Moja historia - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Moja historia

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

1

Temat: Moja historia

Moja historia może nie jest niesamowita, ale prawdziwa i chociaż z czasem zapominamy to jednak pozostaje jakaś część która tkwi w pamięci i sercu.
Mając 18 poznałam mojego pierwszego i ?jedynego?, wtedy byłam tego pewna, chłopaka. Krzysztof rok starszy ode mnie, zawsze dobrze ubrany, maniery jak prawdziwy gentelman, okazujący szacunek kobiecie. Zaczęło się zwyczajnie, poznanie za pośrednictwem znajomych, wspólny spacer, wyjście na piwko, impreza, spotkania Ze znajomymi. Potem przyszedł czas na poznanie rodziców. Po roku bycia Ze sobą zaszłam w nieplanowaną ciążę. Możecie wyobrazić sobie co czułam, matura za pasem, egzamin zawodowy, a tu dziecko. Krzysztof się ucieszył, bo ?zawsze chciał mieć córkę?. Moi rodzice nie przyjęli tego tak źle jak oczekiwałam, nie byli zadowoleni, ale z biegiem czasu przywykli do tej myśli i nadzwyczajniej w świecie się cieszyli, że zostaną dziadkami. Co do jego rodziców to nie było aż tak kolorowo, ?teściowa? wpadła w szał, że jej  synek, że wstyd, co sąsiedzi powiedzą, jak można tak bez ślubu? No cóż, ja ślubu nie chciałam. Nie uważałam, że jest to konieczne. Czasy się trochę zmieniły i chciałam poczekać. Ze strony teściowej wojna. Po długich namowach zgodziłam się na ślub cywilny, a kościelny jak dziecko przyjdzie na świat. Ślub się odbył, oficjalnie wg prawa byliśmy mężem i żoną. Wprowadziliśmy się do moich rodziców. Potem zdałam maturę i egzamin zawodowy. W między czasu mój mąż szukał cały czas pracy. Niestety nie było to wtedy takie proste, więc tak mieszkaliśmy u moich rodziców, ja po szkole bez pracy i z brzuszkiem oraz Krzysztof też bez pracy. Okres ciąży wspominam jako najlepszy okres życia z moim wtedy mężem. Pomimo jakiś drobnych utarczek, na które nie zwracałam uwagi, a które powinny mi dać do myślenia. M.in. jak chciałam uczyć się do matury czy egzaminu zawodowego, wrzucił mi książki i pomoce naukowe za trzydrzwiową szafę, żebym nie traciła czasu, bo to mi nie potrzebne, i najlepiej żebym już nie szła na żadne egzaminy bo i tak nie zdam. Wbrew oczekiwaniom ?niestety? zdałam. Była wielka złość z jego strony, ale po zapewnieniu, że na razie na studia się nie wybieram, bo chce zaopiekować się dzieckiem sytuacja się uspokoiła. Podobnie było jak chciałam iść do koleżanki na kawę bądź jechać do rodziny, zawsze jechał Ze mną. Dopiero po czasie zrozumiałam, że robił to tylko przez swoją zaborczość i chorą zazdrość. We wrześniu przyszła na świat nasza córka. Byłam szczęśliwa, córa zdrowa, wszyscy się cieszyli. Tym większa była radość jak po około tygodniu Krzysztof dostał dobrze płatną pracę. Nareszcie zaczęło się układać. Byłam pewna, że teraz będzie tylko lepiej. Po rozpoczęciu pracy mąż miał coraz mniej czasu dla mnie, nie wspominając o córce. Pracował jako magazynier po 8 godzin dziennie, więc zaczęłam się zastanawiać co jest nie tak. Prawie dwie godziny wyjeżdżał wcześniej do pracy i tyle samo później wracał. Potem zaczęły się kłamstwa, że idzie na popołudnie do pracy, a tak naprawdę miał wolne. Z wypłaty nie widziałam ani grosza, jedyne co robił, to brał mnie na zakupy i kazał wziąć wszystko dla dziecka, a on płacił. Ja niestety byłam przedmiotem, który niczego nie potrzebuję. Po ciąży zostało mi 20 kg, więc wyobrażacie sobie jak wyglądałam, zwłaszcza chodząc w jakiś dresach, bo w stare ciuchy się nie mieściłam. Bolało mnie to, ale przecież są ważniejsze wydatki niż moje bzdurne potrzeby. Jest dziecko, a ono potrzebuje. Więc tak żyłam i wmawiałam sobie dalej, że przecież jest w porządku. Gdy Mała miała jakieś trzy miesiące odwiedziła mnie moja najlepsza przyjaciółka z liceum. Pamiętam jak dzisiaj jak wtedy potraktował ją mój mąż, wyzwiskami i chamstwem po prostu wyrzucił ją z domu. Płakałam, a gdy zapytałam dlaczego to stwierdził, że ona nie jest dla mnie odpowiednia. Tak było zresztą Ze wszystkimi znajomymi i rodziną. Przestałam wychodzić z domu, bo on sobie tego nie życzył. Tylko jak był na popołudniu w pracy to za jego plecami jechałam do kuzynki czy brata w odwiedziny. Gdy rodzice podejrzewali, że coś jest nie tak, zawsze ich zbywałam i zapewniałam, że jest ok. W co wierzyli bardzo długo. Czara zaczynała się zapełniać, a ja głupia i naiwna myślałam, że przecież będzie dobrze, ślubowaliśmy sobie do końca życia miłość, więc jakoś będzie. Gdy dostaliśmy zaproszenie na ślub mój mąż z góry poinformował, że idzie do pracy i on na ślub nie jedzie. No cóż, co mi zostało, siedziałam sama z córką w domu. Ale coś mnie tknęło i zadzwoniłam do jego pracy. Tam powiedzieli mi, że pomyliłam się i przecież on miał dzisiaj wolne. Znowu płakałam, coraz częściej mi się to zdarzało?. Potem było już tylko gorzej. Córkę swoją unikał jak tylko mógł. Tylko ja się nią zajmowałam, to tak jakby ojca w ogóle nie miała. Na żadne imieniny, przyjęcia rodzinne nie chciał chodzić, bo jak mi oświadczył ?z taką grubą świnią to wstyd się gdzieś pokazać?. Uwielbiał mi to powtarzać, a najlepszy tekst, który od niego usłyszałam to ? Lustro pęka jak w nie patrzysz?. Wierzcie mi moja pewność siebie, jaka by nie była, zmalała do minimum. Psychika mi siadała. Byłam wrakiem. I każdym dniem mnie coraz bardziej dobijał. Po nocce w pracy nie budził mnie pocałunkiem czy przytulając się do mnie tylko szturchał mnie i powtarzał stałe słowa ?jak ty wyglądasz, jesteś gruba, wstyd?. Zaczęłam po tajemnie popalać, żeby jakoś odreagować. Wykańczał mnie? Kielich przepełnił gdy zamiast na Walentynki wrócić do domu i spędzić ten czas Ze mną pojechał do innej kobiety. Czekałam na Niego, zrobiła ogromną awanturę i wtedy pierwszy raz mnie uderzył, bo przecież to wszystko to moja wina była. Oczywiście od razu zaczął przepraszać, błagać, nawet klękał. Naturalnie, o ja głupia, wybaczyłam.   No i cóz w Dzień Kobiet też czekałam na kochającego męża. Był z inna. Wrócił poźno, ja już w łóżku z naszą córką spałam. Obudził mnie więc kazałam mu się wynosić w cholere. Wyszedł z pokoju, więc uznałam, że się wynosi, a on wrócił do pokoju z nożem, przyłożył sobie na wysokość serca i powiedział, że się zabije jak go zostawie. To było coś strasznego, bałam się o córkę. Zagroziłam mu tylko, że jeśli nie odłoży tego noża zacznę krzyczeć i wszyscy przyjdą. Pomyślał chwile, posiedział z tym nożem i go odłożył. Rano wstał do pracy i wyszedł. W tym czasie wyskoczyłam z łóżka, bez chęci życia w sobie, spakowałam wszystko co było jego i czekałam aż wróci.  Zebrałam się na odwagę i powiedziałam wszystko rodzicom. Pomogli mi. Zabrał torby i wyszedł. Zaczęłam oddychać, przez nerwy i te wszystkie sytuacje schudłam 25 kg w 2 miesiące, byłam wrakiem, nie mogłam dać sobie rady. Jedyne co trzymało mnie przy życiu to moja córka. Chciał jeszcze wrócić, ale dla mnie był definitywny koniec. Oczywiście jego rodzice byli przekonani, że jestem niedobra i zła, bo skrzywdziłam ich synka. Krzysztof lubił zwalać winę na innych, co też dopiero później zauważyła, więc za rozpad naszego małżeństwa ja byłam winna. I on biedny, w tej rozpaczy pociął sobie rękę i rzucił się do jeziora. Tego też niestety nie zapomnę jak dzwoniła do mnie policja informując o wydarzeniu i teściowa z wyrzutami, że przecież to moja wina, mam jechać do niego do szpitala i prosić go o wybaczenie. Pojechałam, ale do adwokata, aby mi pomógł złożyć wniosek o rozwód. Krzysztofowi nic się nie stało, oprócz 36 szwów. Za głupotę się płaci. Ja za swoją zapłaciłam?. Długo dochodziłam do siebie, jednak mam wspaniałą rodzinę. Pomogli mi. W tej chwili jestem szczęśliwą 28-latką z 8-letnią, zdrową i pełnią życia córką. Rozwód się odbył, alimenty mam i pozbawiłam byłego praw rodzicielskich, bo jak prawdopodobnie się domyślacie, córka nie interesuję go w ogóle i nie widział jej od ponad 6 lat, zresztą tak samo jak byli teściowe. Historia jest moja i jest prawdziwa, przeszłam swoje, ale odbudowałam  swoją wiarę w siebie. Sporo ominęłam żeby nie przedłużać. Napisałam konkrety, które pamiętam. Dawno wybaczyłam, ale niestety nie zapomniałam??..

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Abizer (2013-11-23 16:58:31)

Odp: Moja historia

Bywa.
Tak to jest, jak chłopczyk i dziewczynka bawią się w małżeństwo. Nie ważne ile się ma w dowodzie, ważne ile w głowie.
Z zaburzania odwiecznego porządku na dłuższą metę nic dobrego nie wychodzi.

3

Odp: Moja historia
Abizer napisał/a:

Bywa.
Tak to jest, jak chłopczyk i dziewczynka bawią się w małżeństwo. Nie ważne ile się ma w dowodzie, ważne ile w głowie.
Z zaburzania odwiecznego porządku na dłuższą metę nic dobrego nie wychodzi.

Panie Abizer,

Nie ładnie się Pan zachował. Nadina opisała swoją historię było jej zapewne ciężko się przełamać i podzielić się nią na forum, a jednak się udało. A tu spotkała ją takowa odpowiedź. A gdzie wsparcie? wyrazy współczucia, może odrobina zrozumienia? bądź najlepszą opcją dla Pana byłby brak takowego komentarza. Bo przecież najlepiej stać z boku i skomentować to wszystko jako niedojrzałość?


Droga Nadino, uważam, że zrobiłaś kawał dobrej roboty pozbywając się go ze swojego życia. Twoja historia jest dość smutna, ale na samym jej końcu ukazałaś swoją siłę i czytając Twój post śmie twierdzić, że my kobiety mamy w sobie nieziemską siłę i dzięki temu, że potrafimy w porę w siebie uwierzyć możemy przenosić góry !
Powiedz mi jak teraz wygląda Twoje życie?

4

Odp: Moja historia
Nadina napisał/a:

...Za głupotę się płaci. Ja za swoją zapłaciłam?. Długo dochodziłam do siebie, jednak mam wspaniałą rodzinę. Pomogli mi. W tej chwili jestem szczęśliwą 28-latką z 8-letnią, zdrową i pełnią życia córką....

I co zamierzasz?

5

Odp: Moja historia

brawo za odwage, większośc kobiet siedzi z facetami bo sie boi odejścia. poradzilas sobie bardzo dobrze, na pewno duzo przeszłaś, ale podziwiam Cie. udalo ci sie idejsc i samej zyc z coreczką wink jesteś bardzo mloda wiec wiele slonecznych dni jeszzcze przed Toba.

jak teraz uklada Ci sie zycie? masz kogos czy narazie chcesz być sama?

pozdrawiam

6

Odp: Moja historia

endorfina89 dzięki za obronę:). Obecnie mam stałą pracę, jestem od dwóch lat w związku, a od czterech miesięcy razem mieszkamy. Mojego obecnego faceta poznałam przez portal randkowy. Jest osiem lat starszy ode mnie, bezdzietny, też po rozwodzie. Najważniejszą sprawą dla mnie była akceptacja mojej córki z jego strony. Tym razem się nie zawiodłam. Czuję wewnętrzny spokój i poczucie bezpieczeństwa, a zawsze nam tego brakowało.

Opisując moją historię chciałam tylko zwrócić Wam wszystkim uwagę, że pomimo iż człowiek jest na samych dnie, z niską samooceną, w stanie "upodlenia" i kiepskim stanie psychicznym jesteśmy w stanie się podnieść i iść dalej.
Naturalnie nie osiągnęłam wszystkiego od razu. Dużo rozmów z rodziną, wsparcie z ich strony, psychiczne przede wszystkim.
Ale po jakiś trzech miesiącach byłam już w stanie sensownie myśleć, więc znalazłam prace na nockach, bo alimentów długo nie widziałam, a nocki ze względu, że mogłam z córką być codziennie i się nią zajmować. Po 1,5 roku nocnych zmian, pracy z ludźmi i oczywiście wsparcie rodziny, normalnie funkcjonowałam. Zmieniłam pracę na biurową, wiadomo zarobki lepsze, to i nasz byt się polepszył. Jednak nadal mieszkałam u rodziców. Dlatego babcia się moją córką zajmowała i pod tym względem miałam wygodę, bez żadnych żłobków czy przedszkoli.
Nie wiem co jeszcze mogłabym dodać, może jedynie to, że zawsze trzeba wierzyć w siebie. Ja uwierzyłam, tamten rozdział zamknęłam i się już nie odwracam na przeszłość. Ważne jest przyszłość, oby było tylko lepiej.
Pozdrawiam smile

7

Odp: Moja historia

Witaj Nadino !

Okropnie jestem z Ciebie dumna, że Ci się udało. Oby tak dalej życzę Ci wszystkiego co najlepsze wink

8

Odp: Moja historia
Abizer napisał/a:

Bywa.
Tak to jest, jak chłopczyk i dziewczynka bawią się w małżeństwo. Nie ważne ile się ma w dowodzie, ważne ile w głowie.
Z zaburzania odwiecznego porządku na dłuższą metę nic dobrego nie wychodzi.

Ona się nie bawi w małżeństwo nie jej wina że on okazał się psychopatą, z drugiej strony ktoś musi łożyć na nasze emerytury a w Polsce za dużo jest singli którzy za nic mają sytuację demograficzną.

9

Odp: Moja historia

Brawa i gratulacje !!!
    Nie dalaś zniszczyć życia sobie i córeczce.
    Nie dalaś się nabrać na szantaż.
    Nie dalaś odebrać sobie godności.

    Jesteś dzisiaj moją bohaterką, może jutro przeczytam inną historię z happy end-em
    i jej autorka będzie moją bohaterką... i oby tak codziennie.
   
    Też macie to straszne uczucie ,kiedy czytacie posty kobiet w malzeńskim impasie :
     - on mnie zdradza ...ale i tak go kocham bo obiecal ,że juz nie będzie
     - on pije i awanturuje się ...(jak wyzej)
     - on bije i poniża...( jak wyżej)
     
    Wiem ,że nie każdy ma silę i wsparcie ,żeby się uwolnić.Dlatego takie historie jak twoja   
    uwielbiam (chociaż rozumiem ,że musialaś wiele przecierpieć).

                                                    I'm lovin' it

10

Odp: Moja historia
Nadina napisał/a:

Moja historia może nie jest niesamowita, ale prawdziwa i chociaż z czasem zapominamy to jednak pozostaje jakaś część która tkwi w pamięci i sercu.
Mając 18 poznałam mojego pierwszego i ?jedynego?, wtedy byłam tego pewna, chłopaka. Krzysztof rok starszy ode mnie, zawsze dobrze ubrany, maniery jak prawdziwy gentelman, okazujący szacunek kobiecie. Zaczęło się zwyczajnie, poznanie za pośrednictwem znajomych, wspólny spacer, wyjście na piwko, impreza, spotkania Ze znajomymi. Potem przyszedł czas na poznanie rodziców. Po roku bycia Ze sobą zaszłam w nieplanowaną ciążę. Możecie wyobrazić sobie co czułam, matura za pasem, egzamin zawodowy, a tu dziecko. Krzysztof się ucieszył, bo ?zawsze chciał mieć córkę?. Moi rodzice nie przyjęli tego tak źle jak oczekiwałam, nie byli zadowoleni, ale z biegiem czasu przywykli do tej myśli i nadzwyczajniej w świecie się cieszyli, że zostaną dziadkami. Co do jego rodziców to nie było aż tak kolorowo, ?teściowa? wpadła w szał, że jej  synek, że wstyd, co sąsiedzi powiedzą, jak można tak bez ślubu? No cóż, ja ślubu nie chciałam. Nie uważałam, że jest to konieczne. Czasy się trochę zmieniły i chciałam poczekać. Ze strony teściowej wojna. Po długich namowach zgodziłam się na ślub cywilny, a kościelny jak dziecko przyjdzie na świat. Ślub się odbył, oficjalnie wg prawa byliśmy mężem i żoną. Wprowadziliśmy się do moich rodziców. Potem zdałam maturę i egzamin zawodowy. W między czasu mój mąż szukał cały czas pracy. Niestety nie było to wtedy takie proste, więc tak mieszkaliśmy u moich rodziców, ja po szkole bez pracy i z brzuszkiem oraz Krzysztof też bez pracy. Okres ciąży wspominam jako najlepszy okres życia z moim wtedy mężem. Pomimo jakiś drobnych utarczek, na które nie zwracałam uwagi, a które powinny mi dać do myślenia. M.in. jak chciałam uczyć się do matury czy egzaminu zawodowego, wrzucił mi książki i pomoce naukowe za trzydrzwiową szafę, żebym nie traciła czasu, bo to mi nie potrzebne, i najlepiej żebym już nie szła na żadne egzaminy bo i tak nie zdam. Wbrew oczekiwaniom ?niestety? zdałam. Była wielka złość z jego strony, ale po zapewnieniu, że na razie na studia się nie wybieram, bo chce zaopiekować się dzieckiem sytuacja się uspokoiła. Podobnie było jak chciałam iść do koleżanki na kawę bądź jechać do rodziny, zawsze jechał Ze mną. Dopiero po czasie zrozumiałam, że robił to tylko przez swoją zaborczość i chorą zazdrość. We wrześniu przyszła na świat nasza córka. Byłam szczęśliwa, córa zdrowa, wszyscy się cieszyli. Tym większa była radość jak po około tygodniu Krzysztof dostał dobrze płatną pracę. Nareszcie zaczęło się układać. Byłam pewna, że teraz będzie tylko lepiej. Po rozpoczęciu pracy mąż miał coraz mniej czasu dla mnie, nie wspominając o córce. Pracował jako magazynier po 8 godzin dziennie, więc zaczęłam się zastanawiać co jest nie tak. Prawie dwie godziny wyjeżdżał wcześniej do pracy i tyle samo później wracał. Potem zaczęły się kłamstwa, że idzie na popołudnie do pracy, a tak naprawdę miał wolne. Z wypłaty nie widziałam ani grosza, jedyne co robił, to brał mnie na zakupy i kazał wziąć wszystko dla dziecka, a on płacił. Ja niestety byłam przedmiotem, który niczego nie potrzebuję. Po ciąży zostało mi 20 kg, więc wyobrażacie sobie jak wyglądałam, zwłaszcza chodząc w jakiś dresach, bo w stare ciuchy się nie mieściłam. Bolało mnie to, ale przecież są ważniejsze wydatki niż moje bzdurne potrzeby. Jest dziecko, a ono potrzebuje. Więc tak żyłam i wmawiałam sobie dalej, że przecież jest w porządku. Gdy Mała miała jakieś trzy miesiące odwiedziła mnie moja najlepsza przyjaciółka z liceum. Pamiętam jak dzisiaj jak wtedy potraktował ją mój mąż, wyzwiskami i chamstwem po prostu wyrzucił ją z domu. Płakałam, a gdy zapytałam dlaczego to stwierdził, że ona nie jest dla mnie odpowiednia. Tak było zresztą Ze wszystkimi znajomymi i rodziną. Przestałam wychodzić z domu, bo on sobie tego nie życzył. Tylko jak był na popołudniu w pracy to za jego plecami jechałam do kuzynki czy brata w odwiedziny. Gdy rodzice podejrzewali, że coś jest nie tak, zawsze ich zbywałam i zapewniałam, że jest ok. W co wierzyli bardzo długo. Czara zaczynała się zapełniać, a ja głupia i naiwna myślałam, że przecież będzie dobrze, ślubowaliśmy sobie do końca życia miłość, więc jakoś będzie. Gdy dostaliśmy zaproszenie na ślub mój mąż z góry poinformował, że idzie do pracy i on na ślub nie jedzie. No cóż, co mi zostało, siedziałam sama z córką w domu. Ale coś mnie tknęło i zadzwoniłam do jego pracy. Tam powiedzieli mi, że pomyliłam się i przecież on miał dzisiaj wolne. Znowu płakałam, coraz częściej mi się to zdarzało?. Potem było już tylko gorzej. Córkę swoją unikał jak tylko mógł. Tylko ja się nią zajmowałam, to tak jakby ojca w ogóle nie miała. Na żadne imieniny, przyjęcia rodzinne nie chciał chodzić, bo jak mi oświadczył ?z taką grubą świnią to wstyd się gdzieś pokazać?. Uwielbiał mi to powtarzać, a najlepszy tekst, który od niego usłyszałam to ? Lustro pęka jak w nie patrzysz?. Wierzcie mi moja pewność siebie, jaka by nie była, zmalała do minimum. Psychika mi siadała. Byłam wrakiem. I każdym dniem mnie coraz bardziej dobijał. Po nocce w pracy nie budził mnie pocałunkiem czy przytulając się do mnie tylko szturchał mnie i powtarzał stałe słowa ?jak ty wyglądasz, jesteś gruba, wstyd?. Zaczęłam po tajemnie popalać, żeby jakoś odreagować. Wykańczał mnie? Kielich przepełnił gdy zamiast na Walentynki wrócić do domu i spędzić ten czas Ze mną pojechał do innej kobiety. Czekałam na Niego, zrobiła ogromną awanturę i wtedy pierwszy raz mnie uderzył, bo przecież to wszystko to moja wina była. Oczywiście od razu zaczął przepraszać, błagać, nawet klękał. Naturalnie, o ja głupia, wybaczyłam.   No i cóz w Dzień Kobiet też czekałam na kochającego męża. Był z inna. Wrócił poźno, ja już w łóżku z naszą córką spałam. Obudził mnie więc kazałam mu się wynosić w cholere. Wyszedł z pokoju, więc uznałam, że się wynosi, a on wrócił do pokoju z nożem, przyłożył sobie na wysokość serca i powiedział, że się zabije jak go zostawie. To było coś strasznego, bałam się o córkę. Zagroziłam mu tylko, że jeśli nie odłoży tego noża zacznę krzyczeć i wszyscy przyjdą. Pomyślał chwile, posiedział z tym nożem i go odłożył. Rano wstał do pracy i wyszedł. W tym czasie wyskoczyłam z łóżka, bez chęci życia w sobie, spakowałam wszystko co było jego i czekałam aż wróci.  Zebrałam się na odwagę i powiedziałam wszystko rodzicom. Pomogli mi. Zabrał torby i wyszedł. Zaczęłam oddychać, przez nerwy i te wszystkie sytuacje schudłam 25 kg w 2 miesiące, byłam wrakiem, nie mogłam dać sobie rady. Jedyne co trzymało mnie przy życiu to moja córka. Chciał jeszcze wrócić, ale dla mnie był definitywny koniec. Oczywiście jego rodzice byli przekonani, że jestem niedobra i zła, bo skrzywdziłam ich synka. Krzysztof lubił zwalać winę na innych, co też dopiero później zauważyła, więc za rozpad naszego małżeństwa ja byłam winna. I on biedny, w tej rozpaczy pociął sobie rękę i rzucił się do jeziora. Tego też niestety nie zapomnę jak dzwoniła do mnie policja informując o wydarzeniu i teściowa z wyrzutami, że przecież to moja wina, mam jechać do niego do szpitala i prosić go o wybaczenie. Pojechałam, ale do adwokata, aby mi pomógł złożyć wniosek o rozwód. Krzysztofowi nic się nie stało, oprócz 36 szwów. Za głupotę się płaci. Ja za swoją zapłaciłam?. Długo dochodziłam do siebie, jednak mam wspaniałą rodzinę. Pomogli mi. W tej chwili jestem szczęśliwą 28-latką z 8-letnią, zdrową i pełnią życia córką. Rozwód się odbył, alimenty mam i pozbawiłam byłego praw rodzicielskich, bo jak prawdopodobnie się domyślacie, córka nie interesuję go w ogóle i nie widział jej od ponad 6 lat, zresztą tak samo jak byli teściowe. Historia jest moja i jest prawdziwa, przeszłam swoje, ale odbudowałam  swoją wiarę w siebie. Sporo ominęłam żeby nie przedłużać. Napisałam konkrety, które pamiętam. Dawno wybaczyłam, ale niestety nie zapomniałam??..

Jestem z Ciebie dumny, dobrze postąpiłaś. A on, to ma raczej psyhikę zrąbaną przez kogo, to znak zapytania.

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Moja historia

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024