Witam, ostatnio miałam w swoim zyciu kilka zawirowań, czuję że ja najwięcej cierpię przez złe decyzje innych ludzi. Mój chłopak obiecywał że zarobi w Anglii i razem się tam przeniesiemy. Niestety nie powiodło mu się tam i musial wrócić, przez to że wcześniej zaczoł pierwszy semestr studiow i ich nie skonczyl jego rodzice chca zeby nie mieszkał w duzym mieście (tam gdzie miezkam ja) i ma codziennie dojezdzać. Będziemy widzieć się w tyg może 2 razy na kilka godzin na mieście. Niewiadomo czy bedzie ógł przyjezdzać na weekendy. Wcześniej rodzice wynajmowali mu mieszkanie i widywaliśmy się czesto,fajnie spedxxaliśmy wieczory itp. Mam wrażenie że tylko ja ubolewam nad tym faktem, on mówi ze tak musi narazie być i zebysmy oboje sie skupili na wlasnym rozwoju. Mowi mi przez ze ja caly czas jestem niezadowolona i jego to meczy bo nic nie moze zrobic w tej sytuacji, narazie musi tak byc..
Ale ja czuje sie samotna tu bez niego, nie dogaduje sie z matka, kolezanki maja wlasne zycie i nie rozmawiamy za czesto. Niewiem czy to normalne, czy ja popełniam jakis bląd ze czuje sie nieszczesliwa?
Na dodatek ostatnio straciłam prace na ktora dlugo czekalam, choc byla dorywcza to i tak dawała mi jakies zajecie, a teraz jestem caly czas zalezna od rodzicow. Matka zawsze twierdzi ze mi nie jest potrzebne nic nowego i kreci nosem jak cos sobie raz na jakis czas kupie..
Kurcze to moje zycie, chce je zmienic, niechce byc takim chodzacym nieszczesciem.. wiem ze mojego chlopaka meczy moje zachowanie ze ciagle narzekam ale mam na co przeciez..niewiem jak to zmienic
Chcę mieć siłe bo wiem że życie nie raz mnie zaskoczy, ale boje sie ze wtedy mnie stłamsi...dodam jeszcze ze wyszlam z nerwicy, niechce zeby to wrocilo