Tak mi ciężko, doradźcie mi proszę ... odezwać się czy nie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Tak mi ciężko, doradźcie mi proszę ... odezwać się czy nie

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 25 ]

1 Ostatnio edytowany przez łarniki (2014-01-08 13:20:41)

Temat: Tak mi ciężko, doradźcie mi proszę ... odezwać się czy nie

Witam Was serdecznie,

Przepraszam, ale potrzebuję opinii, kogoś trzeźwo myślącego. Mam 35 lat,  moja kobieta (w tej chwili była) ma 30 lat. Mieszkaliśmy ze sobą prawie pół roku,  ale ... to wszystko było szalone. Poznaliśmy się w Anglii gdzie od ponad 12 lat mieszkałem.  Miłość od pierwszego wejrzenia. Po prostu boom, nic się nie liczyło.  Przejdę jednak do szczegółów ... Moja A (tak ja tutaj będę nazywał) od długiego czasu ma problem z marihuaną.  Pali codziennie ... od rana do wieczora sad Na początku nie widziałem w tym problemu. Tez popalałem, ale nigdy w takich ilości. Związek burzliwy,  dużo "toksyki" się wdarło, do tego "A" jest osobą, która żyje przeszłością ... Z kim byłem kiedyś,  "trzepanki" mojego telefonu jak spałem,  facebooka, whatsapp i cokolwiek możliwe. Praktycznie pozbawiła mnie jakiejś części mojej prywatności sad Zależało mi bardzo więc podporządkowałem się. Błąd. To już wiem ... Jestem facetem po przejściach,  mam dzieci z poprzedniego związku i to chyba też był problem. Bądź sam go stworzyłem tak naprawdę.  Przez 6 miesięcy A nie poznała moich dzieci,  a chciała.  Bałem się ... dzieci są w wieku 8 i 5 latek, dwie dziewczynki. Pomiędzy nami było tyle głupich kłótni,  że nie wiedziałem czy to przetrwa więc na początku tak jak się rwałem do tego, żeby je poznała,  tak po jakimś czasie ochłonąłem. To była poważna decyzja. W pewnym momencie było tyle "awantur", że mimowolnie się oddalałem. Awantury dosłownie o wszystko. W ciągu 6 miesięcy wyprowadzała się ... 20 razy! Niektóre z tych wyprowadzek trwały chwile, na zasadzie zniesienia walizek do auta i natychmiastowego powrotu, inne trwały dzień,  dwa max trzy dni. W tym czasie wracała do rodziców. Powrót chwila było miło i powtórka. W pewnym momencie zacząłem palić często i gęsto razem z A. Nie mogłem za nic tego zwalczyć więc pomyślałem, że może w taki sposób zrozumiem A lepiej i jej zachowania. Nic bardziej mylnego, moje życie stało się jednym wielkim haosem.  Jakby to powiedzieć,  nie ogarnąłem nic, gubiłem się we własnych myślach. Co po jakimś czasie powodowało więcej kłótni. W pewnym momencie doszło do tego, że wypowiadając jakieś słowa musiałem się 5 razy zastanowić czy mam to powiedzieć czy nie, czy nie będzie awantury sad bo potrafiła ją zrobić z wszystkiego.  W awanturach wulgaryzmy (gdzie gdybyście ja zobaczyli, poznali to byłoby to nie do wyobrażenia - anioł kobieta,  dopóki się z nią nie mieszka). Po jakimś czasie dorzucila do tych krzyków i wulgaryzmów "szantaże,  że wróci do byłego,  bo ja źle traktuje itp itd. Jak to wszystko teraz piszę to aż sam się nad sobą zastanawiam ...Pewnego dnia po awanturze, "rytualnym" pakowaniu się i wyjeździe do rodziców,  zadzwoniłem do jej byłego i poprosiłem o spotkanie. Poznałem go już prędzej,  gdzieś przez te 6 miesięcy próbował mieszać w naszym związku,  bo jak domniemam był "ofiarą" tej toksyki,  bądź po prostu to taki typ - ja nie mogę już Cię mieć to będę zatruwał. Przyjechał w ciągu 20 minut i ... i z dębiałem,  to wszystko co mi robiła,  robiła i jemu, bądź jeszcze gorzej. Słuchałem i nie wierzyłem sad Przecież mówiła,  że nigdy się nie kłocili,  aż zacząłem się zastanawiać nad tym, że to może wszystko moja wina. Na drugi dzień powiedziałem A o tej rozmowie, nie wierzyła,  była zła,  ale jak jej powiedziałem o szczegółach z jej poprzedniego związku wymiękła. Przyjechała porozmawialiśmy i stwierdziła,  że przyjechał żeby nam popsuć związek ... Nagle mi się przyznała,  że on do niej cały czas pisze sms' y, że próbuje jak może. Przez jakiś czas znowu było dobrze i przed świętami znowu awantura. Pogodzenie i wigilia na którą zaprosiła mnie do siebie do domu. Było bardzo miło,  aż do czasu ... kiedy się upija sad i zaczęła mnie obrażać przy stole przy swoim bracie. Było już późno ok 1 w nocy więc żeby nie wywołać awantury zaproponowałem, że czas spać. Poszliśmy do sypialni i powiedziałem,  że jeżeli chce mnie obrażać to ja mogę sobie pojechać stąd.  Usłyszałem no to "wypie***" ... Więc zacząłem pakować swoje torby i wynikła wielka awantura ... Jej agresja dosięgła zenitu. Krzyki, wyzwiska ... wszystko. Na to weszła jej mama, która próbowała ją przywołać do porządku. Niestety A tak się rozpędziła widząc, ze mama jest "po mojej" stronie, że doszło do tego, że mamę zwyzywała od "szma**". Aż mi ciężko się do tego wraca. Nie mogłem na to patrzeć,  nie mogłem tego słuchać ... Było mi bardzo źle sad Czułem, bezsilność i bezsilność i kompletnie nie wiedziałem jak wytłumaczyć mamie, co to i dlaczego tak jest. W końcu odważyłem się i zdradziłem mamie A tajemnice, powiedziałem,  że pali, i do teraz nie wiem czy zrobiłem dobrze. Zostałem przez A znienawidzony, wróg numer 1! Przez cały nasz związek próbowałem z tym walczyć,  ale nie umiałem sad Sam się w to wciągnąłem w pewnym momencie ... zgubiłem się potwornie sad Mama jest cudowną kobietą,  lecz bardzo naiwną,  kocha córkę i bardzo chce dla niej jak najlepiej, ale pomagając jej wiecznie finansowo robiła jej krzywdę. Po całej awanturze czekałem na taxi rozmawiając z jej bratem (mieszkam w mieście oddalonym 80 km od jej domu rodzinnego i taxi jechało po mnie z miasta ponad godzinę) brat mi także otworzył oczy, że zawsze taka była,  że mam dać sobie spokój,  bo mi zniszczy życie. Bardzo ciężko mi było tego wszystkiego słuchać ... Taxi przyjechało i pojechałem do siebie. Na zajutrz pojechałem z powrotem do jej rodziców po swoje auto (nie mogłem autem wracać po wigilii bo także spożywałem alkohol) i resztę rzeczy. W połowie drogi wysłałem sms' a, że jadę ... Szalona A w tym czasie stwierdziła,  że pojedzie do mnie po swoje rzeczy.  Niestety ... po drodze dachowała,  na co ja po 2 minutach najechałem ... bylem w szoku, łzy, strach przed najgorszym ... na szczęście skończyło się na siniakach.  Zawiodłem ją do szpitala, na prześwietlenie ... rozmowa o tym co się stało,  o tym co powiedziałem mamie, oraz stwierdzenie, że wolałaby żebym ją zdradził niż powiedział co powiedziałem. Po czym powiedziała, że rano mamie opowiedziała o mnie wszystko co najgorsze ... że mama nie będzie chciała żebyśmy byli razem. To była jej "zemsta". Zostawiłem tam wszystkie prezenty te co dostałem, te co dałem i wróciłem do domu. Czułem się oszukany, ale też winny.  W sms ' ach czytałem,  że jestem najgorszy, że to JA zniszczyłem jej rodzinie święta itp. Przed nowym rokiem przyjechała po swoje rzeczy ... nie potrafiłem patrzeć na to jak się pakuje ... kolejne dni pustki, kontuzja serca,  choroba smutków ... wyjechałem bo "nasze" mieszkanie przypomina mi o niej na każdym kroku sad Mijają dni, a ja wciąż myślę ... cierpię,  bo bardzo ją kocham sad Ją to prawdziwą A, a może tylko wyobrażenie o tym jaka mogła by być ... Nie odezwałem się przez ponad tydzień (który trwa dla mnie wieczność) i korci mnie, żeby zadzwonić ... Tylko czy to ma sens sad Toksyczny związek chyba nie da się uratować ... Przepraszam za tą opowieść ... Ale co tu robić? Jestem daleko od niej i bardzo, bardzo tęsknię co może brzmieć jak absurd, ale taka jest prawda sad

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Tak mi ciężko, doradźcie mi proszę ... odezwać się czy nie

Larniki, przeczytaj to co napisałeś , przecież to jakiś futurystyczny matrix.
Wyobraź sobie tak do końca , Twojego lub jej.

Chłopie , weź sie otrząśnij, jesteś ojcem bierzesz narkotyki, nieważne ze tzw.miekkie, wspaniały przykład,nie mów ze na chaju spotkasz sie z córkami ?!

A kobieta ma 30 lat mieszka z mama, ma zachwiania charakteru a Ty tu mówisz o jej lepszym ja w którym sie zakochales , bzdura.

3

Odp: Tak mi ciężko, doradźcie mi proszę ... odezwać się czy nie

Nooo, faktycznie szalony ten wasz związek.
Teraz zastanów się, jakie są Twoje priorytety. Czego oczekujesz od związku? Zabawy i huśtawki emocjonalnej czy stabilizacji i ułożenia sobie dalszego życia?
Twoja (eks)dziewczyna może zapewnić Ci to pierwsze. Choćbyś na uszach stawał ona nie zamieni się w poczciwą, rozumną PARTNERKĘ. No nie ma na to szans. Przynajmniej przez najbliższe kilkanaście/kilkadziesiąt lat.

To, że nie chciałeś by poznała Twoje dzieci świadczy o tym, że chyba jednak wolałbyś jakąś stabilizację i normalny związek. Ale to nie z nią. Pozostaje więc dokonać prostej analizy "za i przeciw", wybrać to, co dla Ciebie jest ważniejsze i konsekwentnie trzymać się decyzji. Choćby wydawało Ci się, że usychasz z tęsknoty. Emocje (również te negatywne) uzależniają - nic więc dziwnego, że Ci jej brakuje.

4

Odp: Tak mi ciężko, doradźcie mi proszę ... odezwać się czy nie

Z kim byłem kiedyś,  "trzepanki" mojego telefonu jak spałem,  facebooka, whatsapp i cokolwiek możliwe. Praktycznie pozbawiła mnie jakiejś części mojej prywatnośc

Jakie to szczęście, że już nie jesteście razem smile smile smile

5

Odp: Tak mi ciężko, doradźcie mi proszę ... odezwać się czy nie

Masz rację kochasz wyobrażenie o A,prawda jest inna,toksyczna. Za kilka lat byłbyś wrakiem człowieka,nie widziałbyś gdzie jest granica normalności.Z tego co napisałeś Twoja była A charakteryzuje się jako osobowość niedojrzała,neurotyczna która dostarcza sobie pozytywnych bodźców maryśką.

6

Odp: Tak mi ciężko, doradźcie mi proszę ... odezwać się czy nie

łarniki
opisałeś kobietę z zaburzeniem osobowości tzw. borderline. Jeśli taka osoba się leczy, są niewielkie szanse na utrzymanie związku, jeśli się nie leczy - zerowe.

7

Odp: Tak mi ciężko, doradźcie mi proszę ... odezwać się czy nie

Lepiej daj sobie spokój z tą kobietą, już po dwoch zdaniach o niej, kazdy trzezwo myslacy czlowiek by tak zrobil, a po 2 odstaw narkotyki. Tyle w temacie. Jej brat ma racje.

8

Odp: Tak mi ciężko, doradźcie mi proszę ... odezwać się czy nie

Wiem ,że z takim ludźmi jet baaaaardzo trudno. Kochasz wyobraźenie o niej , bo rzeczywitość jest inna. A może jej współczujesz i stąd tak trudno jest Ci się rozstac. Ale psychoterapeuta nie jesteś zresztą człowiek sam musi chcieć rozwiązać swoje niuanse, z którymi sobie nie radzi.

Życzę powodzenia

9

Odp: Tak mi ciężko, doradźcie mi proszę ... odezwać się czy nie

Łarniki - ONA JEST UZALEŻNIONA od narkotyków. Ktoś, kto od rana do wieczora, codziennie pali marihuanę jest po prostu narkomanem.
Jeśli Ci na niej zależy, spróbuj jej ten problem przedstawić i jeśli uzna, że ma z tym trudności niech idzie do ośrodka na leczenie.

10 Ostatnio edytowany przez łarniki (2014-01-10 01:54:43)

Odp: Tak mi ciężko, doradźcie mi proszę ... odezwać się czy nie

Niestety wszyscy macie racje ... Jest to prawda, którą bardzo ciężko mi zaakceptować. Gdzieś po prostu czuję, że mogłem być inny, bardziej stanowczy, nie dający się "manipulowac" ... znam mechanizmy projekcji, mam wiedzę na ten temat. Miałem być kimś kto miał ją przez to inne, lepsze życie przeprowadzić, ale sam tak zbłądziłem,  że zawiodłem sam siebie sad Wina nigdy nie jest po jednej stronie ... Mam tyle samo w tym wszystkim winy co A, z tą różnicą, że jako mężczyzna powinienem być bardziej odpowiedzialny i stanowczy. Nasze życie było beztroskie, szalone i smutne, bez wielkiej przyszłości, bez planów sad to bolało najbardziej sad Zaplanowanie czegoś na np. za tydzień było prawie niemożliwe ... Dlaczego? Dlatego, że kłótnia w ciągu tygodnia była "murowana", już na końcu nawet o to, że za wcześnie wstaję i za głośno się zachowuje ... W pewnym momencie na jej wulgaryzmy odpowiadałem wulgaryzmami,  i dopiero pod koniec związku uświadomiłem sobie, że po "burzy" o nic, kłótnia nie była o to o co się ona zaczęła tylko o to, że np. JA ją obraziłem ... Po prostu miałem nie reagować na jej fochy,  awantury, wulgaryzmy ... ale niestety za późno sobie to uświadomiłem.  Dotarło do mnie, że chciałem niemożliwego sad Sam wiem co to nałóg, 10 lat temu walczyłem z hazardem ... jednak nie sądziłem nigdy, że marihuana może tak zmieniać postrzeganie świata, ludzi ... tego co się dzieje w okół nas. "A" uważała, że to nie marihuana, że to przez dzieciństwo, ojca wiecznie krzyczącego itp. że marihuana ją relaksuje, dobrze jej robi w głowie ... Po tym całym wigilijnym cyrku, wypadku, kiedy się pakowała zapytałem czy pali, powiedziała, że nie, ale jest w bardzo złym stanie psychicznym ... że będzie się leczyć, po tych wszystkich rozmowach postanowiła zmienić swoje życie ... poszuka pracy, bądź wyjedzie za granicę do pracy i najważniejsze, zwróci się po profesjonalną pomoc. Mnie już nie ma i ... wiem, że zabrzmi to co powiem jak słowa głupca,  ale byłem w stanie "poświęcić" się dla nas. Przejść razem z nią przez to "piekło", ale wiem, że z wielu względów teraz już jest za późno. I to boli. Bo to nie jest zła kobieta ... w sumie to czasami się zastanawiam czy ja JĄ, tą prawdziwą A kiedykolwiek poznałem. W nowy rok poleciałem na Florydę,  myślałem, że tutaj będzie mi łatwiej.  Niestety ... Jest mi potwornie źle!  Mam chyba straszne wyrzuty sumienia ... Po prostu brakuje mi jej uśmiechu, dotyku ... wszystkiego. Jestem tak "zbudowany", że nie umiem myśleć o tym co było złe, mimo, że tyle tego było. Nawet nie mam się do kogo wygadać tak naprawdę prócz "Was" ponieważ moi bliscy znajomi nie mieli dobrego zdania na temat A, lecz potrafili mi to dopiero powiedzieć teraz, tzn niby wysyłali mi sygnały prędzej, ale ja byłem "ślepo" zakochany. Mam 35 lat a przeżywam to jak pierwszą miłość ... Mohamed Ali powiedział, że człowiek, który widzi świat w wieku 50 lat tak samo jak w wieku 20 lat, to 30 lat swojego życia po prostu zmarnował ... ja chyba zmarnowałem 15 sad stąd te wszystkie moje rozterki ...

11

Odp: Tak mi ciężko, doradźcie mi proszę ... odezwać się czy nie

Zastanow sie czego tak naprawde chcesz.
Szczesliwego, spokojnego zycia ? Tego z nia nie bedzie.
Wiec daj sobie spokoj i pomysl o dzieciac,
moze pomoze Ci to wrocic na ziemie.
Jesli wazniejsze jest dle Ciebie chwila szalenstwa, bez jutra, bez normalnego zwiazku ktory mozna by nazwac rodzina to dzwon, lataj za nia, badz jej ofiara na ktorej moze wywalic swoje chore agresje...
i czekaj az ktoregos dnia sie zalamiesz, ze zmarnowales swoje zycie.

12 Ostatnio edytowany przez łarniki (2014-01-10 15:37:25)

Odp: Tak mi ciężko, doradźcie mi proszę ... odezwać się czy nie
Doonna napisał/a:

Zastanow sie czego tak naprawde chcesz.
Szczesliwego, spokojnego zycia ? Tego z nia nie bedzie.

Widzisz ... gdybym był osobą idealną, zawsze w tym związku był tym dobrym, bez pocharatanej przeszłości to nie miałbym pewnie wątpliwości ... Ale każdy kij ma dwa końce. Nie potrafię myśleć, że NIE MA takiej moźliwości, żebyśmy mogli być razem szczęśliwi ... Wiem, że ma borderline, że ma MNÓSTWO problemów ze sobą, że jest niedojrzała emocjonalnie, ale jesteśmy tylko ludźmi, błądzimy, ja też przez bardzo dużo w życiu przeszedłem ... Gdzieś sądzę, że każdy może się zmienić, problem w tym czy chce i czy widzi w sobie problem. "A" go widzi, nie wiem czy faktycznie coś z nim robi, czy nie ... Nie wiem nic co się dzieje w jej życiu ... Może ja się tu rozczulam nad nami i myślę czy i jak moźna to uratować, a "A" już "dawno" ma "nowe życie". Nie chce brzmieć jak ofiara, jak ktoś kto wie, że wrzątek parzy a wciąż myśli, że może rękę ppd ten wrzątek wsadzić i się nie oparzy ... Jest mi bardzo ciężko zrozumieć co było powodem tego, że to się rozpadło. Gdzieś to wiem, ale nie potrafię jej o to obarczać. Chcę też wziąć winę na siebie, może wtedy byłoby mi łatwiej ... gdybym wiedział, że to ja zawaliłem i to moja wina ...!!! "A" wbrew pozorom miała dobry na mnie wpływ, prócz tego, że wniosła bardzo dużo zła, wniosła morze pozytywnych zmian w moim życiu ... Jest jedyną kobietą, której się to udało ... Moje życie bez niej to już nie to samo, czuję się naprawdę samotny. Brak radości. Brak celu ... Mam w głowie te wszystkie jej wulgaryzmy, agresje, ale ... to się skąś brało! Fakt jest taki, że w życiu "A" nie umie wyważać, nie wie co zasługuje na krytykę, co na awanturę, a na co w ogóle nie powinno się zwracać uwagi. We wszystkim widzi intrygę, doszukuje się kłamstw, i jest nie do zatrzymania. Po awanturze w wigilie, powiedziała mi, że nie mam podejścia do niej, że mogłem ją położyć spać itp. I w ten sposób wzbudza we mnie poczucie winy sad A może faktycznie mogłem tak zrobić, a nie się pakować, bo mnie naobrażała, przecież to nie pierwszy raz ;( Sam w sobie widzę, że zatraciłem normalność ... zatraciłem granice. Dlaczego? Czy też jestem toksyczny? Czy toksyczne związki tak mają się do siebie? sad Wiem, że gdyby chciała się ze mną skontaktować mogłaby ... nie robi tego, ale to taki charakter ... Albo poprostu tylko mi w tym związku naprawdę zależało ... Nie wyobrażałem sobie NIGDY, że będzie mi tak ciężko, do tego każdej nocy mi się śni, jakiś obłęd ... Noc w noc ... Nie mogę tego uniesć ... Serce mówi jedno, głowa drugie i walczę, tylko sam nie wiem jaki jest cel ...

13 Ostatnio edytowany przez słonecznik30 (2014-01-11 01:39:28)

Odp: Tak mi ciężko, doradźcie mi proszę ... odezwać się czy nie

Łarniki na tym forum jest wiele wątków na temat kobiet kochających za bardzo,współuzależnionych od miłości-ten syndrom działa w obie strony.Poczytaj może wyciągniesz dla siebie jakieś refleksje.Napisałeś,że w przeszłości walczyłeś z uzależnieniem od hazardu bądź problemowym graniem,co daje adrenalinę.Zastanawiałeś się czy niestabilna,pełna emocjonalnych zwrotów relacja z A nie jest podświadomym substytutem adrenaliny?Napisałeś,że zostałeś poharatany przez życie,zdrowym podejściem osoby,która ma za sobą negatywne doświadczenia jest pragnienie spokoju,unikania emocjonalnej hiperboli,bo ile można cierpieć,każdy ma kres wytrzymałości.Mam wrażenie,że chcesz siebie za coś ukarać dążąc do destrukcji,tak jakbyś chciał udowodnić,że nie zasługujesz na lepszą miłość.

14 Ostatnio edytowany przez verdad (2014-01-11 10:31:58)

Odp: Tak mi ciężko, doradźcie mi proszę ... odezwać się czy nie

Wyobraż sobie,że Cię rozumiem.
Ktoś wyżej napisal,że być moze ma ona bordeline.Moze ma może nie.Ale znalam kogoś kto sie podobnie zachowywał.Lekarz stwierdził u niego chorobę dwubiegunową.
Nadmierna wrazliwośc,problemy z ojcem.Jest jej zle,dlatego ciagle pali.Palenie troche uspokaja.Po zapaleniu jest trochę lepiej,to jeszcze pali wiecej.Ona potrzebuje pomocy psychiatry.Jesli ją kochasz,to powinienes nalegac na podjecie leczenia.
Lekarz postawi diagnozę.Moze miec jakies lęki,zaburzenia.A marihuanę pali aby usmierzyc ból.
Mozesz od niej uciec,to jest najlatwiejsze.Mozesz ja sklonic do leczenia.
Pozdrawiam



Jeszcze raz przeczytalam Twojego posta.Jej brat mowil,ze ona zawsze taka byla.A dlaczego ? Nic z tym nie zrobili?  Nic się nie dzieje bez przyczyny.Co z tym ojcem ? Jak się zachowywal ? Co się z nim dzieje ?
Pisaleś,ze byly tez dobre chwile,ze duzo jej się udalo.
Jestem prawie pewna,ze cos nie tak z jej psychiką.Ale nie przez marihuanę.Marihuana to skutek,nie przyczyna.

15

Odp: Tak mi ciężko, doradźcie mi proszę ... odezwać się czy nie
verdad napisał/a:

Wyobraż sobie,że Cię rozumiem.
Ktoś wyżej napisal,że być moze ma ona bordeline.Moze ma może nie.Ale znalam kogoś kto sie podobnie zachowywał.Lekarz stwierdził u niego chorobę dwubiegunową.
Nadmierna wrazliwośc,problemy z ojcem.Jest jej zle,dlatego ciagle pali.Palenie troche uspokaja.Po zapaleniu jest trochę lepiej,to jeszcze pali wiecej.Ona potrzebuje pomocy psychiatry.Jesli ją kochasz,to powinienes nalegac na podjecie leczenia.
Lekarz postawi diagnozę.Moze miec jakies lęki,zaburzenia.A marihuanę pali aby usmierzyc ból.
Mozesz od niej uciec,to jest najlatwiejsze.Mozesz ja sklonic do leczenia.
Pozdrawiam



Jeszcze raz przeczytalam Twojego posta.Jej brat mowil,ze ona zawsze taka byla.A dlaczego ? Nic z tym nie zrobili?  Nic się nie dzieje bez przyczyny.Co z tym ojcem ? Jak się zachowywal ? Co się z nim dzieje ?
Pisaleś,ze byly tez dobre chwile,ze duzo jej się udalo.
Jestem prawie pewna,ze cos nie tak z jej psychiką.Ale nie przez marihuanę.Marihuana to skutek,nie przyczyna.

Sytuacja z bratem jest dziwna. Nie mieszka on w Polsce od kilkunastu lat, ale nawet w czasach kiedy mieszkał ich stosunki nie były najlepsze. Jest od niej starszy o 5 lat, ustawiony, ułożony, przemyślany, zupełne przeciwieństwo "A". Kontaktu praktycznie nie mają, nawet w urodziny do siebie raczej nie dzwonią, czyja to wina nie wiem, widziałem go raz, na wigilii, więc go nie znam, na tyle, żeby to stwierdzić. Chłopak jest troszke zamknięty w swoim świecie, bądz takie stwarza wrażenie. Oni wszyscy byli/są bardzo naiwni, nie znają "A" świata, nie rozumieją problemu ... Widzisz, też sobie zadaje to pytanie, dlaczego, dlaczego nikt jej prędzej nie pomógł! To trwa latami, to nie ja jestem powodem jej zachowań. Ale wierzyłem, że mi się uda. Chyba się zgodzę, z tym, że marihuana to skutek, a nie przyczyna. Im więcej o tym myśle tym bardziej to do mnie dociera. Czyli robiłem błąd, i to wielki, bo ja szukałem metody na to, żeby skończyła palić, a ona twierdziła, że to niemożliwe, była szczera, za dobrze jej to robiło w głowie ... Latem w zeszłym roku, zapłaciłem za 4 tyg. terapie w ośrodku nad morzem, terapię odwykową, niestety, nic z tego nie wyszło, nie było opcji, żeby się na nią zgodziła. Niestety moje podejście było takie, że aby się leczyć, musi mieć świadomość ... czystą głowę, czyli najpierw musi odłożyć marihuane, a to była walka z wiatrakami ...

Co do taty ... Tata był wyżej postawionym urzędnikiem Państwowym, mundurowym, często pił kiedyś ("taka praca") przywozili go do domu naprutego, awantury, latające talerze, "bo zupa była za słona" itp. To jest to co "A" mi mówiła. Wieczne krzyki. Zdarzył mu się skok w bok i nieślubny syn, z którym w ogóle nie ma kontaktu, "A" dowiedziała sie o "bracie" jak była nastolatką i to przez przypadek ... Płaci mu wysokie alimenty, co też "A" bardzo zapewne boli i wiele innych z tym związanych perypetii. Teraz tata jest po wylewie, jest chory, ja osobiście nie widzę w nim tego "potwora", ale "A" twierdzi, że on przede mna gra. Nawet twierdzę, że mieliśmy wspólne tematy, polubiłem tego człowieka, lecz "A" ... go nienawidzi. Mówi, że wiecznie krzyczy, że jak ja jestem u nich to się "zachowuje" ...

Problem jest taki, że ja BARDZO chciałbym jej, nam pomóc, tylko na moją pomoc już chyba jest za późno. Nie ma już żadnego wpływu na to co "A" robi ... nie mam żadnego kontaktu, bo ... boję się, reakcje mogą być dwie na mój telefon. Dobra oraz zła, a zła pogrążyłaby mnie jeszcze bardziej w smutku. Dlatego też się zamartwiam ... "A" jest kobietą atrakcyjną, ale ma bardzo niską samoocenę. Każdy komplement, że jest piękna, że ślicznie wygląda, że kocham w niej to czy tamto, kończył się stwierdzeniem "możesz już przestać, po co mnie wkurzasz ...". To także było bardzo ciężkie dla mnie, bo nie mogłem być sobą, nie mogłem jej mówić co czuję w danej chwili sad Kiedy mówiłem jej, że ją kocham, to wg niej mówiłem to za często, a ja tak to czułem poprostu! sad Kiedy przestałem, było źle, że pewnie już jej nie kocham, bo w ogóle jej już tego nie mówie. Nie było pozycji wygranej, zawsze coś źle ;( Jest mi potwornie źle, pisząc to wszystko łzy mi lecą, bo bardzo to przeżywam, bo ja naprawdę chciałem dobrze. Nigdy nie zrobiłem nic przeciwko "A", jeżeli nie zawsze usłyszała odemnie prawdę, z drobnostkami, z bzdurami, z niczym co mogło wpływać na nasz związek, to tylko dlatego, że się bałem! ;( Bałem się awantur, krzyków, wulgaryzmów, pakowań, ubliżania mi ;( Bo wszystko prowadziło do awantury. Ale ja też WIEM, że to nie "ona", tych zachowania ona nie kontrolowała. Jedyną sprawą, która zapewne ją bolała, to moment kiedy leciałem do Anglii na 2-3 dni zobaczyć się z dziećmi. Mieszkałem wtedy w swoim domu, tam gdzie mieszkają moje dzieci z ich mamą. To bardzo duży dom, mam swoją sypialnie i "A" wie, że nic mnie nie łączy z moją ex prócz dzieci. Jesteśmy rodzicami i mamy przyjacielskie stosunki. Nic innego, nie ma czegoś takiego, że ex do mnie wydzwania, czy piszę mi miłosne sms'y, dostaje na maila zdjęcia dzieci z różnych okoliczności, żebym wiedział i mógł uczestniczyć w ich życiu. Kiedy raz lecąc stwierdziłem, że będę nocował u kolegi, to było jeszcze gorzej, w hotelu, też źle, nie było wygranej. Ja to chciałem zmienić, po świętach dzieci miały z nami wyjechać na 2-3 dni, narty itp, krótko, bo "A" byłaby pierwszą kobietą, ktorą by poznały. "A" się cieszyła i bała. Lecz ... nic z tego nie wyszło z wiadomych przyczyn. Ja wiem, że to jak byłem sam u dzieci, "A" bardzo przeżywała, ale tylko dlatego, że sądziła, że moja ex będzie mi do łóżka wskakiwać itp. Co było absurdem. Gdzieś winię się za to teraz, bo pewne rzeczy mogłem zrobić może wcześniej, ale za dużo było złego, życie samo tak kierowało, że "A" nie poznała moich dzieci ... Myśle, ze to też był problem dla "A", to że mam dzieci ...
Tylko, że poza tymi normalnymi negatywnymi "ludzkimi" zachowaniami "A" była dla mnie ANIOŁEM. Ja też bym zapewne na głowę dostawał jakby "A" miała dzieci i latała raz na miesiac na kilka dni do swojego domu gdzie mieszkają jej dzieci i ich ojciec - pisząc to teraz sam się złapałem, że chyba jednak bym nie wariował z tego powodu, bo dla mnie w związku zaufanie to numer 1, i "A" ufałem bardzo. Bezgranicznie ... Jesteśmy dorośli, jeżeli chciałbym ją zdradzić mógłbym to zrobić nie z ex, a gdziekolwiek i z kim kolwiek. To nie wchodziło w rachubę. Ja ją bardzo kocham. Nigdy mi nawet przez myśl to nie przeszło ...

Teraz na te przemyślenia chyba już za późno. Czasu nie cofnę. Choć bardzo bym chciał ... do wielu sytuacji nigdy bym nie doprowadził. Nie wiem co mam zrobić, nie długo chyba wróce do PL, a co dalej ... nie wiem ;(

16

Odp: Tak mi ciężko, doradźcie mi proszę ... odezwać się czy nie
słonecznik30 napisał/a:

Napisałeś,że w przeszłości walczyłeś z uzależnieniem od hazardu bądź problemowym graniem,co daje adrenalinę.Zastanawiałeś się czy niestabilna,pełna emocjonalnych zwrotów relacja z A nie jest podświadomym substytutem adrenaliny?Napisałeś,że zostałeś poharatany przez życie,zdrowym podejściem osoby,która ma za sobą negatywne doświadczenia jest pragnienie spokoju,unikania emocjonalnej hiperboli,bo ile można cierpieć,każdy ma kres wytrzymałości.Mam wrażenie,że chcesz siebie za coś ukarać dążąc do destrukcji,tak jakbyś chciał udowodnić,że nie zasługujesz na lepszą miłość.

Bardzo dużo prawdy ... aż za dużo ;(

Lecz nie odbieram tego, że nie zasługuję na lepszą miłość, ja nie chcę "lepszej",  ta miłość była prawdziwa, dała mi dużo siły, mimo, że było w niej dużo łez była ich warta, bo mnie także dużo nauczyła. Wydawało i nadal wydaje mi się, że to ta "jedyna". Przeszliśmy przez dużo zła w tak krótkim czasie, bardzo "boleśnie" się docieraliśmy, wydawało mi się, że teraz już tylko będzie dobrze ... Podjąłem bardzo poważne decyzje, dużo poświęciłem, żebyśmy mogli być szcześliwi, ale życie wytoczyło inną drogę i gdzieś nie umiem walczyć, bo pozostawiła mnie w przekonaniu, że to moja wina, a sam już zatraciłem granice logicznego myślenia.

17

Odp: Tak mi ciężko, doradźcie mi proszę ... odezwać się czy nie

Masz już pojecie,jak taka sytuacja wyglada z boku.
Musisz podjac decyzję,czy chcesz byc z nia czy nie.Jesli chcesz byc z nia go powinienes zrozumiec,ze zle slowa wychodzace je jej ust to wynik choroby.Nawet jesli zadzwonisz i ona Cie zwyzywa,powinno splynac  to po Tobie jak po kaczce.
Jesli jest to,co ja mysle,jest to ciezka choroba,nieuleczalna,ale poprzez leki mozna zalagodzic jej przebieg.
Dlaczego piszesz,ze jest za pozno ? Na leczenie nigdy nie jest za pozno.Ale partner takiej osoby tez musi byc silny.
Poczekaj,az mina jej humory i agresja.Porozmawiaj'powiedz,ze ja rozumiesz,ze wiesz ze ona tez cierpi,ze chcesz jej pomoc.Przeciez nie bedzie cale zycie palila marihuany.
Jak atakuje,wyzywa, to nie daj sie sprowokować.
Zachowanie jej ojca potwierdza moja teorię,ale od diagnozy sa specjalisci.

18

Odp: Tak mi ciężko, doradźcie mi proszę ... odezwać się czy nie

Musisz wybrać-jeśli postanowisz wyciągnąć ją z tej choroby i przeprowadzić przez życie prawdopodobnie wykończysz się prędzej czy później.Moim zdaniem jesteś współuzależniony i dlatego szukasz tego,co Cię gubi i męczy.Niestety...

19 Ostatnio edytowany przez łarniki (2014-01-12 19:27:10)

Odp: Tak mi ciężko, doradźcie mi proszę ... odezwać się czy nie
słaba kobietka napisał/a:

Musisz wybrać-jeśli postanowisz wyciągnąć ją z tej choroby i przeprowadzić przez życie prawdopodobnie wykończysz się prędzej czy później.Moim zdaniem jesteś współuzależniony i dlatego szukasz tego,co Cię gubi i męczy.Niestety...

Oczywiście, że bylem/jestem współuzależniony emocjonalnie, w takim związku z taką osobą to nieuniknione.

Odezwałem się dzisiaj sms' em, szkoda słów ... Niestety "A" wciąż nie zrozumiała tego co się stało, tego, że ma problem i pewnie nigdy nie zrozumie. "To wszystko moja wina ..." Serce mi pęka, ale muszę dać radę ... Jestem tak zdołowany, że leżę i od kilku dni nie umiem wstać z łóżka ... Jak mogłem tak zaufać i pokochać ... sam siebie nienawidzę sad

20

Odp: Tak mi ciężko, doradźcie mi proszę ... odezwać się czy nie

Ona w srodku rozumie,ze ma problem.Zapewniam Cie.
Ty nie jestes niczemu winien.Nic zlego nie zrobiles,ze zaufales.Prawdziwa ona wroci, tylko musi miec do kogo, bo widze,ze i z Toba nie jest za dobrze.
Sam musisz byc silny,jesli chcesz jej pomoc.A jesli jestes za slaby, to odejdz, poki czas, bo jej nie pomozesz i sam sie wykonczysz psychicznie.
Skor stac Cie na wakacje na Florydzie, to na wizyte u psychiatry pewnie tez ? On Ci wyjasni niektore sprawy.

21

Odp: Tak mi ciężko, doradźcie mi proszę ... odezwać się czy nie
verdad napisał/a:

Ona w srodku rozumie,ze ma problem.Zapewniam Cie.
Ty nie jestes niczemu winien.Nic zlego nie zrobiles,ze zaufales.Prawdziwa ona wroci, tylko musi miec do kogo, bo widze,ze i z Toba nie jest za dobrze.
Sam musisz byc silny,jesli chcesz jej pomoc.A jesli jestes za slaby, to odejdz, poki czas, bo jej nie pomozesz i sam sie wykonczysz psychicznie.
Skor stac Cie na wakacje na Florydzie, to na wizyte u psychiatry pewnie tez ? On Ci wyjasni niektore sprawy.

Ja nie potrzebuje psychiatry, choć rozmawiałem tutaj z dwoma na ten temat. Ja nie mogę jej pomóc, tak jak na siłę nikogo nie można uszczęśliwić. Jestem przekonany, że to wszystko co się wydarzyło nic ją nie nauczyło. Potrafiła mi napisać, że bardzo cierpiała, bo PRZEZE MNIE po tej całej "szopce" wigilijnej JAKĄ ONA ZROBIŁA, jej mama była u psychiatry i jest na psychotropach i ona mi tego nigdy nie wybaczy! Rozumiesz?? Przeze mnie! Że w momencie kiedy potrzebowała najbardziej pomocy i wsparcia, ja wyleciałem się bawić! Jaki absurd. Jak tak można ; ((( "Bawiłem" się na forum, czytając książki o borderline, o chorobie dwubiegunowej, na rozmowach z psychiatrami i psychoterapeutami ... Wyleciałem, żeby nie zwariować! sad Za dużo, jak dla mnie to już za dużo, za bardzo bolesne jest to co ona mi robi, te jej słowa. Każdy mnie przed nią przestrzegał,  uparcie jak osioł twierdziłem, że to nie tak,  ale NIE MIAŁEM POJĘCIA z kim i z czym mam do czynienia. Tak to prawda, to wszystko mnie przerosło,  tylko ja wiem co poświęciłem dla tego związku i tutaj nie chodzi o sprawy finansowe ... Nie sądziłem, że miłość jeszcze kiedyś rozłoży mnie na łopatki. Z drugiej strony, brzmię teraz jak kretyn, zaskoczony ... a to przecież było do przewidzenia. Nikomu się nie udało zbudować z nią związku opartego na normalności, to dlaczego mi się miało udać? Niepoprawny optymista. Może i ona w środku rozumie, że ma problem, ale nigdy się nie przyzna do tego, że to wszystko jej wina. Tego ona nie widzi. Ma takie mechanizmy obronne, że wszystko jest winą czyjąś, nie jej. Szkoda czasu. Błąd, że się odezwałem,  błąd jaka była forma mojego sms' a, byłem szczery, otwarty, dałem jej do zrozumienia jak bardzo ją kocham, jak mi źle, że ją przepraszam za to, że ją zawiodłem,  że widziałem główny problem w paleniu, a nie głębiej itp. Po prostu pokazałem jej moją słabość i to jak bardzo mi na niej mimo wszystko zależy. To graczka, będzie cierpieć, ale pokaże jak jej nie zależy.  Nie zasługuje na takie złe traktowanie, za dużo kosztuje mnie to cierpienia. Nikt nie zasługuje na to, żeby poświęcać swoje życie,  dzieci, przyjaciół dla kogoś kto nie widzi nic, czas jak to się mówi "move on" ... Myślę,  że wielu ludziom w moim życiu jestem winien przeprosiny ... Dziękuję wszystkim za pomoc, szkoda, że ta historia nie ma happy end' u ... Czas wracać do realności ... Przepraszam, że już nie będę walczył,  ale przejadłem się złudzeniami.

22

Odp: Tak mi ciężko, doradźcie mi proszę ... odezwać się czy nie

Larnicki, a moim zdaniem jestes super facet i bardzo dobrze ze dostales po tylku...
chcac nie chcac uratowales swoje zycie.
Tak trzymaj, jeszcze spotkasz kobiete ktora Ci pokarze jak wyglada prawdziwa, zdrowa milosc smile

23

Odp: Tak mi ciężko, doradźcie mi proszę ... odezwać się czy nie
Doonna napisał/a:

Larnicki, a moim zdaniem jestes super facet i bardzo dobrze ze dostales po tylku...
chcac nie chcac uratowales swoje zycie.
Tak trzymaj, jeszcze spotkasz kobiete ktora Ci pokarze jak wyglada prawdziwa, zdrowa milosc smile

Doonna, w tej chwili to do mnie nie dociera ... Jestem w środku rozdarty, straszny ból, łzy same lecą. Ona wie jak bardzo ceniłem jej mamę, dlatego na sam koniec mnie tym obarczyła. Ja nie miałem za co dostać po tyłku,  nigdy nie zrobiłem nic przeciwko niej, lecz w jej głowie wyglądało to prawdopodobnie inaczej. Byłem szczęśliwy, oddany,  zawsze mogła na mnie liczyć,  nigdy nie usłyszała słowa "Nie", próbowałem być jej przyjacielem, partnerem i kochankiem ... Była moim priorytetem, dlatego tak łatwo się jej mną manipulowało, gdzie nawet nie wiem czy ona miała świadomość tego jakie to wszystko co robiła było destrukcyjne. Trudno pokazać więcej komuś kto widzi tylko tyle ile chce widzieć. Ja swój błąd znam, to że zacząłem z nią palić to gó**o, nie byłem asertywny,  zatraciłem się i wszystko poszło w kompletnie złym kierunku. Za to mi wstyd, za to jak żyłem, bo wcale nie musiałem tak żyć. Ale to nie wina "A" ... to moja słaba silna wola.  I właśnie za to zapłaciłem ... W tej chwili to bardzo duża kara, ale wymierna. Przez to, bądź dzięki temu, że ja mam świadomość tego, że "A" jest "chora" nie umiem myśleć o tych wszystkich wulgaryzmach, agresji, krzykach, tej całej przemocy ... Myślę tylko o tych cudownych chwilach, a było ich naprawdę dużo ... Zawsze miałem żal do "A", że żyje przeszłością, a właśnie sam to w tej chwili robię ...  Czasu nie cofnę, pakuje swoje walizki i jutro lecę się zobaczyć z dziećmi, a co będzie dalej ... Wierzyłem w to, że czeka nas świetlana przyszłość i już zawsze będziemy razem ... Nie udało się ; (( Lecz ... bez względu na to ile razy się załamię i upadnę zawsze jest jakaś cząstka mnie, która mówi, że to nie koniec, że trzeba wstać i po prostu pójść dalej ...

24

Odp: Tak mi ciężko, doradźcie mi proszę ... odezwać się czy nie

Zyczę Ci,abyś szybko stanal na nogi.
Chociaz tak sobie myslę,ze naprawde nie rozumiem,za co się winisz .Gdyby cofnieto czas,co bys zrobil ?
Widzsz,bilska mi osoba zaangazowlaa sie w zwiazek z osobą chora na bipolar.Najpierw nie rozumiala,skad u partnera takie zmiany nastroju, od milosci do nianawisci.Tez wszystkie zle slowa brala do siebie.Pózniej diagnoza,leczenie i jest trochę lepiej.
Czasami mowię jej, po co jej taki partner,/raz dobry,a czasami zimny wredny.Powiedziala,ze wtedy bardziej docenia jego dobroc.Jakby miala partnera wiecznie dobrego,to by jej sie znudził.
Powiedziala to w formie zartu,ale gdyby tak glebiej siegnąc,też pewnie szuka jakiejs adrenaliny w zwiazku.

Posty [ 25 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Tak mi ciężko, doradźcie mi proszę ... odezwać się czy nie

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024