Witam Was serdecznie,
Przepraszam, ale potrzebuję opinii, kogoś trzeźwo myślącego. Mam 35 lat, moja kobieta (w tej chwili była) ma 30 lat. Mieszkaliśmy ze sobą prawie pół roku, ale ... to wszystko było szalone. Poznaliśmy się w Anglii gdzie od ponad 12 lat mieszkałem. Miłość od pierwszego wejrzenia. Po prostu boom, nic się nie liczyło. Przejdę jednak do szczegółów ... Moja A (tak ja tutaj będę nazywał) od długiego czasu ma problem z marihuaną. Pali codziennie ... od rana do wieczora
Na początku nie widziałem w tym problemu. Tez popalałem, ale nigdy w takich ilości. Związek burzliwy, dużo "toksyki" się wdarło, do tego "A" jest osobą, która żyje przeszłością ... Z kim byłem kiedyś, "trzepanki" mojego telefonu jak spałem, facebooka, whatsapp i cokolwiek możliwe. Praktycznie pozbawiła mnie jakiejś części mojej prywatności
Zależało mi bardzo więc podporządkowałem się. Błąd. To już wiem ... Jestem facetem po przejściach, mam dzieci z poprzedniego związku i to chyba też był problem. Bądź sam go stworzyłem tak naprawdę. Przez 6 miesięcy A nie poznała moich dzieci, a chciała. Bałem się ... dzieci są w wieku 8 i 5 latek, dwie dziewczynki. Pomiędzy nami było tyle głupich kłótni, że nie wiedziałem czy to przetrwa więc na początku tak jak się rwałem do tego, żeby je poznała, tak po jakimś czasie ochłonąłem. To była poważna decyzja. W pewnym momencie było tyle "awantur", że mimowolnie się oddalałem. Awantury dosłownie o wszystko. W ciągu 6 miesięcy wyprowadzała się ... 20 razy! Niektóre z tych wyprowadzek trwały chwile, na zasadzie zniesienia walizek do auta i natychmiastowego powrotu, inne trwały dzień, dwa max trzy dni. W tym czasie wracała do rodziców. Powrót chwila było miło i powtórka. W pewnym momencie zacząłem palić często i gęsto razem z A. Nie mogłem za nic tego zwalczyć więc pomyślałem, że może w taki sposób zrozumiem A lepiej i jej zachowania. Nic bardziej mylnego, moje życie stało się jednym wielkim haosem. Jakby to powiedzieć, nie ogarnąłem nic, gubiłem się we własnych myślach. Co po jakimś czasie powodowało więcej kłótni. W pewnym momencie doszło do tego, że wypowiadając jakieś słowa musiałem się 5 razy zastanowić czy mam to powiedzieć czy nie, czy nie będzie awantury
bo potrafiła ją zrobić z wszystkiego. W awanturach wulgaryzmy (gdzie gdybyście ja zobaczyli, poznali to byłoby to nie do wyobrażenia - anioł kobieta, dopóki się z nią nie mieszka). Po jakimś czasie dorzucila do tych krzyków i wulgaryzmów "szantaże, że wróci do byłego, bo ja źle traktuje itp itd. Jak to wszystko teraz piszę to aż sam się nad sobą zastanawiam ...Pewnego dnia po awanturze, "rytualnym" pakowaniu się i wyjeździe do rodziców, zadzwoniłem do jej byłego i poprosiłem o spotkanie. Poznałem go już prędzej, gdzieś przez te 6 miesięcy próbował mieszać w naszym związku, bo jak domniemam był "ofiarą" tej toksyki, bądź po prostu to taki typ - ja nie mogę już Cię mieć to będę zatruwał. Przyjechał w ciągu 20 minut i ... i z dębiałem, to wszystko co mi robiła, robiła i jemu, bądź jeszcze gorzej. Słuchałem i nie wierzyłem
Przecież mówiła, że nigdy się nie kłocili, aż zacząłem się zastanawiać nad tym, że to może wszystko moja wina. Na drugi dzień powiedziałem A o tej rozmowie, nie wierzyła, była zła, ale jak jej powiedziałem o szczegółach z jej poprzedniego związku wymiękła. Przyjechała porozmawialiśmy i stwierdziła, że przyjechał żeby nam popsuć związek ... Nagle mi się przyznała, że on do niej cały czas pisze sms' y, że próbuje jak może. Przez jakiś czas znowu było dobrze i przed świętami znowu awantura. Pogodzenie i wigilia na którą zaprosiła mnie do siebie do domu. Było bardzo miło, aż do czasu ... kiedy się upija
i zaczęła mnie obrażać przy stole przy swoim bracie. Było już późno ok 1 w nocy więc żeby nie wywołać awantury zaproponowałem, że czas spać. Poszliśmy do sypialni i powiedziałem, że jeżeli chce mnie obrażać to ja mogę sobie pojechać stąd. Usłyszałem no to "wypie***" ... Więc zacząłem pakować swoje torby i wynikła wielka awantura ... Jej agresja dosięgła zenitu. Krzyki, wyzwiska ... wszystko. Na to weszła jej mama, która próbowała ją przywołać do porządku. Niestety A tak się rozpędziła widząc, ze mama jest "po mojej" stronie, że doszło do tego, że mamę zwyzywała od "szma**". Aż mi ciężko się do tego wraca. Nie mogłem na to patrzeć, nie mogłem tego słuchać ... Było mi bardzo źle
Czułem, bezsilność i bezsilność i kompletnie nie wiedziałem jak wytłumaczyć mamie, co to i dlaczego tak jest. W końcu odważyłem się i zdradziłem mamie A tajemnice, powiedziałem, że pali, i do teraz nie wiem czy zrobiłem dobrze. Zostałem przez A znienawidzony, wróg numer 1! Przez cały nasz związek próbowałem z tym walczyć, ale nie umiałem
Sam się w to wciągnąłem w pewnym momencie ... zgubiłem się potwornie
Mama jest cudowną kobietą, lecz bardzo naiwną, kocha córkę i bardzo chce dla niej jak najlepiej, ale pomagając jej wiecznie finansowo robiła jej krzywdę. Po całej awanturze czekałem na taxi rozmawiając z jej bratem (mieszkam w mieście oddalonym 80 km od jej domu rodzinnego i taxi jechało po mnie z miasta ponad godzinę) brat mi także otworzył oczy, że zawsze taka była, że mam dać sobie spokój, bo mi zniszczy życie. Bardzo ciężko mi było tego wszystkiego słuchać ... Taxi przyjechało i pojechałem do siebie. Na zajutrz pojechałem z powrotem do jej rodziców po swoje auto (nie mogłem autem wracać po wigilii bo także spożywałem alkohol) i resztę rzeczy. W połowie drogi wysłałem sms' a, że jadę ... Szalona A w tym czasie stwierdziła, że pojedzie do mnie po swoje rzeczy. Niestety ... po drodze dachowała, na co ja po 2 minutach najechałem ... bylem w szoku, łzy, strach przed najgorszym ... na szczęście skończyło się na siniakach. Zawiodłem ją do szpitala, na prześwietlenie ... rozmowa o tym co się stało, o tym co powiedziałem mamie, oraz stwierdzenie, że wolałaby żebym ją zdradził niż powiedział co powiedziałem. Po czym powiedziała, że rano mamie opowiedziała o mnie wszystko co najgorsze ... że mama nie będzie chciała żebyśmy byli razem. To była jej "zemsta". Zostawiłem tam wszystkie prezenty te co dostałem, te co dałem i wróciłem do domu. Czułem się oszukany, ale też winny. W sms ' ach czytałem, że jestem najgorszy, że to JA zniszczyłem jej rodzinie święta itp. Przed nowym rokiem przyjechała po swoje rzeczy ... nie potrafiłem patrzeć na to jak się pakuje ... kolejne dni pustki, kontuzja serca, choroba smutków ... wyjechałem bo "nasze" mieszkanie przypomina mi o niej na każdym kroku
Mijają dni, a ja wciąż myślę ... cierpię, bo bardzo ją kocham
Ją to prawdziwą A, a może tylko wyobrażenie o tym jaka mogła by być ... Nie odezwałem się przez ponad tydzień (który trwa dla mnie wieczność) i korci mnie, żeby zadzwonić ... Tylko czy to ma sens
Toksyczny związek chyba nie da się uratować ... Przepraszam za tą opowieść ... Ale co tu robić? Jestem daleko od niej i bardzo, bardzo tęsknię co może brzmieć jak absurd, ale taka jest prawda ![]()