Post bedzie bardzo dlugi, bo chce opisac swoje problemy. To co mi sie przypomni z mojego zycia. Jest tego sporo ale opisze to co czuje dzisiaj, jak sie czuje ? Kiepsko ,dzisiaj znowu plakałam, a tydzien temu byłam radosna !!
Zazwyczaj to facet trzsaka drzwiami ,wychodzi, ma w dupie wszystko ...u nas to robie ja, niczym sie nie martwie, trzasne drzwiami ,nawrzucam mu ,wracam na drugi dzien ,spie u kolezanki ... tak robił mój ojciec i ja widze ze powielam bledy choc nie chce, trzaskam drzwiami jak cos nie jest po moje mysli, stalam sie psychiczna wszystko musi byc tak jak zaplanuje, jesli wychodze na kolacje i wyobrazalam sobie ze zjem deser a ledwo zmiescilam danie glowne i partner mowi to chodzmy pujdziemy sobie jeszcze na piwko gdzies to ja sie poklocilam z nim ze dlaczego nie pozwala mi zjesc deseru ,tak jak bysmy mieli juz nigdy nie wyjsc z domu na deser. I wieczor zepsuty, piwka i dyskoteki nie bylo bo poklocilismy sie o deser ,ja poszlam w swoja strone, po drodze do kolezanki gdzie spalam... to sa emocje,impulsy, brak kontorli, naggorosze ze pod wplywem zlosci nie wiem co sie ze mna dzieje, boje sie ze kiedys moge zorbic sobie albo jemu krzywde... przeciez sama ledwo zmieścilam danie glowne, wiec moglam powiedzeic na deser innym razem przyjdziemy ja go nie zmieszcze ... to kiedy on zaplanowal cos innego to ja na chama chcialam deser... popsułam nam caly wieczór który sie bardzo fajnie zapowiadał
partner nie reaguje na moje humory,kiedys tak ,przerpaszał, tlumaczył... ale ja nadal po tydzień miałam focha jak księzniczka i nie odzywałam się mimio przerpsin ,teraz próbuje tonować ale i tak jest cięzko
to co czuje dzisiaj jak sie czuje w tej chwili piszac. Dzisiaj jest mi zle, ale za tydzien zapomne, powiem sobie co ja wypisywalam ,po co ja tutaj wchodzilam ,mnie problemy nie dotycza,, ale wroci ,wroci ten dzien znowu ,sama sie katuje, jestem swoim katem ,katuje swoj umysl i dusze, niszcze partnera, a on zauwazylam zaczyna tak samo momentami reagowac jak ja, czyli : wymysla rozne rzeczy by mnie oskarzyc o cos co nie ma mijesca. Nie umiemy rozmawiać nie dochodzimy do porozumienia ,tylko zarzucamy sobie pretensje. Np ostatnio mi mowił ze chcialby by jego kobieta pracowala 20 godzin i zajela sie domem i dziecmi, zeby miala kontak z nimi.
Ja : no pewnie pracy mi zabraniasz, no tak tylko za co zyc bedziemy, pomyslales ,czy ty bedziesz od rana do wieczora w pracy...
klotnia ,o nic ! A wystarczylo bym go przytulila, powiedziala ze sie o mnie troszczy, ze fajnie razem bylo by tyle pracować i spedzac czas z rodzina. Ze moze cos otowrzymy i razem postaramy sie dopilnować. Nie umiem wrocic do tematu. Bylo napiecie a on chcial tylko porozmawiać, juz nie pamietam co to znaczy fajna rozmowa. Cokolwiek nie powie oburzam sie krzycze ! zamykam na temty rozne. Przecież ciezko jest pracowac zajmowac sie domem, do tego miec czas dla partnera. Nie jest niedojdą moj partner jak slucham wypowiedzi moich kolezanek to zazdorszcze sobie ze mam taki skarb . Np teraz kolezanka jest w ciazy i jej facet ciagle poza domem na warsztacie, nie ma go po 12 godzin. Ona sama w domu pustym, juz mowi ze nie daje rady do tego partner troszczy lepiej sie o psa niz o nią.
Moj jest w domu ,mamy duzo ,bardzo ,duzo czasu a nie umiemy go sporzytkowac ciagle sa klotnie, ciagle o nic. Sama je stwarzam a to o nienaprawiony kibel ( ale tez sama moge zadzwonic do landlorda ,ale czekam az on to zrobi, bo to meska sprawa kible), a to ze wody nie kupil takiej jaka chcialam ,bo chcialam inna i 6 butelek... a przeicez sama moglam dokupic te 3 butelki. NIe wiem co powinno nalezec do moich obowiazków od jakiegos czasu siedze w SKORUPIE !! TAK SIEDZE W SKORUPIE Z KTóREJ NIE UMIEM WYJSC ,NIE MOJE CIALO, TYLKO UMYSŁ !! CHCE COS ZMINIC, MOWIE SOBIE DOSYC, KONIEC TYCH FRUSTRACJI I DALEJ TO SAMO , TO JA NAS WYNISZCZAM. kiedy on do mnie z czulasoca to ja go odtracam ,pamietam kiedy pare lat temu lezelismy w lozku i on mi opowiadał o tym czy wyobrazam sobie miedzy nami malego szkraba a ja wpadlam w furie jakas, odepchnelam jego i powiedzialm ze zadnych dzieci ,pierw slub. Boje sie ze kiedy dam mu dziecko slubu nigdy nie bedzie juz ...a pozniej pomyslałam przeciez kiedys moze nasze dzieci nas poprawadza do ołtarza czy to nie bylo by fajne ... ale zaraz pomyslałam ,nie do tego slubu nie dojdzie. katuje sie rzeczami ktre nie maja miejsca, bo boje sie ze beda mialy i to zamiast dobre to zle rzeczy
Ja i moj partner jestesmy od 8 lat ,8 lat frustracji i jakiegos samo okleczenia mojej osoby ... szczeze nie wiem jak powinien wygladac ziwazek ? za bardzo moze idealizuje zwiazki serialowe, moze za duzo telewizji , kiedy lezę sama sobie w domu analizuje jak bym chciala zeby to moje zycie wygladalo... czasami mam piekne wizje :
domek parterowy, ładnie urządzony, ogródek niewielki, 2 a nawet 3 dzieci, kochający mąz- moj partner. Mam obraz co robimy, ja krzatam sie po kuchni z otwartym salonem, dzieci biegaja w ogrodzie, partner mi pomaga, albo razem biegamy z dziecmi, ogladamy wspolnie tv. Jestesmy szczesliwi ... co do pracy ja jestem kosmetyczka ,partner zajmuje sie domem ,wlasciwie nie musi pracowac, jest oddanym ojcem, starcza nam na zycie ... a jak ma juz prace w tych moich wizjach to prowadzi swoja restauracyjke małą, lub jest fotograem i razem zajujemy sie branżą.
no tak tylko takie zycie wymaga wysiłku, trzeba razem chciec takiego zycia a u nas mijamy sie z decyzjami. Jesli ja czegos chce to partner sie wymiguje od zycia,wsponej decyzji ...jesli on juz sie namysli to ja chce zrobic mu nazlosc ,skoro wczesniej nie chcial to ja mu tez powiem ze nie chce. problem partnera jest tez ciagla zmiana zdania,planów, obwinam siebie ze jak bym byla silna,postawila na swoim to by bylo inaczej... ze jak bym powiedaiala otwieramy fast fooda i trudno zmagamy sie z klopotami to moze by otowrzyl ,ale nie potrafie bo nie wiem co bym chciala robić sama, nie umiem sie tym zajać ...
Nie jestesmy malzenstwem, bardzo bym chciala, dlaczego ? pewnie zastanwia sie kazdy z was ,przeciez sie nie zgadzamy. No bo wydaje mi sie ze to nas by scaliło, ze wtedy bysmy musieli isc w jednym kierunku ... Wydaje mi sie ze mam paniczny strach przed utrata czegos, ze cos sie nie wydarzy np slub i zareczyny o ktorych zawsze marzyłam ... kiedy sie zakchalismy w sobie, duzo rozmawialsimy o wspolnej rodzinie,slubie zareczynach ,partner czesto o tym mowil ze moze bysmy sie zareczyli ... ale nigdy nie dochodzilo do tego ... a ja co jakis czas wpadalam w jakis paniczny lek ze on tego nigdy nie zrobi i sie z nim kłócę ! ogladam sie tez na zycie innych, kiedy ktos jedzie na wakacje to ja tez chce, kiedy ktos gdzies byl to ja tez chce... jak bym byla conajmniej smertelnie chora i musiala robic wszystko juz teraz dzisiaj bo juz po jutrze moze by za pozno. Moj partner zas na wszystko ma czas...
co jakiś czas napada mnie ten lęk, i np potrafię pisać mu smsmy i plakac po nocach ze mnie nie kocha,ze jak by kochał by sie zareczyl ,ze dalam mu szanse i od szany minol rok i sie nie zareczyles - tego typu smsmy mu wyslam ,to jest moj napad zlości ,frustracji a pozniej zaluje ze mu tak piszę.
Oboje dawalismy sobie szanse, on wiele razy mi udowadnial ze mu zalerzy na mnie, jest dobrym partnerem ,zawsze mi doradzi jak czegos potrzebuje,zawsze znajdzie sposób na moj problem ,jesli zas chodzi o mnie to nie bardzo umiem. Nie ma go tylko w chwili jak placze ,kiedy sie urzalam nad sobą ... wtedy on oglada tv a ja sie katuje sama w pokoju
Ugotuje,posprzata,zrobi zakupy jak go poprosze i widze ze duzo sie zmienilo od poczatku... Był moment ze w tamtym roku poszlam na randkę , poszłam bo czułam ze go nienawidze chciałam zrobić jemu na złość , tak bardzo już go niecierpiałam że czułam satysfakcję jak go zraniłam, kiedy był w szoku że sie umówiłam z innym, bo wczesniej moje prosby czy rozmowy były zlewane na bok ,kazde wyjscie nie potrzebne,moje potrzeby byly krytykowane, wysmiewane.
Kiedy on mowi o swoich marzeniach ,planach ,ze cos by chcial otwrzyc staram sie mu nie ingerowac w zycie ,on zas mnie nie wspiera, kiedy ja mowie o otwarciu czegos jest mi mowione o trudnosciach,o finansach, ze kto bedzie zajmowal sie domem... on boi sie ryzykowac ale gdyby dal soba pokierowac mysle ze juz dawno mielibysmy swoj biznes. Ja widze reklamy, storne internetowa, pracownika, a on by chcial zas wszystko robic sam ,i ze po co jakies rekalmy ...tak jak to o czym mowie bylo by nierealne i powtarza ze jak bede sie otwierac sama to wezme pracownika,zainwestuje w rekalme, tylko co zrobie jak wtopię kasę ( i tauj mam obawy przed tym ze on by mi nie pomogl ,ze by wziol nogi za pas jak by sie cos zlego dzialo ,brakowalo pieniazków) ... i wydaje mi sie ze jak bym otowrzyla sie i by mi poszlo wtedy by wziol slub ze mna , bo by zoabczyl naplyw gotowki ale ze boi sie ze wtopię to ciezko podjac mu decyzję ...
nie wiem co jest, oboje mamy prace, mamy mieszkania ( on ma) ja mam sklepik, mamy ulozone zycie finansowe a nie mamy siebie ? partner czesto mowi o tym ze on nic nie ma,ze jest biedny, mysle ze sam nie wie za czym goni ,czego chce dlatego rodzina to ostatnia rzecz o jkaiej mysli, jak coś kupuje (buty,sukienke,jakis gadżet do domu) to mi mowi jestem bogata to kupuje. Nie wiem co mi jest ,co sie ze mna stało faktycznie kiedys niczego nie potrzebowałam, faktycznie nie mamy obowiqazkow, zobowiazan a ja zamrtwiam sie jak stara babcia ktra miala by 6 dzieci i nie miala co wlozyc do garnka. Teraz jak patrze na te gadzety to faktycznie ciezko sie ruszyc gdziekolwiek ,chciaz z przerpwadzką do innego kraju,kiedys sie czlowiek cieszyl ze ma kanape i tv a teraz mamy pelno gadzetów, dupereli i ciagle nieszczesliwi !! jeszcze rok temu goramdzilam ciuchy ,pelno 9 workow do skupu oddalam ,polowa niewychodzonych. Teraz patrze co jest mi w szafie porzebne to dokupie. Ale w sklepie nowe kolekcje i juz kusi ! nowa kurtka a przeciez mam kurtki, nowy sweter a przeciez mam swetry jeszcze ten rok bym mogla wychodzic i kolejny i wtedy sie pozbyc i wymienic sobie na nowe. staram sie powstrzymywac ,przeciez czlowiek ciuhcami nie zyje a ja mam takie zycie, zyje ciuchami ,leze, nie spie po nochach bo mysle co by mi sie przyadlo w szafie, jak fajnie bym wygladal w tym czy w tym , to jest puste ,a za jakis czas mysle i ogadalm domy po 300tys i mam dola ze mnie nie stac na taki apartament ze bym chciala jakies fajne 3 pokoje ale skad taka gotowke wziasc ,wiec kupuje to czym moge sie cieszyc ... zauwazylam ze ciesza mnie latwe cele, a te wkesze sprawiaja ze wariuje, jak nie moge czego osiangnac, popadam w rozpacz ze jestem beznadziejna. Znam pary ktore odlozyly na dom bez kredytu a ja nic nie mam, partner odklada ciagle sam na cos, owszem chcial pare razy kupic mieszkanie ze mna ale ja sie wycofalam ,ze ja chce slub a nie mieszkanie. Ze jak bedzie wesle to wtedy mozemy kupic mieszkanie. A ci nasi znajomi slubu nie maja a maja dom ,urzadzony juz caly a teraz spodziewaja sie dziecka.
Ja sama nie wiem czego chce, partner stara sie jak moze nie jest typem ze wychodzi w weekdny na piwo ,nawet jak zostawie go ssaemgo i jade na urlop wiem ze nie zrobi imprezy ,nie pujdzie na dyske, to czasami ja go nawet wyganiam z domu do kolegów a on woli siedziec ze mna ...
Po mojej randce płakał , przepraszał i łapał sie za głowe co on narobił ,wtedy mnie przepraszał chciał szansy , mowił ze sie zmieni ,ze mu zalerzy, bysmy spróbowali ,ze nie chce tego przekreslac a ja poczułam ze tak bedzie zawsze ,ze moge robic co chce a on mi wybaczy ... ale po pewnym czasie zmieklam, dałam jemu szanse i powiedzialam sobie STOP ( chcialam znowu sie z kims umowic,ale innym, ale nagle sobie uswiadomilam ze to nie jest w porzadku, nie moge tak robic i do spotkania nie doszlo ), zlapalam sie za glowe co sie ze mna stało !!!!
co ja robie !!! dlaczego ???
czego ja szukam ??
no własnie umowilam sie i chcialam umowic ponownie bo szukam MĘŻA ! chce kogos kto sie ze mna po paru miesiacach zareczy, po roku weźmie slub, kto kupi ze mna dom, mieszkanie cokolwiek , ale dlaczego odtrącam partnera, nieraz chcial bysmy razem na cos uzbierali to ja nie chcialam ,mowilam jemu : nie wiem czy bedziemy razem, tak jak on by nie mial uczuc i moglabym tak mowić...
MAM PANICZNY LEK PRZED TYM ZE JAK BEDE Z PARTNEREM Z KTORYM JESTEM DO SLUBU NIGDY NIE DOJDZIE. partner mi po 8 latach zaczol mowic ze on by sie zle czul na slubie wlasnym ,ze on nie czuje takiej potrzeby ślubu ... KLOTNIA BO DLACZEGO NIE MOWIL TEGO 8 LAT TEMU, DLACZEGO CHCIAL SZNASY PO SPOTKANIU MOIM Z INNYM FACETEM A SIE NIE ZARECZYL ??? CZY POWINNAM GO NIE PRZYJMOWAĆ BEZ PIERSCIONKA ? MOZE WTEDY POWINNAM MU POWIEDZIEC DAM CI SZANSE ALE Z PIERSCIONKIEM ? ... brak mi odwagi TAK BRAK MI ODWAGI CZUJE LEK ZE JAK BY POTRWALA TA ROZLAKA DLUZEJ TO ON BY ODSZEDŁ, wiec kiedy powiedzial ze chce szansy przyjelam go odrazu ,zgodzilam sie I CO DALEJ NIE JESTESMY ZARECZENI.
ALE CZY TU CHODZI O SLUB ? ZARECZYNY ?? PRZECIEZ Z KIMS NOWYM ZACZELO BY BYC Z CZASEM TO SAMO ,CO TO ZA ROZNICA ZE SLUBEM CZY BEZ ? CZY NIE LEPIEJ ZEBY SIE UKLADALO ,BYLO FAJNIE ,MILO, ... NO TAK ALE ZNOWU PRZYCHODZI Z CZASEM TEN PANICZNY LEK ,ZE WSZYSCY DOOKOLA SIE ZARECZAJA TYLKO NIE TY ... JESTESCIE 8 LAT I CO ,KOLEJNE 8 MAMY BYC, I KOLEJNE 8 TO BEDZIEMY JUZ PO 40STCE A GDZIE DZIECI, A CO JESLI POCZEKAM KOOLEJNE PARE LAT I NIC Z TEGO NIE BEDZIE ?
No i teraz jest na urlopie ,bylo tak dobrze ostatnio, fajne wlanetynki ,po walnetykach wyszlismy jeszcze kilka razy na obiad i kolacje. Az sama bylam zdziwiona bo wczesniej nawet na wlantynki nie wychodzilismy, a tutaj dostalam nawet prezent ocieplane skrpetki ,kupilam jemu poduszke z pieskiem trzymjacym serce no i kiedy ja nioslam uslyszalam : CO KOLEJNA PODUSZKE SOBIE KUPILAS
no i po co ,dlaczego nie umial sie cieszyc, dlaczego powiedzial ze sobie ja kupilam ? ( zawsze zabiera mi wszystkie poduszki jak ogladamy tv wiec postanowilam ze bedzie mial swoją ) ... a teraz mowi ze szkoda mu jej uzywać bo jest ladna
Było fajnie do puki nie pojechał na urlop. Najgorsze ze ja teraz bede leciala do PL na 2 miesiace ,miniemy sie a ja sie z nim pokłociółam przez smsmy . poszło o slub i zareczyny JA NIE UMIEM CZEKAC, BYC CIERPLIWA NIE POTRAFIE... CIAGLE WYBUCHAM BO JAK JEST ZA DLUGO DOBRZE ZA DLUGO CZEKAM TO WYDAJE MI SIE TO WIECZNOSC (3 TYG.BEZ KLOTNI FAJNIE, DOGADUJEMY SIE TO MYSLE ZE POWNIEN SIE JUZ OSWIADCZYC WIEC WYBUCHAM) ... staram sie o tym nie myslec ale wystarczy ze ktos zapyta,wspomni kiedy slub, kiedy zareczyny ,albo kiedy dzieci planujemy i ja niby wymijajaco odpowiadam : narazie nie myslimy, jest nam dobrze itp
to jak zostalam teraz sama to cale to napiecie urosło, wlasnie kiedy sie zareczysz, czy ty mnie kochasz ??
No i poszla fala smsmów ,teraz zaluje ze nie poczekalam do przyjazdu by porozmawiac z nim, tylko powiedzialam ze albo sie zarecza albo po tych dwoch miesiach nie wracam z PL ! i tak wiem ze to nie pomoze, bo ja nie umiem byc konsekwntna, niby mi udowodnil ze przeciz jemu zalerzy , ze chce naprawic wszystko i ze razem bedziemy naprawiac po tym jak poszlam na randkę, ze nie chce mnie stracić ... ale nadal nie ma pierscionka, gdzie był błąd czy jak bym sie spakowała i nie odbierala telfonów przez tydzien albo dwa to by cos z tego wyszło ... boje sie go stracic ,boje sie przetrzymać że po prostu sie to rozpadnie ... kiedy pytal dalczego sie spotkalam ,co sie ze mna stalo odpowiedzialam : chce zareczyn ,moje potrzeby sie nie licza, chce wyjsc gdzies czasami, chce slubu ...
no i co mam czeste wyjscia,wycieczki a pierscionka dalej nie mam. ??
nie mowie nie bylam fair w stosunku do niego ,bo niby mi zalerzy na czyms bardzo a kiedy juz on mięknie daje mi wszystko na tacy to ja to odtrącam a powinnam sie cieszyc ? Chciał kupic ze mna mieszkanie we Wrocławiu, a teraz kiedy chce sam, to ja nagle chce z nim ale wczesniej nie chcialam ,mowilam ze jak chce mieszkanie to musi byc slub ! No ale on ze maly ja ze duzy , a teraz kiedy ja mowie ze maly to on ze zle bedzie sie czul i nie jest gotowy do malzenstwa wiec klotnia : po co nam mieszkanie razem i takie tam powody ... a teraz i tak chce sam kupic... nie wiem juz sama mijamy sie, niby jestesmy ze soba ale oboje boimy sie tej wspolnej decyji.
Uwaza zebym nie zaszla w ciaze, czeka w sumie na cud chyba jakais ze moze wpadne przypadkiem ... pamietam ze tylko raz sprobowal kiedy bylo po tej mojej randece wtedy tylko ten jedyny raz ale ja mu nagadalam takich przykrych rzeczy ,ze sobie nie poradzimy ze ja nie bede mogla rozwinac kariery swojej itp ... ze on nie bedzie mi w niczym pomagal i tak go oskarżałam, zaluje tego ale nie moge tego juz cofnąc chcialabym naprawic on wiele razy mowil mi : zapomnijmy o przykrych sprwach zacznimy od nowa, obiecajmy slbie ze juz nie poworcimy do tego tamtu ... potrwalo tydzien ,dwa i ja nie potrafie ...
Chce powiedziec ze wylaczyl telefon po tych moich smsmach i dzisiaj i wczoraj ma caly dzien nieaktywny. Na fb tez nic nie pisal a bylismy razem dostepni w tym samym czasie, bo tam tez go zalałam fala pretnesji ... I co ja narobiłam ,nie mogło byc miło dobrze, nie potrafie mu napisac tesknię a to czuję ... Tylko zamiast tesknię zalewam go fala pretensji ... ZA KAZDYM RAZEM KIEDY SIE GODZIMY ,PRZYTULAMY, MOWIMY O PORAWIE, POWTARZAM SOBIE KONIEC Z WYPOMINANIEM ,KONIEC ZE ZLYM NASTWIENIEM, KONIEC Z NACISKANIEM ... I CO DALEJ TEN SAM SCHEMAT ,DALEJ TO SAMO !! 2-3 TYG I JA MAM WRAZENIE ZE TO WIECZNOSC, ZE TO NIE 2-3 TYG, TYLKO 3 LATA.
Jak bede teraz w PL chce isc do terapeuty, chce cos zorbić z sobą, zaczynam tam kursy, w wolnych chwilach chce chodzic na terapie bo ja nie radze sobie ze sobą , placze co jakis czas ... potrafie byc 4 tyg happy, po pachy a na drugi dzien plakac, smucić sie ,nagle ubzdura mi sie ze nie jestem mezatką i placze ,i obwiniam partnera . chcialabym sie zminic ale boje sie ze on zobaczy mnie inna, tego sie boje ze nagle bede robila cos innego, inaczej myslala, inaczej sie zachowywala niz on mnie widzi ... . W pracy lubie pracowac sama ,nie rozmawiam z ludzmi, bo mi sie nie chce po prostu. Nie mam o czym do tego blokada jezykowa robi swoje.
Dalczego zamiast byc mila, ciepla jestem wredna nie mila ?. Nie chce byc taka !! chce mu napisac ze tesknie ,ze to co pisalam ze mnie nie kocha to byl tylko dół, jakas frustracja ( bo kolezanka zapytala kiedy sie zareczamy ,do tego kolejna wychodzi za mąż) i dopadlo mnie ...ale on mnie zna ja tak co jakis czas pisze i mu mowie. pewnie ma dosc mnie, przeciez jak mi by tak facet mowil e go nie kocham o wszystko oskarzal to w koncu bym sie wypalila a on ma tyle sily i nas dzwiga ...
Ogladaliscie film "100 pierwszych randek" czy jakos tak ,bohaterka nie pamietala dnia nastpenego i facet musiał codziennie starac sie o nia od nowa, bo go nie pamietala ale on ja pokochał, ozenil sie z nia ,i codzienjie staral sie o jej wzgledy... ja mam podbnie, moj partner moze mi mowic ze mnie kocha ,a ja za tydzien bede czula sie niekochana. bohaterka miala klopty z pamiecia a ja mam emocjonalne, nie wierze ze ktos moze mnie kochać . On robi ,stara sie, gotuje, przytula , a ja nie czuje sie kochana, i mimo ze teraz piszac doceniam to, co robi, mowie jemu za jakis czas ze mnie nie kocha, albo pisze smsa. Chyba nie wiem na czym polega milosc ,on sam juz nie wie czy mnie kocha, czy chce byc ze mna nie dzwiwie sie jemu , kiedy on mi tak mowi wtedy ja mowie ze dlaczego mnie rani a ja mu tak co jakis czas mowie, tylko ja mam tak, ze jak bym nie czula, co on moze czuc tzn bardziej jak bym nie myslała ze faceci moga miec uczucia.
A jest ciepłym i otwartm facetem ,nieraz kiedy bylo nam zle poplakalismy sie, bo nie chcielismy siebie stracić.
Nie wiem czy zagadac czy poczekac az sam cos odpisze... nie wiem czy on czeka na telefon ode mnie. Co on czuje,nie umiem sie tez wstawic w jego sytuacji ze on moze cos czuc. Najgorsze ze ja bym tak nie chciala byc traktowana a traktuje go podle czasami. Trzaskam drzwiami ,wychodze z domu, wyrzucam go a pozniej płaczę !! On wraca, też chce zrobić mi nazłoś wiec tez z czasem wybucha ,mowi mi przykre rzeczy a ja placze wtedy... i zamiast zapomnieć wypominam za jakis czas. On tez zaczyna sie czepiać, oskarżać mnie o cos tam co nawet nie mialo miejsca ale ja tez tak robiłam, zarzucałam jemu ze bedzie złym ojcem... bo nie robi teraz na dzien dzisjaszy tego i tego, wiec jak bedzie dziecko tez tego pewnie nie zrobi ...Nie wiem pogubilam sie, nie wiem jakie mam miec obowiązki ,nie mam pojecia co nalezy w domu do kobiety a co do faceta ?? nie wiem co powinnam robić, mowi sie ze kobieta wychowuje dzieci, ogarnia dom a ja tego sie boje, kiedy patrner mi mowi ze on chetnie sie zajmie dzieckiem skoro ja chce pracować, to ja ze ja tak nie chce !! SAMA NIE WIEM CZEGO CHCE ,ON JEST NIEZDECYDOWANYM CZLOWIEKIEM ,BOI SIE PODEJMOWAC DECYZJE PEWNE,CHYBA ZE STAWIA SIE GO PRZED FAKTEM DOKONANYM, JA ZAS BOJE SIE PODJAC DECYZJE ZA NIAGO, ALBO SAMA NIE WIEM CZEGO CHCE. BOJE SIE ZROBIC KRKU NA PRZOD BEZ NIEGO LUB GO WCIAGNAC W MOJ PLAN, MOJA DECYZJE
np byly andrzejki i ja w koncu za nas podjelam decyzje. Kupilam nam bilety do KRakowa. Za kazdym razem kiedy pytalam co robimy to on mowil ze sprawdzi w pracy grafik a tego nie robił , mowil ze zapomnial a za pewne nie chcial ze mna jechac, mowil ze co tam takiego ciekawego bedzie, ze co ja sie tak uparlam na ten KR ,ze to tylko andrzejki czy musi on jechac !! Az w koncu kupilam bilety i co bawił sie fajnie, był zadowlony, wiec z kad ten opór ?? mowilam jemu ze mi zalerzy by byl tam Ze mna to ten i tak dalej stawial opór . no ale wyslo nam to na dobre, oboje sie bawilismy ja bylam szczesliwa on zadowlony ![]()
I DOWIEDZIALAM SIE ZE WYNAJOL JEDNO Z MISZKAN A JA CHCIALAM TAM ISC ZEBY ZROBIC POD NAS TO MIESZKANIE JUZ DO ZAMIESZKANIA I CO POPADLAMW DOL BO TO STALO SIE SZYBKO SAM SIE DOWIEDZIAL OSTATNI BO JEGO MAMA PODJELA TAKA DECYZJE BO X LAT STALO PUSTE WIEC JEJ BYLO SZKODA I ZNALAZLA OSOBY DO WYNAJECIA - CO SIE STALO ? - POPADLAMW DOL TAKI ZE 2 TYGODNIE DO PRACY NIE CHDZILAM ,SKATOWALAM SWOJ UMYSŁ, POSZLAM NA CHOROBOWE I LEZALAM W LOZKU I SIE KATOWALAM ... ZE JESTEM NIEWAZNA OSOBA W JEGO ZYCIU ,ZE MNIE NIE BIERZE W OGOLE POD UWAGE A ON MI TLUMACZYL ZE SAM BYL W SZOKU ZE SIE DOWIEDZIAL PARE GODZIN PRZEDEMNĄ A JA GO OSKARZALAM ZE GDYBY NIE PRZYPADEK ROZMOWA Z JEGO MAMA TO BY MI NIE POWIEDZIAL O TYM ... OSAKRZAM ,WYMYSLAM RZECZY KTRYCH NIE MA , SA ONE W MOJEJ GLOWIE !!!!!!
A teraz mu wypomniałam bo teraz bedac na urlopie poszedl na urodziny brata ( nie napisalam ze wtedy mial prblemy zdrowotne ze skora bral antybiotyki i wymigiwal sie wyjazdem do KR prez leki i problem chorobowy) , no i ja mu w zlosci napisalam ze na urdzinach brata problemu nie bylo ,ze nie robil oporów, a ma tez ten problem , i teraz nie mowil o lekarzach i ze nie moze isc. I oskarzylam jego ze gdzie sie ze mna nie pojawi ma problem, ze pewnie jestem jego zyciowym problemem bo inaczej by nie stawial mi oporów.
jeszcze by sie tego nazbierało ... ale i tak bardzo sie rozpisalam.
na koniec dodam jeszcze jedna sytuacje postaram sie krotko. Kiedy sie spotykalismy powiedzial ze nie nadaje sie raczej na fryzjerke ... przestalam sie zajmowac tym, zamknelam sie w sobie, kiedy ogolnie zworcil mi uwage zamykalam sie w sobie, wydawalo mi sie ze jestem beznajdziejna, do niczego sie nie nadaje, az w koncu zbieralam jakas zlosc w sobie i kiedy on sie zjaol fotografią to ja mu szpilki wbijalam ,wysmiewalam jego zdjecia itp, bo przypomnialo mi sie on mi 7 lat temu cos tam powiedział ... skoro on tak uwazal ,to ja tez moge uwazac ze jest kiepski... moze jak by nic nie mowil tylko cierpliwie czekał az cos mi tam wyjdzie, az sie czegos naucze ,pewnie bym tak nie podchodzila do jego pasji ... przeciez kazdy ma prawo sie rozwiajc w dowolnym wieku ... nie robi tych zdjec ,nie chce isc na kurs, choc go przeprosilam i pare razy wyganialam by sie podszkolil.
Moj problm to tez taki ze ja boje sie doradzac nawet w kwesti makijazu w ktrym jestm dobra, boje sie komus cos narzucic ,moj parnter stara sie by bylo dobrze, a kiedy cos nie wychodzi zganiam wine na niego, ze to jego wina ze zle doradzal ale sama sie zgodzilam.
MIMO E JESTEM NIM 8 LAT BOJE SIE WYRAZIC SWOJE ZDANIE, ZE ON BEDZIE NA NIE, ZE SIE NIE ZGODZI ,ZE ZACZNIE MOWIC O WLASNYCH ARGUMENTCH ITP...np ostatnio powiedzial ze w tym roku wakacje raczej odpadną bo brak finansów i choc myslam o tym samym co on o tym braku finansów pared dni wczesniej sama, to kiedy on wyszedl z inicjatywa powiedzialam : ale jak to ,jak trzeba bedzie ruszez konta swojego oszczednoci.
nie wiem skad ten opór na jego myslenie, przeciez chcial dobrze, przeciez ja pare dni temu tez o tym myslam ,dlaczego nie moge wypowiadac swoich mysli wczesniej ...stawiam opór bo sama tego nie zaproponowalam tylko myslalam i mialam do siebie pretensje. dlaczego nie powiem jemu : wiesz kochanie tez myslam o tym samym ,dlaczego nie moze byc milosci czulosci itp ![]()
tak bardzo bym chciala obdarzyc go miloscia, on dal mi duzo ciepla, cierpliwosci, tylko ja czasami nie rozumialam jak o cos pytal ,dlaczego robie to tak a nie inaczej to odbieralam to jako pretensje i sie zloscilam ... nadal tak mam i choc probuje panowac nad tym, to zlosc ,wscieklosc sie pojawia ... porownuje jego, daje innych ludzi za zyciowe przyklady... a on tylko gdzies raz mi zworcil tam uwagę i dal za przyklad kolezankę ... a we mnie siedzi to latami i nie daje spokoju, teraz ja jego porownuje ciagle ...
pewnie nikomu nie bedzie chcialo sie tego czytac ale moze znajdzie sie ktos jednak mam nadzieje ![]()