on mnie nie chce. Nie mogę tego przeboleć Kiedy byliśmy razem był cholerykiem, mieszkał z matką, kiepsko zarabiał, miał nadwagę. Mimo to pokochałam go, ale nam nie wyszło. Potem mieliśmy do siebie wrócić, ale do tego nie doszło... niedawno zaczęłam się z nim spotykać. Schudł. Zmienił się, nie jest już tak nerwowy, jest optymistą, inaczej myśli, ma w życiu wartości. Mieszka sam. Awansuje. Ma duże plany na przyszłość (i mniejsze też, takie jak zmiana mieszkania, garderoby, i tak dalej). Jak to określił "czeka na swoją księżniczkę"
Nawet nie wiecie jak mnie to boli. Może gdybym poznała go dziś, a nie dwa lata temu, bylibyśmy razem? Przypadł mi jego "gorszy" okres i go pokochałam, a teraz, kiedy on ma swój lepszy, nie chce mnie... nie wiem jak sobie z tym poradzić ;/
Skoro nie jest Tobą zainteresowany, nic nie zdziałasz. Wydaje się że jasno daje Ci to do zrozumienia.
Jak to określił "czeka na swoją księżniczkę"
Po takich słowach, nie miałabym złudzeń.
Przede wszystkim unikać z nim spotkań. Po co rozkrwawiać sobie duszę. Otwórz sie na nowe znajomości. Czas leczy rany, z biegiem czasu ból minie.
Standard. Albo chłopak się wstydzi, że w czasie Waszego związku był taki beznadziejny i chce stracić z Tobą kontakt, by nie musieć sobie tego przypominać - albo wykorzystał Cię tylko do podniesienia swojej samooceny na zasadzie "wyrwałem całkiem fajną laskę jak byłem beznadziejny, to jakie wyrwę teraz!".
No tak, teraz może celować w lepsze ode mnie...
Duality
Miałam podobnie jak Ty, gdy poznałam faceta był rozsypany na miliard kawałków, powoli i sukcesywnie pomagałam mu się pozbierać i posklejać do kupy, w międzyczasie zrodziło się między nami uczucie, (teraz wiem, że było ono tylko z mojej strony).
Czas mijał, mimo ciężkiego okresu było między nami cudownie, aż nagle gdy on już stabilnie stał dostałam ( tu by się werbel przydał
) wypowiedzenie ze skutkiem natychmiastowym! ![]()
Był to dla mnie wielki szok, a potem poczułam się zwyczajnie wykorzystana bo poświęciłam mu rok mojego życia, wspierałam, wysłuchiwałam, doradzałam, gdy mnie potrzebował byłam ok, a potem pozbył się mnie jak zużytego śmiecia.
Od tego czasu minął rok długo się zbierałam, bo długo nie mogłam dopuścić do siebie myśli i pogodzić się z tym, że on jest " taki", że tak mocno się pomyliłam, ale w końcu musiałam pogodzić się z prawdą. Dochodziłam do siebie ponad pół roku. Teraz spotykam się z kimś, jest miło, na szczęście on to już dla mnie zamknięty rozdział, ale zadra pozostała, jestem mniej emocjonalna, trzymam facetów na dystans, nie staram się tak jakbym starała kiedyś.
Tobie pewnie też nie będzie łatwo, bo poczucie krzywdy to straszne upierdliwe coś, ale dasz radę ![]()
Jakbyś chciała pogadać napisz do mnie na maila, jest dostępny w profilu. ![]()
Tak jak wszystko się w życiu człowieka zmienia, tak w tym wypadku - poniekąd z własnej autopsji i doświadczeń z obserwacji - sprawę jego metamorfozy sprowadziłbym do meritum pt "to oddziaływanie nigdy nie zniknie". A za punkt odniesienia do tego, wziąłbym jego matkę.
Kiedy byliśmy razem był cholerykiem, mieszkał z matką, kiepsko zarabiał, miał nadwagę. Mimo to pokochałam go, ale nam nie wyszło.
Dlaczego tak to widzę? Sama na to pytanie dalej w poście odpowiadasz
Zmienił się, nie jest już tak nerwowy, jest optymistą, inaczej myśli, ma w życiu wartości. Mieszka sam. Awansuje.
Obstawałbym za tym, że jego zmiana jest tylko powierzchowna z racji jego pójścia na swoje.
On Ciebie nie chce - "czeka na swoją księżniczkę" bo primo - pamięta Ciebie i Waszą relację z tamtego okresu; secundo - z jednej strony się kryje - tak jak mówisz "spokorniał" - a z drugiej chce "świeżaka", który na wejściu nie ma pojęcia o tym jego powiązaniu z matką.
Przemyśl z jakiego to głównego powodu kiedyś się rozstaliście. Jeśli to przez jego matkę, to tutaj - jak dla mnie - sprawa jest jasna i tu jego nerwowość jest nie tyle dyskusyjna, co jeszcze bardziej podejrzana .
A mowilam gdzies,ze do związku potrzeba dwóch kompletnych osób,a nie połówek,które chcą się uzupełniać,czegoś oczekują.Kompletne,ułożone osoby=udana relacja.