Zacznę od początku.. Byłam z nim niecałe [za kilka dni minie] 2 lata.. nie jesteśmy z sobą od 6 dni. Nasz związek był piękny, ale i burzliwy z racji naszych charakterów, stylu życia.. Ja zazdrosna, on wyluzowany i ufający mi kompletnie w każdym aspekcie życia.. Szczerze? Gdy mówił mi, że nie chce innej, że nie ma potrzeby żeby lecieć w ramiona innych, nie dał mi nigdy powodu do tego, żebym mu nie ufała ale ja przez swoje poprzednie doświadczenia zawsze miałam do tego dystans.. pół roku przed rozstaniem zaczęły się kłótnie, czas sesji na studiach, problemy w pracy i tak ja wybuchałam, on to tolerował ale w końcu widziałam,że zaczęło go to męczyć, czułam ze cos jest nie tak.. Mimo tego robiliśmy swoje, swietnie bawilismy sie w swoim towarzystwie, dużo rozmawialiśmy, spędzaliśmy z sobą czas wtedy kiedy było to możliwe.. Mamy kupe swietnych wspomnień, których czasami nie mają ludzie po 15 latach związku i nie przeżyli tego co my w trakcie tych 2 lat, tym bardziej że on 1 dnia poznania byliśmy razem, poznawaliśmy się dopiero w związku, który prowadziliśmy.. Mieliśmy już jedno rozstanie miesiąc temu-na tydzień.. To miało być definitywnie skończona relacja między nami, ja płakałam, on ciągle mówił "nie", obiecałam, że sie ogarnę ale ciągle w to nie wierzył, bo mówił że ciągle obiecywałam to że się zmienie, że nie będę taka zaborcza i nie będę szukać problemów i generować ich na siłę.. nie wierzył.. Ale po tygodniu czasu po rozstaniu spotkaliśmy się, po rozmowach wróciliśmy do siebie i ja przez ten tydzien [niby mało czasu] zrozumiałam tyle co nigdy.. Lecz on po 2 dniach miał wątpliwości, czy dobrze zrobił wracając.. Okazało się, że własnie 3 tygodnie później znów zerwał argumentując to tym, że coś pękło po ostatnim rozstaniu, on nie czuje tego samego zaciecia co kiedyś i nie może ciągnąc tego na siłę.. Poczułam sie tak jakby serce mi pękło, czułam wtedy będac z nim że rzeczywiście to nie jest to co było, ale wiedziałam że on broni się przed tym uczuciem w pewnym stopniu i nie potrafi funkcjonować ze mną tak jak kiedyś, ze dzieje się cos co czyni chwilę "sztuczną".. Uznaliśmy, ze nie chcemy tracić z sobą kontaktu, rozmawiamy codziennie jakby nigdy nic sie nie stało, on powiedział że chce od tego wszystkiego odpocząć, od tego co go męczyło.. Ale piszę, ja piszę i tak od słowa do słowa przebiega normalna, codzienna rozmowa.. On widzi, że coś się we mnie zmieniło, ja widzę czasami to jak on na mnie patrzy, jak sie względem mnie zachowuje.. po prostu wszystko jest jak dawniej, ale nie robimy tego co robi normalna para czyli chodzenie za rękę, czułości etc.. wszyscy są zaskoczeni, że stało sie jak sie stało i tym, że jako byli partnerzy potrafimy utrzymywać tak zdrową relacje.. Ukróciłam to wszystko tak jak mogłam.. Ale teraz pytanie do was, bo sama nie wiem co mam o tym myśleć - czy jest jeszcze szansa na to, żeby naprawić relacje w taki sposób, aby on zrozumiał że jestem tą, z którą chciałby być? Z tą z którą ma kupe wspaniałych wspomnien, których nie można zatracić a kontynuować przygodę po to, żeby za x lat wspominać to z uśmiechem na ustach? Zależy mi na nim, uświadomiłam sobie wszystkie błedy dopiero po tych rozstaniach i wiem, ze chce być dla niego lepszym człowiekiem.. Powiedział, ze bardzo mnie szanuje i dlatego nie chce tracić ze mną kontaktu- tylko nie wiem czy to ma jakieś drugie dno! Nie chce robić sobie złudnej nadziei, nie chce też go za bardzo gnieść i pytać "co dalej?" jak robiłam to za 1 razem.. Zastanawiam sie czy nie zerwać kontaktu chociaż na jakiś czas i zobaczyć jak sprawa się potoczy a z drugiej strony mój charakter nie pozwala mi być bierną.. nie chce też rzucać się w ramiona innych, żeby wzbudzić w nim zazdrość.. po prostu nie jestem takim typem kobiety.. Pomijając fakt, że ja mam dopiero 20 a on 21 lat to nasza relacja jest bardzo poważną relacją.. To nie jest kolejna "miłostka", która mija z czasem i zastępujemy ją nową, bo tak.. To jest to, czego zawsze chciałam i wiem, że mamy jeszcze okazje na naprawę wszystkiego i powrót do tych lepszych czasów smile
Ale to pokićkane zrób jak napisałaś daj tej relacji odetchnąć ![]()
bo to wszystko jest pomieszane! a z drugiej strony to ja jestem chaotyczna i może być w tej wypowiedzi dużo chaosu.. Próbuje, nawet kiedy nie piszę do niego, nie odpisuje mu to on sam do mnie pisze, pyta czy sie na niego gniewam a w którymś momencie ja wymiękam i zaczynam z nim dalej konwersować...
nie popędzaj, daj czas. Jeśli ma zrozumieć że jesteś ta jedyną to szybciej to zrozumie jesli nie bedziesz naciskać. Może jednak stwierdzić coś zupełnie przeciwnego i niestety nic nie będziesz mogła zrobić.
biję się z myślami, bo chce sobie odpuścić żeby później nie cierpieć ale z drugiej strony jak odpuszczę sobie kompletnie to może okazać się, że straciłam swoją szansę.. zastanawiam się czy nie powiedzieć mu, że nie chce z nim rozmawiać.. to będzie ciężkie, ale to jest jedno z wyjść, które uważam teraz za racjonalne.. nie chce też czekać w nieskończoność, jestem z dołku.. nawet moi znajomi mówią, że wyglądamy tak jakby nic się nie stało, pomijając brak czułości [ale widzę jak próbuje się do mnie zbliżyć, dotknąć, przytulić] a ja to akceptuje i też rzucam się na tę samą "falę" ..
powiedziałam mu, że muszę się zastanowić nad tym czy chce się z nim kontaktować w jakikolwiek sposób..ciężko było mi się w tym zebrać, ale muszę być twarda i odrzucić niektóre uczucia i sentymenty po to, żeby nie cierpieć.. bo jest mi zbyt ciężko..
Cass faktycznie może to dobry pomysł żeby ograniczyć te kontakty. Z tego co piszesz on jest bardzo przywiązany do Ciebie. Może więc szybciej zrozumie ile dla niego znaczysz tracąc kontakt z Tobą :-) głowa do góry...
powiedziałam mu, że muszę się zastanowić nad tym czy chce się z nim kontaktować w jakikolwiek sposób..ciężko było mi się w tym zebrać, ale muszę być twarda i odrzucić niektóre uczucia i sentymenty po to, żeby nie cierpieć.. bo jest mi zbyt ciężko..
moim skromnym zdaniem - mądra decyzja
jak utniesz kontakty to łatwiej poukładasz sobie to i owo w głowie
teraz zobaczymy co się bedzie dalej działo..
na domiar złego pokłóciliśmy się, w tamtym własnie momencie komentując jakiś tam jego gust uznał, ze kompletnie się nie zmieniłam [no tak, wyrażanie własnej opinii rzeczywiście jest atakiem-.- ] no i chyba na tym zakończyła się nasza rozmowa..
Kiedyś juz opisywałam tu swoją historię i myślałam, że po miesiącach oczekiwania skończyła się ona happy end'em.. Po tym jak on mnie zostawił mnie w listopadzie z racji tego, ze dla niego po "kryzysie" czyli kłótniach o byle co, nieporozumieniach, mojej zazdrości cos pękło i nie ma tej iskry, która go przy mnie trzymała.. Mieliśmy od tego czasu kontakt z sobą troche lepszy, czasami trochę gorszy gdyż wiedziałam, ze wychodzi i spotyka się z różnymi ludźmi i są w jego towarzystwie dziewczyny, które adorują jego albo on je.. Bywało i tak, że ja w porywach złości kazałam mu odpieprzyć się ode mnie, bo miałam dość tej sytuacji, gdzie ja próbuje naprawić z nim relacje a on to olewa i ciągle jest twardy.. Ale pewnego razu, po kolejnej kłótni o coś takiego doszłam do wniosku, że nie mogę się poddawać, muszę o niego walczyć.. Spotkaliśmy się na imprezie u niego, niby nic, zero jakiś adoracji, traktował mnie zwyczajnie jak gościa.. Po czym później powiedział, że nie wie co się dzieje, ale strasznie go do mnie ciągnie i on nie wie co ma z tym zrobić.. Nie chciałam spać z nim w jednym łóżku, ale uwierzcie że nie miałam wyjścia bo wszystkie parki rozlokowały się po domu a ja zostałam sama jak palec więc musiałam pójść do niego.. Rozmawialiśmy dość długo i tak doszło do tego do czego miało bądź nie miało dojść. Rano budząc się widziałam, że nie olewa mnie jak zazwyczaj faceci po jedno nocnej przygodzie, zjedliśmy razem śniadanie, obiad, znów siedzieliśmy i gadaliśmy a ja potem zebrałam sie do domu.. Wspomnienia wróciły, uznaliśmy że można spróbować po tych kilku miesiącach spróbować i albo skonczy się to happy endem albo kompletną klapą.. Spotykaliśmy się ponad miesiąc od tego wydarzenia, prawie 2 tygodnie spędzone z sobą prawie 24h na dobe, różne inne spotkania czy to na piwo, czy po prostu pospacerować były super, dla mnie to już była przepustka, która dawała mi znak że juz jest dobrze, trzeba dalej pracować, ale już jest dobrze i nie ma co tego psuć bezsensami.. Niestety, on z dnia na dzien uznał, że to nie to, że to co mogliśmy sobie dać w naszym 2 letnim związku już sobie daliśmy i chyba czas to zakończyć, bo on dalej wie że ta "iskra" dalej nie jest zapalona.. Nie pokazywał mi tego ani ja tego nie zauwazyłam, uwierzcie.. nie chodziło tu o seks.. że on jedynie go chciał a potem mnie zostawił, powiedział mi że nic źle nie zrobiłam, że jestem niewinna, ale on czuje że coś jest i tak nie tak.. Mija kolejny dzień jak nie daje znaku życia, ja kolejny raz przeżywając tą sytuacje już tyle nie płaczę bo dostateczną ilość łez już wylałam.. Tego dnia w którym mi to napisał powiedziałam mu, ze jest niestabilny uczyciowo, nie wie czego chce od życia i igra z nim i uczuciami innych osób, odpowiedział "a no tak" z uśmiechem na ustach.. Ludzie, kocham go ale nie wiem czy on mnie nie niszczy.. Mówił mi podczas tej rozmowy, że ma poczucie tego, że nie jesteśmy razem ale on nawet patrząc na inną kobietę obojętnie w jakim tego kontekście- ciągle myśli o mnie..
Moim zdaniem za szybko daliście sobie szansę. Czytam, te i inne wątki i stwierdzam jedno. Po poważnym kryzysie, gdzie jedno definitywnie chce się rozstać, musi być ten czas na odsapnięcie od siebie, taki konkretny. Czas w którym człowiek się pozbiera i stwierdzi, iż jest pewien, że potrafi żyć bez tej drugiej osoby, wyleczy się. Wtedy dopiero zaczyna się poważna praca nad sobą, która przynosi rezultaty trwałe, a nie rozumienie błędów i zmienianie dla kogoś. Zmieniać trzeba się dla siebie, pytanie tylko według jakiej miarki. Jak już się jest pewnym, to stawia się pytanie, czy ta osoba nadal mnie w jakimś stopniu interesuje jako partner. Jeżeli tak to dopiero wtedy zaczyna się od nowa. Prawie jak by to była nowa znajomość. A co nam w tym pomoże? Może nie punkt w punkt, słowo w słowo, ale zasada kontrastu ma tu jak najbardziej realne zastosowanie. Zawsze ten co zostawia w przypadku kłótni, niedogadywania się, itd, ma później wątpliwości, stąd ich chęć do utrzymania kontaktu, zostawienia sobie furtki. Jeżeli im ją zostawimy otwartą to nie dojdą do wniosków czy rzeczywiście to co ich tak denerwowało w nas, aż tak bardzo im przeszkadza, przez to że nie było, nazwę to, skoku w czasie. Ja teraz i ja po półrocznej pracy nad sobą. To tak jak z roślinkami, jak patrzysz na nią codziennie to nie odbierasz tego jak bardzo urosła, jeżeli byś na nią spojrzała za pół roku i stwierdziła, "ale zaj...sta".
Jest tylko jedno ryzyko. Czy jeżeli ta osoba nadal nas interesuje to czy ona będzie zainteresowana nami nowymi. W większości przypadków sądzę, że tak. Nawet jeżeli nie to już wiemy, że potrafimy bez niej żyć i świetnie damy sobie radę bez niej.
bardzo mądra odpowiedz. Wnioskuję, że po prostu musimy dać sobie czas, odpocząć od siebie i wtedy dopiero po jakimś tam czasie kiedy zrozumiemy że warto coś zmienić to można to zrobić.. nasze próby pracy i poprawy nad sobą może były zbyt krótkie z tej perspektywy, ale z mojej te kilka miesięcy bez niego to wiele.. On powiedział, ze chce ze mną rozmawiać ale nie wie czy to że z sobą rozmawiamy nie będzie głupstwem i ciągle bedziemy w tym tkwić więc rozważa kompletne rozłączenie się od siebie, brak kontaktu.. ale siłą rzeczy mamy wspólne towarzystwo, rzeczy które robimy wiec zawsze w jakiś tam sposób będziemy sie mijać.. chciałabym żeby zrozumiał, że ten kryzys i moje wahania nie są spowodowane tym, że chciałam mu uprzykrzyć życie ale tym, że bałam się o to że go stracę i chciałam być dla niego jak najlepsza, zazdroscią wybrukowałam sobie drogę do niepowodzenia-niestety.. dlatego cały czas mam w środku swojego serca nadzieję, że w końcu będzie dobrze, tym bardziej że dotarliśmy się i to nam trzeba przyznać.. może on mając te 22 lata boi się jakiś poważniejszych deklaracji, życia z jedną kobietą i poświęcenia się dla niej tak jak to robił przez ostatnie 2 lata swojej młodości.. mam 21 lat, ciągle czuję że oprócz niego nie chce nikogo innego, to nie jest kolejne złudne uczucie, ja po prostu myślę,że sobie nie poradzę bez niego.. a ja myślę, że on świetnie sobie radzi..
najgorsze jest to, że on mnie zna, wie jaka jestem, wie jak żyje sie ze mną po tych 2 latach, kolejne miesiące to były rozmowy, jakieś spotkania.. więc prawie 2,5 roku .. zbudowaliśmy solidny fundament w tym czasie, ale martwi mnie fakt, że może bedzie kręcić go coś nowego, nowe przeżycia, nowe uczucie, nowe wyzwania i postanowi kompletnie oderwać sie od tego co budował ze mną tyle czasu bo uzna, że chce nowości.. w dodatku jest tak, że dziewczyny z którymi się spotyka to dziewczyny, które są dokładnie moim przeciwieństwem i nie wiem dlaczego tak się dzieje.. wymalowane lale, cycki na wierzchu, pospolita uroda, imprezki w klubach, nie różnią sie niczym od dziewczyn któe spotykamy codziennie na ulicy.. a ja? Rudzielec w glanach, skaczący w pogo, skromna, mądra i każdy zawsze powtarza mi, że mam niepowtarzalną urodę bo strasznie różnie się od wszystkich dziewczyn.. i zastanawiam się co on tyle czasu we mnie widział skoro jego byłe dziewczyny i te z którymi spotyka się [na stopie koleżeńskiej] to przeciwieństwo mnie.. może zrozumiał, że nie chce takiej kobiety, która razem z nim bawi sie na koncertach, robi szalone rzeczy. może chce w końcu stabilizacji i boi się, ze ja jej mu nie dam.. pomijając to, ze nawet za jakiś czas będziemy z dwóch innych środowisk jeżeli chodzi o pracę i naukę.. nasze studia to 2 inne bajki
Widzisz, ona też chce ze mną utrzymać kontakt, ja też, ale z kolei ja wiem że to nie jest dobre dla mnie. Nie będę miał czasu na ogarnięcie się, wyjście na prostą. Póki co nadal mieszkamy razem, w zasadzie ja tak zdecydowałem (by musiała wyjechać do rodzinnego miasta 350km od obecnego, do dziury w której nie ma przyszłości). No cóż na własne życzenie sobie zadaje ból. Co czuję, że wychodzę z "zakrętu" to zaraz z niego wypadam. Oraz oboje kochamy zwierzęta, mamy psa, którego ani ja ani ona nie odda drugiemu.
Widzisz kolejnym problemem w pokazaniu, że się zmieniło jest to że hm w momencie jak ktoś Cię zostawia, to zostawia Cię "starego", a tu nagle my się zmieniamy, z dnia na dzień, trochę irytujące, nieprawdaż?
Ech to dopiero 1,5 miesiąca, a wydaje mi się jak by wieczność już minęła, tak długie dni się wydają.
Z tym że radzi sobie świetnie do końca też taki pewny bym nie był. Możliwe iż są to tylko pozory. Zastanów się jak to z nim jest, czy byłby w stanie sprawić, że wygląda na świetnie radzącego sobie. Moje znowu radziła sobie świetnie na początku, miałem nawet żal do niej o to że wygląda, jakby to jej w ogóle nie ruszyło. Otoczyła się murem, już dużo wcześniej, przez mój brak okazywania emocji. Taki jestem/byłem, że trzymałem wszystko w sobie. Niejako zaraziła się tym ode mnie i teraz to ona trzyma swoje, a ja daje moim wyjść. Ale mówi, że powoli nie daje rady, czasami to widzę, kwestia czasu kiedy pęknie. Wydaje mi się, że dziś, jak obejrzy film ze zdjęciami i wierszykiem, który dałem jej na pamiątkę.
Koniec o mnie, bo znowu narzekam, a to nie mój temat ![]()
Także Cass, czas, czas i jeszcze raz czas. Zajmuj go sobie jak najwięcej, najlepiej czynnościami, osobami, które nie pozwalają myśleć. Wiem, że to wszystko brzmi banalnie, dla mnie nadal jest to banalne, ale staram się tego trzymać. Ale jak widzisz, przychodzę tutaj, a to mi nieszczególnie pomaga. Chociaż udzielenie się w temacie który sam mam na świeżo, odciąga mnie od mojego problemu.
Pozdrawiam.
czasami człowiek musi wyrzucić wszystko z siebie, żeby zrobiło mu się lepiej.. czas.. to jest zawsze jakieś rozwiązanie ;d dasz radę, chociaż przebywanie z kimś w jednym miejscu nie będąc z nim a kochając go to katorga.. wiem to też z autopsji, chociaż widuje się raz na jakiś czas jak zdarzy się okazja.. niby jest mi lepiej, ale to potem znów wraca.. przerabiałam to, potem było dobrze, teraz znów mnie to czeka..
nie odzywa się w ogóle, z tego co widzę bawi się w najlepsze.. czyli widać, że ma to jednak gdzieś albo próbuje zagłuszyć wszystkie uczucia..
stało się.. właśnie na niego czekam.. zadzwonił niedawno, że chce się spotkać .. nie wiedząc o co chodzi (dodatkowo stres) zapytałam co sie dzieje, bo wyrwał mnie ze snu a teraz przez niego nie zasne.. Zadzwonił mówiąc, że przez ten cały czas w którym nie odzywałam się kompletnie, bedac w kilku miejscach,rozmawiając z różnymi ludźmi i oglądając inne kobiety zdał sobie sprawę, że chce żeby się udało, że ja jestem tą kobietą z którą on chce byc.. a teraz ja zastanawiam sie co z tym fantem zrobić, czy to nie jest poprawa sytuacji na chwile a później on znów z hukiem rzuci mnie bezpowrotnie... trzymajcie kciuki!
Miałam chwile, żeby napisać a nie wiem co z sobą zrobic i z kim pogadać wiec piszę do was ;d
zostawił mnie 2 raz- wypalenie... chociaż tym razem powiedział, że się wypalił a ja powiedziałam, że chyba czas to skończyć skoro tak jest bo to nie ma sensu, pożegnaliśmy się, powiedział że nie puści tego czasu w niepamięć, ja powiedziałam że kocham go ale skoro on nie jest pewien swoich uczuć to nic z tego nie będzie i najzwyczajniej w świecie niech wróci jak dorośnie..
Byliśmy razem prawie 3 lata, raz już się rozstaliśmy z powodu kłótni, zazdrości.. po kilku miesiącach przyszedł bo zrozumiał, że to był błąd tak mnie zostawiać i on wie że to ja jestem tą kobietą na którą czekał, obiecywał że to się nie skończy już tak jak skończyło się prędzej, że będziemy walczyć.. minęło pół roku, powiedział że sie wypalił, ja się nie zmienilam od poprzedniego razu (zmieniłam się diametralnie pod niektórymi względami)- najzwyczajniej w świecie mieliśmy gorszy miesiąc, w którym dośc często kłóciliśmy się czasami nawet o drobne rzeczy, zawsze byliśmy parą wybuchową ale zgraną i dopełniającą się, która wiele z sobą przeżyła.. minęły 2 dni- ja szaleje, chociaż praca daje mi troche oderwania się od tego wszystkiego, pewnie spotkanie nas nie ominie bo mam u niego swoje rzeczy. nie rozmawiamy z sobą, nie piszemy wiadomości, kompletna cisza.. chciałabym się do niego odezwać za tydzien, 2, może pod koniec miesiąca bo wiem, że on kiedyś zrobił 1 krok i męska duma mu chyba na to nie pozwoli żeby zrobić to 2 raz, wiem że mu na mnie zależy ale są kwestie w których nie możemy się zgodzić.. POMÓŻCIE MI!
Daj sobie już spokój z tym chłopakiem. Co kilka miesięcy odstawia ten sam numer. Gdyby mu naprawdę zależało to już dawno by się ogarnął.
Dla twojego dobra. Urwij kontakt i nie nawiązuj go ponownie. Będzie bolało, ale z czasem minie.
Marek masz rację
tylko mamy masę wspólnych znajomych, będziemy się pewnie spotykać co jakiś czas przy jakiś wspólnych spotkaniach... boli mnie to,że mówił tyle, wspólna przyszłość, tyle planów, życie tak się układało aby dążyć do tego a on uciekł, dosłownie uciekł..wszystkim opowiada, że to definitywny koniec, mi naprawdę na nim zależy bo mimo tego że mam 21 lat nigdy prędzej na nikim mi tak mega nie zależało... teraz daje sobie spokój co jest trudne, z czasem pewnie zobaczymy co z tego wyjdzie.. w tym przypadku nadzieja ostatnia umiera, burzliwa miłość chyba tak się zawsze kończy
tylko mamy masę wspólnych znajomych, będziemy się pewnie spotykać co jakiś czas przy jakiś wspólnych spotkaniach... boli mnie to,że mówił tyle, wspólna przyszłość, tyle planów, życie tak się układało aby dążyć do tego a on uciekł, dosłownie uciekł..wszystkim opowiada, że to definitywny koniec, mi naprawdę na nim zależy bo mimo tego że mam 21 lat nigdy prędzej na nikim mi tak mega nie zależało... teraz daje sobie spokój co jest trudne, z czasem pewnie zobaczymy co z tego wyjdzie.. w tym przypadku nadzieja ostatnia umiera, burzliwa miłość chyba tak się zawsze kończy
To unikaj imprez, gdzie on będzie. Unikaj wspólnych wyjść. Jak chcesz się spotkać ze znajomymi to bez niego.
Po pewnym czasie o nim zapomnisz.
ciężko wymazać prawie 3 lata w czym byłam jego kobietą, najlepszą przyjaciółką... on za kilka dni wraca do swojego mieszkania.. albo już robi to dziś- nie wiem. ale wiem, że jak tam dotrze zobaczy moje rzeczy i będzie kazał mi je zapewne odebrać. ostatnio zapominanie o nim nie wychodziło mi za dobrze, cały czas gdzieś coś mi o nim przypominało, gdzieś się kręcił i niemoc narastała.. przy tym zerwaniu nie czuje się tak fatalnie jak ostatnio.