Witaj na niezależnym Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Interesująca dyskusja to nasza specjalność ...
Nie jesteś zalogowany.
Swego czasu miałam ogromną przyjemność pojechać do Nepalu i oczywiście posmakować lokalnej kuchni.Hmm, chybaw łąśneito byłby główny powód, dla którego nie zdecydowałabym się na to by tam żyć!
Dhal bhat-ulubione danie Nepalczyków, mówiąc krótko ryż, podawany z sosem warzywnym i zupą z soczewicy.Swoim zwyczajem Nepalczycy zjadają go na obiad i kolację, i kolacja absolutnie nie może być resztkami z obiadu.Nepalczycy każdy posiłek przygotowują na świeżo tuż przed spożyciem.
Brakowało mi naszego polskiego chleba, którego lokalne chapati, absolutnie nie zastąpi!No i świeżych warzyw, oczywiście tam sałatki i surówki, to coś co nie funkcjonuje w żadnym menu.Pewnie też ze względu na skażoną wodę, którą takie warzywa byłyby myte.Jeżeli warzywa, to tylko poddane obróbce termicznej, a więc smażone z ryżem lub makaronem, jako farsz tybetańskich pierożków momo lub nadzienie pysznych spring roll(warzywa w cieście).
Z ciekawostek to taka,że miałam przyjemnosc posmakować lemon tea i hot lemon:)Jaka jest różnica?Otóż lemon tea to zwykła czarna herbata z dużą ilością soku z cytryny, chyba z co najmniej połowy cytryny.Hot lemon, to z kolei sok z cytryny z wodą, i dodatkiem przypraw i odrobiny soli!Mi osobiście niezbyt smakowała ta druga!Pyszna jest natomiast milk tea, właśnie ta kupowana od ulicznych sprzedawców,w warunkach wątpliwej higieny, ale za to super przyprawiona i lekko posłodzona!I raczej nie powinna zaszkodzić:)
Offline
Też byłam w Nepalu i mam podobne wrażenia. Wbrew pozorom ryż w Nepalu nie jest taki tani, a Nepalczycy zajadają się nim może nie tyle dla smaku, tylko mają świadomość,że jest zdrowy.To ich główny argument. TO jest coś w rodzaju, jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Przywykli już do tego rodzaju pozywienia i z pewnościa trudno im by było spróbowac polskiego pozywienia, tym bardziej ,że u nas się je dużo mięsa, a oni mięsa raczej nie jadają w ogóle. A najlepsze były porrige, czyli owsianka! Ja zjadam zwykle niewielką ilość i to z jogurtem albo kefirem, a oni z woda, że tyle tego narośnie, a do tego wcale nie przyprawiają, ble. Ale piękny kraj, ja się zachwyciłam i odczuwam to tak,że Ty chyba też:)