Witam!
Mam strasznie duzy problem od jakiegos czasu z moja 7 letnia corka zaczely sie straszne problemy wychowawcze z ktorymi nie moge sobie poradzic, nie chce sie uczyc nie slucha sie wogole nie chce wykonywac polecen typu posprzataj zjedz umyj sie , maz natomiast obarcza wina za to wszystko mnie ale ja jestem z nia caly czas moze nie jestem idealna matka i nie raz zdaza mi sie krzyknac bo puszczaja mi nerwy i emocje biora gore ale jak mozna sie nie denerwowac kiedy corka nakazuje mi rozne rzeczy oraz bardzo zle sie odzywa potrafi powiedziec ze ma zepsute dziecinstwo i to moja winna lub ze jestem dla niej nikim ... Maz natomiast ciagle wytyka mi moje bledy i nie widzi tego ze to on jest autorytetem dla corki nie ja i w zaden sposob nie chce mi pomoc w jej wychowaniu a ja sama nie daje juz rady, on uwaza ze jest idealnym ojcem i nie ma sobie nic do zarzucenia ale ja wiem ze to jest wina nas obojga nie wiem co mam robic czuje sie bezradna kocham swoja rodzine i nie chce tak zyc! ale nie wiem co zrobic???
2 2014-03-05 15:10:34 Ostatnio edytowany przez Lucinda (2014-03-05 15:13:49)
Hej sikoreczko. Musicie razem z mężem prezentować wobec córki konsekwentne stanowisko co do stawianych jej granic i dopuszczalnych zachowań, niestety bez udziału męża złe zachowanie córki się nie zmieni. Na pewno nie pomaga też zrzucanie winy na Ciebie przez męża, córka to obserwuje i bierze z niego przykład. Być może sama masz poczucie winy, że robisz coś nie tak, a dzieci doskonale to wyczuwają i wykorzystują.
Miałam podobny problem w zeszłym roku z 6-letnim wówczas synkiem. Pomogło nam kilka spotkań z terapeutą rodzinnym.
Bardzo dziekuje za odpisanie:)
Tak mam poczucie winy i to strasznie mnie meczy nie moge spac, ciagle chudne, i nie radze sobie z emocjami, a kazda rozmowa z mezem konczy sie awantura bo uwaza ze nie mam racji. Czy mozesz polecic mi takiego terapeute rodzinnego chodz watpie zeby moj maz sie zgodzil pojsc z nami:(
Witam!...moze nie jestem idealna matka i nie raz zdaza mi sie krzyknac bo puszczaja mi nerwy i emocje biora gore ale jak mozna sie nie denerwowac kiedy corka nakazuje mi rozne rzeczy oraz bardzo zle sie odzywa potrafi powiedziec ze ma zepsute dziecinstwo i to moja winna lub ze jestem dla niej nikim ... Maz natomiast ciagle wytyka mi moje bledy i nie widzi tego ze to on jest autorytetem dla corki nie ja i w zaden sposob nie chce mi pomoc w jej wychowaniu a ja sama nie daje juz rady, on uwaza ze jest idealnym ojcem i nie ma sobie nic do zarzucenia ale ja wiem ze to jest wina nas obojga nie wiem co mam robic czuje sie bezradna kocham swoja rodzine i nie chce tak zyc! ale nie wiem co zrobic???
STWORZYĆ wspólny front! TY i mąż to team!
Nie mąż jest autorytetem - a Ty możesz sobie co najwyżej pokrzyczeć (bezsilnie? - to PO CÓŻ się fatygować)?
Dzieci na różnych etapach rozwoju przechodzą przez bunt. W tym czasie badają na co sobie mogą z poszczególnymi bliskim pozwolić.
KONSEKWENCJA jak powiedziała przedmówczyni.
Może poczytać coś na temat? Ciekawy jest system żetonowy. UWIDACZNIA na co dziecko zasłużyła a na co musi, wskutek niepożądanych zachowań, poczekać... Wtedy autorytet Ci wzrośnie i nie będziecie z mężem błądzić po omacku. Mnie bardzo pomogła książka "sposób na TRUDNE DZIECKO"
Wlasnie jezeli chodzi o konsekwencje to corka obrała taktyke jak mama nie pozwala to ide do taty jak tata nie pozwala ide do mamay ... wiem ze my rodzice powinnismy sie dogadac ale z tym tez jest duzy problem... od kad zaczely sie problemy z corka nie mozemy dojsc z mezem do porozumienia on obwinia mnie a ja nie mam sily sie ciagle klocic wiec wole sie nie odzywac i milczec ... staralam sie wiele razy pokazac mu ze wina jest nas obojga ale nie dociera on uwaza ze tylko ja mam z nia problem i ze to ja powinnam sie leczyc ... boje sie ze nie podolam temu wszystkiemu i nasz zwiazek sie rozpadnie a jestesmy juz ze soba 11 lat i naprawde bylismy szczesliwym małżeństwem ... jestem przerarzona tym wszystkim i czuje sie bezradna !!!
Wiesz, wydaje mi się, że córka bierze przykład z tatusia - tatuś nie szanuje mamy i jej nie pomaga - to ona też nie musi.
Co robić? Pogadaj szczerze z mężem. Ustalcie, że decyzje podejmujecie wspólnie i ich sobie wzajemnie nie podważacie.
Bądźcie konsekwentni. Siedmioletni dzieciak to już nie niemowlę, doskonale sobie zdaje sprawę z tego, co robi źle.
Wprowadźcie system kar i nagród. Co się tyczy obowiązków - zróbcie tabelę i się jej trzymajcie.
PRZEDE WSZYSTKIM - bądźcie drużyną.
Dziewczyny dziekuje wam za wsparcie jestescie super!
Postaram sie zrobic co w mojej mocy zeby wszystko sie ulozylo , maz narazie wyjechal na 2 tygodnie wiec jak wroci bede starala sie z nim rozmawiac , mam nadzieje ze tym razem sie uda i nie odbierze tej rozmowy jako atak na niego i nie wyniknie kolejna awantura:)
jeszcze raz dziekuje i musze teraz przygotowac sie do tej rozmowy tak zeby znow czms go nie urazic ...
musze teraz przygotowac sie do tej rozmowy tak zeby znow czms go nie urazic ...
Czytając to zdanie sądzę że Twój problem to nie całkiem jest problem z mężem i dzieckiem. Myślę, że masz problem z samą sobą i ze swoją samooceną. Że swoje zdanie i swoje potrzeby chowasz głęboko w sobie i boisz się je głośno i stanowczo wyrazić. Bo mąż będzie urażony, bo córka się nie posłucha.
Zaprowadź córkę do babci, cioci czy tam gdzieś, żeby nie była świadkiem waszej rozmowy i wygarnij mężowi wszystko co Cię boli. Z tego co piszesz, raczej nie ma co liczyć na spokojna rozmowę, więc Ty tez bądź stroną atakującą a nie tylko przepraszającą.
...ja nie mam sily sie ciagle klocic wiec wole sie nie odzywac i milczec ... staralam sie wiele razy pokazac mu ze wina jest nas obojga ale nie dociera on uwaza ze tylko ja mam z nia problem i ze to ja powinnam sie leczyc ... boje sie ze nie podolam temu wszystkiemu i nasz zwiazek sie rozpadnie a jestesmy juz ze soba 11 lat i naprawde bylismy szczesliwym małżeństwem ... jestem przerarzona tym wszystkim i czuje sie bezradna !!!
Dlaczego MUSISZ SIĘ kłócić?
Innych metod porozumienia w waszym małżeństwie nie ma? Tylko albo ze mną albo przeciw mnie?
POKAŻ problem a nie WINĘ... bo winę ponosicie akurat oboje. MOŻE wystarczy TO PRZYZNAĆ?
A dziecko "cwane" pogrywa sobie Wami jak chce...
Może ZANIM zaczniesz płonne dyskusje - wpierw zacznij od zapisania tego na kartce... Wtedy można kreślić, zmieniać tekst dowolnie.
Najpierw sprecyzuj problem: postawa córki.
Potem środki zaradcze... jeżeli jakieś widzisz.
Następnie KTO ma WRAZ z Tobą, COŚ z tym fantem zrobić...
Na koniec - gdzie sięgniesz po pomoc, jeżeli ZAWIEDZIE ten, kto powinien. Psycholog? Pedagog szkolny lub w poradni?
A w zasadzie w formie listu możesz swe przemyślenia podetknąć mężowi i ZAPYTAĆ co o tym myśli i JAK ma zamiar Ci pomóc, jeżeli w ogóle. Bo jeśli NIE, to pomocy MASZ prawo poszukać na zewnątrz.
I zrób to BEZ KŁÓTNI. Różnica zdań nie równa się kłótni przecież ![]()
Probowałam wiele razy rozmawiac z mezem i nie zwalam winy na niego bo wiem ze jestesmy winni obydwoje tylko ze ja o tym wiem a on nie dopuszcza mysli ze mogl zawiesc w wychopwaniu dziecka to typ narcyza i uwaza ze jest idealny do tej pory jakos radzilam sobie z nim rozmawiac nie klocac sie i zawsze szukalismy razem rozwiazania ale jezeli chodzi o czas teraznbiejszy nie wiem co sie stalo ze nie potrafimy juz normalnie rozmawiac jak wczesniej bo tak naprawde zawsze konczy sie klotnia i moim placzem bo czuje sie bezradna !!! a on na to jak ci nie pasuje to sobie zmien ten tekst slysze stale, kiedys tak nie bylo rozwiazywalismy problemy razem i wspieralismy sie a teraz jest poprostu do dupy...
(...)nie wiem co sie stalo ze nie potrafimy juz normalnie rozmawiac jak wczesniej (...)
Przeczytaj uważnie swe posty. Najważniejszą sprawą w waszych "rozmowach" jest ustalenie winnych. Ty atakujesz męża, on odpowiada tym samym. Nieistotną sprawą jest wspólne zastanowienie się nad sposobem wychowania waszej córki.
Wasza złość i agresja jest zaraźliwa, córka nie potrafi (ktoś ją tego uczył?) mówić o swych negatywnych uczuciach i zamiast powiedzieć, że jest wściekłą na Ciebie, na ojca, mówi, że ma zmarnowane dzieciństwo.
Skoro uważasz, że mąż nie pójdzie do psychologa, idź sama. Jeśli Ty zmienisz swe zachowanie, Twój mąż chciał/nie chciał będzie musiał się do tego dostosować.
Romawiać - to znacz nie oskarźać,nie wpędzać w poczucie winy.A między Tobą a męźem jet tylko atak i obrona - przez atak.
Dla dobra dziecka ,córki - coś musi się. zmienić.
.Nie tylko maź ma być autorytetem dla córki - Ty równiź.Małymi kroczkami ,konsekwentnie wyznaczaj dziecku granice.I bądź przygotowana na "kopanie nóźkami".Nie ogladaj się na męźa - relacja matka- córka- moźe nyć cudowna.