Mam 34 lata. 2.5 roku temu odeszlam od meza (po 6 l malzenstwa, 8 l bycia razem). W naszym zwiazku, byla obecna przemoc fizyczna, psychiczna, rowniez seksualna. Nigdy nie posunal sie do gwaltu. Gdy odmawialam mu wspolzycia dochodzilo do sytuacji, w ktorych musialam "sie bronic" przed stosunkiem, zaciskal rece na mojej szyi, przytrzymywal mi rece i nogi, zrywal ze mnie ubranie, przewracal na lozko itp. - towarzyszylo temu moje przerazenie, poniewaz nigdy nie wiedzialam czy tym razem tez sie wycofa w ostatnim momencie. Gdy sie zgadzalam "dla swietego spokoju", po prostu udostepnialam mu swoje cialo i walczylam z odruchem obronnym, zeby go z siebie nie zrzucic.
Przez ostatnie 2l od odejscia, probuje od poczatku skladac sie w jedna calosc - kawalek po kawalku. Kilka miesiecu temu doszlam do etapu, w ktorym zaczelam znowu zauwazac wokol siebie mezczyzn. Jeszcze nie czuje zebym byla gotowa z kims sie zwiazac, ale moze i to przyjdzie z czasem.
Maz byl moim trzecim partnerem, z zadnym z jego poprzednikow (o nim samym nie wspomne) nie mialam najmniejszej przyjemnosci z seksu. Nigdy nie udalo mi sie samej doprowadzic do orgazmu. Az tu nagle kilka miesiecy temu, przezylam swoj pierwszy orgazm (pierwsze podejscie i od razu sukces, rozplakalam sie ze szczescia
). Byla we mnie zlosc do siebie, ze przez tyle lat dawalam traktowac swoje cialo w taki sposob. Cialo, ktore odpowiednio dopieszczone potrafi odwdzieczyc sie czym tak pieknym.
Teraz teoretyzuje, ale nie jestem w stanie przewidziec swoich reakcji gdyby kiedykolwiek doszlo do czegokolwiek z przedstawicielem plci przeciwnej. Nie wiem czy wlaczylby sie mechanizm obronny, czy sparalizowalby mnie strach, czy moze wszystko byloby ok.
Czy jest szansa na to, ze legendarne "bliskosc i zaufanie" pomoga zabliznic sie ranom? Moze od razu biec na terapie? A moze szukam dziury w calym i nie dowiem sie dopoki nie sprobuje
A moze tam wcale nie ma zadnych ran? Chodzi mi glownie o rachunek prawdopodobienstwa ![]()
Szukam w necie opinii na ten temat, ale jak dotychczas bez skutku.