszami "ziemskimi", a tymi pochodzącymi z innych systemów gwiezdnych - te pierwsze zdają sobie doskonale sprawę z ludzkich namiętności i obaw, dlatego też są szczególnie wyczulone na nieingerencję w ludzką wrażliwość i starają się nie prowokować zdarzeń swymi działaniami. Dusze pochodzące z innych galaktyk - tej wrażliwości już nie posiadają, a często zdziwione ludzkimi obawami i strachem przed duchami lub demonami - jeszcze bardziej próbują "przekonać" żyjących że nie chcą im wyrządzić żadnej krzywdy (jeśli w ogóle można to tak ująć). Tym samym tylko powiększają ludzkie obawy. Dusze te, są również sprawcami wszystkich opętań, jakie miały miejsce na Ziemi (oczywiście mają przy tym wyśmienitą zabawę i czynią to tylko dla...rozrywki niestety).

"Ziemskie dusze też wybierają na swe duchowe eskapady inne planety, starają się jednak nie czynić przy tym szkody. Jeśli dana dusza zbyt się "rozkręca" i generuje tym pewne (poważne), oddziaływania dla żyjących ludzi - wówczas wysyłany jest po nią Tropiciel, który sprowadza ją w "Zaświaty" i jej figle na tym się kończą. Jednak dusze nie są kontrolowane non-stop, wręcz przeciwnie, pozwala się im na bardzo dużą samodzielność.

Posty [ 4 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELIGIA - DUCHOWE POSZUKIWANIA » Diabły - demony, opętania, duchy, upiory widma!

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024