bbasia napisał/a:Zainspirował mnie wątek dziewczyny, która w braku telefonu u swojego chłopaka widzi zachowania socjopatyczne oraz chorobę psychiczną.... 
Wątek dla ludzi 30+, którzy pamiętają dobrze czasy, gdzie telefony komórkowe były nieznane a telefon domowy nie był standardem dla każdego.
Jak zmieniło się Wasze postrzeganie świata po upowszechnieniu się telefonii komórkowej?
Osobiście obserwuje u siebie coś w rodzaju paranoi, gdy bliscy nie odbierają telefonu natychmiast. Od razu stresuję się, że coś się stało. To jest irracjonalne i silniejsze ode mnie. I denerwujące dosyć.
Podejrzewanie choroby psychicznej, bo ktoś nie ma telefonu jest dla mnie przesadą. Dla mnie samej byłoby ciężkie, gdyby mój facet nie miał telefonu lub potencjalny facet zanim byłam w związku, ale nie oceniałabym go po tym, że jest chory psychicznie. Dla mnie to duże nadużycie oceniać kogoś po jednej rzeczy tak płytko.
Teraz mam 22 lata, no już 22 i pół (:P), a dwój pierwszy telefon dostałam jakoś w wieku 13-14 lat, ale raczej 14. Dała mi go ciotka, to był Alcatel, mały srebrny bez anteny jak to miewały te stare modele, ale raczej słaby był. Po pół roku nie nadawał się do użytku, mimo że wtedy jeszcze rzadko go używałam- często wychodziłam z domu bez niego, smsy pisałam raz na parę dni, a więc mało go używałam. Nie byłam jeszcze przyzwyczajona. Potem miałam inne telefony, przyzwyczaiłam się i np z byłym chłopakiem jako 15 latka pisałam przez jakiś rok związku po 50-100 smsów codziennie lub więcej
Dziecinne, ale nam to się podobało wtedy
Pisaliśmy sobie o każdej pierdole, więc nawet jak codziennie się widzieliśmy, to i tak codziennie pisaliśmy zanim się spotkaliśmy i się uzbierało z 50 lub więcej. Jak nie widzieliśmy się, to już nawet ponad 100 pisaliśmy smsów
Potem mi przeszło i nie chciałam już aż tyle pisać. Z obecnym chłopakiem na początku pisaliśmy dużo, ogólnie na początku randkowania potrzebuję dużo kotantu smsów też. Dlatego pisaliśmy wtedy tak po 30-50 smsów dziennie, dużo, ale też nie uważam, by jakoś przesadnie. Poznawaliśmy się, więc chcieliśmy więcej. Tzn, wiadomo lepiej się spotkać, ale wtedy na początku nie było jak, więc te 50 smsów szło. A potem jak już się spotkaliśmy, to i tak nie mogliśmy się oderwać od telefonu, więc też chociaż z 20 smsów było np po spotkaniu
Takie uroki motylków w brzuchu, jednym słowem na początku związku jak mam te motylki, to lubię i dużo się spotykać, i dużo pisać. Nie jest to jednak osaczanie, bo jak coś robił, to ok, ale po prostu pisaliśmy kiedy tylko mogliśmy dlatego te 20-50 smsów dziennie się uzbierało
Teraz po 5 latach związku też jesteśmy codziennie w kontakcie, jak się nie widzimy tym bardziej i piszemy, tyle że mniej, bo też już nie ma aż takiej potrzeby, związek też ewoluuje. Piszemy tak czasem po 5 smsów, czasem po 15, czasem i po 20 smsów. To zależy od czasu i od tego czy widzieliśmy się ostatnio czy nie, bo jak nie widzieliśmy się dłużej, to piszemy może i z 20 smsów, bo stęskniliśmy się i jak nie ma wtedy jak się spotkać, to te smsy to zawsze coś, nie to samo, ale jednak zawsze coś jak dla mnie
Dość często gadamy też przed snem jakiś czas przez telefon, czasem chwilkę nawet, by powiedzieć dobranoc, np 2 minutki lub 5, a czasem dłużej. Nie ma reguły. A czasem jak np mój zaśnie ot tak, bo bywa, to nie gadamy i też ok. Jednak ogólnie raczej codziennie jesteśmy w kontakcie i telefon nam się przydaje. Były sytuacje, że nie miałam z nim kontaktu i faktycznie martwiłam się, a okazało się, że np telefon się zepsuł. No, ale teraz chyba martwię się mniej, jakoś nawet jak nie ma dłużej kontaktu, to wiem, czuję, że nic złego się nie stało
A jak telefon długo wyłączony, to już domyślę się, że może telefon mu się zepsuł, bo u niego tak bywa
Dlatego nauczyłam się do tego podchodzić chyba bardziej na luzie. Z koleżankami też mam kontakt, ale one raczej z tych, co wolą pisać smsy tylko, by się umówić, więc z wieloma, tylko po to piszemy, a gadamy już na spotkaniu. A z niektórymi koleżankami czasem pisze smsy, co u nas, np tak raz w tygodniu, bo to nam tak wystarcza, nie potrzebuje z nimi codziennego kontaktu jak z moim chłopakiem
Mam też przyjaciółkę i wiadomo, że to ktoś więcej niż koleżanka.
Dlatego z nią piszę zazwyczaj częściej niż z koleżankami, tak raz na parę dni, czasem i co 2 dni, czasem co 3 dni, różnie. Staramy się też widywać z 2-3 razy w tygodniu, więc widzimy się zwykle teraz co 2-3 dni, a jak nie ma możliwości, to raz na tydzień się widzimy lub trochę rzadziej. Zdarzyło się, że nie widziałyśmy się dłużej np z 2 tygodnie lub 3 tygodnie, bo była mocna chora, ale ogólnie staramy się spotykać często, nawet te parę razy w tygodniu, bo lubimy to
Oprócz smsów czasem też do siebie dzwonimy, ale nie tak często, raczej z raz w miesiącu, bo ona nie lubi wisieć na telefonie i ja to szanuję. Gdyby lubiła, to pewnie byśmy gadały przez telefon częściej, a że nie lubi, to gadamy rzadziej, bo jest dla mnie ważna, więc nie miałabym serca namawiać ją do częstszego gadania jak tego nie chce. A wszystko nadrabiamy jak już się spotkamy
Ogólnie jak ktoś z moich bliskich lubi gadać przez telefon, to często pogadam, jak nie to smsy też ok albo na spotkaniu już- szanuję po prostu wolę innych, bo nie mogę patrzeć tylko na siebie. Jednak, podsumowując telefonu używam codziennie do kontaktu z moim, nie nałogowo, bo jakieś 5-20 smsów (góra), ale używam codziennie
Nie mam jednak konieczności cały czas mieć go obok siebie. Poza smsem i gadaniem raczej więcej na nim nie robię, to dość stara Nokia, bez bajerów, bez aparatu i Internetu. Internet mam stacjonarny i to mi wystarczy, mmsów jakoś nie mam potrzeby obecnie wysyłać (kiedyś miałam telefon z mmsami, no ale teraz mam taki bez i tyle), a jak będę miała, to kupię lepszy model. A aparat mam też oddzielnie i nie muszę mieć w telefonie. Niepotrzebne mi bajery, niespecjalnie mnie kręcą. Lubię być codziennie w kontakcie z chłopakiem, więc to dla mnie narzędzie komunikacji no i tylko tyle, bo jak pisałam nie mam bajerów i nie czuję potrzeby ich mieć. Mimo codziennego używania telefonu, codziennego pisania z chłopakiem nie czuję, by telefon to była dla mnie smycz. Nie umrę bez telefonu mimo wszystko, ale skoro mogę mieć i codziennie używać, to fajnie. Jednak, jak np chłopak przez parę dni miał telefon w naprawie i nie było tak kontaktu, to dałam radę. Jak chcieliśmy, to wieczorem popisaliśmy na GG i tyle. A jakby i tego nie było, to jakoś byśmy wytrzymali też. Każdy ma inną potrzebę kontaktu, to jest sprawa indywidualna, ja tam nie czuję, by telefon był dla mnie smyczą, przydaje mi się, używam codziennie, ale jednak jakby było trzeba umiałabym żyć jakoś bez niego- a to chyba jest tutaj ważne
No, ale nie ukrywam, telefon jest dla mnie dużym ułatwieniem
A i co do kontaktów osobistych, to ja nie mam tak, że wybieram telefon zamiast spotkania się. Jak mogę się spotkać, to się spotykam. Chyba, że np wiem, że np jakbym się spotkała z chłopakiem, to mielibyśmy godzinkę, to czasem wtedy sobie odpuszczamy i nie widzimy, ale popiszemy czy pogadamy. Po prostu wtedy czasem włącza nam się myślenie takie, że przyjedziemy, chwilę pobędziemy i będzie trzeba wracać i wtedy nie chce nam się tak, owszem, na początku związku by nam się tak chciało, ale teraz już nie. Wolimy się spotkać innego dnia, gdy jest chociaż te parę godzinek czasu dla siebie 
No i jeszcze jedno: mam wyciszony na spotkaniu z kimś, wtedy jakby ktoś miał pretensje, to od razu mówię, że byłam na spotkaniu, to nie odbierałam. No, ale nie rozumiem takich pretensji... Gdy śpię mam telefon wyłączony, więc Ci co mnie znają wiedzą, żeby wtedy nie dzwonić. Mam taką dziwną manię, że chyba nie zasnęłabym z włączonym telefonem. Niby nikt do mnie w nocy jak już śpię nie dzwonię, ale nigdy nie wiadomo i nie chciałabym być obudzona. Poza tym, gdy mogę, to lubię spać do 10 albo i do 11 czy dłużej, a jakbym miała włączony, to by było możliwe, że rano ktoś mnie obudzi, choćby konsultant, który chce przeprowadzić rozmowę, co się zdarza chyba osobom w każdej sieci. Dlatego na porę snu mam wyłączony telefon. Na wyjazdach mam telefon czasem wyłączony jak chce się totalnie zresetować i wtedy spędzamy czas na wyjeździe z chłopakiem bez telefonu 
Jest to jednak nie cały dzień, ale parę godzin z całkiem wyłączonymi telefonami, bo rozumiem, że gdyby to był cały dzień, to moi rodzice mogliby się martwić, tak oni mają. A tak parę godzin, to ok, oni nie dzwonią co chwilę, więc spoko- no i dobrze, bo gdyby dzwonili co chwilę, to na pewno bym im coś dosadnie powiedziała. Na wyjeździe często mamy też wyciszone telefony chociażby, a ja np umawiam się z rodzicami czasem, by np oni nie dzwonili, a ja sama zadzwonię np wieczorem. To np sprawia, że unikam sytuacji, że np siedzę, jem obiad, a oni z brakiem wyczucia czasu dzwonią albo nie dzwonią w ekhem intymnej sytuacji
No bo na zdrowy rozum, to nie są jasnowidzami i mogą przez przypadek zadzwonić w nieodpowiednim momencie. Dlatego wolę ich uprzedzić, by nie dzwonili i że sama zadzwonię i ostatnio raczej się stosują do tego, dzięki czemu ja naprawdę mam spokój i mogę się rozkoszować na wyjeździe czasem spędzonym z moim chłopakiem
Wtedy telefony są nam zbędne 
Iceni, faktycznie bardzo dużo czasu spędzasz z telefonem. No, ale to podobno niezdrowe dla organizmu, to warto się spróbować przestawić, by nie być z nim non stop. Mój telefon jest obok jak piszę te 5 czy góra 20 smsów dziennie, a tak to jest czasem daleko i mnie to nie przeszkadza. Jak kąpię się, to jest w pokoju, ja w łazience, jak ktoś będzie się dobijał, to poczeka. W 90 % wychodzę z telefonem, ale nadal zdarza mi się, że czasem go nie wezmę, np jak idę na krótkie zakupy np na 15 minut lub 30 minut, to nie biorę go, bo wiem, że raczej w tym czasie nic ważnego nie będzie, to nie widzę sensu brać. A Wy jak macie? W łazience i tak bym nie miała zasięgu, poza tym nie mam ochoty kąpać się, by w pobliżu był telefon. Jest to dla mnie zbędne. Tak że nie jest ze mną tak źle chyba
Nie sądzę, bym była uzależniona. A Ty czemu lubisz jak tak ciągle jest obok? Jestem ciekawa po prostu.
Przepraszam, że tak się rozpisałam, ale ciekawy temat, w którym miałam dużo do napisania w kontekście swoich doświadczeń no i jestem gadułą 