Rok temu poznałem wspaniałą kobietę. Od rozmowy o książkach bo okazało się że mamy podobne zainteresowania czytelnicze przez muzyke i film (rowniez zbiezne gusta) przeszlismy do wspolnych wyjsc na kawe, kino, rower etc. Już wtedy zaczely sie problemy bo gdy chciałem za nia zapłacić za kazdym razem słyszałem 'a co to randka'? Nie brałem tego na poważnie, raczej sadzilem ze sie ze mną droczy. Po jakimś czasie jednak porozmawiałem z nią na temat tego co do niej czuję, stwierdziła że nic z tego nie będzie, że nie chce mnie ranić, żebym się tylko nie zakochał (bo bądź co bądź powiedziałem że jestem raczej zauroczony niż zakochany bo na miłość to jednak trzeba więcej czasu) itd. Utrzymywaliśmy jednak kontakt, problem w tym że ja obiecywałem (ta pieprzona nadzieja) sobie więcej, że może z czasem że może jednak... Każde 'dobrze że jesteś', 'wspaniały z Ciebie facet', 'jesteś kochany' odbierałem tak jak mi pasowało, podsycało to tylko moją nadzieję i mobilizowało do dalszych starań, wspólne prezenty na święta, wspólny ale samotny bo tylko nas dwoje sylwester podsumowany przez nią 'fajnie że Ci się chciało' bo planowo miała go zamiar spędzić sama. Pewnej soboty zaprosiła mnie w góry, spędziliśmy ze sobą cały dzień, najpierw łażenie po górach potem u niej w domu, książka, wspólnie obejrzany film, potem wróciłem do siebie i jeszcze zadzwoniła, rozmawialiśmy ponad godzinę... Znowu z jej strony padły słowa które paść nie powinny... 'czy mam świadomość tego że spędziliśmy cały dzień i że było tak fajnie' mieszkamy niedaleko siebie więc i 'dziwne że nie spotkaliśmy się wcześniej i że widocznie wszystko ma swój czas', wiesz wszystko to nadal dawało mi nadzieję na coś więcej. Były i inne spotkania które teraz rozpamiętuje. Na jednym z nich się do mnie przytuliła o czym później musiałem z nią porozmawiac bo szczerze mówiąc tego nie rozumiałem. Stwierdziła że dla niej to normalne że przytula się do przyjaciela, strefa intymna to dopiero pocałunek i to co dalej... Na innym spotkaniu spytała czy pamiętam jaka była treść pierwszego smsa który do niej wysłałem, pamiętałem więc powtórzyłem, spytała czy pamiętam kiedy się po raz pierwszy spotkaliśmy itd... Do dziś nie wiem czy sprawdzała na ile jest dla mnie ważna czy chodziło o coś więcej... Z innej beczki, powiedziała też kiedyś że to (nasza znajomość) się źle skończy. Ona ma 33 lata (ja 35) więc zakladając ze jest dorosła i wie co mówi nigdy nie próbowałem czegoś więcej... może źle bo wtedy albo by się to skonczylo od razu albo... Innym razem gdy przez raptem dwa dni nie bylismy w kontakcie a potem się spotkaliśmy spytała czy się na nią o coś obraziłem, po moim zapewnieniu że nie stwierdziła 'fajnie że się nie obraziłeś' I bądź tu mądry człowieku. Znaczy się teraz już jestem mądry, widzi we mnie tylko przyjaciela a to że dla mnie za mało to już tylko i wyłacznie mój problem.
W każdym bądź razie stwierdziłem że wystarczy już moich wysiłków i męczarni, czas na zmiany.
Poboli, poboli i przestanie a świadomość tego że byłbym nadal przyjacielem podczas gdy ona spotka kogoś kto będzie dla niej facetem boli jeszcze bardziej.
Zakochałem się jak gówniarz i tyle.
Wczorajsza lekcja była kolejnym kamyczkiem do ogródka. Od tygodnia ją zbywałem bo raz srednio miałem czas, dwa problemy pracowe i takie tam. Ani razu nie zapytała czy wszystko ok, dopiero dzisiaj w rozmowie telefonicznej chyba wyłapala z tonu głosu ze nie wszystko gra i powiedziała że zadzwoni ale dopiero późnym wieczorem bo wcześniej gości koleżankę. Odpowiedziałem że nie musi, odpowiedziała że zadzwoni bo chce, ja co prawda późno chodzę spać ale na tyle normalny jeszcze jestem że wiem że skoro do tej pory nie zadzwoniła to już nie zadzwoni. Poza tym z zajęć logiki mogę wywnioskować że skoro nie zadzwoniła to nie chciała (wybaczcie czarny humor
)
Primo, jak miała problem, chciała się spotkać to miałem dla niej czas.
Secundo, jak coś jej obiecałem to choćby skały srały zrobiłem to.
Pytanie do Was jednak w sumie nie dotyczy powyższego a tego jak 'z klasą' wygasić znajomość.
Jedyne co teraz mam jej do powiedzenia to to żeby z łaski swojej jakoś rozsądnie popakowała rzeczy które swego czasu jej pożyczyłem i tyle. Tyle że wydaje mi się to dość szczeniackie, chociaż trzeba przyznać że jest to szybki sposób zakończenia znajomości.
Rozmawiać z nią o tym dlaczego tak nie ma sensu. Nawet jeśli zapyta to to pytanie pozostawie bez odpowiedzi.
Jest jeszcze coś, obiecałem jej coś co jest dla niej w jakiś sposób ważne tyle że będzie to miało miejsce dopiero za tydzień. Rozsądek podpowiada olej, urażona duma podpowiada olej coś jednak mówi poczekaj a potem daj sobie spokój.