Cześć,
Jestem facetem i mam 28 lat. Potrzebuję pomocy bo nie wiem co robić ze swoim życiem i związkiem, który umiera.
Ten związek ma już prawie 4 lata. W mojej ocenie wszystko było ok do końca trzeciego roku bycia razem. Chwilę po trzecim rozpoczęły się problemy. Ja nie ukrywam, że jestem przyczyną tych problemów. Generalnie jestem trudnym człowiekiem, bałaganiarz, leń itd. Moja partnerka też idealna nie jest, ale czuła się zawsze pokrzywdzona, że to na jej głowie jest wszystko, że zawsze musi myśleć za nas obojga. Ciągle liczyła, że z czasem się zmienię, niestety tak nie było. Dlatego wystąpił też ten kryzys, zaczęła rozmawiać z nowymi facetami, ja też zacząłem coś podejrzewać i zacząłem sprawdzać jej telefon, sprawdzać lokalizację gdzie się znajduje itd. Nakryłem ją nie raz na kłamstwach, dałem jej dowody na te kłamstwa, i dopiero kiedy widziała dowody to się przyznawała, ale ciągle tłumacząc się z jednych kłamstw brnęła w kolejne, które później też jej odkrywałem. Zerwała w końcu, ale prosiłem ją o jeszcze jedną szansę, że pokażę jej, że mogę się zmienić. Dała mi ją, przez kolejne pół roku trochę wziąłem się za siebie, starałem się, ale efektów nie widziała (może faktycznie ich nie było). Gorszą sprawą było to, że od pierwszych kłamstw zacząłem być bardzo podejrzliwy. Szpiegowałem ją, i szukałem ciągle dowodów na kolejne kłamstwa, oczekiwałem od niej szczerości, ale niestety słowa to już bylo dla mnie za mało. Nie ufałem jej. Więc co jakiś czas sprawdzałem telefon. Wszystko było jako tako tako to ostatniego czasu, kiedy znowu zaczęła rozmawiać z nowymi facetami. Z jednym się spotkała na spacer, z drugim się poznała na imprezie. Nie wierzę, żeby mogło dojść do zbliżenia seksualnego (to nie w jej stylu). Nie mniej jednak ciągle to ukrywała, znowu musiałem spojrzeć w telefon, żeby tego wszystkiego się dowiedzieć. Przy okazji z powodu każdego mojego podejrzenia odstawiałem jej różne sceny używając przy tym bardzo mocnych słów. Usłyszałem, że mam ją za dziwkę, choć to nie prawda, bo wiem, że z nikim innym nie sypia. Nie wytrzymała tego również zdrowotnie, zrobiła się nerwowa, ma problemy z ciśnieniem, ona wszystko w środku bardzo przeżywała. Przeżywała, że nie ma prywatności, którą tak nagle od trzeciego roku związku potrzebowała mieć (wcześniej nie miała takiej potrzeby). Ja z drugiej strony przeżywałem ciągle i dalej przeżywam jej brak szczerości i kręcenie za moimi plecami. Nie miałbym problemu zgodzić się z spotkanie z innym facetem gdybym wiedział co to za facet itd. (same podstawowe informacje by mi wystarczyły). Nie wytrzymała tego stanu rzeczy i znowu zerwała, teraz już na dobre. Powiedziała mi, że żałuje że wtedy za pierwszym razem się nie rozstaliśmy i się nie wyprowadziła z mieszkania, bo jeśli by mi zależało to takie rozstanie dało by mi w tyłek i może bym się zmienił i może teraz bylibyśmy znowu razem. Teraz już nie chce tego błedu popełnić dlatego chce odejść.
Nie chce szczegółowo wywlekać wszystkich brudów, ale bardzo mnie zraniła tą ilością kłamstw, mimo to ja ją KOCHAM.
Nie wiem co robić. To są 4 lata bycia razem, kawał już życia. Tak strasznie mi ciężko przyjąć do wiadomości, że jej nie będzie. Mimo wszystko jest dobrym człowiekiem (mimo tych wielu strasznych kłamstw). Usłyszałem, że już jestem jej obojętny, to bardzo rani, bo mi na niej okropnie zależy i też chciałbym, żeby było dobrze.
Nie wiem co mam robić, jak ją zatrzymać. Nic już nie wiem.
Błagam Was o rady.