Witam
Mam 30 lat,2 wspaniałych synków i nie mieszkam z mężem od prawie dwóch miesięcy.Małżeństwem jesteśmy od 10 lat.Dopiero teraz chodząc do poradni Przemocy w rodzinie uświadomiłam sobie jak byłam traktowana i jak człowiek odrzuca pewne rzeczy i nie przyjmuje do świadomości.Mąż jest dobrym człowiekiem ale chora zazdrość zniszczyła wszystko.Przez 8 lat siedziałam w domu i wychowywałam dzieci.Mąż pracował,utrzymywał Nas ale ani ja w tym czasie nie miałam męża ani dzieci taty.Nie umie okazywac uczuć,ani razu nie widziałam żeby przytulił dziecko i powiedział kocham,żeby sam od siebie wziął i sie z nimi pobawił jesli go o to nie poprosili.Przez 3 m-ce okłamywał mnie jezdzac po pracy do swojej mamy,że pracuje do 19 a konczył pracę o 16 po czym usłyszałam od tesciowej ze przecież nie jezdzi na kurwy tylko przyjezdza sobie odpoczac po pracy,nie potrafiłam tego zrozumiec.Kolejna sytuacja,siedzimy w ogródku,jego rodzice,ciocia z wujkiem,mój synek do dziadka za kolano i chciał mu cos powiedziec,po czym tesciu wział go centralnie za bluze do góry,przestawił na bok i patrzac na mnie oburzoną rzuca tekst jak małpo dziecko wychowałaś,a mój mąż milczy i nic.Jeszcze gorzej jak rozpoczełam prace,tutaj troche ja zawiniłam,przyznałam sie do tego ale go przeprosiłam.Praca w małym punkcie na automatach,na osiedlu wiec mnóstwo znajomych wiec czasami wracałam godzine,dwie pozniej do domu.Po czym słyszałam ze co ja ze soba robie,nasyłał moich rodziców którzy przyjezdzali o 22 i wypraszali wszystkich z lokalu bo ja mam isc do domu.Wiem ze zle postepowałam,ale to juz była jakas moja ucieczka z domu,od problemów,wyjscie do ludzi po tylu latach.Dowiedziałąm sie miedzy czasie ze maz wykupił podglad do kamerki osiedlowej na miesiac na ten lokal zeby widziec co ja robie,o której wychodze.Cały czas przeszkadzały mu moje wyjscia z przyjaciółką,czy to na dyskoteke,czy do kina,restauracji.Wszystkie moje wyjscia miałam podkreslane w kalendarzu.Poszlismy na pamietna,ostatnią dyskotekę z moja przyjaciółka i jej mezem.Kiedy ja sie bawiłam z jej mężem,mój mąż podszedł i zrobił awanture ze on mnie obmacuje.Zawinal sie taksówka do domu,kiedy my przyjechalimy nastepna,w domu powywalane były wszystkie rzeczy,w pokoju z zapłakanymi dziecmi siedziała moja siostra która wtedy została z nimi z moim tatą.Mojego męża to nie interesowało że dzici płaczą,krzyczał że w ch... to ma,ze on sobie nie pozwoli na takie cos,popchnał mnie moja siostre,bo kazdy chciał go tylko uciszyc,skonczyło sie interwencja policji,po czym on zawinął sie do rodziców,skarzac sie na nas wszystkich,Jego tatus zadzwonił do mojego ze ten dał jego synowi k.... za żonę.Po tyn pękłam.Powiedziałam ze daje nam ostatnia szanse albo sie zmieni albo koniec z nami i mielismy isc do poradni,ja na terapie i on.Ale to skonczyło sie kolejnym problemem.Po 3 wizytach zaczeły sie zaznaczania na kalendarzu kiedy sie z nim kocham.4 dni przerwy to był dla niego kłopot.Pytał sie wieczorem czy sie kochamy,jesli nie stawiał mi krzyżyk,a jesli sie zmusiłam kółeczko.I tak przez 2 miesiace,kółko,krzyżyk i każde wyjscie podkreslone.Miałam dosyc,zablokowałam sie na niego całkowicie.Poszedł na Sylwestra,okej,ja nie miałam ochoty,poza tym zdziwiło mnie ze ja nie moge wyjsc tak normalnie,a on wychodzi jakby nigdy nic w Sylwestra.Miał napic sie szampana i wrócic na 1.Nie było go do 10 rano.Pojechałm z dziecmi do rodziców i zaczeły sie telefony z wyzwiskami.Gdzie ja jestem,miałam czekac na niego w domu gotujac obiad,że co on ma ze soba zrobic,ze wyrzuciłam go z domu.Do tego że jestem dwulicowa su.. bo w zeszłym roku jak byłam z nim na Sylwku u jego znajomych podbijałam do jego kolegi,chciałam go zaciagnac do łóżka ale on sie nie dał bo jest dobrym kolega.Cały dzien wyzwiska,dobrze ze byłam u rodziców bo nikt by mi chyba nie uwierzył.Pozniej przyznał sie(kiedy rodzice powiedzieli ze pozwa jego kolege o pomówienie) ze takiej sytuacji nie było.Po tej sytuacji powiedziałam ze nie chce z nim byc i zeby poszedł na jakis czas do rodziców.Dwa tygodnie pozniej pojechał z dziecmi na weekend do rodziców.W niedziele telefony,że była w domu,ku.....m się,że ona ma kamerki,że zgłosi to do programu zdrady,upubliczni.Pozniej przyznał że sobie to wymyślił.A ja mam dosyć psychicznie takich akcji.Oczywiscie gada ze mnie kocha,że gdybym nie wybierała kolezanek i wyjsc tylko jego i siedzenie w domu to by nie było takich sytuacji,że spotkamy sie w piekle za to ze zniszczyłam ten związek.Trafiłam na b.dobra Panią psycholog która uzmysłowiła mi ze to przemoc psychiczna,seksualna i ekonomiczna.Gdyż zdarzało się ze jak sie nie chciałam kochać chował mi pieniądze i wydzielał lub zabierał mi telefon bo stwierdzał że za długo na nim siedze i za dużo pisze.Mój starszy syn 10 lat mówi wprost że woli jak taty nie ma w domu bo nie ma awantur,że tacie cos odbiło.Dzieci nie pytaja o niego,czesciej chca zeby przyjechał dziadek,babcia niz tata.Wydaje mi sie ze nie sa z nim emocjonalnie bardzo zwiazani gdyz nie dawał im duzo uczuc.Nawet teraz musze sie prosic zeby przyjechał do dzieci.Spytał ostatnio czy cos dostanie w zamian(seks),powiedziałam że chyba sobie zarty robi,ale nie robił,3 dni nie przyjezdzał do dzieci,karząc w ten sposób mnie.NIe widze juz żeby nam sie udało to naprawic,nie mam ochoty na zadna bliskosc z nim po tym co robił,a jeszcze po tym co sobie uzmysłowiłam na wizytach w poradni wiem że moge wychodzic,nikt tego nie moze mi zabronic,ze to normalne,że nikt nie moze mnie zmuszac do seksu szantażami emocjonalnymi.Ale boli mimo wszystko,blokada jest wielka,w kazdym dopatruje sie teraz kontroli,zakazów,seks jest tematem tabu a Ja zaczynam sie kazdemu buntowac,nawet rodzicom,którzy nie rozumieja że mam prawo do swojego Ja,że moje dycyzje są dla mnie wazne,że nie jestem ubezwłasnowolniona i nie trzeba mnie jeszcze w tym wieku prowadzic za rękę.Boję się oczywiscie ze zostanę sama z dziecmi i czy sobie poradzę,ale nie chce w tym tkwic,a czy warto tylko dla dzieci,robie to zwłaszcza dla nich,to chłopaki,nie chciałabym aby oni kiedys tak traktowali swoje żony.
Ucieka od niego jak najdalej
Ja tu dobra dzieci nie widze zadnego gdybys z nim jednak zamierzala zostac
Przeciez to psychol jakis
No włąśnie też tak uważam,jednak kiedy człowiek w kółko słyszy że to z jego winy bo wychodzę,bo wolę koleżanki w głowie pojawiają się wątpliwości ,że może to jednak ja za dużo chcę i oczekuję.Nie chciałabym jednak zamknąć sie w domu i rezygnowac ze wszystkiego.Mieszkam sama z dziecmi 2 miesiace i czuje luz psychiczny że nie muszę się tłumaczyc,jest trudniej fakt ale nikt nade mna nie stoi z pytaniem kochamy sie czy nie.Miał przyjechac do dzieci w weekend i nie przyjechał bo powiedziałam ze w tym czasie wyjde na zakupy,to nie przyjechał wcale bo stwierdził ze bedzie przyjezdzał kiedy bede w domu na dupie siedziała.Dla mnie to nie jest normalne.A jak Wy uważacie?
ehh znam to doskonale.. tyle,ze Ty bylas w trudniejszej sytuacji bo masz dzieci.. Ja bylam z facetem okolo 5 lat i na poczatku bylo super swietnie,ale pozniej byl koszmar.. i zazdrosc jego zniszczyla wszystko i najgorsze jest to,ze ja go mimo to kochalam, wybaczalam, mialam nadzieje.. minelo teraz 4 lata od rozstania nawet ponad... a ja nie moge ulozyc sobie z innym zycia bo ciagle jest on w moich myslach..na prawde go kochalam bardzo ,ale wiem,ze musialam sie z nim rozstac dla naszego dobra.. on by cierpial , ja tez.. w pewnym momencie bylam tak wyczerpana nerwowo,ze nie dawalam rady powiedzialam sobie dosc. Pomiatał mną, ponizał, wymyslal a ja na to pozwalam. Teraz jestem silniejsza, przejrzalam na oczy,ale uczucia do niego i sentyment mimo wszystko zostal... Nie bede z nim,wiem ze to nie ma przyszlosci,ale jednak taka glupia jestem, ciagle jakas nadzieja we mnie tkwila, wybaczalam mu, schodzilismy sie rozchodzilismy.. to byla wielka masakra :< dobrze,wiem jak sie czulas...... dlugo musialabym pisac co sie dzialo u mnie,ale wiem jedno,ze teraz czuje sie spokojniejsza, wolna, nie jestem " przesladowana" ,ale cos za cos... jestem wewnetrznie " uposledzona" i ciagle mam do siebie zal,ze moze powinnam ratowac to jakos,moze jakos jakbym zauwazyla na poczatku problemy byloby inaczej.. z kolei nie wiem czemu tak mysle o sobie,obwiniam sie.. przeciez nie dawalam mu powodow do zazdrosci, wychodzilam to samo albo z przyjaciolka albo ogolnie na spacer to juz byl problem.... 3maj sie , gdybys miala ochote pogadac pisz! nikt nie zrozumie Cie tak jak osoba,ktora przechodzi to samo.. buziaki
5 2014-02-20 23:51:51 Ostatnio edytowany przez adrianna2013 (2014-02-20 23:52:44)
No włąśnie też tak uważam,jednak kiedy człowiek w kółko słyszy że to z jego winy bo wychodzę,bo wolę koleżanki w głowie pojawiają się wątpliwości ,że może to jednak ja za dużo chcę i oczekuję.Nie chciałabym jednak zamknąć sie w domu i rezygnowac ze wszystkiego.Mieszkam sama z dziecmi 2 miesiace i czuje luz psychiczny że nie muszę się tłumaczyc,jest trudniej fakt ale nikt nade mna nie stoi z pytaniem kochamy sie czy nie.Miał przyjechac do dzieci w weekend i nie przyjechał bo powiedziałam ze w tym czasie wyjde na zakupy,to nie przyjechał wcale bo stwierdził ze bedzie przyjezdzał kiedy bede w domu na dupie siedziała.Dla mnie to nie jest normalne.A jak Wy uważacie?
ROBI CI MIX w głowie i człowiek na prawde potem zaczyna myslec i obwiniac siebie ,ze moze ja nie powinnam byla pojsc z przyjaciolka, moze nie powinnam tak a nie inaczej sie zachowac.. przechodzilam to,ale lata temu, wiem czym to pachnie niestetty.. Ale uwierz,ze jest to toksyczny zwiazek nie ma on przyszlosci, rani Ciebie, dzieci.. BĄDŹ SILNA GDYBYS POTRZEBOWALA ROZMOWY ODEZWIJ SIĘ ! NA PEWNO ODPISZE ;* NIE JESTES Z TYM SAMAAA!
pociecha 2803, współczuję! I gratuluję jednoczesnie odwagi do zmian, do wyjścia z problemem na zewnątrz, do terapii, mam nadzieję, że ją kontynuujesz ![]()
Na początku wychodzenie z roli ofiary jest trudne i bywa, że nie do końca osoba doświadczająca przemocy wie, co jest normalne, a co nie. Zaufaj sobie i swoim uczuciom. Tak bardzo podziwiam takie kobiety jak Ty! Trzymam kciuki i przesyłam dużo ciepłych myśli!
Bardzo dobrze, że wyniosłaś się razem z dziećmi. I masz rację, że jeśli twoi synowie napatrzyliby się na zachowanie twojego męża, to mogliby potem zachowywać się identycznie w stosunku do swoich rodzin. Masz doskonały przykład- ojciec twojego męża szarpał dzieckiem tylko dlatego, że to chciało na kolana. To jest chore. I już wiadomo skąd brał przykład twój mąż.
Faceci przeświadczeni o tym, że są panem i władcą a kobieta ma im tylko usługiwać, to nic dobrego. Mój ojciec też był taki, z tym, że u mnie dochodził jeszcze alkoholizm i przemoc fizyczna. Moja mama nieraz chodziła z podbitym okiem, bo wielkiemu panu coś się nie spodobało, bo obiad niedobry, bo się krzywo uśmiechnęła... Jestem jej ogromnie wdzięczna, że odeszła od tego zwyrola, kiedy ja byłam jeszcze maleńka (za mała, żeby pamiętać jego wybryki- o wszystkim opowiadała mi babcia).
Tacy jak twój mąż się nie zmieniają, to jest kwestia wychowania i wpajania od małego bzdur o tym, że kobieta jest tylko kucharką i dz*wką i niczym więcej, a facet może wszystko. Rozmowy, prośby, groźby nie pomogą, oni już zawsze tacy będą. Dlatego proszę, nie wracaj do niego. Wierzę, że dasz sobie radę. Nie potrzebujesz takiego gnoja przy sobie, ty i twoje dzieci zasługujecie na dobre, zdrowe życie a nie na chorą patologię, która by się odbijała na was do końca życia. Trzymaj się, miej siłę.
Dziękuję Wam bardzo za odpowiedzi.Nie wiecie jak to dla mnie dużo,usłyszeć że jednak robię dobrze.Oczywiście chodzę dalej na terapie,w tym tygodniu składam pozew o rozwód,czuję się silniejsza ale nie wyobrażam sobie juz powrotu i naprawienia tego.Najzabawniejsze że w tym tygodniu dowiedziałam sie ze w niedziele był u mojej szefowej,ostrzec ja o rozwodzie i ze wyjdzie na jaw ze pracuje u niej dorywczo bez umowy.Ale nie wiedział że mam umowe o dzieło.Ten człowiek chodzi i szuka wsparcia wszedzie ale nie tam gdzie powinien - psychiatra.Dziewczyny damy radę,jednak wiem i widze po sobie jak duzo teraz mnie bedzie kosztowało nawiazanie jakiejs znajomosci,zwiazku bo takim czymś,czuję że teraz sama mam zrytą banię ;-) ale może z czasem przejdzie,bo nie chciałabym Ja teraz wszystkiego psuć.Adrianna2013 masz rację,nikt nie wie co sie czuje w takich sytuacjach jak sie w tym tkwi a jak sie tylko słucha.Buziaki
pociecha, może lepiej na ten czas nie myśleć o związku? Bycie samą, przez jakis czas, tez jest fajne
Masz czas tylko dla siebie, możesz siebie poznać, porozpieszczać, decydować, cieszyć się dziecmi, pogłębiać z nimi więź. Teraz czas na Ciebie i tylko dla Ciebie.
Nowy, fajny facet, kiedyś pewnie sie pojawi, czego bardzo Ci życzę!
Powodzenia!
ehh znam to doskonale.. tyle,ze Ty bylas w trudniejszej sytuacji bo masz dzieci.. Ja bylam z facetem okolo 5 lat i na poczatku bylo super swietnie,ale pozniej byl koszmar.. i zazdrosc jego zniszczyla wszystko i najgorsze jest to,ze ja go mimo to kochalam, wybaczalam, mialam nadzieje.. minelo teraz 4 lata od rozstania nawet ponad... a ja nie moge ulozyc sobie z innym zycia bo ciagle jest on w moich myslach..na prawde go kochalam bardzo ,ale wiem,ze musialam sie z nim rozstac dla naszego dobra.. on by cierpial , ja tez.. w pewnym momencie bylam tak wyczerpana nerwowo,ze nie dawalam rady powiedzialam sobie dosc. Pomiatał mną, ponizał, wymyslal a ja na to pozwalam. Teraz jestem silniejsza, przejrzalam na oczy,ale uczucia do niego i sentyment mimo wszystko zostal... Nie bede z nim,wiem ze to nie ma przyszlosci,ale jednak taka glupia jestem, ciagle jakas nadzieja we mnie tkwila, wybaczalam mu, schodzilismy sie rozchodzilismy.. to byla wielka masakra :< dobrze,wiem jak sie czulas...... dlugo musialabym pisac co sie dzialo u mnie,ale wiem jedno,ze teraz czuje sie spokojniejsza, wolna, nie jestem " przesladowana" ,ale cos za cos... jestem wewnetrznie " uposledzona" i ciagle mam do siebie zal,ze moze powinnam ratowac to jakos,moze jakos jakbym zauwazyla na poczatku problemy byloby inaczej.. z kolei nie wiem czemu tak mysle o sobie,obwiniam sie.. przeciez nie dawalam mu powodow do zazdrosci, wychodzilam to samo albo z przyjaciolka albo ogolnie na spacer to juz byl problem.... 3maj sie , gdybys miala ochote pogadac pisz! nikt nie zrozumie Cie tak jak osoba,ktora przechodzi to samo.. buziaki
byłem w takim związku równiez prawie 5 lat, nie widziałem jak bardzo wyniszczam psychicznie swoją miłośc,ciągłe wyrzuty,zazdrośc,czasami też szantaż emocjonalny....dziewczyna bardzo mnie kochała -trwała przy mnie tyle lat które zmarnowałem,bagatelizując problem,zapewne dawała mi dużo szans na zmianę ,ktorych nie dostrzegałem.zaraz po nowym roku zostawiła mnie ... dużo rzeczy wtedy zrozumiałem,zacząłem dostrzegac swoje błędy i zmieniac swoje życie tak aby nigdy wiecej nikogo nie krzywdzic,szkoda tylko że musiałem dostac takiego kopa by to dostrzec,zamiast ogarnąc sie wczesniej i zatrzymac ją przy sobie.wiem że ma do mnie żal,którego napewno nie zapomnie.
Pociecha ,napewno twój facet nie jest dobrym przykładem dla dzieci,również nie spełnia sie jako mąż i partner,w związku nie chodzi przecież o to aby jedna osoba cierpiała a druga kochała.brak jest tutaj zaufania i zrozumienia naprawdę źle to rokuje na przyszłośc dla Ciebie i dzieci.jako facet mogę śmiało powiedziec że samej będzie Ci lepiej ,odpoczniesz od tego terroru ,również dzieci nie będą brały złego przykładu z ojca,tylko to się teraz liczy dobro twoje i pociech.pozdrawiam.
Tak,czuje ze dobrze robie.Jednak czuję się beznadziejnie.Mam strasznego doła.Chłopaki przestają się mnie słuchac,czuję że nad wszystkim zaczynam tracić kontrolę.Tatuś nie krzyczy że trzeba do lekcji,przyjedzie,pobawi się.Do mnie wyrzuty że mama nie ma czasu bo pracuje.Tatuś ma dom,pieniążki,mama nie ma nic,nie kupi zabawek,a tatus mówi ze oddaje pieniazki mamie.Beznadziejnie.On chce wrócic,chce byc,a ja mam wyrzuty czy warto dawac kolejna szansę.Załapałam doła i to strasznego,z pracą cięzko,zarabiam grosze,pomagają mi rodzice,ale co jak nie beda juz w stanie?Porywam sie z motyka na słonce,maz mi to wypomina ze sama wpadam w coraz głebszy dołek,który sama sobie pod soba wykopuje,mysle ze zaczyna miec racje...że wszystko obróci sie przeciwko mnie :-(
Inaczej będzie za jakiś czas. Na razie mimo tego że się wyprowadziłaś, to nadal jesteś uzależniona od niego. To nie jest tak że mówisz koniec i coś się kończy. To tylko przechodzi w kolejny etap. I tak dojdziesz do momentu w którym dasz sobie radę sama.
z takich emocji jest ciezko wyjsc, gdyz jestesmy strasznie uzaleznione od swoich mezow,a co najgorsze tez od tych zlych przezyc. brakuje nam tez tych negatywnych chwil, ja z moim walcze od dwoch lat, na terapie dalej musze chodzic bo sa dni ze nie wyrabiam, a zrobilam duzy krok do przodu, nie mieszkamy juz razeme od roku ale dopiero teraz zlozylam papiery rozwodowe, i mimo tego wszystkiego gdy mnie prosi o powrot mam zachwiania, ale wtedy wlaczam czerwone swiatelko i przypominam sobie jaka krzywde mi wyrzadzil, ciezko jest zaczac od zera, ale teraz masz najlepszy moment by skupic sie glownie na sobie. zapamietaj oni sie nigdy nie zmienia, moj dostal wyrok za znecanie psychiczne i fizyczne, myslalam ze przejrzy na oczy, a tu on sie nie czuje winny zaskarzyl wyrok i teraz bedzie sprawa przed sadem, dalam mu mnostwo szans na zmiane ale zadnej nie wykorzystal.ciagle nie widzi w sobie winy, ale za to mnie oskarza o rozpad tego malzenstwa.
Witam! Widzę ze nie jestem sama z takim problemem. Teraz jestem na etapie szantażu ze storny męza kiedy mu zakomunikowałam że chce rozwodu. Zaczełam terapię bo nie jestem sama w stanie z tym poradzić. Moje drogie wytrzymałam z tym potworem aż 9 lat, na początku było ok. A potem sie zaczeło poniżanie upokarzanie mnie i mojej rodziny, kontrola wydatków, wypominanie. Dodam że mój mąż jest strasznie pedantyczny, każdy ręcznik ma swoje miejsce, w lodówce jogurty maja swoją półkę i są poukłdane datami, a najbardziej skrajne wieszaki w szafie mają swoje kolory i niech ktoś spróbuje je przestawić;(.Pokój dzieci to w zasadzie jego pokój
Nie poszedł spac dopóki wszystko w całym mieszkaniu nie bedzie na swojim miejscu. Tylko pojawiły sie dzieci i dla nich to wszystko znosiłam:( jak urodził sie pierwszy synek to sie zaczeło na maxa, ściąganie butów do samochodu bo sie wybrudzi, słyszałam tylko co z ciebie za matka, ty nic nie potrafisz, jestes głupia, nic nie potrafisz załatwić, nie sznaujesz rzeczy o wszystko trzeba dbać, pochcodzisz z biednej rodziny, tam gdzie mieszkałaś to śmietnik i powinni tą miejscowość wyrównać z ziemią. Ale to znosiałam chciałam wychowywać dzieci więc przymykałam oczy. Mąż nie uczestniczył wogóle w wychowywaniu chłopców, sama byłam ze wszystkim, siedziałam "zamknięta" w posprzątanym pudełeczku, wykonywałam wszystko co chciał i było ok. Gdy tylko próbowałam sie sprzeciwic wszystko wracało dlaczego wydajesz tyle a nie tyle i codziennie cos nowego;( Gdy mu zagroziałam ze odejde były kwiaty przeprosiny a potem do momantu jak on to mówił go nie sprowokowałam wszsytko wracało. i było coraz gorzej zabronił mi kontaktu z rodziną z kolezankami. A teraz on twierdzi że nic sie takiego nie stało że histryzuje, że sie zabije jak od niego odejdę:(. Przed sąsaiadami gra przykładnego tatusia i meża:( a mi juz brakuje sił i doszło do tego że za wszystko sie obwiniam. i poprostu boję sie od niego odejść. Siedziałam w domu to żle bo nie zarabiam kasy ( "jesteś leniwa jak twoja matka, która wyżera nam wszystko z lodówki, jak siada do samochodu to mi zawieszenie siada, i wogóle śmierdzi piwnicą:( ( dodam że to były jednorazowe odwiedziny mojej mamy(), a teraz jak w końcu wróciłam do pracy też żle bo za mało zarabiam:(.