Witajcie, zacznę od tego, że chciałam pójść do psychologa, ale z racji tego, że zaliczyłam już taką wizytę jako nastolatka, która nic nie wniosła do mojego życia to stwierdziłam, ża może najpierw napiszę na jakimś forum.
Moje zachowanie można podzielić na 2 części: pracę zawodową i życie prywatne. W pracy jestem profesjonalistką, osobą energiczną, czasem nawet zaborczą i stanowczą. Moja praca wiąże się z kontaktem z klientem, nie mam z tym najmniejszego problemu.
Problemy zaczyna się w życiu prywatnym, Czasem wręcz czuję się, jakby we mnie żyły dwie osobowości.
W życiu prywatnym jestem osobą skrajnie nieśmiałą. Problem ten ciągnie się aż od dzieciństwa.Mam problemy żeby zapytać obcą osobę o drogę, zapytać np. gdzie kupiła fajną koszulkę itp. Boję się gdziekolwiek zadzwonić, czy to zamówić pizzę, czy do znajomej osoby w jakiejś sprawie. Zakupy robię najlepiej w marketach, żeby do minimum ograniczyć kontakt ze sprzedawcą. Unikam chodzenia na samotne zakupy bo mam wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą.
Boję się nawiązywać nowe znajomości. W okresie studenckim praktycznie wszystkie znajomości jakie nawiązywałam poza tymi studenckimi zaczynały się przez internet. Ogólnie miałam nawet sporo znajomych, nie przyjaciół, ale poprostu znajomych. Później poznałam mojego obecnego chłopaka (oczywiście rónież przez internet) i tak jakoś wszystkie znajomości się pourywały, chociażby dlatego, że zawsze wolałam znajomości z mężczyznami a wiadomo to może wzbudzać zazdrość. Obecnie mam jakiś tam znajomych, ale są to znajomości typu "cześć, co tam słychać? A wszystko dobrze". Nie mam w ogóle przyjaciół. Nie mam "kumpel" z którymi mogłabym chociażby wyskoczyć na piwo z okazji dnia kobiet. Jedynym moim przyjacielem jest mój chłopak, ale od 6 lat widujemy się praktycznie tylko w weekendy. Mogę z nim pogadać o wszystkim, ale kiedy się posprzeczamy to już nie mam się komu wyżalić i ponarzekać "jaki to on jest wkurzający".
Ogólnie jak już kogoś poznam to mam problem z utrzymywaniem znajomości. Czasami jak odezwie się jakiś dawny znajomy ja jakoś nie potrafię podtrzymać tego kontaktu. Mam wrażenie, że po prostu mi się nie chce kontynuować rozmowy, a właściwie to może boję się, że napiszę coś nie tak. Tak jakoś trudno mi znaleźć temat do rozmowy. Jedyne co to najlepiej wychodzą mi rozmowy związane z moim hobby, ale w tym problem, że nie wiele osób jest "nawiedzonych" tak jak ja i może rozmawiać na jeden temat. I tu jest właśnie paradoks, że narzekam, że nie mam znajomych, a jak ktoś zaczyna kontakt to ja go nie podtrzymuję.
Jak już wychodzę na jakieś spotkania to siedzę przez większość spotkania i się nie odzywam, jeśli ktoś mnie o coś nie zapyta. Mam problem z "wbiciem" się w rozmowę, nie wiem kiedy zacząć, kiedy się wtrącić, boję się, że powiem coś nie tak i wszyscy będą się ze mnie śmiali. Odnoszę wrażenie, że przez to ludzie odbierają mnie jako znudzoną spotkaniemm.
Możnaby pomyśleć, że skoro tak dobrze mi idzie w pracy mogłabym dzięki temu poznać znajomych. Kiedyś miałam sytuację, że obsługiwałam klientkę, i pod koniec ona powiedziała, że mnie kojarzy ze zdjęć, i że chyba byłyśmy razem na koloniach... a ja zamiast podchwycić temat zarumieniłam się spuściłam wzrok i powiedziałam "możliwe możliwe" i skupiłam się na dokończeniu transakcji.
Rozpisałam się, ale to i tak nie oddaje pewnie całej złożoności moich problemów z samą sobą.