Nie potrafię sobie poradzić po rozstaniu.. Minęło już tyle czasu.. w listopadzie 2012 się rozstaliśmy, we wrześniu 2013 wróciliśmy, bo nie mogliśmy żyć bez siebie, ale w sumie powrotem tego nazwać nie mogę - 1,5 tyg. znów się rozstaliśmy z dnia na dzień,,,
Taki ból czuje, po prostu nie wiem jak mam sobie z tym poradzić... Brakuje mi jego jako człowieka, są dni jak teraz ze rozklejam się bo obejrzę jakiś film np. i coś mi jego przypomni...
Nie wiem jak mam żyć ze świadomością, ze już nigdy tak nikogo nie pokocham.. Już nie chodzi o fakt ze prawdopodobnie nie będziemy już nigdy razem, jak o to że dla mnie to było to wyjątkowe uczucie..
Poznaje rożnych ludzi ale po każdym jakimś spotkaniu wracam i beczę w poduszkę, ze nikt nie jest jak on..
JA JUŻ NIE WIEM CO MAM ROBIĆ - czy iść do psychologa czy co no nie wiem....
Czasem mam ochotę umrzeć - bo co to za życie jeśli ja już nie potrafię do nikogo innego nic poczuć...
Nie potrafię sobie poradzić po rozstaniu.. Minęło już tyle czasu.. w listopadzie 2012 się rozstaliśmy, we wrześniu 2013 wróciliśmy, bo nie mogliśmy żyć bez siebie, ale w sumie powrotem tego nazwać nie mogę - 1,5 tyg. znów się rozstaliśmy z dnia na dzień,,,
Taki ból czuje, po prostu nie wiem jak mam sobie z tym poradzić... Brakuje mi jego jako człowieka, są dni jak teraz ze rozklejam się bo obejrzę jakiś film np. i coś mi jego przypomni...
Nie wiem jak mam żyć ze świadomością, ze już nigdy tak nikogo nie pokocham.. Już nie chodzi o fakt ze prawdopodobnie nie będziemy już nigdy razem, jak o to że dla mnie to było to wyjątkowe uczucie..
Poznaje rożnych ludzi ale po każdym jakimś spotkaniu wracam i beczę w poduszkę, ze nikt nie jest jak on..
JA JUŻ NIE WIEM CO MAM ROBIĆ - czy iść do psychologa czy co no nie wiem....
Czasem mam ochotę umrzeć - bo co to za życie jeśli ja już nie potrafię do nikogo innego nic poczuć...
Czasem sie cierpi dlugo, ale to nieprawda, ze nie mozna nikogo spotkac dla siebie, tylko odpowiednich dla nas ludzi jest bardzo mało.
Wrociliscie do siebie po 10 miesiącach rozłąki no nie mogliscie żyć bez siebie! Po 1,5 tygodnia znowu rozstanie. Mam pytanie. Z czyjej inicjatywy te rozstania i powroty?
Otwórz oczy dziewczyno. Być mmoże ty kochasz szalenie ale twój były partner po prostu się tobą bawi...nie mogliśmy żyć bez siebie...a wytrzymalismy 1,5 tygodnia! Weź się w garsc zasługujesz na kogoś kto bbędzie cię kochał i sszanował.
Rozstanie pierwsze - z dnia na dzien - i powrót - z jego strony, ze niby nie umie zapomniec, ze to bylo wyjatkowe uczucie, ze nikogo takim samym uczuciem jak mnie obdarzyc nie umie, ze porównuje itd. W tym czasie rzucił studia, bo nie chodził na uczelnie, przez imprezy, zajal sie boksem, wiec tylko treningi i imprezy na uczelni 1 albo 2 razy w tygodniu. Ze wtedy sie pospieszył z tym zerwaniem ze tak sie nie powinno robić.,,
Te drugie rozstanie tez z jego inicjatywy - tez z dnia na dzien- ze chyba to taaaaki ogromn sentyment, ze myslał ze to uczucie jest gdzies w nas ale chyba nie, nie ma sensu chyba zajmowac sobie czasu, ze jeszcze niby nie trafilismy na swoich. Że czuł że to niedokończona sprawa i musił wrócić bo do konca zycia by zalował, ze chce by normalnie mozna było rozmawiać. Że nie ma sensu sie kłócić. Że już nikt na nikogo cczekac nie musi - bo wszystko jest jasne.
Moja reakcja była taka - nie spotkałam sie z nim napisałam ze " My nie mamy już o czym rozmawiać ze sobą. Ze wrocił by sprawdzić mnie, a teraz idzie szukac dalej niby "tej wlasciwej" a za jakis czas znow cos mu sie odwróci .. <<Zeby dał mi spokój, nie pisał do mnie, nie odzywał się się, nie interesował moim zyciem od innych, że wczoraj bylo wszystko dobrze - a dzisiaj znów zmiana, że nie pozwolę sobie na takie próbowanie na sobie - potrzebuje kogoś stabilnego emocjonalnie" >> On ze teraz to juz napewno sie nie odezwie.
JA nie wiem czy dobrze zrobiłam - moze powiinnam sie byla spotkac - ale z 2 strony po co, nie chciałam ze jak sie rozkleje zeby mnie widział w takim stanie to wolałam tak zrobić.
MOI RODZICE - a mam z nimi bardzo dobry kontakt tłumaczą - że on po tym rozstaniu ma taką traumę że sam sobie ze sobą nie radzi, że moze coś czuć do mnie nadal ale ma taki pancerz ochronny -ze wypiera to ze swiadomości. Tłumacza mi - ze jakoś to sie ułoży , i zebym sie cieszyła ze to tak sie skonczyło a nie za kilka lat.. A jak mamy byc ze soba kiedys to bedziemy, a on musi do zwiazku poprostu dojrzec..
JA NIE MOGĘ POJĄC CO NIM KIERUJE _ czy to w ogóle racjonalne jest - czy on jakiś chory nie jest, bo juz 2 raz mnie zostawił z dnia na dzień bo zadnego wyraznego powodu typu - kłamstwo, zdrada. Jednego dnia płacze ze tak zrobił a drugiego znów tak robi...
Wrociliscie do siebie po 10 miesiącach rozłąki no nie mogliscie żyć bez siebie! Po 1,5 tygodnia znowu rozstanie. Mam pytanie. Z czyjej inicjatywy te rozstania i powroty?
Otwórz oczy dziewczyno. Być mmoże ty kochasz szalenie ale twój były partner po prostu się tobą bawi...nie mogliśmy żyć bez siebie...a wytrzymalismy 1,5 tygodnia! Weź się w garsc zasługujesz na kogoś kto bbędzie cię kochał i sszanował.
uważasz że sie mną bawi - ale to on się pierwszy odezwał - rozmawialismy podczas 2 rozmów plakal wiec nie wiem jak jest... BArdzo ciezko mi go wyczuc, w sensie ze to co mowi bylo szczere i skladalo sie do kupy, a tu sie umawiamy na nstepne spotkanie a on na drugi dzien ze jednak nie mozemy byc teraz razem 0 bo to wszystkim nie bedzie juz normalnie... JA nie ogarniam ogolnie
Ja bym pozwoliła się temu toczyć własnym rytmem. Ani bym się z nim spotykała, ani skreślała go całkowicie. Powinien Cię teraz wspierać, zamiast tego miesza Ci w głowie. Mężczyzna tak nie postępuje. Z drugiej strony może to się wiąże z szokiem, który odczuwa. Sytuacja twojej rodziny jest patologiczna i jemu też mogło się to udzielić, w gruncie rzeczy to może być całkiem ciekawa osoba, tylko zagubiona. Dlatego wstrzymałabym się z jakimikolwiek działaniami, obserwowałabym jak będzie postępował dalej, czy to się zmieni czy może znów się zejdziecie czy rozstaniecie. Jeśli tak by się zdarzyło, powoli próbowałabym się zdystansować od niego. W każdym bądź razie, czas pokaże.
Wiem, że troszkę chaotycznie to napisałam, po prostu chodzi mi o to, by przede wszystkim mieć szacunek do siebie i nie pozwolić by inni się nami bawili.
A jeśli już się nie odezwie...jego strata, tego kwiatu jest pół światu. I wcale nie łatwo mi mówić, po prostu tkwisz już w jednej toksycznej relacji, po co Ci kolejna?
Ja bym pozwoliła się temu toczyć własnym rytmem. Ani bym się z nim spotykała, ani skreślała go całkowicie. Powinien Cię teraz wspierać, zamiast tego miesza Ci w głowie. Mężczyzna tak nie postępuje. Z drugiej strony może to się wiąże z szokiem, który odczuwa. Sytuacja twojej rodziny jest patologiczna i jemu też mogło się to udzielić, w gruncie rzeczy to może być całkiem ciekawa osoba, tylko zagubiona. Dlatego wstrzymałabym się z jakimikolwiek działaniami, obserwowałabym jak będzie postępował dalej, czy to się zmieni czy może znów się zejdziecie czy rozstaniecie. Jeśli tak by się zdarzyło, powoli próbowałabym się zdystansować od niego. W każdym bądź razie, czas pokaże.
Wiem, że troszkę chaotycznie to napisałam, po prostu chodzi mi o to, by przede wszystkim mieć szacunek do siebie i nie pozwolić by inni się nami bawili.
A jeśli już się nie odezwie...jego strata, tego kwiatu jest pół światu. I wcale nie łatwo mi mówić, po prostu tkwisz już w jednej toksycznej relacji, po co Ci kolejna?
mysterious_chocolate
O jakim szoku mówisz? PRzecież to co tam było kiedys miedzy nami nie dotyczylo bezposrednio jego...
Aleeee w sumie moze cos w tym jest bo rozmawialismy ostatnio jak sie wtedy spotykalsimy, tzn on wspominal ze - pomogam w domu, a on nie chce byc takim balastem , pyytal czy mama nie ma zamiaru wracac do Polski.. Poruszal ten temat jak sobie przypomnialam teraz..
OGÓLNIE to mam ochotę napisać do niego, tak dla oczyszczenia atmosfery, bo to ja prosilam by sie nie odzywal.. Ale z drugiej strony nie wiem, moze lepiej sie nie odzywwac.. Wtedy przez 10 miesiecy nie mielismy kontaktu i mial czas by sobie przemyslec... Jesli on sobie z kims probouje zycie ulozyc - to tylko namieszam... Ale jestem tez zazdrosna o to ze moze z kims byc teraz, ze ta dziewczyna zajmuje moje miejsce - jak to sie mówie.. Niby każda miłość jest inna, ale i tak w środku mnie ściska jak o tym mysle..
MAM OCHOTĘ DZISIAJ WYGARNĄĆ MU JAK BARDZO GO NIENAWIDZĘ!!
Wiem że ma kogoś nowego od konca listopada, niby ze wielka milosc bo zdjecia z nia dzisiaj wstawił..
MAm ochotę zniszczyć mu to wszystko - za to co mi zrobił!!
Nienawidze go!
to bardzo dobrze, że masz złe emocje to znaczy ze zaczynasz zdrowieć. Taki punk zwrotny pomoże Ci nie żyć nadzieją na powrót.
Wracam myślami do tej sprawy, były wysłał mi życzenia z innego numeru na urodziny - mysle ze to on dlatego bo nie chciał sie przedstawić kim jest ("że nalezy to pominąć") i ten numer nie odpowiada jak z 3 razy próbowałam sprawdzic.
Dzisiaj ktos na pod jego postem do nowej dziewczyny skomentował " ze ten pan ma zareczyny za soba, ze jak ma byc dobrze to bedzie , i ze zwiazki zastepcze rzadko sie udają" to strasznie sie obruszył" ze kim jest ta osoba ze sie udziela, ze kogo interesuje szczescie jego i tej dziewczyny - czyli mnie, i ze co ten ktos wie o zyciu" ja rozumiem ze mogl sie wkurzyc ale zeby tak reagować od razu, mogl to obrócić w zart, to jego terazniejsza pewnie to zobaczyła - ale jak sie tak kochaja, to nic nie jest w stanie popsuc tego zwiazku przeciez. swoją drogą przez tyle czasu ponad 2 lata kochal mnie i nie mogl zapomniec a teraz ponad rok po rozstaniu wysyła życzenia urodzinowe anonimowo, i taki niby zakochany.
Nie mogę zrozumieć po co ludzie innym ludziom mieszają w życiu, czemu to służy w ogóle. skoro stwierdził ze raczej nic miedzy nami nie ma, to po co te zyczenia - rok temu nie wysłał.
To w ogóle da sie zyc ze swiadomoscia ze jest tam ktos, kto Cie kocha i miales z nim plany, a teraz afiszujesz sie nową dziewczyną. NIE OGARNIAM
moze psycholog to nie głupi pomysł;)
mysle ze najlepiej jak sobie kogoś znajdziesz, w kim sie zakochasz nanowo i jeszcze mocniej:)