Bardzo często to słyszę i bardzo tego nie lubię.
Osobiście porównałabym to do domu zrujnowanego przez burzę. Mieliśmy ładny dom, aż przyszła burza i go rozwaliła - dziury w dachu, meble poniszczone, podłogi pozalewane, okna powybijane, ściany do remontu. Teraz, możemy ten dom wyremontować, może on nawet być po tym remoncie piękniejszy niż wcześniej, ale raczej trudno oczekiwać, że dom zrujnowany przez burzę będzie ładniejszy niz przed zrujnowaniem. A co jeśli nie mamy środków na remont?
Analogicznie widzę wpływ cierpienia na psychikę. Przychodzi jakiś kryzys, jakaś wyniszczająca, permanentnie stresująca dla nas sytuacja - choroba własna albo członka rodziny, utrata pracy i dramatyczna sytuacja materialna, przebycie jakiejś traumy etc etc. Potem oczywiście od nas zależy, co z tym zrobimy. Możemy uporządkować swoją psychikę, która w efekcie może być nawet silniejsza niż przed kryzysowym zdarzeniem, ale to nie sam kryzys, cierpienie, umocniło naszą psychikę, a my sami, po tym jak posprzątaliśmy straty, jakie zadało nam to cierpienie. To jest bardzo trudne, wymagające niesamowitej siły i energii, więc nie każdemu się udaje.
Jak Wy to widzicie? Zapraszam do dyskusji.
