Witam Drogich Użytkowników ![]()
Mój problem polega na tym, iż w wakacje poznałam chłopaka, całkiem przypadkowo (lub właśnie nie). Był tylko chwilowo w moim mieście jednak wystarczyła chwila, by między nami coś się zrodziło. Po zaledwie 3 dniach, musiał wracać do miasta oddalonego o godzine drogi. Nigdy bym się nie zgodziła na związek na odległość, wiele takich odrzuciłam, nie chciałam. Ale tu, nie potrafiłam tego zakończyć było zbyt magicznie, wyjątkowo jak z nikim innym. Przyjeżdzał na początku wiele razy, często zostawał na noc u znajomego w moim mieście, czasem widywaliśmy się 5 dni pod rząd. Jednak i on się wyprowadził i nocowanie się skończyło. Po 2 miesiącach, w chwili obecnej zaczęły się problemy.. Zaczęło się od kwestii przyjazdów właśnie. Ja u niego byłam kilka razy jednak fakt on był wiele więcej. Ja jestem na utrzymaniu rodziców, swojego dochodu nie mam, mu też nie jest łatwo, wyprowadzka z domu, usamodzielnienie życia, początki rozkręcania biznesu, to wszystko kosztuje. Lecz to on zawsze powtarza "chcieć to móc". To był dobry pretekst do kłótni jednak prawdziwy problem leży w naszych charakterach. Świetnie się nam dogaduje, cudownie rozmawia na wszystkie tematy, podobne spojrzenie na świat...jednakże, mamy zupełnie odmienne poglądy co do relacji damsko-męskich. Ja zostałam tak wychowana że to mężczyna stara się o kobietę, zabiega o jej względy, opiekuje się nią, dba o jej bezpieczeństwo itp a on miał raczej związki że i kobieta i mężczyzna dawali z siebie po równo. To nie tak że ja nie chcę nic dawać, ja potrafię wiele dać od siebie ale on niczego nie zauważa. Nie widzi tego, że jestem zamkniętą osobą, staram się otwierać pokazywać uczucia, nawet przedstawiłam go rodzicom a nigdy wczesniej tego nie zrobiłam (jestem w klasie maturalnej). Mam taki charatker wolnej singielki, nienawidzę jak coś mnie otacza, dociska, kontroluje.. Ale się cholernie staram. Teraz o nim, to chłopak z nieciekawą przeszłością, problemami emocjonalnymi. Zdaje sobie sprawę, że potrzebuje pomocy specjalisty. Ja wiedząc o tym co przeszedł (problemy w domu) staram się być wyrozumiała, na niektóre rzeczy przymykać oko. Jednak on usilnie twierdzi że ja się nie staram, że mam wszytsko gdzieś, bo nie chce za bardzo przyjeżdżać. Czepia się mnie o najdrobniejsze szczegóły, nie raz robi problem z niczego, kompletnie z niczego. Kurczę, to są początkowe relacje w związku a on ode mnie oczekuje nie wiadomo jakich poświęceń czy Bóg wie czego.. Ja naprawdę się staram, dla nikogo nie robiłam tyle co dla niego a on wciąż i wciąż mnie atakuje... Ostatnio nawet zaczął mnie wyzywac od księżniczek, że chce podporządkować cały świat pod siebie, że jestem nic nie wiedzacym o świecie dzieckiem, że nic nie rozumem. Dobrze, nie przeszłam tego co on, ale wiele rozumiem o świecie i staram się doceniać każdą chwilę. A on wciąż i wciąż mnie dobija.. Nie chcę tego przerywać, przed nikim nie otworzyłam się aż tak, z nikim nie przeżyłam takich chwil. Nie chcę tego kończyć, ale powiedzcie mi, czy to ma sens? Widzę, że nie raz też się stara, panuje nad sobą, 2 dni temu przyjechał wyjaśniliśmy sobie wszystko, spędzliśmy chyba najcudowniejszy dzień jednak od wczoraj znów to samo... Dziś z racji dnia chlopaka chcialam mu zrobić niespodziankę i przyjechać, jednak po tym wszystkim, po wczorajszej kłótni mi się odechciało a po dzisiejszej mam wątpliwości czy to dalej ciągnąc. Mówił słowa których być może będzie żałował, ale których już nie cofnie i które bolą. Najbardziej zabolało wyciągniete coś z kontekstu, gdy kupowaliśmy wodę, przywołał przed chwilą tą sytuację i napisał że "nawet dwóch złotych nie jestem warta na ta wode" .. Nikt mi jeszcze czegoś takiego nie powiedział, nie mogę go ciągle usprawiedliwiać problemami z przeszłości. Nie wiem co robić, naprawdę. Może on ma rację, zachowuję się jak księżniczka z tym że chce by się starał z tymi przyjazdami itp ale ja tez powiedzialam ze bede przyjezdzac.. I tez wiele daje od siebie ale on uwaza ze tylko on się stara a ja tylko to wykorzystuje...
Na Twoim miejscu zaczęłabym od powiedzenia mu, co Ci się nie podoba w tym, jak Cię traktuje i że sobie tego nie życzysz, bo sprawia Ci to przykrość. I on powinien to zaakceptować. Następnie dowiedziałabym się, co dla niego znaczy "bardziej się starać". Może wasze definicje tego sformułowania się zupełnie nie pokrywają? Rozmawiajcie, rozmawiajcie i jeszcze raz rozmawiajcie. Komunikacja w związku to podstawa ![]()
Na Twoim miejscu zaczęłabym od powiedzenia mu, co Ci się nie podoba w tym, jak Cię traktuje i że sobie tego nie życzysz, bo sprawia Ci to przykrość. I on powinien to zaakceptować. Następnie dowiedziałabym się, co dla niego znaczy "bardziej się starać". Może wasze definicje tego sformułowania się zupełnie nie pokrywają? Rozmawiajcie, rozmawiajcie i jeszcze raz rozmawiajcie. Komunikacja w związku to podstawa
Rozmawiamy, cały czas.. Nawet wysłałam mu to co wyżej napisałam, zeby widział jak ja to odbieram.To zaczął znów mnie atakować.. Ja nie wiem czy ja wytrzmam, zaczął mi wypominać ze go wczoraj olałam bo mówił mi o bardzo ważnych sprawach a mi bateria padła , że mogłam przewidzeć to, ze on by tak nigdy nie zrobił żeby nie dopilnował baterii podczas gdy mówi mi o tak ważnych rzeczach... To przepraszalam go wczoraj ale mu sie nie da przetlumaczyc...
Facet poniża Cię, stara się obniżyć poczucie Twojej wartości, stosuje szantaż emocjonalny.. eh - radzę Ci zmienić obiekt westchnień bo z tego związku nic dobrego dla Ciebie nie wyniknie..
Rozmawiamy, cały czas.. Nawet wysłałam mu to co wyżej napisałam, zeby widział jak ja to odbieram.To zaczął znów mnie atakować.. Ja nie wiem czy ja wytrzmam, zaczął mi wypominać ze go wczoraj olałam bo mówił mi o bardzo ważnych sprawach a mi bateria padła , że mogłam przewidzeć to, ze on by tak nigdy nie zrobił żeby nie dopilnował baterii podczas gdy mówi mi o tak ważnych rzeczach... To przepraszalam go wczoraj ale mu sie nie da przetlumaczyc...
To jeśli tak, to nie wiem, czy jest Ciebie warty. Alfaalfa ma rację. Jeśli tak ma wyglądać ta relacja, to chyba lepiej dać sobie spokój. Szkoda Twoich nerwów.
nawiązując do tytułu, tak uważam że jest możliwe pogodzenie dwóch ciężkich charakterów, ale muszą się one zazębiać, w tym przypadku będzie ciężko
Ja też mam taki problem, że ja i mój chłopak to dwa bieguny trochę chociaż mamy parę cech wspólnych
Ale jak to powiadają przeciwieństwa się przyciągają i coś w tym jest
Jezeli jest miłosć to idzie się na wiele ustępstw bo w końcu miłość to chęć by ta druga osoba była szczesliwa ![]()
Miałam podobna sytuację z chłopkiem co nie zrobiłam było źle i wszystko na mnie w dodatku szantaż. Chociaż były sytuacje kiedy między nami było świetnie to jednak taki charakter mi przeszkadzał bo męczyłam się w tym związku i teraz czuje się lepiej także radzę się zastanowić.
Tak, to jest czasem męcząca relacja, wiem że łatwiej by było bez niego, ale.. ale kiedy się widzimy, wszystko jest dobrze, jest lepiej niż dobrze, jest magicznie i cudownie ale kiedy się rozstajemy, kiedy znów to są rozmowy na komunikatorach czy telefon to wszystko się wali.. On za dużo myśli, za dużo szuka błędów we mnie, wczoraj znów się pokłóciliśmy, kolejne odmienne zdanie dotyczące życia erotycznego. Nie wiem, jak my to wszystko pogodzimy, nie chcę się z nim rozstawać chce żeby było dobrze, staram się, widzę że on też się stara ale nie wiem jak to dalej będzie.. ![]()
Ja też mam taki problem, że ja i mój chłopak to dwa bieguny trochę chociaż mamy parę cech wspólnych
Ale jak to powiadają przeciwieństwa się przyciągają i coś w tym jest
Jezeli jest miłosć to idzie się na wiele ustępstw bo w końcu miłość to chęć by ta druga osoba była szczesliwa
Fakt, przyciągają się
A powiedz mi jak to było u Ciebie? O co się kłóciliście i jak znaleźliście rozwiązanie?