No właśnie tak jak w temacie. Byłam w życiu kilka razy zakochana, chyba nigdy szczęśliwie. Mam nawet wątpliwości co do mojego prawie trzyletniego związku. To okropne mieć prawie 27 lat i nie wiedzieć jak to jest być zakochanym z wzajemnością
Zawsze kiedy udało mi się wyleczyć z nieszczęśliwej miłości, oddychałam z ulgą, że już mi nie zależy, że już nie będę płakać po nocach, że już jestem gotowa na coś nowego. I co się okazuje? Teraz właśnie jest taki moment i to mi strasznie ciąży
Nawet kolega, o którym wspominałam w ostatnich postach nie jest kimś ważnym. Powiedział mi ostatnio, że idzie na wesele, przez chwilę się zastanowiłam czy jego zaprosiła jakaś dziewczyna, czy też on kogoś, czy może idzie sam (w sumie nie miałam odwagi spytać), ale co ważniejsze zaraz zorientowałam się, że w sumie nie obchodzi mnie, gdzie i z kim on chodzi. Kompletnie nie zależy mi na tej znajomości
Wygląda na to, że jemu też ![]()
Ja doskonale wiem, że nie znajdę sobie nikogo na siłę, że ktoś pojawia się wtedy, kiedy nie szukamy, że najlepiej jest wrzucić na luz i żyć pełnią życia. To jest strasznie trudne, kiedy wszyscy jak mantrę powtarzają pytanie: "Kiedy ty sobie kogoś znajdziesz?" Co mam zrobić? Urządzić łąpankę na ulicy? Wtedy włącza mi się blokada i myślę sobie "a nie! na złość wam wszystkim będę sama". Tylko, że jest druga strona tego medalu. Mam w sobie takie pokłady uczucia, że sobie z tym nie radzę. Chciałabym je na kogoś przelać, a nikogo takiego nie ma. Po prostu rozwala mnie od środka ![]()
Nawet nie wiem czego od Was oczekuję. Chyba darmowego psychologa
chciałam się po prostu wygadać...