Chciałam zwrócić uwagę na dość nowy chyba problem społeczny, wyrosły na gruncie gadaniny o sponsoringu. Mam (jakze nieodparte, niestety!) wrażenie, że ludzie, usłyszawszy o takim zjawisku i jego rzekomej powszechności, usiłują się dopatrzeć go w swoim otoczeniu. I zaczyna sie "polowanie na czarownice".
Myślenie takie mniej wiecej: ładna, dobrze ubrana studentka= pewnie ma sponsora! A jak jest wyjatkowo ladna to juz wiecej niz pewne... Zaczyna sie szczucie. Brzydkie kolezanki zacieraja rece i wyrazaja entuzjazmem pogarde. Nigdy zniszczenie konkurencji nie bylo latwiejsze- maja za soba przeciez media, ktore nakrecaja sytuacje. Bo skad ona ma na nowy plaszcz?... Wszystko jasne!...
Chodzenie po galeriach handlowych jest stresujacym zajeciem. Stoisz w kolejce do maca, za toba para, chlopiec z dziewuszka. Ona patrzy na ciebie nienawistnie i cos mu mowi, no ze jesli sie ma sponsora to przeciez mozna miec i plaszcz etc. Mijasz jakichs gosci, ktorzy z poggardliwym usmieszkiem mowia: patrz, przyszla dorobic! Itp., itd.
Wychodzenie wieczorem z domu to tez wyczyn nie lada. Idziesz na spacer, za toba mala grupka mlodziezy licealnej- slyszysz, ze idziesz do gacha...
Multum takich sytuacji, na kazdym kroku. Czesem na granicy fizycznego ataku przez jakies dziewuszyska.
No i nie trzeba miec wcale wyzywajacego ubioru/wygladu/byc wymalowanym. Wystarcza ubrania niepachnace lumpem, dobrej jakosci. Bo jak np. ubierze sie cos z listy zakazanych ubiorow, np. szpilki czy modne lateksowe gacie, to pojawiaja sie wrecz bluzgi. Farbowac wlosow tez nie mozna (bluzgi, agresja).
Apeluje do wszystkich o zachowanie zdrowego rozsadku i nieniszczenie psychiczne innych ludzi. Bo to, co sie dzieje jest CHORE.