Witam wszystkich. Muszę się wyżalić bo czuję się beznadziejnie. Mam wrażenie , że już nic dobrego mnie w życiu nie spotka. To jest okropne, bo zawsze miałam poczucie, że będzie lepiej, a teraz czuję, że jest coraz gorzej ze mną. Niby na pozór nic złego się nie dzieje a skrywam w sobie taki ból, że to się w głowie nie mieści. Aż mnie skręca od środka. Jeszcze niedawno myślałam o sobie, że jestem fajną dziewczyną, która da się lubić, sympatyczną , zabawną, pomocną a teraz myślę , że jestem beznadziejna, nudna, nic nie umiem dobrze zrobić i jestem kłębkiem nerwów. Z dnia na dzień coraz bardziej się w sobie zamykam. Wszystko mnie przeraża. Tak wiele bym chciała a tak wiele się boję. Opanował mnie kompletny paraliż decyzyjny. Myślałam, że gdziekolwiek pójdę to będzie źle. Przyczyną tego jest to, że nie poszłam na uczelnie na jaka chciałam pójść. Bałam się, że sobie nie poradzę w tak wielkim mieście, sama bez znajomych. Poszłam do innej uczelni, ale nie potrafię się tu odnaleźć. Cały czas myślę, że tam byłoby jednak lepiej. Teraz myślę, że moje obawy były głupie. Nic mnie nie cieszy, nawet nie chce mi się za bardzo z nikim nawiązywać kontaktów, a tak bardzo czuję się samotna. Mam tu znajome, ale mam ich już serdecznie ich dosyć, mam wrażenie, że muszę się im ze wszystkiego tłumaczyć, marzę o tym by zmienić środowisko. Nie chciałam tu iść bo czułam , że tak będzie, ale mimo wszystko pomyślałam, że spróbuje. Ja tu nie żyje , ja tu po prostu wegetuje. Teraz siedzę sama w pokoju w akademiku i czuje sie okropnie. Nie chce tu być a muszę. Dla mnie to osobista tragedia, a w domu mi mówią, że sobie problemy wymyślam, bo ludzie takich nie mają. Nie sądziłam, że odwale taki numer. Zrobiłam coś wbrew swoim marzeniom. Oglądałam sie na innych. Pomyślałam sobie, że jak inni znajomi tu idą to nie będę wymyślać. Mam straszy bałagan w głowie. Mam mnóstwo kolosów i nie potrafię się kompletnie na niczym skupić. Nawet usiedzieć w miejscu dłużej nie mogę. Nie mam w sobie wewnętrznego spokoju. nie mogę spać, jeść, czytać, nawet na rozmowie skupić się nie mogę. Po prostu żenada. Zaraz się uduszę tymi swoimi problemami. Nie wiem co mam robić by chciało mi się żyć. Boję się, że jeszcze trochę i sobie coś zrobię.
Po prostu nie możesz sobie wybaczyć, że podjęłaś złą decyzję. Nie gniewaj się na koleżanki,
niepokoją się o Ciebie, nie wiedzą co Ci jest. Przestań się zadręczać i pomyśl co robić dalej.
Za rok możesz zacząć kierunek jaki chciałaś. Może jednak warto tu studiować przez ten rok?
Choćby po to, żeby mieć satysfakcję, że jednak potrafisz. Jeśli niektóre przedmioty się pokrywają,
to przyłóż się do nich. Łatwiej Ci pójdzie na Twoim wymarzonym kierunku, a być może niektóre oceny
da się później przepisać. Każda wiedza może Ci się kiedyś przydać i wzbogacić Twoją osobowość.
Dziekuję za słowa otuchy. Tylko, że mi kierunek odpowiada. Nie pasuje mi uczelnia i miasto w którym jestem. Tutaj jest beznadziejnie. Nie ciągnie mnie tu. Wystarczyło się przełamać, odważyć i teraz miałabym zupełnie inne życie. Byłabym szczęśliwa kobietą, a nie kłębkiem nerwów
strasznie się podłamałam, jeszcze 2 miesiące temu byłam zupełnie inną osobą.
Ankaaa 91 - miałem podobnie ale powiem Ci jedno wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma;)
Natomiast jak masz problem w takim nasileniu warto sobie z kimś to przegadać, może być przyjaciel, przyjaciółka, jak nie pomoże warto skonsultować się z fachowcem.
Trzymaj się i uwierz w mieście, którego się nie chce da się żyć;)
Czyli rozumiem, że studiujesz kierunek który chciałaś, ale w innym mieście? Jeśli tak, to po prostu
przyłóż się do nauki, zalicz semestr i dowiedz się o możliwości przeniesienia na tamtą uczelnię,
lub przynajmniej przepisania ocen jak tam zaczniesz studia. Dzięki temu poznasz dwa miasta i dwie
uczelnie, a nie jedną. Naprawdę nie masz się czym przejmować, ważne że studiujesz to co chciałaś.
Tak, kierunek jest akurat ok. Zastanawiałam się nad tym aby sie przenieść, ale to chyba nie jest najlepszy pomysł bo jestem na studiach magisterskich, i w sumie mi półtora roku zostało do końca. Chyba nie pozostaje mi nic innego jak sie z tym wszystkim pogodzić. Taki mam charakter
Ja w ogóle cokolwiek bym nie robiła to mi nie pasuje. Tak już mam. Jakoś to jeszcze przewegetuje. Tylko ciężko jest żyć bez jakiejkolwiek chęci do działania. Do wszystkiego muszę się zmuszać, do podstawowych czynności, zaczynam już powoli obojętnieć na wszystko bo przestałam już płakać po nocach. Chociaż tyle dobrego. Ale uwierzcie mi, nic mnie nie cieszy. Naprawde nigdy, przenigdy tak nie miałam. Boje się, że to jakaś depresja. Sama sie doprowadziłam do takiego stanu. To jest najgorsze. Nie mogę obwiniać za to losu. Najchętniej rzuciłabym to w cholerę i za rok spróbowała od nowa , tam gdzie chcę. Ale niestety nie mogę tak zrobić. Rodzice mi mówią abym przechodziła ten rok a póżniej znowu poszła od nowa, tam gdzie chce, ale to trochę głupie, bo kto na własne życzenie studiuje rok dłużej, chodzi im o to żebym mimo wszystko coś robiła aby nie stać w miejscu, a mnie chce tutaj szlag trafić. Nie dzieje mi sie tu krzywda, ale cały czas myślę jak by to było gdyby...
Jak sama widzisz, masz kilka możliwości i pewnie każda z nich ma swoje plusy. Zastanów się
którą uczelnię chcesz ukończyć, która da ci więcej możliwości rozwoju, gdzie i u kogo chcesz pisać
pracę magisterską. Najważniejsze żebyś się nie zadręczała i szła do przodu.