Witajce drogie forumowiczki. Mam pewien problem, albo i cały ich zbiór,które wykanczają mnie psychicznie. Moja historia jest bardzo długa i zawiła więc przedstawie tylko to,co najwazniejsze.. Wyjechałam za granicę (niewazne gdzie), bo moja rodzina tutaj mieszka, musiałam to zrobic ze wzgledów finansowych.. nie mam opcji powrotu(po 1 nie mam do czego wracac, po 2 mam tutaj obywateltswtwo i szanse na lepszą przyszlosc- mam 22 lata). Chodze na kurs jezykowy codziennie, dogaduje sie w urzedach, bankach czy z ludzmi. Nie jest to wiadomo mowa na super poziomie ale mineło 3 miesiące , a ja zaczynalam od zerowej znajomosci jezyka. Planuje takze skonczyc tutaj studia-mgr . Wszyscy mówią mi ,ze dam rade, chwalą mnie itp., generalnie ja tez w to wierze, chociaz sa i momenty zwatpienia ale wierze w to,ze skoro juz tu jestem to Bóg ma w tym cel, stawia mnie własnie przed takim wyzwaniem. Nie zrozumiałe jest jednak dla mnie to dlaczego on? los? czy co? zmusiło mnie do zostawienia w PL chłopaka, którego wciąz kocham.. Nie mozemy byc razem, nie ma takiej mozliwosci chcociaz w momentach zupełnego załamania ja byłabym nawet gotowa wrócic dla niego... tylko ,ze po chwili dochodzi do mnie ,ze nie mam przecierz mieszakania,pracy ,no nei mam tam nic... On do mnie nie przyjedzie także- i nie bede mowic tutaj dlaczego bo sa to wzgledy dla mnie i dla niego oczywiste takie jak: studia,praca,rodzina- chociaz dla milosci ktos powie- robi sie wszystko... Tak,ale taka przeprowadzka to jest cos bardzo powaznego. Mineło juz ponad pół roku a my wciaz mamy kontakt, i albo tracimy go na jakis czas udając,ze uczucie wygasło, nie ma nic, albo łączymy sie na skypie i płaczemy do monitora ...wyznajac sobie milosc... Najwiekszym problemem jest dla mnie swiadomosc,ze ktos gdzies tam kocha mnie tak bardzo , ja jego tez i nie mozemy byc razem... Boje sie strasznie,ze bede sama do konca zycia, wiem brzmi idiotycznie ale ja sieboje ,ze nikt mnie nie pokocha nigdy...Że on jest tym jedynym i ja własnie go straciłam.Tutaj, gdzie obecnie jestem nie mam znajomych- kompletnie. Siedze w domu całymi dniami, fakt-ucze sie ale nie samym chlebem człowiek zyje... Boje sie,ze nigdy nie poznam zadnej przyjaciolki, ze bede wracac z pracy i siedziec w domu... Mam jedną kolezanke- fakt bylysmy kilka razy na imprezach, czy ja ja odwiedzalam,ale ona ma swoje zycie , chłopaka... Kwestia która takze mnie ogranicza to pieniadze.. narazie nie stac mnie na czeste wyjscia, jakies rozrywki. Jestem pewna w 100% ,ze mam depresje. Budze i zasypiam się z ogromnym smutkiem, żalem do swiata? siebie samej? Boga? losu?... Ciągle narzekam, mam czarne mysli , wizje swojej beznadziejnej przyszlosci.. Nie widze sensu swojej egzystencji, czuje sie tak jakby nie było żadnej różnicy pomiędzy tym czy jutro bedę na ziemi czy tez nie.. Nie ma ani sekundy bez wspomnien, mysli o tym,co byloby gdyby.. Przeczytałam mnostwo ksiazek, mnostwo porad, wypisuje sobie motta, sentencje - nie działa nic.. Dobrze jest moze na chwile- max jeden dzień. Nie cieszy mnie nic-kompletnie. Prosze pomozcie..
1 2014-02-05 23:16:42 Ostatnio edytowany przez mekedes (2014-02-05 23:18:44)
Możesz mi nie wierzyc,lecz gdybym ja tak bardzo kogoś kochała,to nie wyjechałabym za granice.Wiem,ze zyjemy w kraju gdzie cięzko z pracą małe zarobki..z mieszkaniem też lekko nie ma,Lecz w sytuacji gdzie jest dwoje "młodych" ludzi bez dzicka jest łatwiej.Osobiście znam wiele mlodych malżeństw,które żyją skromnie,lecz szczęśliwie.Tak na prawdę pieniądze i ułożone zycie szczescia nikomu nie dadza.Co z tego,że bedziesz miała ukończone studia,wymarzoną pracę,mieszkanie lecz będziesz nieszczęsliwa?