Ten Pan Bezimienny ma taką aurę intesnywnej religijności dookoła swojej osoby jak trumna. Każdy jest bratem dla niego, ?wszyscy Kainowie i Abelowie?, jak myślę Pan Spring Rice powiedział, gościu, który był w Brytyjskiej Ambasadzie, nie poeta, którego imię z nim kiedyś pomyliłam. Tak właśnie Pan Bezimienny robi kasę. I robi. I och, jak robi.
Mam nadzieję, że Pan P. robi duże pieniądze. Och, tak mi na tym zależy. Nie mogłabym lepiej mu życzyć, niż on sam sobie. I jak on sam, nie mogę nic na to pomóc, że go lubię.
Jedynym sposobem w jaki mogę się rozluźnić jest pisanie telegramów. Mamy sekretny kod, który uprościłam, ponieważ można mieć za dużo dobrej rzeczy. Za dużo eleganckich kroków w nim było, jak w tańcu. Więc go uprościłam, i teraz jest taką czystą grą, dzięki której zapominam, że jest sześdziesiąt sekund pomiędzy nimi.
W dawnych dniach podwójny pięcioliterowy kod kablowy zabierał do sześciu godzin by go zdekodować. A chłopacy na drugim końcu nie byli tacy błyskotliwi jak my, i częściej niż nie, leniwce siedziały czekając na nadejście konfirmacyjnego listu, i nie przyznając się, że nie potrafili się za niego zabrać. Taka jest człowiecza duma, przyjacielu, nie, Bracie, taka jest człowiecza duma i kruchość. Więc teraz tak go ustroiliśmy i uporządkowaliśmy, że dziecko może go używać, tak proszę Pana, tak, o ile tylko umie liczyć i ma stronę z kodem pod ręką.
Z czasem, pomalutku, się doszkolę i wymyślę kod, który żadnej strony nie potrzebuje, ale można go w myślach zrobić, stojąc na głowie, z jedną ręką zawiązaną za plecami, i zmieniając bieg cyfr zgodnie z datą, widzisz? Proste? Oczywiście, że nie proste.
Jestem w przyszłość patrzącą dziewczyną, i nie stoję w miejscu. ?Prawa, lewa- dusza śpiewa?, napisałam w moim wierszu. To w dniach, kiedy czuję się jak wielka, podskakująca piłka i muszę uważać, żeby ludziom na nerwy nie działać. Ale później wracam do mojego filozoficznego usposobienia, które wszystkich nas czyni całuśnymi.To nie jest zawsze prywatna sekretarka i magnat, którzy nie starają się uprzykrzać życia innym. Ale jeżeli to oni tak robią, to czujesz, że istnieje coś na tym świecie poza brudem, jak to cynicy nazywają.
Teraz Czytelniku, nie staraj się wyszukiwać imion do tego wszystkiego. Nie ma osoby czy rzeczy w tej książce, która by wystąpiła poza nią. To wszystko siedzi w mojej głowie. I nie poluj jak feralny kot na niegodziwą zawiść, bo możesz ją znaleźć w sobie, jeżeli masz taką głowę jak ja. I nie desperuj także. Pamiętaj co powiedziano w czternastym wieku: ? Kwaśność zatruwa potok duszy?.
Nie jestem kimś, kto zabiera robotę ze sobą, po godzinach. Jestem szczęśliwą dziewczyną i mam wielu przyjaciół poza biurem, o czym jak mówiłam powiem Ci później. Co mi najbardziej imponuje w moich przyjaciółkach, to to co znajduję w Harriet. Sprawia, że się śmieję. Po drugie, ma ona wielkie poczucie szyku. Po trzecie, cudownie jest ją odwiedzać.
Czy powiedziałam Ci, że nazywam się Pompey Casmilus? Ochrzczono mnie Cierpliwość (Patience), ale kiedy dorosłam i się wyprowadziłam do Londynu, zaczęto nazywać mnie Pompey. I pasuje to do mnie. Jest coś krzykliwego i dekadenckiego, i pozwolę sobie powiedzieć, eleganckiego w imieniu Pompey. Powalony rzymski posąg. Jeden z tych rzymskich chłopaków, którzy stracili na inwestycjach i zaczęli chodzić po przyjaciołach za darmowym posiłkiem, i wypełniali dzięki nim dziury w budżecie, by koła się kręciły.
Nie przeszkadza mi, że jestem szczęśliwą dziewczyną i ludzie mnie zabawiają bez problemu, w jeden sposób czy inny. Wielu moich przyjaciół, śmieszne jak to wyszło, wyprowadzili się na wieś. Więc teraz jeżdżę na weekendy i nabieram nowych perspektyw na życie. I nie ma ani jednego, u którego nie byłoby uroczo przebywać, oprócz niektórych, o których nie napiszę tu, żeby nie psuć nastroju.
Oczywiście, wszystko będąc jak jest dziś, nie można tak żyć wiecznie. Chociaż parę lat temu, po wojnie, był sobie Cyril Gąbka, który był niesamowicie sprytny i zrobił z tego pełny etat na życie. No ale jeżeli pójdziesz taką drogą, to tracisz całą wolność na komunię dusz, jaką ja mam. Pomyśl o Cyrilu. Był kuzynem mojego kuzyna z USA, który ożenił się z dziewczyną w 1920 roku, jak dobrze pamiętam. Ona nazywała się Gladys, ale takie imię nie było odpowiednie, więc zmieniła je później na Prunella, co brzmi o wiele lepiej, ale niestety niesie ze sobą asocjacje, jak czytam u Maxa Nordau, z układem pokarmowym (wyjaśnienie ode mnie: Prunella- prunes czyli śliwki suszone, naturalny środek na zatwardzenie). A co Ty o tym wiesz Panie- Największy-Wrogu-Eliminacji-Celio-Celio-Swift?
No więc ten mój kuzyn, który jest mężem Prunelli, zrobił pieniądze. A im więcej robił, tym więcej zrobił. A im więcej zrobił, tym więcej Prunella chciała od niego i tym bardziej sztuczkami je od niego wyciągała. A on mógł iść gdziekolwiek i nikt nic nie widział. I ona też mogła. I nikt nic. Oni byli po prostu wspaniali, dziękujemy bardzo. I zawsze robili więcej i więcej pieniędzy, i mieli dwójkę dzieci, i Prunella pilnowała, żeby od początku były odpowiednio wychowywane. No i były. ?Moja droga, nie jest on jak angielski gentleman? Nigdy byś się nie domyśliła.? Nikt się nie domyślał. Nic a nic. Nikt nie wiedział. Kogo to obchodzi?
Prunella zadbała, żeby od razu dzieci czytały odpowiednie książki. Czy wiesz jakie pomyje oni wylewają dla bachorów w BBC? Takie z otwartymi oczami, słodko-stokrotkowe i młodo-poważne, i słodki słodki zapach dzieci, jak Medea powiedziała w momencie kiedy wbiła nóż w ich dwoje, by zrobić Jasonowi na złość. Ale oczywiście oni nie byli małżeństwem. Kochana, na tym polega różnica. Tylko emocjonalny karierowicz potrafi zwiać z obcokrajówką i ? nie troszczyć się o ślub. A my wszyscy wiemy jacy są emocjonalni karierowicze, szczególnie jeżeli noże wkoło leżą.
Ale czy koniecznym jest rozwodzić się nad tymi okropnymi, okropnymi sprawami, kiedy tyle jest życia w tych okrąglasto- oczowatych i słodko-stokrotkowych? Czyż jest? A czyż one nie są?
Kiedy dzieci miały po sześć i cztery lata, Cyril podupadł:
Jak spada żwirowa pardwa
Z jasnego nieba
Czy jasnooki jastrząb
Wypatrzający poprzez niebios przestworza
Mniejsze istoty, uformowane i wspierane
Przez drogich bogów dla ich przyjemności
W dół leci poprzez cesarski błękit
I bierze co do niego należy
Co prawnie,
Czas, miejsce, okoliczności harmonijne
Kaduczą w niego
Poprzez starzenie się zmęczonego świata.
Ta część, od ?podupadł? jest wierszem, który napisałam w ten sam sposób jak ten inny, którego nikt nie opublikował. To robi dwa. Chociaż ta ostatnia część jest fragmentem z niedokończonego manuskryptu, 26 stron, pojedyncze odstępy, odłożonego do czasu aż dojżeje. Przeczytaj ten fragment znowu, aż pojmiesz Cyrila, całego Cyrila i nic oprócz Cyrila. Zawsze oczywiście mutatis mutandis- co i tak jest robotą należącą do czytelnika.
Cyril wpadł by spędzić czas z rodziną na weekend. I tak wpadał i wypadał, aż umarł dwa lata temu mdlejąc. Czyż nie jest to dobry obrót spraw, patrząc, że nigdy tego nie próbował przedtem, przynajmniej nie na tym kuzynie?
Wpadł mu ten pomysł do głowy kiedy zobaczył imię mojego kuzyna w broszurze, jakiś półgłówek wrzucił do skrzynki na listy pewnego dnia. Ha, ha, czy Cyril gwarantował ją? Nie, nie on. On studiował na niej. On studiował na Niani, i na pomocy matki, i na ciasteczku. Taki to charakter miała ciasteczko. Charakter, jak to stare ciasteczko, pamiętam ją dobrze, który pomaga budować reputację mienia racji w społeczeństwie. I studiował ich bardzo dokładnie. I nauczył dzieci grać w brydża, kiedy Prunella i mój kuzyn chcieli mieć wolny dzień, a Niania zostawała ze swoją chorą , zamężną siostrą, jak to zwykle wypada. On też wygladał dobrze. Mam na myśli przystojnie, nie tylko zdrowo. No, nie żeby coś było nie tak ze zdrowiem Cyrila, nawet nie szept czy skrzyp, do kiedy padł na omdlenie w ich obecności, jak powiedziałam. I on pomógł Pru z ogrodem, którym tak się zajmowała, a który wyglądał tak dobrze na wsi w której mieszkali.
Pamiętam jak zostawałam tam na weekendy, tylko jak amatorka, żeby nie odciąć Cyrila, chociaż on i tak czuł się zagrożony. I wpadłam na pomysł, że muszę dokonać wglądu w ogrodnictwo. Więc zapytałam Prunellę o imiona tego co sadzi. I pamiętam to bardzo dobrze: Anchusa. I czy pamiętam, że miała błękitne kwiaty?