Ksiądz N(SZ)ATANEK
https://www.youtube.com/watch?v=bCVR1s4o77c
Część I
JESTEM W PIEKLE! MÓJ BOŻE MIEJ MNIE W SWEJ OPIECE!
Bardzo niewiele osób/dusz ma doświadczenie widzenia piekła, ale teraz pragnę opowiedzieć właśnie o tych nielicznych duszach, które po śmierci...widzą diabły. Co ciekawe piekło i diabły widzą nie ci ludzie, którzy dopuścili się za życia wielkich zbrodni, ale ci którzy...bardzo chcieli dostać się do piekła, wciąż o nim opowiadając i strasząc innych przed wiecznymi piekielnymi mękami. Jak więc to wygląda i gdzie zatem trafiają tacy ludzie?
Oczywiście zaczyna się dokładnie tak samo, następuje fizyczna śmierć ciała, potem czas pożegnania, ze swym ciałem, a przede wszystkim z pozostawioną na tym świecie rodziną, najbliższymi, którzy cierpią, płaczą, nie rozumieją dlaczego odeszła tak bliska im osoba. Traktują ów świat jako jedyny i niepowtarzalny. Śmierć wydaje się więc czymś strasznym, nieznanym i nawet ci, którzy gorączkowo się modlą, czują ogromy strach przed śmiercią. Dla nas żyjących śmierć jest prawdziwą tragedią, która całkowicie destabilizuje nam życie. W wyniku śmierci najbliższej osoby - popadamy w ogromny smutek, żal a często nawet i depresję. Nie rozumiemy że śmierć nie jest niczym szczególnym w naszej drodze i że i tak spotkamy się ponownie z naszymi najbliższymi (zarówno na "Tamtym Świecie", jak i częstokroć w kolejnych żywotach ziemskich). Poza tym nasza kultura całkowicie deprecjonuje śmierć, odsuwając ją na dalszy plan, lub całkowicie ją demonizując. Ale wróćmy do tematu.
Dalej owa wspomniana przeze mnie dusza przechodzi przez tunel, przebija się przez pas chmur i wychodzi na spotkanie swych przyjaciół i swego Przewodnika, ale tu spotyka ją przykra niespodzianka. Pewien mężczyzna poddany hipnozie, po przejściu przez pas chmur, ujrzał...coś przerażającego: "Wreszcie przebiłem się z nad tych gęstych chmur i płynę dalej. Widzę coś w oddali". Na pytanie hipnotyzera: "Co to takiego?", odpowiada: "Nie wiem jeszcze, jest zbyt daleko", wówczas na stwierdzenie hipnotyzera, by spokojnie zbliżył się do owej postaci i opisał jej wygląd, ów mężczyzna nagle wybucha głośnym krzykiem i zaczyna płakać: "O Boże, nie, och nie, nie. Boże Wszechmogący dlaczego? Dlaczego ja? To jest diabeł, jestem w piekle - mój Boże, dlaczego?". Hipnoterapeuta próbuje go uspokoić, prosząc by wziął głęboki oddech, odprężył się i dokładnie opisał to co widzi przed sobą, mężczyzna jednak wciąż bardzo poddenerwowany, głośno lamentuje: "Widzę diabła Boże, dlaczego ja, dlaczego?" Hipnoterapeuta próbuje go uspokoić, twarz mężczyzny pokrywa się zimnym potem, który hipnotyzer usuwa chusteczką mówiąc: "Spokojnie, może ci się coś przewidziało, uspokój się i opisz mi go dokładnie", w tym momencie mężczyzna zaczyna się rzucać na fotelu, szarpie się i krzyczy: "To już koniec - idę do piekła, och, już jestem w piekle!".
"Poczekaj opisz mi go dokładnie!" - te słowa jednak nic nie dają, mężczyzna wciąż się szamocze i wyrywa, wreszcie hipnotyzer pyta: "Opisz mi dokładnie jak wygląda ten diabeł, którego przed sobą widzisz?", mężczyzna wciąż płacząc odpowiada: "Demon, czerwono-zielona twarz, ma rogi, o Boże on ma rogi i te oczy tak groźne, tak zimne", hipnotyzer popędza: "Dobrze, mów dalej, opisz mi co jeszcze widzisz?", pacjent kontynuuje: "Skóra jego twarzy jest cała czarna...osmolona - o słodki Jezu, dlaczego spośród wszystkich ludzi to spotkało właśnie mnie, przecież ci służyłem Boże całym moim sercem i całą duszą" (ów mężczyzna w poprzednim życiu był księdzem, a jego kazania były bardzo żywiołowe, często odnosił się do "życia po śmierci", gdzie opowiadał o cierpieniach, jakie przeróżni grzesznicy dostąpią smażąc się w ogniu piekielnym i doświadczając najróżniejszych mąk). Hipnoterapeuta ponagla: "Nie przerywaj, kontynuuj opis tej "postaci". "Co mam ci jeszcze opisać" - wybucha gniewem wzburzony pacjent - "Ty nie rozumiesz, ja stoję przed diabłem". "Dobrze, stoisz przed diabłem i co dalej, jak on wygląda, opisz go całego", pacjent na to: "Widzę tylko przezroczyste ciało, nic prócz twarzy". Hipnoterapeuta zapytuje w tym momencie czy to nie dziwne że diabeł pojawia się nagle bez swego ciała i każe mu jeszcze raz spojrzeć oraz powiedzieć co widzi, lecz pacjent teraz właśnie milczy, milczy przez pewien krótki czas, by nagle z żalem wybuchnąć: "No nie, to ten łajdak"...
Na pytanie o kim mówi odpowiada: "To mój...Przewodnik, robi sobie ze mnie żarty. To było ukartowane, on chciał mi odpłacić tym, czym ja sam za życia straszyłem innych ludzi - mówi mi o tym i zawadiacko z uśmiechem na ustach pyta - przyjemnie ci było?" Następnie ów mężczyzna mówi do hipnoterapeuty: "Nie żebym narzekał, wiedz że Scanlon jest świetnym nauczycielem, najlepszym, ale...lubi dość nieprzyjemne żarty, teraz przeszedł samego siebie". Pacjent zrozumiał że jego życie zboczyło z właściwej ścieżki jako głosiciela "Słowa Bożego", że miast przynosić ukojenie i radość, straszył ludzi mękami piekielnymi i cierpieniem pośmiertnym, jego przewodnik Scanlon (takie nosił imię), chciał mu to pokazać w sposób iście obrazowy - i udało się na całego. Takich ludzi jak ów mężczyzna, którzy widzą po śmierci..."diabły", jest bardzo niewielu, a każde takie (nawet pośmiertne), doświadczenie ma nam ukazać pewien paradoks naszych słów, wyobrażeń i czynów, choć należy przyznać, że nie każdy Przewodnik ma tak "oryginalne" poczucie humoru jak ów Scanlon (no cóż - Przewodnicy to też bardzo rożne typy osobowości i "trudne orzechy do zgryzienia").
CDN.