Nie sądziłam, że mój post wywoła aż takie dyskusje...
Obawiam się tylko jednego...że wieszają na mnie psy osoby, które za 3 godziny spojrzą w oczy swojego partnera, odczują niepohamowaną chęć ZBLIŻENIA się z nim...pobawią się kilkoma pozycjami z Kamasutry...uśmiech pojawi się na ich twarzy, wyszepczą "Kocham Cię" i pójdą spać. Czy tak jest?
Jeśli tak...to moi drodzy ja tego nie mam od 1,5 roku!!!!!!
Wyobraźcie sobie sytuację:
Romantyczne góry, świece, wino...pozbywacie się ubrań...i wszystko opada...w to dosłownie...
"A seks poza(małżeński)związkowy to NIE zdrada? To CHYBA jedno wynika z drugiego?
Chyba na siłę chcesz moje słowa dopasować do swoich potrzeb?
UCZCIWIE jest sprawy postawić jasno... ("NIE mogę żyć bez seksu - mogę żyć bez Ciebie") Oczywiście w domyśle - NIEKONIECZNIE trzeba RANIĆ słowami..."
Nie zdradziłam, nie zdradzam i nigdy bym nie zdradziła partnera. Nie flirtuję, nie uśmiecham się do innych.
Pół roku przekonywałam partnera do leczenia. On leczy się od 12mcy i efektu brak. Lekarze NIE WIEDZĄ, dlaczego nie działa...hormony ma okej:(
"Autorka powiedziała, że się kochają. Co znaczy ten termin? Niestety autorka nie wie. Kochać autorko znaczy być gotowym na oddanie wszystkiego co się ma, nawet życia. Życie lubi weryfikować tą gotowość, ty przy pierwszej próbie uciekłaś. Dlatego proszę nie mów, że kochasz. Napisz ja potrzebuję, ja pożądam, ja chcę. Kochania w swoje postępowanie nie mieszaj."
Autorze umiesz sobie wyobrazić brak seksu przez 1,5 roku? Czy "umiesz" na zasadzie "uprawiam seks z dziewczyną 3 razy w tygodniu, ale jakbym musiał poczekać, to NA PEWNO bym poczekał".
Wyobraź sobie, że ja też ZAWSZE uważałam, że nie istnieje niedopasowanie w związku. Myśmy nawet nie mieli kiedy się niedopasować. Jeśli seks uprawiamy raz na miesiąc, raz na 2.
Zupełnie inaczej byłoby, gdyby po roku seks się zmienił, spowszedniał. Wówczas mamy sygnał, że coś jest nie tak. Ale jeśli przy KAŻDYM podejściu są problemy z erekcją...? Kochamy się TYLKO po wspomagaczu. W konkretnym dniu i godzinie.
Fevers w poprzednim związku byłam 4,5 roku. Poznaliśmy się w 1 liceum, po 4,5 roku dojrzeliśmy, zmieniły nam się priorytety. Rozstaliśmy się w zgodzie, kumplujemy się do dziś (jeśli tak to można nazwać).
Z obecnym/byłym partnerem spędzałam każdy dzień, byliśmy IDEALNIE dopasowani. Ale co z tego
:(