Przyjaźnie, faceci, rosnąca bezsilność... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Przyjaźnie, faceci, rosnąca bezsilność...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 9 ]

Temat: Przyjaźnie, faceci, rosnąca bezsilność...

Zauważyłam że moje posty i tematy na forum są niezwykle mało popularne. Jednak postanowiłam wrócić tutaj do was z nowym problemem. Otóż w moim otoczeniu utrzymuję kontakt w znacznej mierze z mężczyznami. Po prostu kwestia dogadywania się. Parę lat temu z jednym takim delikwentem zaprzyjaźniłam się. Poznaliśmy się w o tyle zabawnym momencie, że oboje byliśmy na zakręcie życiowym i jakoś szybko zbudowaliśmy silną relację opartą na wsparciu i zrozumieniu. Przechodziłam trudne czasy, on też. Jednak ta przyjaźń była jakąś odskocznią, czymś co pomagało nam obojgu. Była to z początku dosyć trudna relacja, ale pełno było w niej ciepłych słów, później gestów. Wszystko na stopie przyjacielskiej. Wręcz relacja osiągnęła pułap brat-siostra. Jednak kiedy pewne rzeczy się unormowały, albo mój przyjaciel osiągnął punkt krytyczny, zaczął się zmieniać i to w bardzo szybkim tempie. Stał się oschły, wręcz zimny jak lód, nie podobają mu się  rozmowy na tematy tak zwane "luźne". Niemożliwie wręcz zamknął się w sobie. Właściwie przestałam o nim wiedzieć cokolwiek, poza tym, że się przyjaźnimy. Zawsze był typem samotnika, nie chciał spędzać wiele czasu ze mną, ale za to dużo pisaliśmy. Aktualnie mieszkamy bardzo blisko siebie (studia), twierdzi, że wystarczy mu tyle spędzanego czasu co widzimy się codziennie (mijamy się się właciwie co najwyżej zamieniając kilka słów z mojej inicjatywy). Był zawsze typem, który nie chciał się z nikim wiązać, teraz jednak diametralnie zmienił zdanie i stwierdził, że mógłby mieć dziewczynę. No i jakoś tutaj zaczyna się pogłębiać mój problem. Nie umiem zaakceptować tego, że stał się w sumie taki obojętny, zamknięty. Kiedyś umiał pocieszyć, przytulić. Brakuje mi wspólnych wypadów nad morze czy innych atrakcji. Nie mogę spytać co u niego, bo uważa to za dziecinne, chociaż nie tak dawno jeszcze nie dawał mi spokoju. Bardzo dołuje mnie to, że tak się zmienił. To uczucie pogłębia fakt, że stałam się zazdrosna. Nigdy nie kochałam go inaczej jak mojego brata, chociaż ze swoim rodzonym nie mam takiego kontaktu. Gdy pomyślę, że może okazywać czułość, albo robić wręcz śmielsze rzeczy z jakąś dziewczyną, to mnie zaczyna robić się słabo. Nigdy nie chciałam budować z nim związku, a nie mogę zaakceptować, że może kochać jakąś dziewczynę i dawać jej namiętność. Mało tego. Sama poznałam mężczyznę, który mnie w sobie rozkochał, ale nie jest jak na razie gotowy na związek, więc się tylko kolegujemy jak na razie. Te wszystkie zmiany mnie bardzo osamotniły i przytłoczyły. Zaczynam się bać, że stracę go jako przyjaciela całkiem. Mój przyjaciel nie interesuje mnie jako partner życiowy, ale jakoś przerasta mnie myśl, że tyle razem przeszliśmy, a on teraz może pójść do innej dziewczyny i okazywać to, co przestał mi okazywać, a nawet więcej. Studia do tego mi nie pomagają. Nie mogę znaleźć sobie miejsca i swoistego azylu. Ciąle błądzę pomiędzy tym Poznaniem, a Koszalinem i gryzę się z problemami. Moja emocjonalność i wrażliwość kumuluje się we mnie, bo oschłości mężczyzn nie złamię, kiedy to tak stanęli w zaparte. Jakoś inni koledzy, czy koleżanki nie potrafią mojemu przyjacielowi dorównać. Jedyny jest obiekt moich westchnień na którego muszę czekać o ile w ogóle zdecyduje się na związek. Jak na razie w tym wszystkim mimo iż ludzi pełno czuję się taka samotna i zapomniana. Nie jesteśmy w sumie dziećmi. Oboje po dwudziestce, chociaż on jst rok starszy. Dziwna zazdrość o innych znajomych i taką jedną (której z pewnych powodów nie lubię), potencjalną dziewczynę, brak miłości ze strony innego wyjątkowego faceta, ogólne poczucie rozbicia mnie rujnuje. Do moich wątpliwych rozwyrek mogę zaliczyć teraz samotne łażenie po mieście i dla wspominek będąc w rodzinnych stronach idę nad morze pobić się z myślami. Kiedyś próbowałam z moim dwa lata starszym bratem porozmawiać na ten temat, ale on tylko i wyłącznie w tych sprawach uważa mnie za idiotkę. Nie umie zrozumieć, że kobiety miewają czasem inne spojrzenie na świat i mają inną wrażliwość.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Przyjaźnie, faceci, rosnąca bezsilność...

Najbardziej prawdopodobnym powodem takiego zachowania z jego strony jest to, że doszedł do granicy przyjacielskich relacji, których nie potrafi już utrzymywać, ponieważ czuje do Ciebie coś więcej. Wie też, że jego uczucie i chęć zgłębiania Waszej znajomości nie jest i nie ma szans na odwzajemnienie, stąd wycofanie. Wbrew pozorom może to być również chęć zwrócenia uwagi na siebie, pokazanie co możesz stracić, forma emocjonalnego szantażu. Ewidentnie nie jest w stanie wytrwać już i spełniać się w roli przyjaciela i liczył na sprzężenie zwrotne, którego nie uświadczył. To moja diagnoza. Jedyne co możesz próbować robić, to zapewnić go, że bardzo go potrzebujesz i co jakiś czas radzić się go w różnych sytuacjach, nawet w takich, których wiesz już jak postąpić, żeby poczuł się potrzebny i ktoś ważny dla Ciebie, skoro prosisz go o radę. Zastanów się również dobrze nad swoimi emocjami i uczuciami. Prawdziwy przyjaciel, jakim i pewnie Ty dla niego byłaś, a przynajmniej za takiego się uważasz, nie powinien się martwić związkiem uczuciowym i fizycznością z innym partnerem przyjaciela, wręcz przeciwnie - powinien mu dobrze życzyć i nie mieszać w głowie. A może i u Ciebie tli się jakaś iskierka choćby dla ewentualnego ognia uczucia, którą na pewno - albo by zgasiła, albo roznieciła szczera z nim rozmowa?...

3

Odp: Przyjaźnie, faceci, rosnąca bezsilność...

Ależ rozmawiałam i wielokrotnie mówiłam mu że jest dla mnie ważny, że go potrzebuję. Okazywałam mu to bardzo. Rzecz jasna życzę mu jak najlepiej i zawsze do tego szczęścia będę prowadzić. Nie docieram do niego głębiej niż on mi na to pozwala. Wielokrotnie mówił, że nie jestem dla niego atrakcyjna i nigdy się mną nie zainteresuje. Właściwie był w tym wszystkim bardziej stanowczy niż ja. Nie miałam mu tego za złe, bo co by nie było, było mi z tym dobrze. Był on i wspaniała przyjaźń. Zawsze miał mnie za bardzo bliską przyjaciółkę, ponoć nadal ma, ale nie umie już tego okazać. Sugerowałam momentami, czy może coś czuje, ale delikatnie. Wie że za nic go nie odrzucę. Jednak on zawsze przeczył i niemal to wyśmiewał. Doskonale wie, że jest dla mnie ważny, ale teraz jakby go to nie obchodziło. W sumie, to przestało obchodzić go wszystko. Jak pisałam. Czasem szukałam wsparcia u brata, ale to trwało do pewnego momentu. Zawsze lepiej dogadywałam się z facetami i łatwo łapałam z nimi kontakt, a teraz czuję się jakbym moim bliskim się narzucała. Najdziwniejsze jest to, że bardziej rani mnie takie zachowanie ze strony przyjaciela. Brat cóż... Jest dobrym człowiekiem, ale nigdy z nim tak blisko nie byłam. Szczególnie teraz, gdy zajmuje się swoim towarzystwem, studiami i innymi rzeczami. Zwykle w życiu nie umiałam mówić o swoich problemach. Umiałam otworzyć się przed nielicznymi. Obawiam się jednak, że moje próby pogodzenia sytuacji i próby nadania barwy tej przyjaźni ograniczają się tylko do tego, że mojego przyjaciela męczę. Dla wyjaśnienia, to wspominam o bracie,a  nie o rodzicach dlatego, że w sumie jesteśmy w tym samym wieku i myślę, że bardziej czuje to co się dzieje wśród ludzi w naszym wieku, a nie jak rodzice, którzy mają wizje nieco oderwane od rzeczywistości.

4 Ostatnio edytowany przez behappy81 (2014-01-23 14:55:39)

Odp: Przyjaźnie, faceci, rosnąca bezsilność...

Wiesz, czasem, a może i nawet częściej łatwiej nam się otworzyć i zwierzyć obcej osobie, niż najbliższej rodzinie. Ciężko rozgryźć Twojego "przyjaciela"... Hmm, nie wiem dokładnie na jakiej stopie zażyłości i otwartości byliście, rozumiem, że dużej, ale mimo wszystko nieczęsto mówi się kobiecie, że nie jest atrakcyjna... Takie kwestie raczej pomija się milczeniem lub po prostu nie mówi tego wprost. Czuję, że może kryje się za tym jednak jakaś przewrotność i potrzeba wybadania, wysondowania Twojej reakcji. A może to po prostu taki luzak, któremu znudziło się wspieranie i pooooszeeedł za głosem hormonów, nie chcąc rozmieniać się na drobne. Ewidentnie coś mu nie spasowało w Waszych relacjach i daje temu jasny wyraz, chce, żebyś się domyśliła... Inaczej robiłby to etapowo, spokojnie, naturalnie, żeby uśpić niejako Twoją czujność, tak, abyście z biegiem czasu przeszli nad tym do porządku dziennego. Może też wytłumaczenie jest najbardziej prozaiczne, że... to nie był prawdziwy przyjaciel, tylko ktoś, kto na jakimś etapie swojego życia miał taki kaprys i potrzebę, którą zaspokoił i uznał z czasem za zbędny balast. Nie ma co dalej snuć domysłów, bo wnioski mogą też zacząć robić się śmieszne, czas pewnie odsłoni "tajemnicę". Pozdrawiam

5

Odp: Przyjaźnie, faceci, rosnąca bezsilność...

behappy81. Dziękuję za aktywność w temacie. Mój przyjaciel był zwykle ciężki do rozgryzienia (z resztą który nie jest? obiekt moich westchnień, brat i inni...), ale teraz jakby nabrał cech, które pośrednio mnie krzywdzą, chociaż czuję, że w głębi duszy nie robi tego na złość, czy celowo by mi było przykro. Tak nastawił się do świata. Trudno mi jednak się w tym wszystkim odnaleźć. W tematach, których nie chce poruszać, oschłości i momentami tajemniczym zachowaniu. Wiem, że nadal jestem mu potrzebna i bliska. Jednak nie potrafię sobie poradzić z tak nagłą zmianą. Wciąż mam nadzieje, że to wychłodzenie jest przejściowe, ale jakoś odbija mi się na psychice, bo mając kłopot w przyjaźni, nie umiem codziennie funkcjonować na pełnej energii, nie umiem też dobrze dogadać się z innymi ludźmi, niż tymi nieco bliższymi znajomymi. A chyba najbardziej krzywdzi mnie w tym wszystkim fakt, że mimo tego czuję się osamotniona, do tego, że już nikt się o mnie nie troszczy. Niebawem będę miała okazje pojechać na kilka dni do dziadków, którzy mieszkają pod Ełkiem. Liczę na to, że uda mi się trochę ochłonąć od problemów dnia codziennego.

6

Odp: Przyjaźnie, faceci, rosnąca bezsilność...

Moze ma jakies powazne problemy, ktore woli w samotnosci przetrawic?

7

Odp: Przyjaźnie, faceci, rosnąca bezsilność...

Często na początku, wydaje się, że spotkało się bratnią duszę, jednak po upływie czasu coś się psuje. Ten chłopak widać ma jakieś problemy o których nie potrafi mówić i tym sposobem się oddala? Wiem jak to jest, bo miałam taki okres w życiu. Przestałam rozmawiać o sobie, stałam się obojętna i lepiej było dla mnie, jak zostawałam sama. Złudne myślenie, ale jednak tak bywało. Przyszło mi na myśl, że istnieje też coś takiego jak lęk przed zaangażowaniem...
I rozumiem też Twoją zazdrość. Jak dla mnie to coś cudownego kiedy jesteś "numerem 1" dla jakiegoś chłopaka, kiedy oddaje Ci swoje myśli i duszę. Chociaż utrzymuje się to tylko na poziomie przyjaźni, to ciężko to przeżyć, że to się kończy i przeżywa to ktoś inny. Powiem Ci, że główną rolę odgrywa tutaj Twoje myślenie o nim. Wspomniałaś, że nikt mu nie dorównuje. Może to i prawda, że nie spotkałaś jeszcze takiego drugiego człowieka. Ale stopniowo staraj się go tak nie idealizować. I tylko czas, czas, czas... Czas naprawdę pomaga. Kiedyś już nie będzie Ci żal, a pozostanie tylko drobny sentyment. Trudno mi to wszystko obrać w słowa, mam nadzieję, że rozumiesz.
Btw. po Twoim poście, od razu zauważyłam, że jesteś bardzo dojrzałą osobą. Trzymaj się ciepło!

8

Odp: Przyjaźnie, faceci, rosnąca bezsilność...

brunetka236. Dziękuję za spostrzeżenie i za przytoczenie doświadczeń ze swojego życia. Sama zwróciłaś uwagę na okresowość problemu. Osobiście jestem zdania, że raz bywa lepiej, raz gorzej, no i jakoś trzeba to przetrzymać. Może to wszystko na ten moment jest dla mnie ciężkie i dosyć abstrakcyjne, ale nie przekreślałabym wszystkiego tak pochopnie. Jakby nie było jestem poniekąd dobrej myśli, a pewnie i ja czasem nie jestem idealna. Zwróciłam uwagę, że na forum często problemy damsko-męskie muszą ograniczać się do rozważania na temat miłości. Cieszę się więc, że ktoś dojrzał w tym coś innego.

Posty [ 9 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Przyjaźnie, faceci, rosnąca bezsilność...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024