Witam,
wiem,że każda z Was ma własne problemy, ale skoro tak sobie już wzajemnie pomagacie to może i mnie coś ktoś doradzi.
To może trochę głupie,ale ja mam problem z moją miłością. Mój chłopak jest bardzo kochany, opiekuńczy i troskliwy to jednak mam wątpliwości czy ja go naprawdę kocham. Mam czasami takie wrażenie, że brak mi w nim takiej prawdziwej męskiej postawy i stanowczości. "ON" - jeśli tak mogę powiedzieć o swoim chłopaku, bez ujmowania mu czegokolwiek, prawie zawsze się ze mną zgadza i naprawdę rzadko się kłócimy. "ON" zawsze mi pomaga i stara się żebym była zadowolona. Brak mi w nim jakiejś ekstrawagancji i nonszalancji. Nie wiem czy sama sobie tak wymyślam czy naprawdę jest coś nie tak z naszym związkiem.
Muszę dodać, że znamy się jakieś 1,5 roku. W naszą rocznicę "ON" zabrał mnie w bardzo romantyczne miejsce, które zawsze chciałam zobaczyć, uklęknął przede mną i zapytał czy wyjdę za niego.
Co najgorsze, nawet gdy śpię obok niego przychodzą mi na myśl moje wcześniejsze miłości, nawet śnią mi się. Wiem, że ja jestem "JEGO" pierwszą miłością.
Proszę dziewczyny pomóżcie, bo bardzo boję się, że go krzywdzę.
To oczywiste ze jesli sie miedzy wami tak cudownie uklada to mozesz czuc ten niedosyt bo kobiety tez lubia zdobywac a ty masz wrazenie ze juz zdobylas , proponuje przełamac rutyne to ty go gdzies zabierz zrob dla niego niespodzianke zrobcie razem cos innego i nie pozwolcie zeby zwiazek ktory jest pelen szacunku i ciepla rozpadl sie z rutyny Powodzenia !
Ile macie lat?
hmm trudna sprawa... daj sobie troche czasu moze to minie? mi w facecie brakowało własnie czułosci , romantyzmu i zainteresowania mną... nikt Ci nie powie czy go kochasz czy nie sama musisz sobie odpowiedzieć... nie bedzie to łatwe ale musisz głębiej spojrzec w siebie i pomyslec co tak naprawde Cie z nim łaczy Co w nim najbardziej lubisz a co cie denerwuje czego brakuje... moze wypisz to sobie na kartce potem przeczytaj wszystko i podsumuj... czy wypada bardziej na plus czy minus... chociaz jak to ktos mądry powiedział
" bo kocha sie za nic"
Nie będę Ci mówić jak masz postępować, ale może napiszę Ci co ja bym zrobiła. Przede wszystkim przejęłabym rolę dominującą, pokaż że jest w Tobie trochę szaleństwa. Dajmy na to- zacznij go namiętnie całować, a wcześniej chwyć go za głowę i powiedz "Ty mój nieśmiały chłopaku".
Wydaje mi się, że brakuje w Waszym związku takiej spontaniczności. Zacznij zachowywać się jak pokręcona nastolatka. Będąc na jakimś spacerze- skocz mu na barana, przedrzeźniaj się z nim. Myślę, że poradzisz sobie w tej roli, a to ożywi Wasz związek i rozwikłasz swoje wątpliwości ![]()
6 2009-07-16 13:24:41 Ostatnio edytowany przez Delicious (2009-07-16 13:38:36)
Dla yvette
mam 25 lat a "ON" 26
Jeśli chodzi o spontaniczność to tego chyba raczej też nie brakuje:)
Wczoraj np. po bardzo miłym posiedzeniu nad rzeczką, w czasie drogi powrotnej wskoczyłam mu na barana, że niby chciałam sprawdzić czy jego siłownia (bo lubi sobie poćwiczyć) naprawdę działa, on mnie mocno chwycił i niósł mnie tak dość długo, nawet z ogromnym śmiechem przebiegł ze mną na czerwonym świetle. Było naprawdę bardzo zabawnie ![]()
Jeśli chodzi o rolę dominatora, to właściwie od początku naszego związku ją mam. Wcześnie mi to przeszkadzało. Chciałam mieć twardego faceta!!!! Na szczęście nie mam raczej obaw rozmawiać z nim na takie tematy, więc powiedziałam mu co czuję. ON stwierdził, że nic nie poradzi, że zawsze się ze mną zgadza. I po gadce ON nie chce się kłócić a ja czasami potrzebuję jakiś sprzeciwów:P Głupia jestem prawda?
Nie pisz posta pod postem, jeśli chcesz coś dodać lub zmienić użyj opcji "edytuj"
Masz dobrego faceta to uszanuj jego
możesz mieć gorszego ![]()
wiem, że jest dobry i szanuję ale nie wiem czemu tak się gubię...
dzięki za radę Wróżko...
Czasami chcesz zęby był ostry i podejmował sam decyzje to jest złe jak powarznie podchodzi do związku to dobrze ze sie pyta i liczy z twoim zdaniem ![]()
10 2009-07-16 15:37:44 Ostatnio edytowany przez lila11 (2009-07-16 15:38:57)
To jest źle, że chce żeby czasami sam podejmował decyzję?? owszem świetnie,że liczy się z moim zdaniem i za to go bardzo szanuję, ale czy to miłość? Zycie dało mi trochę w d... i czasami się gubię we własnych uczuciach. Ciężko mi odróżnić miłość od przywiązania i poczucia bezpieczeństwa...
Rozumiem Twoje stanowisko, dlatego prowokuj do sprzeczek, bo sprzeczki umacniają związki, znajdź coś co mogłoby go wkurzyć (tylko że nie do przesady). No dajmy na to nos- wprawdzie nie wiem jaki ma, ale weź mu coś tam podokuczaj "Ty nochalu krzywy" czy coś tam
Na pewno coś wymyślisz ![]()
Nie wiem czy to najlepszy pomysł... Nie wyobrażam sobie, żeby wytykanie wad partnerowi mogło w jakikolwiek sposób umocnić związek...
Raczej doradziłabym ci żebyś zagrała czasem biedną, niewinną kobietkę. Żebyś powiedziała mu czasem jak bardzo go potrzebujesz bo sama nie dałabyś rady np. przykręcić śrubki, wbić gwoździa albo naładować akumulatora w samochodzie
Spróbuj też kiedyś wieczorem zapytać "Co robimy jutro? Może masz na coś ochotę?" i każ mu podjąć decyzję. I tak drobnymi kroczkami do celu - być może twój chłopak nie jest po prostu pewny siebie. Super maczo z niego nie zrobisz ale delikatnie podbudowując jego ego możesz sprawić, że będzie częściej czuł się jak dominujący w tym związku, prawdziwy samiec ![]()
Nie wiem czy to najlepszy pomysł... Nie wyobrażam sobie, żeby wytykanie wad partnerowi mogło w jakikolwiek sposób umocnić związek...
Podpisuję się pod tym. Prowokowanie sprzeczek w tak głupi sposób to dziecinada, odpowiedzialni partnerzy nie rozmawiają ze sobą w ten sposób.
W ogóle uważam, że "gry i gierki", które mają z założenia zmienić jego podejście nie pozwalają Wam nauczyć się bardzo potrzebnej w związku rzeczy - umiejętności rozmowy o swoich oczekiwaniach. Z tym tylko, że najpierw trzeba wiedzieć, czego się chce, a to jak widzę pewien problem.
Myślę, że masz teraz taki moment, w którym nie czujesz się gotowa na aż tak duże zobowiązania jak ślub i decyzja "Czy chcę z nim być przez całe życie?". Dlatego wspominasz byłych i analizujesz swoje uczucia, tak, jakbyś liczyła, że jednak w gruncie rzeczy uda Ci się doszukać przeszkody dla Waszego związku. Ponieważ to, co zarzucasz swojemu ukochanemu to nie jest ogromne przewinienie, a dla kobiety szukającej oparcia, stabilizacji i akceptacji jego charakter byłby właśnie podstawą do tego.
Prawda prawda ale jeżeli chciałaby wzmocnić jego pewność siebie to chyba jednak powinna czasem dawać jemu podejmować decyzję - nie wyobrażam sobie niepewnego siebie mężczyzny, z którym siadasz przy stole i mówisz mu "słuchaj, więc jesteś zbyt pierdołowaty. gdybyś mógł czasem mnie zdominować to strasznie bym się ucieszyła" a on na to "aha, okej, tak też zrobię". Wydaje mi się, że rozmowa na tego typu tematy - związane z męskim ego - może przynieść efekt odwrotny od zamierzonego. A czasem naprawdę prościej jest kazać jemu podjąć decyzję, czekać na jego zdanie, wysłuchiwać co on ma do powiedzenia i dawać mu do zrozumienia, że bez niego zupełnie by nie dała sobie rady.
pennylane, nie miałam na myśli rozmowy o jego charakterze, tylko o oczekiwaniach. Ponieważ wydaje mi się, że większym problemem niż charakter ukochanego jest to, że lila gubi się w tym, czego chce...
Ale czy ona ma pytać jego czego sama chce?
Nie i nigdy tego nie doradzałam. Po prostu myślę, że wszystkie te "problemy", które lila opisuje nie mają właśnie z samym charakterem jej faceta wiele wspólnego. Wydaje mi się, że gdyby zastanowiła się, czego oczekuje od swojego życia na ten moment i jaki związek chce stworzyć, może się okazać, że w gruncie rzeczy np. nie chce aż tak poważnej relacji i stąd to uciekanie w wyszukiwanie wad partnera.
Wtedy można postawić sprawę jasno w rozmowie - "Wstrzymajmy się ze ślubem".
Ponieważ co z tego, że zacznie zachęcać go do większej stanowczości, skoro może okazać się, że nawet, gdyby on jednak pokazał, że ma swoje mocne zdanie na każdy temat, to w dalszym ciągu coś byłoby nie tak?
Jasne, 100% prawdy.
Czyli powracamy do tego, lila, że powinnaś najpierw zastanowić się nad swoimi oczekiwaniami. Powodzenia ![]()
Wiecie co dziewczyny, ogromnie Wam dziękuję za te cenne wskazówki. I powiem Wam, że chyba macie rację. Ja wiem, że to ja się pogubiłam, tylko nie wiedziałam gdzie są tego przyczyny, skoro mam tak cudownego partnera. Kiedy mówimy o ślubie, ON z błyskiem w oku snuje plany, a ja, choć zawsze o tym marzyłam (jak pewnie większość z nas:)) rozmawiam, choć brakuje mi entuzjazmu w tym wszystkim i czuję jakby mnie to nie dotyczyło. Teraz wiem, że to nie w NIM mam szukać wad, tylko najpierw uporządkować swoje myśli.
Pozdrawiam
Ile ludzi na świecie tyle rodzajów miłości.
Kiedyś czułam coś podobnego do swojego byłego. Wtedy myślałam, ze taka jest własnie moja miłość, że nie stać mnie na inną.
Grubo się myliłam.
Możliwe że każdy (tak jak i ja) jest w stanie się zakochać na zabój.
Ale co sugerujesz droga Mcrka???, że miałaś podobną sytuację i miałaś takie wątpliwości?? Nie wiem tylko, czy ja jetem w stanie skrzywdzić kolejną osobę, dlatego, że szukam miłości takiej "na zabój", czy warto???
Już się zakochałam tak mocno, że zostawiłam innego, dobrego człowieka. Tamten natomiast później okazał się być okropnym draniem. Zdradził mnie z moją przyjaciółką, ja mimo to, jeszcze bardzo długo po tym, go kochałam. ale czy warto poświęcić to co mam??
Zastanów się na czym zależy ci bardziej - na poczuciu bezpieczeństwa czy na wielkiej miłości 'na zabój'.
lila - czuję jakbym czytała o sobie...ja i mój nieslubny jesteśmy w takim samym wieku co wy. znamy sie od 6 lat, dzięki niemu zakończyłam toksyczny związek, zakochana byłam straszliwie - przez długi czas żyliśmy na odległość. teraz minęły 2 lata jak mieszkamy razem, jest cudownie....jest zgodnym człowiekiem, nie kłócimy się często. i też mi brakuje tej "męskości" w nim....zawsze mi mówi że jest równourawnienie i czemu kobieta nie może też naprawić kranu ? jak tu się z nim nie zgodzić ? sama powbijałam sobie gwoździe na obrazki, kwiatki....był pod wrażeniem a ja byłam dumna z siebie że nie prosiłam go o pomoc. byłam zła, że do zepsutej spłuczki wzywa ojca. cóż nie każdy potrafi wszystko naprawiać i być złotą rączką, szczególnie gdy studiował , uczył się matematyki a nie budowania domów. takie rzeczy jeszcze potrafie sobie wytłumaczyć.
ale czasami sama siebie próbuję przekonać że to jest TO i czekam na dreszcz gdy mnie całuje...
gdzie kończy się miłość a zaczyna przyzwyczajenie, przywiązanie ? jest dla mnie dobry, interesuje się mną, dba o mnie gdy jestem chora....cud miód....
jak słyszę teraz o ślubach odwoływanych w ostatniej chwili to zastanawiam się czy na pewno chcę ślubu - czy jestem tego pewna ? i nachodzą mnie myśli że może spotka mnie jeszcze coś innego ? coś bardziej szalonego ?
skąd ma się pewność że to właśnie TEN mężczyzna ?
sama na siebie jestem zła za takie wątpliwości, bo niczego mi nie brakuje, jestem, powinnam być szczęśliwa.....
lila11 nie Ty jedna masz takie dylematy. Wyobraź sobie, że i ja jestem w podobnym związku, zresztą nie pierwszym takim bo wszystkie były podobne. Nie wiem, czy to wina mojej osobowości, charakteru, konsekwencji czy wina słabej psychiki facetów ale zawsze dominowałam w związkach. To ja decydowałam, wymyślałam i robiłam wszystko na co miałam ochotę. Chciałam wyjechać to jechaliśmy, chciałam gnić w domu to gnilismy, oglądać film zamiast sportu to oglądaliśmy. Faceci z uśmiechem na buzi zgadzali się na wszystko. Zastanawiam się czy potrafię zdominować każdego. Też chciałabym aby było więcej inwencji ze strony partnera, aby się czasem postawił, zastrzelił mnie szalonym pomysłem ale tylko czekam bo nic takiego się nie wydarza.
Ostatnimi czasy zaczęłam się nad tym mocno zastanawiać. Oczywiści nic mądrego jeszcze nie wymyśliłam, chociaż....może. Wydaje mi się, że taki los czeka mnie z każdym facetem. Zaczęłam więc doszukiwać się dobrych stron obecnego związku. I o dziwo jest ich dużo.
Nikt tak naprawdę nie da Ci konkretnych wskazówek ponieważ musisz sama je znaleźć. Pomyśl co jest dla Ciebie ważniejsze. Powodzenie ![]()
Hm to jest trudne, ale wiesz co, nie ma się co zastanawiac nad tym. Mówię Ci- przyjdzie czas i znajdziesz odpowiedź..:) ja oczywiście odróżniam zakochania od "kochania". Prawdziwa miłość zdążyła mi się pół roku temu..2 raz w życiu. To sie chyba czuje po prostu. Wiesz, że to czujesz,kiedy widzisz, że akceptujesz jego wady. Myślę, że to bardziej jest wymierne niż docenianie zalet.... Tak mi się wydaje.:) a teraz zostaw to swojemu biegowi:)
Wiecie co dziewczyny chyba nam za bardzo nikt nie pomoże. Masz rację november, trzeba zostawić wszystko własnemu biegowi. Teraz ze swoim mężczyzną przygotowujemy sobie małe gniazdko ale on robi to z ogromnym zaangażowaniem. I powiem Wam coś jeszcze, byłam ostatnio na ślubie, tam usłyszałam piękne słowa ; w prawdziwej miłości jedna osoba dla drugiej staje się skarbem i przestaje patrzeć tylko na siebie. Ja właśnie tak postanowiłam. Będę dla NIEGO skarbem i przestanę patrzeć że coś mi nie pasuje. To nie mnie ma być dobrze, mój mężczyzna zasługuje na wszystko co najlepsze.
I powiem Wam, to się sprawdza. Życzę Wam dziewczyny aby i Wam się to udało.
Będę dla NIEGO skarbem i przestanę patrzeć że coś mi nie pasuje. To nie mnie ma być dobrze, mój mężczyzna zasługuje na wszystko co najlepsze.
Akurat z takim podejściem nie mogę się zgodzić.
W związku jak już kiedyś gdzieś pisałam są trzy elementy - ja, Ty, my. I jeśli któremuś z tych elementów "nie jest dobrze" to związek się rozpadnie. Nie można zapominać o sobie w związku, Ty też zasługujesz na wszystko, co najlepsze.
Tylko że ja dostaje to o czym tylko zamarzę, może na motylki w brzuch już nie ma miejsca... Przeżyłam już miłość pełną uniesień i zachwytów - a po tym były tylko cierpienia...
ja też staram się skupiać na tym, że mam cudownego faceta, który pomaga, jest opiekuńczy, interesuje się mną....czego u licha chcieć więcej ? mam czas dla siebie na swoje sprawy, zachęca mnie do tego na co mam ochotę, spotykam się ze znajomymi kiedy chcę.
a co do wad - no właśnie, chyba nie potrafię się pogodzić/zaakceptować wszystkie, cały czas się staram.
Ewel chyba jesteśmy naprawdę w bardzo podobnej sytuacji. Staram się jak mogę nie zwracać uwagi na jego wady. Jest ich naprawdę niewiele, i na pewno da się z nimi żyć. Mam tylko wyrzuty sumienia, że nie daje mu takiej miłości, na jaką zasługuje ten cudowny człowiek. zazdroszczę ludziom, którzy obdarzyli się miłością na zabój, którzy potrafią poświęcić wszystko w imię tej miłości. Ja mam wrażenie, że mnie wszystko jedno, czy on jest ze mną, czy nie... Beznadziejne uczucie...
Lila11, tak jak tu piszesz, wydaje mi się, że wcale nie kochasz swojego faceta.
Jest Ci wszystko jedno, czy z nim będziesz, czy nie. A co z jego uczuciami? Żal mi tego faceta, bo z Twoich postów wynika, że wszystko by dla Ciebie zrobił, ale Ty mimo wszystko czekasz chyba na gwiazdkę z nieba? Poczytaj inne wątki na tym forum, zobacz ile jest nieszczęśliwych kobiet, ponieważ mają mężów łajdaków, brutali itd. A Ty nie doceniasz tego, kogo masz, bawisz się jego uczuciami? Przemyśl to, abyś kiedyś nie żałowała, jak stracisz tego faceta.
to nie jest bawienie się uczuciami...tylko duża niepewność co do własnych uczuć.
lila - mój jak wraca z pracy, czy jak dzwoni w jej trakcie mówi że tęskni i oczekuje że powiem to samo...a ja nie wiem - tęsknie/nie tęsknie...to jest tylko 8-9h gdy się nie widzimy.
jestem coraz bardziej skołowana, tym bardziej że pojawił się ktoś...
No to duży problem. Ja mam nadzieję, że nikt taki się nie pojawi, bo planujemy ślub. Wiem, że krzywdzę człowieka, ale nic nie poradzę. Wolę skrzywdzić siebie,niż rozstać się i skrzywdzić JEGO, wiec nie zmieniam nic. Zdaję się na los. Mam nadzieję, że szacunek i wdzięczność za jego "JESTEM" wystarczy. Bo właściwie co to jest miłość??? czy właśnie nie szacunek i uwielbienie drugiego człowieka??, czy konieczne są "motylki w brzuchu"?? Dziwne Ewel prawda?? mamy tyle lat i powinnyśmy wiedzieć na czym świat stoi...? a czuję dokładnie to co TY... przecież to tylko 8 godzin... ale wiesz co jak np. mija już 3 dzień to już mi się troszkę tęskni...:)
lila - oby się nie pojawił i nie namącił ci nic
ja nie mam szansy zatęsknić bo nie rozstajemy się, więc nie wiem ! przypominam sobie początki jak bardzo mi na nim zależało, jak czekałam na każdą rozmowę (gdy żyliśmy na odległość), każde spotkanie było świętem - to tak nie przechodzi z dnia na dzień przecież. a może to przez to że stoimy w miejscu, ani deklaracji żadnej ani mieszkania.....
35 2009-08-03 15:38:43 Ostatnio edytowany przez Celia (2009-08-03 15:39:29)
Dziewczyny - Lila, Ewel - jeśli między dwojgiem ludzi istnieje miłość, to nie ma mowy o jakiejkolwiek niepewności uczuć. Natomiast w Waszych związkach wyraźnie tej miłości (z Waszej strony) brak. Tym bardziej, Ewel, Ciebie ciągnie już do kogoś innego, sama piszesz, że "pojawił się ktoś". Czy tkwienie w takim związku nie jest zadawaniem bólu tej drugiej osobie, która zapewnia Cię o swoich uczuciach, a Ty jesteś na to obojętna?
Lila, bez przesady z tymi "motylkami w brzuchu". Chcesz? Idź, poszalej, czekaj na te swoje motylki. Jednak, czy uważasz, że po raz drugi spotkasz faceta, który będzie dla Ciebie taki, jak ten obecny?? Sama stwierdziłaś, że jednak trochę za nim tęsknisz już po trzech dniach. Nie jest tak, że szukasz "dziury w całym"? Pamiętaj, że bardziej trwała może okazać się miłość dojrzała, bezpieczna, ale oczywiście wzajemna, niż chwilowy szaleńczy zawrót głowy. ![]()
36 2009-08-03 16:38:42 Ostatnio edytowany przez lila11 (2009-08-03 23:03:33)
no właśnie też tak myślę droga Celio, myślę, że taka miłość może być mocniejsza niż jakieś motylki, chwilowe uniesienia. Dlatego właśnie nie wprowadzam żadnych zmian. Kiedyś byłam z kimś takim, ale to była znajomość na odległość i w ogóle dużo różnic, obiecałam sobie w tedy, że jeśli ktoś jeszcze raz ktoś mnie tak pokocha jak on to będę z nim choćby nie wiem co... I chce się tego postanowienia trzymać. Wydaje mi się, że tak właśnie powinna wyglądać dojrzała miłość...a może ja już nie potrafię tak kochać...