GBUR
Pomóżcie mili, o radę proszę
czy tak być musi? czy to normalne?
ona codziennie przez niego płacze
chociaż by chciała by mówił - kochanie.
Cokolwiek by się nie wydarzyło
ją za to winą obarcza stale.
I nie wiem jak by mówiła czule,
lub wykrzyczała w wzburzonej złości
żaden argument - nie dociera,
wciąż jej powtarza, że to głupoty,
że "znowu zaczyna",
a o poważnych z nim tematach
to już w ogóle nie ma mowy
zaraz zamilcza niczym głaz skalny,
czułym zaś się staje gdy noc się zbliża.
Czuje się niczym niewolnica
znosi humory jego i złości,
ciągle powtarza - ja jestem winna.
Chociaż go darzy uczuciem szczerym
bunt w jej serduszku miłość wypiera,
coraz smutniejsze jej oczy krzyczą
ja już naprawdę nie daję rady!
Mam tego dość do jasnej ch...ry!!
Wszystko ma swój kres i finał,
przecież ten smutek i tak pozostanie
niechaj ten gbur już ją omija,
niech od niej więcej już nic nie dostanie! (K)
Tak pokrótce przedstawiają się moje emocje w chwili obecnej... mam już serdecznie dość gbura! Przecież nie mogę ciągle "to ja o wszystko walczyć" i za przeproszeniem by nie urazić trzymać paluszka w 4-ech literach.... bo wszystko jest wg. niego be i niedobre, tylko on cacy... i nie działają już na mnie teksty... jeśli kochasz to to czy tamto.. :-((
I jak mam postępować? Nie umiem być... okrutna.. Beznadzieja...