Moje Drogie,
Nie wiem czy powielam kolejny watek czy też nie, ponieważ jestem na tym forum po raz pierwszy. Postanowiłam opisać swoją historię i posłuchać dobrych rad ludzi,którzy emocjonalnie nie są związani z tym problemem, ponieważ sama nie umiem się z nim uporać od ponad dwóch miesięcy....Zacznę wszystko od początku...
Chłopak, o którym zamierzam napisać jest moim sąsiadem, znamy się z widzenie jakieś 17 lat i w tym roku postanowił do mnie zagadać,ponieważ byłam na urlopie i miałam więcej wolnego czasu przystałam na jego zaproszenie i rozmowę w jego mieszkaniu. Było miło, troszkę poopowiadaliśmy sobie o naszych pasjach,marzeniach i planach an przyszłość, gdy wychodziłam wymieniliśmy się numerami telefonów. Przez kolejne dwa miesiące pisał codziennie, z początku było to męczące, ale później polubiłam jego częste komplementy i stały kontakt....Był jeden problem...Na ogół widywałam go w towarzystwie pewnej dziewczyny. Oczywiście kilkukrotnie dopytywałam się kto to i co ich łączy, jedyną i stale powtarzającą się odpowiedzią było,że to tylko koleżanka. Po czterech miesiącach intensywnej znajomości, która przynosiła mi ogromnie dużo radości do mojego domu przyszła owa dziewczyna, był to dzień w którym ten chłopak miał zostać u mnie na noc. Na widok nowego gościa wpadł w panikę i wybiegł z mojego mieszkania...ja poszłam za nim, bo musiałam się w końcu dowiedzieć o co chodzi...okazało się, że jest z nią w związku od 4 lat! Poczułam sie strasznie wykorzystana i oszukana, było mi niezwykle ciężko...bardzo mnie przepraszał i tłumaczył,że nie wiedział jak mi to powiedzieć. Zapierał się,że jego związek i tak jest skończony, jedyne co musi zrobić to pozamykać pewne formalne kwestie. PO dwóch tygodniach słuchania czegoś takiego (teraz okropnie tego żałuję) postanowiłam się nim spotkać...i zaczęło się od nowa. Uwierzyłam mu w to,że rzeczywiście ich relacja już de facto nie istnieje i niebawem będziemy bez osób trzecich razem. Jak się ostatecznie okazało nasza znajomość łącznie trwała 9 miesięcy i nic się w niej nie zmieniło. Będąc już wyczerpaną taką sytuacją postanowiłam sama odejść. Dodam tylko,że był to człowiek,na którym, nie wiem czemu, wyjątkowo mi zależało i tylko dla tego tolerowałam to tak długo, naiwnie licząc,że mu na mnie na prawdę zależy i niebawem wszystko zmieni. Pewnego dnia, kiedy po raz kolejny nakryłam go na kłamstwie, wściekłam się i postanowiłam wyjaśnić sobie wszystko od początku do końca z jego ''drugą''dziewczyną( bo dla każdej z nas była inna wersja jego życia). Po tej sytuacji mężczyzna, który tak długo zapewniał mnie o swoim uczuciu uznał,że uwaga; ''ZRUJNOWAŁAM MU CAŁE JEGO ŻYCIE I WSZYSTKO CO MIAŁ". Nie usłyszałam po tym wszystkim nawet słowa przepraszam,że tak manipulował moimi uczuciami i nieustannie mnie kłamał. W trakcie rozmowy z tą dziewczyną dowiedziałam się,że w Święta, który niby sam spędzał z rodziną poza miastem był u jej rodziny razem z nią,że mają wspólny samochód a także,że posiada klucze do mieszkania jego rodziców od paru lat. Byłam zszokowana, bo na prawdę uwierzyłam,że ich związek już jest praktycznie zakończony. Po tej całej sytuacji nie odzywaliśmy się od 2 miesięcy i...ostatnio wpadliśmy na siebie w windzie, zaczęliśmy rozmawiać a on zasugerował,że na nowo bardzo chciałby się ze mną spotykać, odmówiłam jednak za 2 dni poczułam olbrzymia i niepohamowaną ochotę spotkania się z nim po raz ostatni, przytulenia i odejścia na zawsze. Tym razem na spotkaniu był bardzo oschły i ciągle krzyczał ja to mu zniszczyłam życie...Od września nie mogę uwolnić się od niego, sytuację utrudnia fakt,że mieszkamy obok siebie, nie potrafię zapomnieć...okropnie boli mnie niesprawiedliwość...tamta mu wybaczyła kłamstwa i zdrady,a ze mnie zrobili szmatę próbującą zniszczyć' tak cudowny związek'. Nie wiem jak mam sobie z tym poradzić i w końcu o nim zapomnieć...
Moje Drogie,
Nie wiem czy powielam kolejny watek czy też nie, ponieważ jestem na tym forum po raz pierwszy. Postanowiłam opisać swoją historię i posłuchać dobrych rad ludzi,którzy emocjonalnie nie są związani z tym problemem, ponieważ sama nie umiem się z nim uporać od ponad dwóch miesięcy....Zacznę wszystko od początku...
Chłopak, o którym zamierzam napisać jest moim sąsiadem, znamy się z widzenie jakieś 17 lat i w tym roku postanowił do mnie zagadać,ponieważ byłam na urlopie i miałam więcej wolnego czasu przystałam na jego zaproszenie i rozmowę w jego mieszkaniu. Było miło, troszkę poopowiadaliśmy sobie o naszych pasjach,marzeniach i planach an przyszłość, gdy wychodziłam wymieniliśmy się numerami telefonów. Przez kolejne dwa miesiące pisał codziennie, z początku było to męczące, ale później polubiłam jego częste komplementy i stały kontakt....Był jeden problem...Na ogół widywałam go w towarzystwie pewnej dziewczyny. Oczywiście kilkukrotnie dopytywałam się kto to i co ich łączy, jedyną i stale powtarzającą się odpowiedzią było,że to tylko koleżanka. Po czterech miesiącach intensywnej znajomości, która przynosiła mi ogromnie dużo radości do mojego domu przyszła owa dziewczyna, był to dzień w którym ten chłopak miał zostać u mnie na noc. Na widok nowego gościa wpadł w panikę i wybiegł z mojego mieszkania...ja poszłam za nim, bo musiałam się w końcu dowiedzieć o co chodzi...okazało się, że jest z nią w związku od 4 lat! Poczułam sie strasznie wykorzystana i oszukana, było mi niezwykle ciężko...bardzo mnie przepraszał i tłumaczył,że nie wiedział jak mi to powiedzieć. Zapierał się,że jego związek i tak jest skończony, jedyne co musi zrobić to pozamykać pewne formalne kwestie. PO dwóch tygodniach słuchania czegoś takiego (teraz okropnie tego żałuję) postanowiłam się nim spotkać...i zaczęło się od nowa. Uwierzyłam mu w to,że rzeczywiście ich relacja już de facto nie istnieje i niebawem będziemy bez osób trzecich razem. Jak się ostatecznie okazało nasza znajomość łącznie trwała 9 miesięcy i nic się w niej nie zmieniło. Będąc już wyczerpaną taką sytuacją postanowiłam sama odejść. Dodam tylko,że był to człowiek,na którym, nie wiem czemu, wyjątkowo mi zależało i tylko dla tego tolerowałam to tak długo, naiwnie licząc,że mu na mnie na prawdę zależy i niebawem wszystko zmieni. Pewnego dnia, kiedy po raz kolejny nakryłam go na kłamstwie, wściekłam się i postanowiłam wyjaśnić sobie wszystko od początku do końca z jego ''drugą''dziewczyną( bo dla każdej z nas była inna wersja jego życia). Po tej sytuacji mężczyzna, który tak długo zapewniał mnie o swoim uczuciu uznał,że uwaga; ''ZRUJNOWAŁAM MU CAŁE JEGO ŻYCIE I WSZYSTKO CO MIAŁ". Nie usłyszałam po tym wszystkim nawet słowa przepraszam,że tak manipulował moimi uczuciami i nieustannie mnie kłamał. W trakcie rozmowy z tą dziewczyną dowiedziałam się,że w Święta, który niby sam spędzał z rodziną poza miastem był u jej rodziny razem z nią,że mają wspólny samochód a także,że posiada klucze do mieszkania jego rodziców od paru lat. Byłam zszokowana, bo na prawdę uwierzyłam,że ich związek już jest praktycznie zakończony. Po tej całej sytuacji nie odzywaliśmy się od 2 miesięcy i...ostatnio wpadliśmy na siebie w windzie, zaczęliśmy rozmawiać a on zasugerował,że na nowo bardzo chciałby się ze mną spotykać, odmówiłam jednak za 2 dni poczułam olbrzymia i niepohamowaną ochotę spotkania się z nim po raz ostatni, przytulenia i odejścia na zawsze. Tym razem na spotkaniu był bardzo oschły i ciągle krzyczał ja to mu zniszczyłam życie...Od września nie mogę uwolnić się od niego, sytuację utrudnia fakt,że mieszkamy obok siebie, nie potrafię zapomnieć...okropnie boli mnie niesprawiedliwość...tamta mu wybaczyła kłamstwa i zdrady,a ze mnie zrobili szmatę próbującą zniszczyć' tak cudowny związek'. Nie wiem jak mam sobie z tym poradzić i w końcu o nim zapomnieć...
Przeczytaj jeszcze raz co napisałaś.
Ten facet o którym piszesz, to emocjonalna kaleka, perfidny manipulant etc.
Zastanów się czy chciałabyś spędzić swoje życie z kłamcą.
Ja przez takiego rodzaju typa "straciłam" 15 lat.
Mój były mąż również twierdzi, że ja ZRUJNOWAŁAM mu życie. Może te typki czytają te same poradniki?
Daj sobie z nim spokój, odetnij się od tej znajomości, zacznij żyć swoim życiem.
Po co Ci niepohamowana ochota spotkania się z nim po raz ostatni?
Emocjonalny popapraniec jak nic !!! Takich typów należy szerokim łukiem omijać. Ciesz się, że straciłaś na niego niespełna rok, a nie tak jak koleżanka adraina 15 lat.
Mój był podobny tyle że zdradzał z wieloma i biła le "twój" jest niewiele gorszy, mam nadzieje że go zostawisz i zaczniesz myśleć o sobie najlepiej tak jak ja idź do jakieś dobrej poradni oni ci pomogą.
5 2013-10-28 11:18:33 Ostatnio edytowany przez Natasza84 (2013-10-28 11:23:11)
Czy znajdę tego jedynego? czy można znaleźć swoje dawne ja w nowym partnerze?
On szukał odskoczni od swojej kobiety. Fantazjował o Tobie po cichu przez lata, ale dopuścił się w końcu do flirtu, który go chyba przerósł. Traktował was obie jak swój mały haremik i liczył na to, że to się nie wyda chociaż do momentu, w którym zdecyduje się na jedną z was. Niestety każde kłamstwo kiedyś wypłynie na światło dzienne, ale Tobie to na dobre wyszło. Zdecydowanie powinnaś przestać się z nim spotykać. Skoro mieszkacie obok siebie to wystarczy tylko krótkie "cześć" i nie wdawaj się w dalszą rozmowę. Nie myśl chwila, a patrz przed siebie daleko... czy chciałabyś być w roli tej jego kobiety? 4 lata związku, wspólne inwestycje, z rodzina na "ty", a potem takie epizody z kochanką? Cóż... na pewno stać Cię na kogoś lepszego, kto skupi się tylko i wyłącznie na Tobie. Temu panu już podziękujemy...
WITAJCIE!
Potrzebuje rady, rozmowy w podobnym temacie. Jeśli ktoś byłby zainteresowany napiszcie.
Pozdrawiam
Moje Drogie,
Nie wiem czy powielam kolejny watek czy też nie, ponieważ jestem na tym forum po raz pierwszy. Postanowiłam opisać swoją historię i posłuchać dobrych rad ludzi,którzy emocjonalnie nie są związani z tym problemem, ponieważ sama nie umiem się z nim uporać od ponad dwóch miesięcy....Zacznę wszystko od początku...
Chłopak, o którym zamierzam napisać jest moim sąsiadem, znamy się z widzenie jakieś 17 lat i w tym roku postanowił do mnie zagadać,ponieważ byłam na urlopie i miałam więcej wolnego czasu przystałam na jego zaproszenie i rozmowę w jego mieszkaniu. Było miło, troszkę poopowiadaliśmy sobie o naszych pasjach,marzeniach i planach an przyszłość, gdy wychodziłam wymieniliśmy się numerami telefonów. Przez kolejne dwa miesiące pisał codziennie, z początku było to męczące, ale później polubiłam jego częste komplementy i stały kontakt....Był jeden problem...Na ogół widywałam go w towarzystwie pewnej dziewczyny. Oczywiście kilkukrotnie dopytywałam się kto to i co ich łączy, jedyną i stale powtarzającą się odpowiedzią było,że to tylko koleżanka. Po czterech miesiącach intensywnej znajomości, która przynosiła mi ogromnie dużo radości do mojego domu przyszła owa dziewczyna, był to dzień w którym ten chłopak miał zostać u mnie na noc. Na widok nowego gościa wpadł w panikę i wybiegł z mojego mieszkania...ja poszłam za nim, bo musiałam się w końcu dowiedzieć o co chodzi...okazało się, że jest z nią w związku od 4 lat! Poczułam sie strasznie wykorzystana i oszukana, było mi niezwykle ciężko...bardzo mnie przepraszał i tłumaczył,że nie wiedział jak mi to powiedzieć. Zapierał się,że jego związek i tak jest skończony, jedyne co musi zrobić to pozamykać pewne formalne kwestie. PO dwóch tygodniach słuchania czegoś takiego (teraz okropnie tego żałuję) postanowiłam się nim spotkać...i zaczęło się od nowa. Uwierzyłam mu w to,że rzeczywiście ich relacja już de facto nie istnieje i niebawem będziemy bez osób trzecich razem. Jak się ostatecznie okazało nasza znajomość łącznie trwała 9 miesięcy i nic się w niej nie zmieniło. Będąc już wyczerpaną taką sytuacją postanowiłam sama odejść. Dodam tylko,że był to człowiek,na którym, nie wiem czemu, wyjątkowo mi zależało i tylko dla tego tolerowałam to tak długo, naiwnie licząc,że mu na mnie na prawdę zależy i niebawem wszystko zmieni. Pewnego dnia, kiedy po raz kolejny nakryłam go na kłamstwie, wściekłam się i postanowiłam wyjaśnić sobie wszystko od początku do końca z jego ''drugą''dziewczyną( bo dla każdej z nas była inna wersja jego życia). Po tej sytuacji mężczyzna, który tak długo zapewniał mnie o swoim uczuciu uznał,że uwaga; ''ZRUJNOWAŁAM MU CAŁE JEGO ŻYCIE I WSZYSTKO CO MIAŁ". Nie usłyszałam po tym wszystkim nawet słowa przepraszam,że tak manipulował moimi uczuciami i nieustannie mnie kłamał. W trakcie rozmowy z tą dziewczyną dowiedziałam się,że w Święta, który niby sam spędzał z rodziną poza miastem był u jej rodziny razem z nią,że mają wspólny samochód a także,że posiada klucze do mieszkania jego rodziców od paru lat. Byłam zszokowana, bo na prawdę uwierzyłam,że ich związek już jest praktycznie zakończony. Po tej całej sytuacji nie odzywaliśmy się od 2 miesięcy i...ostatnio wpadliśmy na siebie w windzie, zaczęliśmy rozmawiać a on zasugerował,że na nowo bardzo chciałby się ze mną spotykać, odmówiłam jednak za 2 dni poczułam olbrzymia i niepohamowaną ochotę spotkania się z nim po raz ostatni, przytulenia i odejścia na zawsze. Tym razem na spotkaniu był bardzo oschły i ciągle krzyczał ja to mu zniszczyłam życie...Od września nie mogę uwolnić się od niego, sytuację utrudnia fakt,że mieszkamy obok siebie, nie potrafię zapomnieć...okropnie boli mnie niesprawiedliwość...tamta mu wybaczyła kłamstwa i zdrady,a ze mnie zrobili szmatę próbującą zniszczyć' tak cudowny związek'. Nie wiem jak mam sobie z tym poradzić i w końcu o nim zapomnieć...
Boże jakbym czytała o sobie....tylko u mnie podobna historia trwała prawie 8 lat, szmat czasu....kochał, uwielbiał, zapewniał, przysiegał na kolanach,że to juz naprawdę, że tamto zakończone definitywnie,ze jestem jedna jedyna i najważniejsza w jego zyciu, że tamten związek trwał tyle bo tamta uskuteczniała na nim szantaż emocjonalny,ze wracał tam bo miał w sobie ogromne poczucie winy...
Zawsze tam wracał, bo ja cos źle zrobiłam , tamta mu wybaczała a ja byłam ta zła, ta podła, która zniszczyła jej związek. Ja zła !! nie on !!! bo przeciez gdyby nie ja to on by jej nie zdradził, a on twierdził że ja go omamiłam, manipulowałam nim i to wszystko moja wina....
o ja niedobra, winna..całe zło to JA ;-))
adraina napisał/a:Moje Drogie,
Nie wiem czy powielam kolejny watek czy też nie, ponieważ jestem na tym forum po raz pierwszy. Postanowiłam opisać swoją historię i posłuchać dobrych rad ludzi,którzy emocjonalnie nie są związani z tym problemem, ponieważ sama nie umiem się z nim uporać od ponad dwóch miesięcy....Zacznę wszystko od początku...
Chłopak, o którym zamierzam napisać jest moim sąsiadem, znamy się z widzenie jakieś 17 lat i w tym roku postanowił do mnie zagadać,ponieważ byłam na urlopie i miałam więcej wolnego czasu przystałam na jego zaproszenie i rozmowę w jego mieszkaniu. Było miło, troszkę poopowiadaliśmy sobie o naszych pasjach,marzeniach i planach an przyszłość, gdy wychodziłam wymieniliśmy się numerami telefonów. Przez kolejne dwa miesiące pisał codziennie, z początku było to męczące, ale później polubiłam jego częste komplementy i stały kontakt....Był jeden problem...Na ogół widywałam go w towarzystwie pewnej dziewczyny. Oczywiście kilkukrotnie dopytywałam się kto to i co ich łączy, jedyną i stale powtarzającą się odpowiedzią było,że to tylko koleżanka. Po czterech miesiącach intensywnej znajomości, która przynosiła mi ogromnie dużo radości do mojego domu przyszła owa dziewczyna, był to dzień w którym ten chłopak miał zostać u mnie na noc. Na widok nowego gościa wpadł w panikę i wybiegł z mojego mieszkania...ja poszłam za nim, bo musiałam się w końcu dowiedzieć o co chodzi...okazało się, że jest z nią w związku od 4 lat! Poczułam sie strasznie wykorzystana i oszukana, było mi niezwykle ciężko...bardzo mnie przepraszał i tłumaczył,że nie wiedział jak mi to powiedzieć. Zapierał się,że jego związek i tak jest skończony, jedyne co musi zrobić to pozamykać pewne formalne kwestie. PO dwóch tygodniach słuchania czegoś takiego (teraz okropnie tego żałuję) postanowiłam się nim spotkać...i zaczęło się od nowa. Uwierzyłam mu w to,że rzeczywiście ich relacja już de facto nie istnieje i niebawem będziemy bez osób trzecich razem. Jak się ostatecznie okazało nasza znajomość łącznie trwała 9 miesięcy i nic się w niej nie zmieniło. Będąc już wyczerpaną taką sytuacją postanowiłam sama odejść. Dodam tylko,że był to człowiek,na którym, nie wiem czemu, wyjątkowo mi zależało i tylko dla tego tolerowałam to tak długo, naiwnie licząc,że mu na mnie na prawdę zależy i niebawem wszystko zmieni. Pewnego dnia, kiedy po raz kolejny nakryłam go na kłamstwie, wściekłam się i postanowiłam wyjaśnić sobie wszystko od początku do końca z jego ''drugą''dziewczyną( bo dla każdej z nas była inna wersja jego życia). Po tej sytuacji mężczyzna, który tak długo zapewniał mnie o swoim uczuciu uznał,że uwaga; ''ZRUJNOWAŁAM MU CAŁE JEGO ŻYCIE I WSZYSTKO CO MIAŁ". Nie usłyszałam po tym wszystkim nawet słowa przepraszam,że tak manipulował moimi uczuciami i nieustannie mnie kłamał. W trakcie rozmowy z tą dziewczyną dowiedziałam się,że w Święta, który niby sam spędzał z rodziną poza miastem był u jej rodziny razem z nią,że mają wspólny samochód a także,że posiada klucze do mieszkania jego rodziców od paru lat. Byłam zszokowana, bo na prawdę uwierzyłam,że ich związek już jest praktycznie zakończony. Po tej całej sytuacji nie odzywaliśmy się od 2 miesięcy i...ostatnio wpadliśmy na siebie w windzie, zaczęliśmy rozmawiać a on zasugerował,że na nowo bardzo chciałby się ze mną spotykać, odmówiłam jednak za 2 dni poczułam olbrzymia i niepohamowaną ochotę spotkania się z nim po raz ostatni, przytulenia i odejścia na zawsze. Tym razem na spotkaniu był bardzo oschły i ciągle krzyczał ja to mu zniszczyłam życie...Od września nie mogę uwolnić się od niego, sytuację utrudnia fakt,że mieszkamy obok siebie, nie potrafię zapomnieć...okropnie boli mnie niesprawiedliwość...tamta mu wybaczyła kłamstwa i zdrady,a ze mnie zrobili szmatę próbującą zniszczyć' tak cudowny związek'. Nie wiem jak mam sobie z tym poradzić i w końcu o nim zapomnieć...Boże jakbym czytała o sobie....tylko u mnie podobna historia trwała prawie 8 lat, szmat czasu....kochał, uwielbiał, zapewniał, przysiegał na kolanach,że to juz naprawdę, że tamto zakończone definitywnie,ze jestem jedna jedyna i najważniejsza w jego zyciu, że tamten związek trwał tyle bo tamta uskuteczniała na nim szantaż emocjonalny,ze wracał tam bo miał w sobie ogromne poczucie winy...
Zawsze tam wracał, bo ja cos źle zrobiłam , tamta mu wybaczała a ja byłam ta zła, ta podła, która zniszczyła jej związek. Ja zła !! nie on !!! bo przeciez gdyby nie ja to on by jej nie zdradził, a on twierdził że ja go omamiłam, manipulowałam nim i to wszystko moja wina....
o ja niedobra, winna..całe zło to JA ;-))
Oj kochane !!! miałam to samo 10 lat z przerwami twkiłam w toskycznym związku- rozstania, powroty, aż wkońcu wzielismy slub i co po 4 macach uciekł złozyl o rozwód nie chcial ze mna rozmawiać. Oczywiście moja wina zepsułam mu życie, jestem chora psychicznie sam po portalach randkowych. Pierwsza rozprawa juz była mówil same kłamstwa szook czemu toksyczni ludzie tak wykańczają i tak cięzko o nich zapomnieć. Tak bardzo byłam z nim związana kochałam za bardzo twierdził, że nim manipulowałam dlatego był z emna a ja naiwna myslałam, że on chce mieć rodzinę , nie mogę zapomniec o nim chodź miał tyle wad