Witam. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że poniższy temat przedstawia sytuację całkowicie hipotetyczną i ma za zadanie jedynie zachęcić wszystkich forumowiczów do otwartej dyskusji. Wahałem się czy temat ten umieścić tu czy może w dziale "Religia", ale pomimo tego, że być może zahaczę o jakieś wartości moralne to chciałbym spojrzeć na człowieka bardziej od strony jego psychiki i uniknąć słynnych już tam wojen "ateista vs. katolik" (dla mnie osobiście takie wojny nie mają sensu). A więc do rzeczy...
Wyobraźcie sobie normalnego przeciętnego człowieka, który wychowywał się od dzieciństwa w pewnym określonym systemie wartości. Rodzice wpajali mu od małego potrzebę pomagania innym, dobroć i szacunek dla każdego człowieka, szanowanie przyrody i innych stworzeń, uczciwość, prawdomówność, szczerość. Ogólnie mówiąc wychowali go na dobrego sympatycznego gościa, który nigdy nikomu specjalnie nie przeszkadzał i wolał raczej pomagać niż "kłaść ludziom kłody pod nogi". I w tym momencie pytanie do Was. Czy człowiek jest na tyle silnym psychicznie indywiduum, że może sobie pewnego dnia powiedzieć:"OK, to co wpajali mi rodzice nie sprawdziło się, wyrzucam to wszytko i od dziś następuje zmiana o 180°."? Czy z fajnego, sympatycznego człowieka może się stać nagle za przeproszeniem ch*j i sku***syn, egoista, który nie będzie liczył się z nikim i z niczym. Nie będzie patrzył dalej niż czubek własnego nosa, a wszystkich, którzy przeszkadzają mu w dojściu do celu będzie po prostu deptał. Czy do takiej zmiany wystarczy powiedzenie sobie: "od dziś jestem wredny" czy może potrzeba jakiegoś traumatycznego przeżycia? Czy taka zmiana będzie tylko tymczasowa czy może być stała? Czy łatwiej jest się zmienić z "dobrego" w "złego" czy odwrotnie. A może po prostu tego czego nas nauczono i co zasiali w nas rodzice nie da się wyplenić i wszytko sprowadza się do udawania i "zakładania maski"? Zapraszam do dyskusji ![]()
To oczywiście zależy od człowieka. Sprawa bardzo indywidualna.
Jeżeli ktoś ma silną osobowość i odrobinę własnego rozumu + asertywności nie dopuści do tak drastycznych zmian w swoim zachowaniu.
Są jednak osoby, które ulegają wpływom i mimo dobrego wychowania w domu, wpadają w takie towarzystwo, że zmieniają się nie do poznania. Czasami jest to chęć przypodobania się danej grupie, innym razem czujemy się wolni i niezależni, chcemy zerwać z dotychczasowym grzecznym życiem (takie zerwanie ze smyczy) - najczęściej kiedy wyprowadzamy się od rodziców, wyjeżdżamy np. na studia.
Bardzo często na zmianę zachowań ludzkich, wpływają także różne traumatyczne przeżycia. Ludzie po złych doświadczeniach noszą w sobie wiele żalu do świata i ludzi, nie radząc sobie z tym, zmieniają się - to jest rodzaj takiego wewnętrznego buntu - ale myślę, że to jest typowe dla bardzo skrzywdzonych i nie są to raczej stałe przemiany.
Tak wiem, że ludzie często chcą się przypodobać różnym grupom rówieśników i sam się z tym spotkałem, ale to jest raczej jak już mówiłem "zakładanie maski".
Jeżeli ktoś ma silną osobowość i odrobinę własnego rozumu + asertywności nie dopuści do tak drastycznych zmian w swoim zachowaniu.
Dlaczego tak myślisz? Czy uważasz, że budowanie nowego światopoglądu totalnie na własną rękę i odcięcie się od korzeni jest złe?
sweil napisał/a:Jeżeli ktoś ma silną osobowość i odrobinę własnego rozumu + asertywności nie dopuści do tak drastycznych zmian w swoim zachowaniu.
Dlaczego tak myślisz? Czy uważasz, że budowanie nowego światopoglądu totalnie na własną rękę i odcięcie się od korzeni jest złe?
Nie uważam, że jest złe, jeżeli w grę wchodzi rozsądek i nie są to zmiany na gorsze.
Ja wzięłam tutaj pod uwagę zmiany z dobra na zło, dlatego tak napisałam.
Każdy ma prawo kierować swoim życiem, według własnego uznania, ważne, żeby czuć się szczęśliwym.
szakisz,nie dałeś konkretnego punktu odniesienia ,co sprawia że nie ma punktu zaczepienia do polemiki.
Zauważ że jest wiele osób które bardzo krytycznie odnosić się będą do twoich zachowań pomimo iż tobie wydawać się będzie iż jesteś nieskazitelnym aniołkiem i na odwrót ..
Metamorfozy przechodziło,przechodzi i przechodzić będzie bardzo dużo ludzi a także wielu pozostanie w stagnacji,lub będzie szło wytyczonym w swoim mniemaniu słusznym szlakiem
Myśl, wola i w konsekwencji nasze działanie uzależnione jest w dużej mierze od świata zewnętrznego który kreuje nasz świat wewnętrzny . Moim zdaniem rodzice i szkoła to swoista proteza z której każdy wcześniej czy później wyrasta ,dla obcych jesteś pustą kartką ,to co będzie na niej napisane i jak czytane zależeć będzie tylko i wyłącznie od ciebie...
6 2013-09-14 16:15:27 Ostatnio edytowany przez szakisz (2013-09-14 16:17:08)
Bo właśnie spotkaliśmy się ostatnio w grupie znajomych i rzuciliśmy taki temat, bo lubimy dyskutować o tym dlaczego człowiek postępuje tak a nie inaczej w różnych sytuacjach. Jeden z nas wystrzelił jak z łuku, że nie podoba mu się to jak rodzice go wychowali. Nigdy nikomu nie wadzi, a w zamian spotyka tylko złych ludzi od których dostaje kopniaki. Powiedział że chce zmienić siebie, odciąć się od starych wzorców i ludzi dbać tylko o siebie i dążyć do spełnienia swoich pragnień. Nie dbać o nic więcej. A mi natychmiast nasunęło się pytanie. Czy człowiek może tak w jednej chwili wszystko zmienić? Zerwać z zasadami wcześniej wyznawanymi i żyć wbrew nich specjalnie i świadomie. To musi przecież kosztować bardzo wiele psychicznego wysiłku ![]()
Zatem jeśli ten ktoś ,wzbiera w sobie jad bo go życie nie oszczędza i jeśli jego środowisko dalej będzie sprzyjało pielęgnowaniu w nim nienawiści to ma duże szanse stać się potworem [czytaj-Hitler] .To że został wychowany na człowieka to oznacza tylko lub aż ,że będzie miał wybór .
Zatem jeśli ten ktoś ,wzbiera w sobie jad bo go życie nie oszczędza i jeśli jego środowisko dalej będzie sprzyjało pielęgnowaniu w nim nienawiści to ma duże szanse stać się potworem [czytaj-Hitler] .To że został wychowany na człowieka to oznacza tylko lub aż ,że będzie miał wybór .
Rozumiem i co ci chodzi Paweł-1979, ale chyba Hitler jest tu trochę nazbyt ekstremalnym przykładem ![]()
Rozumiem i co ci chodzi Paweł-1979, ale chyba Hitler jest tu trochę nazbyt ekstremalnym przykładem
Nigdy nie mów nigdy , po Hitlerze też nikt się nie spodziewał cóż z niego będzie za ........
A już pewnie najmniej jego rodzice ![]()
Nigdy nie mów nigdy , po Hitlerze też nikt się nie spodziewał cóż z niego będzie za ........
A już pewnie najmniej jego rodzice
Może masz rację ![]()
Jest takie powiedzenie "nie da się uczyć na cudzych doświadczeniach", dlatego pomimo że ktoś nam mówi że takie a takie zachowanie jest złe - dopóki sami nie sprawdzimy na własnej skórze to nie uwierzymy..
Rodzice przekazują nam wartości nie po to abyśmy je kalkowali we własnym życiu, ale po to abyśmy dokonywali właściwych wyborów i sami brali za nie odpowiedzialność. To, co dla Ciebie jest "zejściem na czarną stronę mocy" w przypadku kolegi może być po prostu dorastaniem.. nie dziwię mu się że nie chce kolejny raz "dostać w d." to jedynie oznacza że zaczyna uczyć się na własnych błędach, niekoniecznie że stanie się złym człowiekiem. Trzeba znać swoją wartość, rozwijać się i dążyć do osiągnięcia własnych celów - co w tym złego?
Jest takie powiedzenie "nie da się uczyć na cudzych doświadczeniach", dlatego pomimo że ktoś nam mówi że takie a takie zachowanie jest złe - dopóki sami nie sprawdzimy na własnej skórze to nie uwierzymy..
Rodzice przekazują nam wartości nie po to abyśmy je kalkowali we własnym życiu, ale po to abyśmy dokonywali właściwych wyborów i sami brali za nie odpowiedzialność. To, co dla Ciebie jest "zejściem na czarną stronę mocy" w przypadku kolegi może być po prostu dorastaniem.. nie dziwię mu się że nie chce kolejny raz "dostać w d." to jedynie oznacza że zaczyna uczyć się na własnych błędach, niekoniecznie że stanie się złym człowiekiem. Trzeba znać swoją wartość, rozwijać się i dążyć do osiągnięcia własnych celów - co w tym złego?
Ja rozumiem, że życie polega na uczeniu się na błędach weryfikacji i wyciągania z nich błędów. Oczywiście, że nie da się kropka w kropkę przekalkować systemu wartości naszych rodziców, chociażby z powodu różnicy pokoleń. Mówię jednak o odrzuceniu kompletnie wszystkiego i tak jakby wybudowaniu swojego światopoglądu totalnie od podstaw.
13 2013-09-14 18:09:56 Ostatnio edytowany przez alfaalfa (2013-09-14 18:13:15)
Mówię jednak o odrzuceniu kompletnie wszystkiego i tak jakby wybudowaniu swojego światopoglądu totalnie od podstaw.
Szczerze? Wg mnie nie da się całkowicie odrzucić wszystkich wartości jakie nam wpajano od dziecka, One zawsze będą w pamięci. Pomimo świadomego wyrzeczenia się ich w konkretnych sytuacjach, mózg sam odwoła się do doświadczeń i przekonań w jakie wierzyłeś przez lata (zdeterminuje wybór).. Ty potem tylko/aż zdecydujesz o wyborze... tylko czy na pewno świadomie..
Nic nie jest tylko czarne albo tylko lśniąco białe, zwłaszcza zachowania. Chodzi mi o to, że w dwóch identycznych sytuacjach możesz zachować się zupełnie odmiennie w zależności od doświadczeń, wieku, upodobań, poczucia bezpieczeństwa, umiejętności, wiedzy, nacisków społecznych, świadków zdarzenia i Twojego nastawienia do nich czy samopoczucia, pory roku, pory dnia.. itd itp czytaj wielu czynników.
Polecam w ramach tych zagadnień NLP i Psychologię Społeczną..
14 2013-09-14 20:42:52 Ostatnio edytowany przez XX30 (2013-09-14 20:43:20)
Ja uważam , ze można pozbyć sie wszystkich wartości wpajanych od dziecka.
Przykład holocaust. Nie sadze aby takie wartości jak zabijanie, torturowanie i inne były wpajane tym ludziom od urodzenia.
Ale z tym automatycznym odwołaniem mózgu do utartych schematów to racja. To sie nazywa działanie nieświadome. A bywa częste.
15 2013-09-14 21:26:02 Ostatnio edytowany przez szakisz (2013-09-14 21:26:47)
Ja uważam , ze można pozbyć sie wszystkich wartości wpajanych od dziecka.
Przykład holocaust. Nie sadze aby takie wartości jak zabijanie, torturowanie i inne były wpajane tym ludziom od urodzenia.
Ja się nie zgodzę z tym przykładem. Holocaust był elementem działań wojennych. Nawet jeżeli znalazł się poczciwy Niemiec (takich było wbrew pozorom całkiem sporo, ale o tym się nie mówi) to za nie wykonanie rozkazu groził sąd wojenny, albo nawet natychmiastowe rozstrzelanie ![]()
16 2013-09-15 15:05:46 Ostatnio edytowany przez Katarzynka82 (2013-09-15 15:07:39)
Można ale to wymaga chęci, samodzielnego myślenia oraz inteligencji.
Najgorzej jest gdy rodzice decydowali o czyimś całokształcie życia wtedy odejście od tego wszystkiego jest bardzo trudne ponieważ człowiek nie ma żadnego porównania co wyszło od niego a co od rodziców.
Nie czytałam wszystkich wypowiedzi, odniosę się tylko do pierwszej, szakiszowej ![]()
Wieeeeele, bardzo wiele zależy ZGODNOŚĆ tego co rodzice mówili/wpajali z tym co autentycznie robili. Tak pojawia się godny naśladowania wzorzec; nie za pomocą słów. Jeśli dana osoba- w tym przypadku rodzic- pragnie być autorytetem z prawdziwego zdarzenia, to to co mówi MUSI pokrywać się z tym co robi.
Wtedy, po latach taki młody człowiek ma silne podstawy moralne, nie jest rozchwiany.
Zmienić się można, a nawet warto. Na lepsze oczywiście- bo zmiana to nie tylko z anioła w diaboła
Ale i na odwrót. I takich zmian oby jak najwięcej ![]()
Wieeeeele, bardzo wiele zależy ZGODNOŚĆ tego co rodzice mówili/wpajali z tym co autentycznie robili.
Myślę, że tutaj Catwoman dotknęłaś ważnej kwestii o której rodzice, niestety nie tylko ci młodzi, często zapominają ![]()
Nalezy rozroznic dwie kwestie...
Kiedy rodzice nas wychowywali i mialo to sens a kiedy probowali ale patrzac na ich zycie czlowiek sie zastanawial jak tak mozna?
Prosty przyklad...ja.
Wychowywano mnie tak jakos normalnie, niby bez zadnych elementow, kryminalow czy bicia. Alkoholizmu tez nie ma w rodzinie.
Przekazywano mi wlasnie ze dziewczynki maja byc mile, grzeczne, nie brudzic sie sluchac rodzicow szanowac reszte rodziny, nosic spodniczki i kokardki...rozne takie.
Probowalam sie dostosowac...cale 4 lata.
Potem mi nie moje zasady, wartosci i zachowania wyszly nosem. Bunt ktory byl moim udzialem to juz nawet nie byl bunt ale rewolucja pelna para ![]()
Zdalam sobie sprawe ze sama wiem co jest dla mnie dobre a co zle, ze to czego moja matka sie boi mnie nie przeraza, ze kiedy ona zapomina jezyka w gebie to ja sie dopiero rozgrzewam, ze doswiadczenia ktore ja lamia mnie motywuja.
Mozna powiedziec ze cale jej wychowanie odrzucilam i w pewnym okresie zaczelam sama wyciagac wnioski.
Jestem czlowiekiem, mam wlasna swiadomosc i wolna wole...
Ciezki ze mnie material do wychowywania w tradycyjnym tego slowa znaczniu. ![]()
krotko mowiac...da sie w pelni odrzucic cale wychowanie rodzicow i isc swoja droga.
Wymaga to glebokiej wiary w siebie, znajomosci siebie i akceptacji siebie zarowno od strony wad jak i zalet.
Inaczej do spirala do piekla ![]()
Nalezy rozroznic dwie kwestie...
Kiedy rodzice nas wychowywali i mialo to sens a kiedy probowali ale patrzac na ich zycie czlowiek sie zastanawial jak tak mozna?Prosty przyklad...ja.
Wychowywano mnie tak jakos normalnie, niby bez zadnych elementow, kryminalow czy bicia. Alkoholizmu tez nie ma w rodzinie.
Przekazywano mi wlasnie ze dziewczynki maja byc mile, grzeczne, nie brudzic sie sluchac rodzicow szanowac reszte rodziny, nosic spodniczki i kokardki...rozne takie.
Probowalam sie dostosowac...cale 4 lata.Potem mi nie moje zasady, wartosci i zachowania wyszly nosem. Bunt ktory byl moim udzialem to juz nawet nie byl bunt ale rewolucja pelna para
Zdalam sobie sprawe ze sama wiem co jest dla mnie dobre a co zle, ze to czego moja matka sie boi mnie nie przeraza, ze kiedy ona zapomina jezyka w gebie to ja sie dopiero rozgrzewam, ze doswiadczenia ktore ja lamia mnie motywuja.Mozna powiedziec ze cale jej wychowanie odrzucilam i w pewnym okresie zaczelam sama wyciagac wnioski.
Jestem czlowiekiem, mam wlasna swiadomosc i wolna wole...
Ciezki ze mnie material do wychowywania w tradycyjnym tego slowa znaczniu.krotko mowiac...da sie w pelni odrzucic cale wychowanie rodzicow i isc swoja droga.
Wymaga to glebokiej wiary w siebie, znajomosci siebie i akceptacji siebie zarowno od strony wad jak i zalet.
Inaczej do spirala do piekla
No to tak samo było ze mną ![]()
No to gratuluje ze ci sie udalo.
Droga do samego siebie jest najtrudniejsza ze wszystkich znanych mi drog ![]()
Nie wiem czy jest do końca sens stawiać pytanie w ten sposób, bo to jak rodzoce nas wychowali tkwi w nas słabiej lub mocniej.
Padł tu przykład popierania wpajanych dzieciom zasad swoim zachowaniem, więc choćby to.
A także kwestia przekazania zasad dziecku. Można nakazywać "bo tak", można także przekazywać zasady w sposób pobudzający myślenie dziecka: " spojrz, jesli postapisz tak to będą takie konsekwencje, a jesli inaczej to takie" wskazując jedynie na wartości, ktorymi dziecko powinno się kierować przy wyborze. Taki czlowiek, ktory zastanawia się, czy te zasady od rodziców są dobre, tak naprawdę ich nie przemyślał, nie traktuje jak swoich, dlatego w jakimś momencie swojego życia wątpi w nie. Są w nim trochę, ale nie jest ich pewien. Co nie zmienia faktu, że postępując według swoich nowych zasad będzie czasem czuł się źle, jedynie ze względu na to że rodzice kiedyś kazali robić inaczej.
Uważam, że to co rodzice kładą dzieciom do głów pozostaje na zawsze, tak jak pozostają wszystkie doświadczenia, zależy to od podejścia rodziców do dziecka i wielu wielu czynników.
Padł tu przykład popierania wpajanych dzieciom zasad swoim zachowaniem, więc choćby to.
Co masz na mysli? Bo akurat moja zachowanie mojej matki zgadzalo sie z JEJ zasadami ale nie z moimi wiec tu byla jak dla mnie niezgodnosc.
A także kwestia przekazania zasad dziecku. Można nakazywać "bo tak", można także przekazywać zasady w sposób pobudzający myślenie dziecka: " spojrz, jesli postapisz tak to będą takie konsekwencje, a jesli inaczej to takie" wskazując jedynie na wartości, ktorymi dziecko powinno się kierować przy wyborze.
No ale nie da sie przewidziec wszystkich konsekwencji poza tymi najbardziej widocznymi (jak wsadze placa w ogien to sie poparze)
Ale mozna zaszczepic dziecku irracjonalny strach przed konsekwencjami.
Taki czlowiek, ktory zastanawia się, czy te zasady od rodziców są dobre, tak naprawdę ich nie przemyślał, nie traktuje jak swoich, dlatego w jakimś momencie swojego życia wątpi w nie. Są w nim trochę, ale nie jest ich pewien. Co nie zmienia faktu, że postępując według swoich nowych zasad będzie czasem czuł się źle, jedynie ze względu na to że rodzice kiedyś kazali robić inaczej.
Wlasnie dlatego trzeba znac siebie i miec duzo pewnosci siebie.
Wtedy osiagasz spokoj z sama soba nawet jesli robisz cos wbrew wpajanym ci zasadom.
No ale nie da się przewidzieć wszystkich konsekwencji poza tymi najbardziej widocznymi (jak wsadzę palca w ogień to się poparzę)
Ale można zaszczepić dziecku irracjonalny strach przed konsekwencjami.
Myślę że to jest ważne. Jeżeli ktoś ma wpojony ten irracjonalny strach to będzie się bał rozwinąć. A ponieważ nie widzi dla nowych zasad żadnego punktu zaczepienia zostaje przy starych, nawet jeśli mu nie odpowiadają do końca
lamalcontenta napisał/a:Padł tu przykład popierania wpajanych dzieciom zasad swoim zachowaniem, więc choćby to.
Co masz na mysli? Bo akurat moja zachowanie mojej matki zgadzalo sie z JEJ zasadami ale nie z moimi wiec tu byla jak dla mnie niezgodnosc.
to przykład możliwości rozdźwięku między zasadami a zachowaniem/wlasnymi pogladami itp
lamalcontenta napisał/a:A także kwestia przekazania zasad dziecku. Można nakazywać "bo tak", można także przekazywać zasady w sposób pobudzający myślenie dziecka: " spojrz, jesli postapisz tak to będą takie konsekwencje, a jesli inaczej to takie" wskazując jedynie na wartości, ktorymi dziecko powinno się kierować przy wyborze.
No ale nie da sie przewidziec wszystkich konsekwencji poza tymi najbardziej widocznymi (jak wsadze placa w ogien to sie poparze)
Ale mozna zaszczepic dziecku irracjonalny strach przed konsekwencjami.
uważam, że można przewidzieć wiele konsekwencji, nie tylko te bezpośrednie, dlatego wychowanie powinno się opierać o naukę myślenia bardziej niż naukę zasad
dlatego w idealnej sytuacji dziecko nie ma wpojonego irracjonalego strachu przed konsekwencjami, a taki strach i zasady go powodujące to pewnie jedne z tych najczęściej łamanych
lamalcontenta napisał/a:Taki czlowiek, ktory zastanawia się, czy te zasady od rodziców są dobre, tak naprawdę ich nie przemyślał, nie traktuje jak swoich, dlatego w jakimś momencie swojego życia wątpi w nie. Są w nim trochę, ale nie jest ich pewien. Co nie zmienia faktu, że postępując według swoich nowych zasad będzie czasem czuł się źle, jedynie ze względu na to że rodzice kiedyś kazali robić inaczej.
Wlasnie dlatego trzeba znac siebie i miec duzo pewnosci siebie.
Wtedy osiagasz spokoj z sama soba nawet jesli robisz cos wbrew wpajanym ci zasadom.
zgadzam się całkowicie
no i tego przede wszystkim powinni uczyć rodzice
26 2013-09-15 21:46:15 Ostatnio edytowany przez szakisz (2013-09-15 21:47:42)
wychowanie powinno się opierać o naukę myślenia bardziej niż naukę zasad
Popieram. Dziecko, które nie uczy się logicznego myślenia, używania rozumu i interpretowania tego, co się dookoła dzieje jest zagrożone. Taki człowiek dostaje od rodziców pewien "pakiet" wartości (nie wnikajmy co w nim jest, bo to sprawa indywidualna). Jednak w dorosłym szyciu spotykamy całe masy ludzi, a w związku z tym różne systemy wartości. Co się stanie gdy spotkają się dwa skrajnie różne światopoglądy? Jeden z nich (zazwyczaj ten słabiej ugruntowany) upadnie, a osoba, która została jego pozbawiona będzie się poruszała niejako po omacku ![]()
szakisz świat jest pełen pacjentów
Tak naprawdę wszyscy nosimy w sobie pewną przeszłość; jedno lżejszą, inni cięższą ALE to jeszcze nie niczym nie musi świadczyć. Ważne jest, na ile to sobie uświadomisz i co będziesz chciał z tym zrobić.
28 2013-09-15 23:01:33 Ostatnio edytowany przez szakisz (2013-09-15 23:05:02)
szakisz świat jest pełen pacjentów
O tym to ja wiem Cat, wystarczy spojrzeć za okno. Tak przy okazji, możesz mi powiedzieć dlaczego mój wątek wylądował dziś na stronie głównej. To łut szczęścia, czy jakaś nagroda dla mnie ![]()
Nic tu nie dzieje się za pomocą łutu szczęścia ![]()
Nic tu nie dzieje się za pomocą łutu szczęścia
Bo wiesz, czuje się bardzo wyróżniony. Taki krótki staż (pod względem liczby postów) a tu taka niespodzianka ![]()
Bo temat ciekawy ![]()
Ja uwazam , ze mozna bo ja sie zmienilam o 180 stopni.
jesteśmy panami , jeżeli ktoś jest przy tobie . Gdy zostajesz sam stajesz się malutki
jesteśmy panami , jeżeli ktoś jest przy tobie . Gdy zostajesz sam stajesz się malutki
Powiedziałabym, że może być wręcz odwrotnie; panem własnych przekonań możesz być w konfrontacji z inną osobą dopiero.
Odnośnie rzeczy wpajanych przez dorosłych dzieciom, przeczyałam kiedyś o badaniach (źródła mojej wiedzy to książka "moralne zwierzę" Robert Wright - która jest jak najbardziej na temat wątku) w których sprawdzano chęć dzieci do kłamstwa i zależności pomiędzy rożnym traktowaniem kłamiących dzieci. Wynikało z tych badań iż każde dziecko zaczyna kłamać gdy jest małe, sprawdzając tym jak wiele mu wolno (i chec klamania nie zalezy od kultury). W sytuacji gdy dziecko nie jest karane za kłamstwo, kłamie w przyszłości dużo częściej i ciężej mu to zmienić niż gdyby nie kłamało - dotyczy to nawet sytuacji ze dziecko dostawało duże nagrody za prawdę, ale kar za kłamstwo żadnych.
Taki tam przykład.
I jeszcze na temat polecam "Koniec człowieka" Francis Fukuyama.
36 2013-09-16 09:58:54 Ostatnio edytowany przez Paweł-1979 (2013-09-16 10:39:44)
heniek bednar napisał/a:jesteśmy panami , jeżeli ktoś jest przy tobie . Gdy zostajesz sam stajesz się malutki
Powiedziałabym, że może być wręcz odwrotnie; panem własnych przekonań możesz być w konfrontacji z inną osobą dopiero.
Catwoman myślę że Heńkowi właśnie o to chodziło ![]()
Fajny temat Szakisz. Doskonale rozumiem co chcesz powiedzieć przez to, co tam piszesz. U mnie ten idealizm zmienił się pod wpływem pewnej osoby, która ukazała mi inny świat. Nagle jakby zobaczyłam drugą strone lustra, drugą strone medalu. Było to dla mnie fascynujące, z drugiej strony przekraczałam jakby tabu.
Uważam, że to jest sprawa indywidualna u każdego z nas, ja jestem żywwym przykładem , że jest to możliwe. Obecnie nie jestem szczęśliwa. Jestem na etapie takiego przepotwarzania się , powiedzmy z larwy w cos innego (w aspekcie duchowym), ale moja ciekawość świata i nieposkromiona natura, zaprowadziły mnie własnie tutaj, do takich ludzi jak wy, żeby dawać sobie z tym rade i podnosić sie na nowo.
Fajny temat Szakisz. Doskonale rozumiem co chcesz powiedzieć przez to, co tam piszesz. U mnie ten idealizm zmienił się pod wpływem pewnej osoby, która ukazała mi inny świat. Nagle jakby zobaczyłam drugą stronę lustra, drugą stronę medalu. Było to dla mnie fascynujące, z drugiej strony przekraczałam jakby tabu.
Uważam, że to jest sprawa indywidualna u każdego z nas, ja jestem żywym przykładem , że jest to możliwe. Obecnie nie jestem szczęśliwa. Jestem na etapie takiego przepoczwarzania się , powiedzmy z larwy w coś innego (w aspekcie duchowym), ale moja ciekawość świata i nieposkromiona natura, zaprowadziły mnie własnie tutaj, do takich ludzi jak wy, żeby dawać sobie z tym rade i podnosić się na nowo.
Dzięki czasymira. Dobrze, że się wypowiedziałaś. Czekałem właśnie na słowo kogoś, kto właśnie przechodzi coś takiego. Wiem, że teraz możesz czuć się niekomfortowo, bo musisz "zburzyć stare, wybudować nowe" - dojść znowu do ładu. Jednak jeżeli czujesz, że ten kierunek w którym idzie twoja zmiana jest dla ciebie dobry to wkrótce będziesz szczęśliwa, że żyjesz w zgodzie ze sobą. Ja też kiedyś musiałem zawrócić. Może nie wyrzuciłem totalnie wszystkiego, czego nauczyli mnie rodzice, niemniej jednak nie spodobało się to moim bliskim i czułem się strasznie źle z tym
Kiedy jednak powiedziałem sobie, że przecież to ja będę żył swoim życiem i najważniejsze żeby mi samemu było ze mną dobrze to wtedy wszystko się zgrało wewnętrznie i teraz jest dobrze ![]()
Jak widac każdy z nas przechodzi takie etapy rozwoju i zmiany. Ja znam np. sytuacje kiedy dzieci np. zmieniły wiarę z chrześcijan na świadków Jehowych. Rodzice byli rozczarowani, ale się z tym pogodzili. Dodatkowo powiem, że ojciec tego chłopaka był rozczarowany swoją emeryturą, dostał bardzo niską i było mu ciężko.
Nie wiem czy powinnam o tym pisać, ale czytam z zapartym tchem wasze posty i badzo mnie ten temat interesuje, więc szukam porównań w rzeczywistym życiu.
czasymira ŚJ to nadal chrześcijanie ![]()
czasymira ŚJ to nadal chrześcijanie
tak Cat to nadal chrześcijanie, ale z punktu KK to sekta, więc może być problem z akceptacją czegoś takiego ![]()
Ooo widzisz i tu trzeba mieć własne przekonanie ![]()
To takich różnych przypadków w swoim środowisku mam kilka.
Ja sama mam zupełnie inne poglądy niż cała moja rodzina. Mój 23 letni brat nie. Tacy sami rodzice, takie same wychowanie, a ja jestem mocnym buntownikiem, on zupełnie. Rzecz którą uznaję tu za istotną, to rozmyślania o zasadach które dostajemy. Ja nie zbuntowałam się z dnia na dzień, tylko powoli odrzucałam coraz więcej zasad, które dawali mi rodzice, często nawet w momencie przekazania mi ich - były niezgodne z myśleniem, które zdążyło się we mnie wytworzyć. Oni mnie tolerowali, byłam pewna swoich poglądów i nie zamierzałam ich zmieniać pod żadnych warunkiem, ale byłam z nimi nieszczęśliwa, bo i w środowisku swoim w szkole nie znajdowałam poparcia (nikt jakby nie wgłębiał się w to tyle co ja, co nie znaczy że ludzi tam byli źli czy głupi, pewnie ja chciałam za dużo).
Dopiero później poznałam kilka osób, które te poglądy popierają, zaczęłam więcej czytać i tylko to wszystko mnie w nich utwierdzało.
Problem ogólny był taki, iż moja rodzina i większość społeczeństwa mojego miasta żyła według schematów. Schematów sprawdzających sie od lat, ale stosowanych bezwzględnie (już nawet nie o kwestie religijności chodzi). Czasem te schematy wydawały mi się krzywdzące innych. To coś takiego: "robię tak, bo wiem że tak jest dobrze i nie zastanawiam się nad konkretną sytuacją" kiedy moje myśli zakładały rozpatrywanie sytuacji i zakładanie jak najmniejszej liczby rzeczy z góry (bo zawsze coś się zakłada i tak).
Następnie ja po latach poznałam kogoś, kto miał takie właśnie schematyczne poglądy jak moja rodzina, ale wyczułam w nim jakby (nie mówię że to jakaś magiczna intuicja, ale po prostu polubiłam tę osobę bardzo, a gdybym widziała, że ślepo tkwi w schematach - pewnie bym jej aż tak nie polubiła). I ta osoba jakby tylko czekała na to by mnie poznać, bym była zapalnikiem i wyzwoliła w niej te poglądy, które gdzieśtam w srodku uważała za poprawne, a nie stosowała ich. Do charakteru tej osoby pasowały nawet zdecydowanie jej "nowe poglądy" niż to wszystko stare w czym tkwiła.
W większości przypadków jakie znam taka zmiana myślenia odbywa się u ludzi, którzy zaczynają rozmyślać o życiu i weryfikują wszystkie nadane im zasady, posiadają dużą empatię i rozwinięte myślenie. I jest to jakby naturalny etap ich rozwoju, a czasem tylko blokują go jakby swoją wygodą.
Problem ogólny był taki, iż moja rodzina i większość społeczeństwa mojego miasta żyła według schematów.
Należy tutaj zaznaczyć, że wszyscy posługujemy się schematami. Gdy spotykamy się z nową sytuacją, a mieliśmy w przeszłości podobną odwołujemy się do tzw. "sprawdzonych wcześniej rozwiązań". Tak dzieje się przede wszystkim dlatego, że jako gatunek ludzki jesteśmy leniami (nie obrażając nikogo) i nie robimy niczego, co jest absolutnie niezbędne. Poza tym w całym swoim życiu spotykamy tysiące, setki tysięcy sytuacji, które wymagają podjęcia decyzji. Gdybyśmy każdą z nich rozważali na milion sposobów nasz mózg nie wytrzymał by takiego tempa ciągłych analiz. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy na rzecz schematów porzuca się logiczne myślenie i próbuje te schematy na siłę wepchnąć tam, gdzie się kompletnie nie sprawdzą.
lamalcontenta napisał/a:Problem ogólny był taki, iż moja rodzina i większość społeczeństwa mojego miasta żyła według schematów.
Należy tutaj zaznaczyć, że wszyscy posługujemy się schematami. Gdy spotykamy się z nową sytuacją, a mieliśmy w przeszłości podobną odwołujemy się do tzw. "sprawdzonych wcześniej rozwiązań". Tak dzieje się przede wszystkim dlatego, że jako gatunek ludzki jesteśmy leniami (nie obrażając nikogo) i nie robimy niczego, co jest absolutnie niezbędne. Poza tym w całym swoim życiu spotykamy tysiące, setki tysięcy sytuacji, które wymagają podjęcia decyzji. Gdybyśmy każdą z nich rozważali na milion sposobów nasz mózg nie wytrzymał by takiego tempa ciągłych analiz. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy na rzecz schematów porzuca się logiczne myślenie i próbuje te schematy na siłę wepchnąć tam, gdzie się kompletnie nie sprawdzą.
No tak, nie sprecyzowałam, że chodzi o przesadne schematy, zbytne uogólnianie i jakiś jeden nieelastyczny model życia.
Wiadomo no bez schematów nie dałoby się wyjść z domu.
Napiszę z własnego doświadczenia. Wychowywałam się w zwykłej rodzinie, całe życia byłam głęboko wierząca i praktykująca. Nawet do przedszkola chodziłam do sióstr zakonnych, więc system wartości miałam wpajany od małego. Moja znajomość teologii myślę że była solidna, bo czytałam i żywoty świętych i encykliki i inne książki. Żyłam według reguł byłam grzeczna, uczyłam się i dziękowałam Bogu za to co mam. Byłam szczęśliwa.
Mój świat runął gdy ojciec zaczął przechodzić spóźniony kryzys wieku średniego i wypiął się na rodzinę. Nie interesował się nami, a było nam bardzo ciężko finansowo i życiowo. Szlag mnie trafił gdy od księdza od którego oczekiwałam wsparcia, otuchy - usłyszałam że to dar dla mnie i powinnam za to dziękować i modlić się za ojca. Słyszałam podobne teksty także od innych księży. Odradzali także Mamie rozwód z orzeczeniem o jego winie. Najlepiej wybaczać i do śmierci nastawiać drugi policzek. Nienaruszalność sakramentu małżeństwa miała być ważniejsza, niż wszystko. Zrozumiałam wtedy że nie ma Boga.
Jeśli Bóg istnieje, to skąd pewność który jest prawdziwy? Przecież starożytni Egipcjanie, Babilończycy czy Rzymianie też mieli bogów i to nie jednego. Też uważali że Bóg istnieje, a ich cywilizacji już nie ma. Zostali podbici. Majowie, Aztekowie też w coś wierzyli a wybili ich Hiszpanie i Portugalczycy. W obozach koncentracyjnych ginęli wierzący, w WTC też byli wierzący a Bóg palcem nie kiwnął by ich ocalić.
Teraz wiem jedno. W życiu można liczyć tylko na siebie. Jak ktoś chce niech sobie wierzy, ja nie wierzę w nic. Sama sobie żadnego numeru nie zrobię. Szlag mnie trafia gdy jakiś ksiądz w TV próbuje przekonywać że tylko Kościół Katolicki ma rację, monopol na prawdę, na dobro. W życiu trzeba być przyzwoitym człowiekiem, a zapiski tej czy innej religii to lipa
ale my tu średnio mówimy o religii
Chociaż ten temat musiał się pojawić, bo przecież przekonania to również życie duchowe.
48 2013-09-16 21:58:16 Ostatnio edytowany przez szakisz (2013-09-16 21:59:36)
Napiszę z własnego doświadczenia. Wychowywałam się w zwykłej rodzinie, całe życia byłam głęboko wierząca i praktykująca. Nawet do przedszkola chodziłam do sióstr zakonnych, więc system wartości miałam wpajany od małego. Moja znajomość teologii myślę że była solidna, bo czytałam i żywoty świętych i encykliki i inne książki. Żyłam według reguł byłam grzeczna, uczyłam się i dziękowałam Bogu za to co mam. Byłam szczęśliwa.
Mój świat runął gdy ojciec zaczął przechodzić spóźniony kryzys wieku średniego i wypiął się na rodzinę. Nie interesował się nami, a było nam bardzo ciężko finansowo i życiowo. Szlag mnie trafił gdy od księdza od którego oczekiwałam wsparcia, otuchy - usłyszałam że to dar dla mnie i powinnam za to dziękować i modlić się za ojca. Słyszałam podobne teksty także od innych księży. Odradzali także Mamie rozwód z orzeczeniem o jego winie. Najlepiej wybaczać i do śmierci nastawiać drugi policzek. Nienaruszalność sakramentu małżeństwa miała być ważniejsza, niż wszystko. Zrozumiałam wtedy że nie ma Boga.
Jeśli Bóg istnieje, to skąd pewność który jest prawdziwy? Przecież starożytni Egipcjanie, Babilończycy czy Rzymianie też mieli bogów i to nie jednego. Też uważali że Bóg istnieje, a ich cywilizacji już nie ma. Zostali podbici. Majowie, Aztekowie też w coś wierzyli a wybili ich Hiszpanie i Portugalczycy. W obozach koncentracyjnych ginęli wierzący, w WTC też byli wierzący a Bóg palcem nie kiwnął by ich ocalić.
Teraz wiem jedno. W życiu można liczyć tylko na siebie. Jak ktoś chce niech sobie wierzy, ja nie wierzę w nic. Sama sobie żadnego numeru nie zrobię. Szlag mnie trafia gdy jakiś ksiądz w TV próbuje przekonywać że tylko Kościół Katolicki ma rację, monopol na prawdę, na dobro. W życiu trzeba być przyzwoitym człowiekiem, a zapiski tej czy innej religii to lipa
Właśnie dlatego mówiłem, że nie chciałem umieszczać tego wątku w dziale "Religia", chociaż byłem pewien, że skoro mówimy o wartościach to temat wiary/niewiary w Boga musi się pojawić
Odpowiem ci jednak Elishka 77, choć bardziej to będzie moje subiektywne zdanie. Uważam, że Bóg czy też brak Jego obecności w naszym życiu nie ma żadnego wpływu na życie. Naszym zdaniem (czytaj: obecnie żyjących) jest wpojenie dzieciom podstawowych norm typu: szacunek dla drugiego człowieka, gotowość do niesienia pomocy itp. Oprócz tego musimy ich nauczyć krytycznego podejścia do świata, logicznego myślenia i wyciągania wniosków z własnych błędów. Obecność, bądź nie w twoim życiu "siły wyższej" wcale nie oznacza, że nie można wierzyć w miłość, przyjaźń etc. Nikt nie mówi, że bez wiary wyrośniemy na psychopatów
Tyle w temacie religii.
"Nikt nie mówi, że bez wiary wyrośniemy na psychopatów big_smile Tyle w temacie religii." a ja się zawsze upieram i upierać będę, że wiara może bardzo niewiele mieć wspólnego z religią ![]()
"Nikt nie mówi, że bez wiary wyrośniemy na psychopatów..."
Ale BEZ SYSTEMU WARTOŚCI to już owszem - istnieje DUuuuuże ryzyko
Religia a wiara to chyba temat na inna dyskusję?
Nie wierzę by można NIE BYĆ panem własnych przekonań - chyba, że są one NIE WŁASNE a CUDZE ![]()
Cześć. Wyspaliście się ? bo ja wstałam o 5.15 i tv w ruch, a że mam dzis wolne, odpoczne sobie i pokontenpluje z wami. :-)
52 2013-09-17 11:54:11 Ostatnio edytowany przez szakisz (2013-09-17 11:57:21)
"Nikt nie mówi, że bez wiary wyrośniemy na psychopatów big_smile Tyle w temacie religii." a ja się zawsze upieram i upierać będę, że wiara może bardzo niewiele mieć wspólnego z religią
Ja przepraszam, ale muszę. Cat ja wiem co chcesz powiedzieć, że wierzysz w Boga, jest twoim przyjacielem i nie musisz uczestniczyć w jakiś tam obrzędach, żeby pokazać ludziom, że tak jest. Ale abstrahując od KK każdy z wyznawców każdej religii ci powie, że wiara bez określonych praktyk religijnych nie może istnieć. Żydzi chodzą do synagogi, Islamiści chodzą do meczetu, Buddyści gromadzą się na wspólnych medytacjach i powiedzą ci, że to jest doskonały sposób na samodoskonalenie się i stawanie się coraz bardziej oświeconym (de facto o to w tej religii chodzi). O co mi chodzi - wiara jest osobistą TWOJĄ WŁASNĄ relacją z bóstwem obojętnie czy go nazwiesz Allah, Budda czy Jahwe. Religia to sposób realizowania tej wiary w praktyce, zbiór zasad moralnych i obrządków, które TRZEBA wykonać, by gdzieś tam się dostać do upragnionego miejsca później. Pomimo tego że podział na religię wymyślił człowiek (przecież Ten Wyższy jak by go nie nazwał jest jeden i ten sam) to jest z nią nie wiem, np chociażby jak z Flipem i Flapem - oddzielnie może są śmieszni, ale to razem zostali zapamiętani i w duecie zyskali sławę, a kto był z tej 2 lepszy, śmieszniejszy, ważniejszy, kto kogo bardziej lubił to już każdego indywidualna sprawa. To są trudne sprawy, bo to najbardziej indywidualna sprawa, dlatego nie lubię dyskutować o religii, bo takie dyskusje prowadzą donikąd. Poza tym off topic nam się coraz bardziej wkrada
Ja też wierzę - wierzę, że byt, którego my nazywamy Bogiem stworzył świat, ale na tym Jego rola się zakończyła. Nie chodzę do kościoła i jak to się mówi: "nie praktykuję" Nazwała byś mnie wierzącym? Albo lepiej żebyś nie odpowiadała, bo zbaczamy z kursu z tematem ![]()
szakisz "uzewnętrznienie" wiary jak to nazwałeś to nie jest chodzenie do kościoła, tylko naśladowanie Jezusa ![]()
szakisz "uzewnętrznienie" wiary jak to nazwałeś to nie jest chodzenie do kościoła, tylko naśladowanie Jezusa
Jezus był Żydem i tak samo uczestniczył w praktykach religijnych w synagodze. Koniec tematu wiary proszę ![]()
Uczestniczył bo tam nauczał, ale religii nie ustanowił ![]()
No zatem poruszyliśmy temat wyznania, które również można "przejąć po rodzicach, a ja uważam, że tego akurat robić się nie powinno. Trzeba szukać własnej drogi.
Jakakolwiek wartość, z którą nie czujemy się dobrze nie powinna być przejmowana bez względu na to czy chodzi o jakieś schematy zachowania czy cokolwiek innego. Nie rozumiem czemu ludzie traktują religię/wyznanie jako oddzielną kategorię. Przecież to też jest "spuścizna po rodzicach" i też przekazuje jakieś swoisty wzorzec postępowania. Ogólnie jeżeli "spadnie" na nas coś, co nie jest w zgodzie z nami samymi to zaczyna się problem. Rodzinnego wyznania też to dotyczy.
oczywiście, że tak.
No i poszlo w religie.... ![]()
No niestety, tam gdzie wartości tam i religia, ale mam nadzieję, że ktoś się jeszcze skusi i temat wróci na właściwy tor ![]()
Ale czemu niestety?:) Moim zdaniem, gdyby ludzie SAMI wybierali przekonania dot.wiary, a nie je dziedziczyli, w Polsce KK stałby się mniejszością niemającą wpływu na życie społeczne naznaczane ustawami
Czy to nie byłby plus?
Czy człowiek jest na tyle silnym psychicznie indywiduum, że może sobie pewnego dnia powiedzieć:"OK, to co wpajali mi rodzice nie sprawdziło się, wyrzucam to wszytko i od dziś następuje zmiana o 180°."? Czy z fajnego, sympatycznego człowieka może się stać nagle za przeproszeniem ch*j i sku***syn, egoista, który nie będzie liczył się z nikim i z niczym.
Babcia pyta się studentów:
- W tym kierunku do dworca
- Tak babciu, w tym kierunku
Babcia odeszła, na co student dopowiada
- W tym kierunku, tylko zwrot nie ten. ![]()
Jeżeli pójdziesz w tym samym kierunku, tylko wektor będzie miał przeciwny zwrot, to możesz wylądować w krzakach
Czy to jest niezależna wola, zmiana wg własnych przekonań, czy działanie na przekór? OK, jeżeli pochodzisz z pijackiej rodziny, gdzie stosuje się przemoc, to zwrot o 180st będzie dobry, ale czy to oznacza, że wszystko trzeba wyrzucić do śmieci? Człowiek nigdy nie jest albo dobry, albo zły. Być może w tych strasznych warunkach można nauczyć się troski o pijanych rodziców, czy empatii do zwierząt, szacunku do pieniędzy, czy innych pozytywnych rzeczy, czy wobec tego wszytko należałoby wyrzucić do kosza?
Myślę, że człowiek może zmienić się o 180st. - często tak się dzieje przy traumatycznych zdarzeniach, człowiek nagle traci/odzyskuje wiarę w Boga, albo zaczyna nienawidzić innych, albo się w kimś zakochuje, albo z aktywnego zmienia się w roślinkę, czy zrzuca wiele kg i zaczyna "nowy rozdział w życiu", ale myślę, że dużo bardziej wartościowe są zmiany, do których się dorasta, które wynikają z własnych przemyśleń. Można np. odrzucić klepanie pacierzy i chodzenie co niedziela do kościoła, ale czy to oznacza, że przykazania "nie zbijaj", "nie kradnij" itp są złe, że odrzucając nauki kościoła, robisz obrót o 180st i uznajesz, że nie ma nic złego w kradzieży?
62 2013-09-18 12:13:23 Ostatnio edytowany przez szakisz (2013-09-18 12:16:49)
Ale czemu niestety?:) Moim zdaniem, gdyby ludzie SAMI wybierali przekonania dot.wiary, a nie je dziedziczyli, w Polsce KK stałby się mniejszością niemającą wpływu na życie społeczne naznaczane ustawami
Czy to nie byłby plus?
Catwoman oczywiście, że to byłaby doskonała alternatywa dla obecnie panującego porządku rzeczy. Siła i władza KK wynika z tego, że dzieci włącza się do kościoła od razu po urodzeniu (czy to ze względu na tradycję czy to tylko po to, by uniknąć "biadolenia" rodziny) Efekt tego jest taki, że owe dziecko nawet gdy dorasta, zyskuje samoświadomość i dochodzi do wniosku, że chce szukać Boga na swój sposób, bo uważa że to co oferuje KK mu nie odpowiada to w efekcie nadal w tym kościele pozostaje. Mało kto bowiem decyduje się na apostazję, która de facto w 100% i tak nigdy ze wspólnoty nie wypisuje. Kościół uzurpuje sobie prawo do udziału w życiu publicznym na podstawie sztucznych statystyk. Jesteśmy bowiem z odsetkiem ponad 90% wierzących jednym z "najbardziej katolickich" krajów Europy. Jednak by to się zmieniło trzeba najpierw zmienić mentalność Polaków, by przestali być ślepo wierni tradycji, a to chyba szybko nie nastąpi ![]()
Można np. odrzucić klepanie pacierzy i chodzenie co niedziela do kościoła, ale czy to oznacza, że przykazania "nie zbijaj", "nie kradnij" itp są złe, że odrzucając nauki kościoła, robisz obrót o 180st i uznajesz, że nie ma nic złego w kradzieży?
Averyl oczywiście, że NIE SĄ złe, ale czy takie fundamentalne zasady muszą koniecznie wypływać z dekalogu? Czy nie można ich naturalnie przyswoić w procesie wychowania rezygnując z odniesień do religii? To są najbardziej podstawowe rzeczy, z których każdy człowiek żyjący i funkcjonujący w społeczeństwie musi sobie zdawać sprawę.
63 2013-09-18 13:27:06 Ostatnio edytowany przez Averyl (2013-09-18 13:32:43)
Averyl oczywiście, że NIE SĄ złe, ale czy takie fundamentalne zasady muszą koniecznie wypływać z dekalogu? Czy nie można ich naturalnie przyswoić w procesie wychowania rezygnując z odniesień do religii? To są najbardziej podstawowe rzeczy, z których każdy człowiek żyjący i funkcjonujący w społeczeństwie musi sobie zdawać sprawę.
Zadałeś pytanie, czy tak z dnia na dzień można robić obrót o 180st, wyrzekasz się tego ugrzecznionego dziecka w sobie i zamieniasz się w "ch*j i sku***syn, egoista".
Teraz chcesz selekcjonować? Przecież to jest właśnie proces "dojrzewania" do decyzji, a nie zwrot w przeciwnym kierunku. O tym pisała Elishka 77 - żyła w świecie, który jej się wydawał dobry, właściwy, ale w pewnym momencie jej własne doświadczenia doprowadziły ją do innych, własnych przemyśleń dotyczących życia (i był to pewien proces, nie tupnięcie nóżką, od dzisiaj nie wierzę w Boga!). Nie musisz tego odnosić do religii, to co napisałam dotyczy różnych aspektów bycia człowiekiem. Możesz wziąć sobie za przykład wrażliwość na cierpienie - całe życie wcinasz zwłoki świń, krów, czasem specjalnie na talerz ktoś zabija malutkie jagniątko, aż któregoś dnia odkrywasz, że przecież zwierzaki też coś czują, że produkcją mięsa wiąże się szereg innych problemów jak chociażby zatruwanie środowisko, itp.
Skąd wiesz czy "ugrzecznienie" to wziąłeś od rodziców, czy od wychowawcy w szkole, czy od księdza w szkole, czy od bohatera z ulubionej lektury? Jak chcesz rozdzielić to od czego się odwracasz, a przy czym trwasz? Wiesz - to co ty napisałeś w temacie dyskusji można skwitować inaczej "na złość babci odmrożę sobie uszy" ![]()
64 2013-09-18 13:56:30 Ostatnio edytowany przez szakisz (2013-09-18 13:58:16)
Averyl nie zrozumieliśmy się. Podałaś wcześniej jako przykład przykazania "Nie kradnij" i "Nie zabijaj". Nie chcę selekcjonować, mówię tylko że religia nie jest niezbędna, by zdać sobie sprawę z tak fundamentalnych spraw. Oczywiście, że proces nazwijmy to "przemiany" wymaga czasu, a takie zwykłe tąpnięcie nóżką i powiedzenie sobie "mam focha na Boga i od dziś w niego nie wierzę" nic nie ma wspólnego z procesem budowania od nowa systemu wartości. To po prostu zwykłe burknięcie, które najprawdopodobniej nie będzie miało żadnych długotrwałych skutków. Jeżeli decydujemy się na takie zupełne przewartościowanie swojego życia, odcięcie się od schematów i tego co nam wpajano, robimy to kompletnie świadomie. Cały proces już jednak nie jest tak świadomy. Wyrzucamy to z czym było nam źle, zostawiamy to z czym czujemy się dobrze bez względu na to czy to pochodzi, jak mówiłaś od rodziców, księdza czy wychowawcy szkolnego. Nie selekcjonujemy tego w ten sposób, bo często sami nie wiemy skąd mamy to, co mamy. Po prostu, albo jakaś wartość jest w zgodzie z naszym wewnętrznym "ja" i ją wtedy zostawiamy albo nie. To wszystko jest indywidualne i dzieje się podświadomie ![]()
Być może nie rozumiem, o jakie zmiany tobie chodzi, czy takie jak zmiana sukienki, czy takie jak zmiana sposobu myślenia.
Jak z człowieka kulturalnego może zrobić się cham? człowieka praworządnego - złodziej, czy bandyta?
Jeżeli wiesz, że kradzież jest zła, bo wyrządza krzywdę drugiemu człowiekowi, bo jest to niezgodne z prawem, bo jest nieetyczne, to wiesz, że źle czynisz. Oczywiście możesz uzasadnić sobie, że zysk będzie dla ciebie większy niż wyrzuty sumienia, niż potencjalne zagrożenie, że mógłbyś ponieść karę. Świadomość zostanie! Jeżeli jesteś kulturalnym człowiekiem, to nie nawrzucasz swojej starej sąsiadce, bo akurat się zdenerwowałeś - po prostu wiesz, że tak się nie robi, chyba że masz rozdwojenie jaźni taki dr Jekyll i mr Hyde. Jedyny sposób, by wyczyścić sobie głowę, to mocne uderzenie w mózgownicę, albo zatrucie jej alkoholem, czy dragami. Zadałam ci wcześniej pytanie, o jaką zmianę chodzi? Z jednej strony chciałbyś uzyskać odpowiedź na pytanie, czy można tak zmienić się o 180st (białe - to teraz czarne, czarne- to białe, 0 to 1, a 1 to 0), a z drugiej strony chciałbyś, by był to jakiś proces selekcjonowania - tego co jednak wartościowe, od tego co puste. Ponowie pytanie - o jaką zmianę ci chodzi, o robienie na przekór, czy o coś co można nazwać rozwijaniem się, (doskonaleniem się, dojrzewaniem).
Nie zgodzę się z tobą, że
Jeżeli decydujemy się na takie zupełne przewartościowanie swojego życia, odcięcie się od schematów i tego co nam wpajano, robimy to kompletnie świadomie. Cały proces już jednak nie jest tak świadomy.
Stwierdzam, że empatia do ludzi jest wielkim g***, to znaczy, że co od tego momentu jak wiatr zawieję, będę czasem ludzi lubić i wczuwać się w ich emocję, a czasem będę zachowywać się jak buc? Uznam, że mądrość to g***, proste osoby mają lepiej, żyją sobie bez świadomości dalekich konsekwencji, ot życie ich unosi jak liść, to czasem będę zachowywać się odpowiedzialnie, a czasem jak skończona idiotka? Nie umiem sobie wyobrazić, że da się pogodzić ot idea - będę idiotką np. zrobię wypadek, trudno przecież zdecydowałam się być słodką idiotką, ze świadomością, że drugi człowiek do końca życia będzie sparaliżowany, czy straci życie! Chodzi ci o pomysł na życie, od jutra zamiast chodzić do pracy, będę biegać po łące?
Myślę, że nie łatwo jest wyczyść sobie świadomość. Musisz być przekonany do tego, co odrzucasz i dlaczego odrzucasz, czy chcesz coś w zamian, czy coś zupełnie innego, ale jednak jest to świadomy wybór. W przeciwnym razie jest to tylko inne oblicze oportunizmu, a nie zmiana, czy przemyślenie na temat życia.