Witam Serdecznie.
Może na początek kilka slow o sobie. Mam 25 lat, mieszkam w Wielkiej Brytani 7 lat. Jestem mężatką od trzech lat i mam uroczego synka ktory wlasnie skonczył dwa latka. Moj mąż to wspaniały ojciec. jest bardzo pracowity, oszczędny ( czasem za bardzo), nie pije alkoholu czasem okazyjnie , nie imprezuje, lubi sprzątać, całkiem przystojny, dobrze zbudowany. Pracuje w nocnym trybie, wiec wieczorami nigdy go nie ma w domu, a jesli jest to najczesciej spotykamy sie ze znajomymi albo ja pracuje dorywczo w restaouracji. I tu pojawia sie nasz piewrszy problem, polegający na tym ze on prowadzi nocny tryb zycia a ja w nocy najchetniej spie bo tak bardzo jestem zmeczona po calym dniu z dzieckiem, sprzataniu, zakupach itd. Kiedy czasem mąż wraca wczesniej np o polnocy, ja najczesciej już spie albo układam sie do snu co go bardzo denerwuje bo oczywiscie chcialby zebym troche czasu spedzila z nim, uprawiala seks i to najlepiej godzinami. Tu pojawia sie drugi problem... w łóżku chyba nie potrafimy spelniać swoich oczekiwan, on chcialby dlugo, szybko, ostro a ja lubie delikatnie, nie za dlugo, czule. Gdy wspominam mu o tym ze widac ze sie nie spelniamy seksualnie on mowi ze przeciez jest cudownie tylko rzadko ( moze dlatego ze próbuję sie podpasować pod niego). Wiele razy pokazywałam ze ja tak nie lubie. To spowodowało ze sie zniechecilam i poprostu nie lubie sie z nim kochać. Gdy odmawiam mu on chodzi zły, naburmuszony i ciągle narzeka że my to już wogole sie nie kochamy a inne pary robią to codziennie... Wydaje mi sie że jak na tak młode małżenstwo to ten problem jest dosc poważny i obawiam sie tego co bedzie dalej... Kolejna sprawa to jego oszczędność, marudzi gdy nie wyłącze z kontaktu ładowarki która nie jest podłączona do telefonu, albo ze tv z pradu nie wyłączyłam i dekodera jak ide spać i całą noc sie lampka pali ( co on oczywiscie sprawdza codziennie o 5,00 rano jak przychodzi z pracy. Ciągle tez dogryza mi że ja najchętniej to bym wydawała tylko pieniądze a nie zarabiam. Dodam tylko że dorabiam w restouracji, poza tym mam w domu mały salonik paznokci i również z tego mam troszke pieniążka. Jego ruchome dni pracy nie dają mi możliowsci pracować w pełnym wymiarze godzin i w stale dni
W domu też sie chyba nie sprawdzam jako pani domu bo ciągle narzeka że jest bałagan, choć nie jest... A tak poza tym to ostatnio doszłam do wniosku że tak bardzo sie od siebie różnimy że nie wiem jak to mozliwe że wcześniej nie zwracałam na to uwagi. Pomyślicie : po co brałaś z nim ślub?... Ale na początku było inaczej. Ciągle pracowaliśmy, urządzaliśmy dom, zajeliśmy sie weselem i mieliśmy dużo czasu dla siebie. Gdy pojawił sie synek, okazało sie że Lukasz wspaniale sprawdza sie jako tata, bardzo mi pomagał, od początku uczyłam go zajmować sie małym jak najwiecej i dzieki temu teraz wiem że on potrafi tak dobrze sie nim zająć, że nie musze sie martwić gdy zostawiam ich samych. Moje dziecko jest tak wpatrzone w niego że ja moge nie istnieć jak tata jest w domu. Dzęki temu nie jestem też taka uwiązana, moge wychodzic od czasu do czasu z przyjaciólkami na imprezy. Moj mąż nie chodzi, twierdzi że nie potrzebuje ale w sumie nie ma też za bardzo z kim. Bardzo cięzko mu nawiązać przyjaźń z kimkolwiek. Jest bardzo nieufny i pesymistycznie nastawiony do świata. Jest to dla mnie naprawde bardzo męczące. Pisze o nim bo z jednej strony jest dobrym mężem ale z drugiej strony ma w sobie takie wady które z dnia na dzień przeszkadzają mi coraz bardziej...
Ale może teraz opowiem o swojej niedalekiej przeszłości i sytuacji która przytrafiła mi sie jakiś czas temu która spowodowała ten wielki dylemat w moim sercu... Jako nastolatka, przed wyjazdem do Anglii miałam chłopaka o imieniu Marcin. Byłam w niego wpatrzona jak w obrazek, a rozstaliśmy sie bo ja wyjechałam z rodzicami. Bardzo byłam z nimi zrzyta a z Marcinem obiecalismy sobie że jak on skończy liceum to przyjedzie może do mnie. Niestety odległość spowodowała że sie rozstaliśmy, a ja zaczełam imprezować. wtedy takie życie singla który może bawić sie do woli bardzo mi odpwiadało. Zaczęłam pracować i żyć swoim życiem... z perspektywy czasu wydaje mi sie że było to troche egoistyczne ale wtedy jako małolata nie zastanawiałam sie nad tym. Potem poznałam obecnego męża, zamieszkaliśmy razem, kupiliśmy dom, zareczyliśmy sie i wzieliśmy słub, zaraz potem zaszłam w ciąże. W tym okresie nie miałam kontaktu z Marcinem ale często zaglądałam na jego profil na nk i fotce, potem pojawił sie Facebook i tam jakos zaczeliśmy rozmawiać pierwszy raz po 4 latach. Kiedy Moj synek miał 5 miesięcy poleciałam do Polski w odwiedziny, byłam jeszcz na urlopie maciezynskim i poleciałam sama. Marcin zaproponował wtedy perwszy raz kawę. Spotkaliśmy sie ale było to bardzo niewinne spotkanie. Potem kilka smsow wymieniliśmy, ponarzekaliśmy na swoich obecnych partnerów(on juz miał wtedy dziewczyne) Spotkaliśmy sie chyba jeszcze raz aż w końcu musiałam wrócić. Po powrocie Od czasu do czasu rozmawialiśmy na fb, chociaż mi za każdym razem serce waliło jak młot jak tylko o nim myślałam. On z checią wracał do lat w których byliśmy razem a ja razem z nim. Niecały rok póżniej wyjechaliśmy z mężem i synem na długi urlop do Polski. nasz mały chorował na oczka, ja też miałam troche problemów zdrowotnych. Dzień przed wyjazdem mąż zaproponował żebym do końca wyleczyła synka i siebie i żebym jeszcze została, bałam sie jednak bo wiedziałam że bede chciała sie znowu spotkac z moim eks. I tak tez sie stało. Juz na nastepny dzien dowiedział sie że jestem sama w Polsce, skontaktował sie ze mną i za kilka dni spotkalismy sie na kawie. Po kazdym spotkaniu prosił o nastepne, az w koncu poszlismy na kolacje. Nic sie miedzy nami nie wydarzyło, żadne nie miało odwagi zrobić pierwszego kroku chociaż baaardzo tego pragneliśmy. W polsce zostałam jeszcze na prawie czery tygodnie. Nie pamietm ile razy sie widzieliśmy ale na każdym spotkaniu rozmawialiśmy jakby to było fajnie być znowu razem, juz jako dorośli ludzie z pewnymi doświadczeniami. ja bardzo poważnie zaczełam sie zastnawiać nad rozwodem. W koncu nadszedł dzien wyjazdu. Przezyłam to strasznie, pakowałam sie z kluchą w gardle i łzami w oczach. Gdyby nie moj synek juz wtedy bym nie wróciła... ale nie potafiłam zrobić tego mężowi. Wyjechałam a swoje serce zostawiłam w polsce. Przez jakiś czas nie mogłam dojść do siebie, mąż widział że coś jest nie tak, nie miałam ochoty na zbliżenie, całusy... dosłownie na nic. Chiałam byc tylko sama ze swoimi wspomnieniami.
Kilka tygodni pożniej dowiedziałam sie że dziewczyna Marcina jest z nim w ciąży... wyobraźcie sobie co wtedy poczulam. Dowiedzialm sie od wspolnych znajomych. Sam nie mial odwagi mi powiedzieć. Tłumaczył sie że już miał od niej odejść bo wiedział że nie bedzie szcześliwy u jej boku, kiedy ona oznjmiła że będą mieli dziecko. Wtedy straciłam nadzieje na cokolwiek, ale nawet na moment nie przestałam o nim myśleć. On pisał że tęskni, że chciałby żebym to ja była matka jego dzieci, że to ze mną wyobraża sobie przyszłość ale że nie potrafi jej zostawić w takim stanie. Czas mijał a ja czekałam nie wiadomo na co. Ciągle kłuciłam się z mężem, do tego problemy rodziców... Mama wtedy wyjechała do Polski. Było mi naprawde cięzko. W koncu w czerwcu tego roku udało mi sie namowić mamę na powrót do Anglii. Mężowi powiedziałam że chciałabym pojechać pomóc jej, ze to tylko na kilka dni, ze są tanie bilety i że on ma wolne wtedy w pracy więc dziecko bedzie miało opieke. Nie mogłam zabrac małego bo nie ma wyrobionego jeszcze paszportu. On sie zgodził, tak po prostu... a ja tak poprostu poleciałam...
Kilka dni wczesniej Marcinowi urodziło sie dziecko, bałam sie że nie znajdzie czasu dla mnie, a on na 5 dni moich w polsce spotkał sie ze mną 4 razy... Pierwsze dwa spotkania odbyły sie szybko tak jak zawsze, mały całus, pogaduchy, smski ale następne wiedziałam że będzie inne, wyjątkowe bo miało być spotkaniem pożegnalnym bo nastepnego dnia wracałam już do domu. Umówiliśmy sie że pójdziemy razem na piwko i spędzimy cały wieczór razem. Pojechaliśmy w bardzo przyjemne miejsce w łodzi, poszliśmy do ogródka na piwko, długo rozmawialiśmy, wypiliśmy kolejne. Ja oczywiście nieco sie wstawiłam, potem poszliśmy na spacer a wtedy stało sie coś o czym marzyłam juz od bardzo dawna. Pocałowaliśmy sie tak namiętnie że samo wspominanie tego pocałunku wywołuje we mnie ogromne emocje. Każdą minutą tego spotkania chciałam sie tak bardzo cieszyć ale jednocześnie cierpiałam bo wiedziałam że zaraz bedzie koniec i znowu ogromny ból i żal. Potem spotkaliśmy sie jeszcze z resztą znajomych, oczywiscie nie pokazując że cokolwiek jest między nami... chociaż chyba i tak wszyscy sie domyślali... a potem znów zostaliśmy sami i ciągle tuliliśmy się do siebie jak nastolatkowie, nie zwracajac uwagi czy ktoś patrzy czy nie... liczyło sie tylko to że jesteśmy razem. Nie kochaliśmy sie... ale nie wiele brakowało. Z czystym sumieniem moge stwierdzić że żałuję, aczkolwiek boje się że byłoby mi jeszcze ciężej. Tej nocy nie spałam wogóle, nie mogłam oddychać, ciągle płakałam bo tak bardzo nie chciałam wracać ale tam w Aglii czekał na mnie synuś... gdyby nie on, to nawet bym sie nie zastanawiała... Niestety przyszedl dzien wyjazdu, Marcin nie mogł juz przyjechać, a ja czułam jak w środku umieram. Siedziaam w oknie gdy zobaczyłam że podjechał
poszłam do niego bo wiedziałam że przyjechał sie pozegnać, mogliśmy jeszcze raz sie pocałować i usłyszeć jak bardzo sie kochamy... w końcu pojechał do domu a ja na lotnisko.
Wróciłam do Anglii i w przeciągu miesiąca próbowałam zostawić męza dwa razy. jego wady stały sie dla mnie jeszcze bardziej drażniące i tylko szukałam powdu żeby sie pokłucić i móc odejść, wszystko mu wygarnełam, ale nigdy sie nie przyznałam... nie potrafie... boje sie... boje się że zostane sama, że podczas rozwodu sąd przyzna opieke nad synem mężowi, że nic nie dostane i że nie będę w stanie zapewnić swojemu dziecku tego czego będzie potrzebował i że Marcin i tak nie odejdzie od swojej dziewczyny bo jego dziecko jest takie malutkie i też nie chce ich skrzywdzić... z chęcią zostawiłabym wszystko tutaj ale boje sie że coś się nie uda... Dlatego właśnie pisze o swoim dylemacie... nie potrafie znaleść pozytywnego rozwiązania i chciałabym poznać opinie ludzi z nie mojego otoczenia. Czy kierować sie własnymi uczuciami i dążyć do bycia z miłością swojego życia czy tkwić w związku który sie trzyma ze względu na dziecko?
Będę wdzięczna nawet za kilka słów...