WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :(( - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 43 ]

Temat: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

Witam Serdecznie.
Może na początek kilka slow o sobie. Mam 25 lat, mieszkam w Wielkiej Brytani 7 lat. Jestem mężatką od trzech lat i mam uroczego synka ktory wlasnie skonczył dwa latka. Moj mąż to wspaniały ojciec. jest bardzo pracowity, oszczędny ( czasem za bardzo), nie pije alkoholu czasem okazyjnie , nie imprezuje, lubi sprzątać, całkiem przystojny, dobrze zbudowany. Pracuje w nocnym trybie, wiec wieczorami nigdy go nie ma w domu, a jesli jest to najczesciej spotykamy sie ze znajomymi albo ja pracuje dorywczo w restaouracji. I tu pojawia sie nasz piewrszy problem, polegający na tym ze on prowadzi nocny tryb zycia a ja w nocy najchetniej spie bo tak bardzo jestem zmeczona po calym dniu z dzieckiem, sprzataniu, zakupach itd. Kiedy czasem mąż wraca wczesniej np o polnocy, ja najczesciej już spie albo układam sie do snu co go bardzo denerwuje bo oczywiscie chcialby zebym troche czasu spedzila z nim, uprawiala seks i to najlepiej godzinami. Tu pojawia sie drugi problem... w łóżku chyba nie potrafimy spelniać swoich oczekiwan, on chcialby dlugo, szybko, ostro a ja lubie delikatnie, nie za dlugo, czule. Gdy wspominam mu o tym ze widac ze sie nie spelniamy seksualnie on mowi ze przeciez jest cudownie tylko rzadko ( moze dlatego ze próbuję sie podpasować pod niego). Wiele razy pokazywałam ze ja tak nie lubie. To spowodowało ze sie zniechecilam i poprostu nie lubie sie z nim kochać. Gdy odmawiam mu on chodzi zły, naburmuszony i ciągle narzeka że my to już wogole sie nie kochamy a inne pary robią to codziennie... Wydaje mi sie że jak na tak młode małżenstwo to ten problem jest dosc poważny i obawiam sie tego co bedzie dalej... Kolejna sprawa to jego oszczędność, marudzi gdy nie wyłącze z kontaktu ładowarki która nie jest podłączona do telefonu, albo ze tv z pradu nie wyłączyłam i dekodera jak ide spać i całą noc sie lampka pali ( co on oczywiscie sprawdza codziennie o 5,00 rano jak przychodzi z pracy. Ciągle tez dogryza mi że ja najchętniej to bym wydawała tylko pieniądze a nie zarabiam. Dodam tylko że dorabiam w restouracji, poza tym mam w domu mały salonik paznokci i również z tego mam troszke pieniążka. Jego ruchome dni pracy nie dają mi możliowsci pracować w pełnym wymiarze godzin i w stale dni hmm W domu też sie chyba nie sprawdzam jako pani domu bo ciągle narzeka że jest bałagan, choć nie jest... A tak poza tym to ostatnio doszłam do wniosku że tak bardzo sie od siebie różnimy że nie wiem jak to mozliwe że wcześniej nie zwracałam na to uwagi. Pomyślicie : po co brałaś z nim ślub?...  Ale na początku było inaczej. Ciągle pracowaliśmy, urządzaliśmy dom, zajeliśmy sie weselem i mieliśmy dużo czasu dla siebie. Gdy pojawił sie synek, okazało sie że Lukasz wspaniale sprawdza sie jako tata, bardzo mi pomagał, od początku uczyłam go zajmować sie małym jak najwiecej i dzieki temu teraz wiem że on potrafi tak dobrze sie nim zająć, że nie musze sie martwić gdy zostawiam ich samych. Moje dziecko jest tak wpatrzone w niego że ja moge nie istnieć jak tata jest w domu. Dzęki temu nie jestem też taka uwiązana, moge wychodzic od czasu do czasu z przyjaciólkami na imprezy. Moj mąż nie chodzi, twierdzi że nie potrzebuje ale w sumie nie ma też za bardzo z kim. Bardzo cięzko mu nawiązać przyjaźń z kimkolwiek. Jest bardzo nieufny i pesymistycznie nastawiony do świata. Jest to dla mnie naprawde bardzo męczące. Pisze o nim bo z jednej strony jest dobrym mężem ale z drugiej strony ma w sobie takie wady które z dnia na dzień przeszkadzają mi coraz bardziej...

Ale może teraz opowiem o swojej niedalekiej przeszłości i sytuacji która przytrafiła mi sie jakiś czas temu która spowodowała ten wielki dylemat w moim sercu... Jako nastolatka, przed wyjazdem do Anglii miałam chłopaka o imieniu Marcin. Byłam w niego wpatrzona jak w obrazek, a rozstaliśmy sie bo ja wyjechałam z rodzicami. Bardzo byłam z nimi zrzyta a z Marcinem obiecalismy sobie że jak on skończy liceum to przyjedzie może do mnie. Niestety odległość spowodowała że sie rozstaliśmy, a ja zaczełam imprezować. wtedy takie życie singla który może bawić sie do woli bardzo mi odpwiadało. Zaczęłam pracować i żyć swoim życiem... z perspektywy czasu wydaje mi sie że było to troche egoistyczne ale wtedy jako małolata nie zastanawiałam sie nad tym. Potem poznałam obecnego męża, zamieszkaliśmy razem, kupiliśmy dom, zareczyliśmy sie i wzieliśmy słub, zaraz potem zaszłam w ciąże. W tym okresie nie miałam kontaktu z Marcinem ale często zaglądałam na jego profil na nk i fotce, potem pojawił sie Facebook i tam jakos zaczeliśmy rozmawiać pierwszy raz po 4 latach. Kiedy Moj synek miał 5 miesięcy poleciałam do Polski w odwiedziny, byłam jeszcz na urlopie maciezynskim i poleciałam sama. Marcin zaproponował wtedy perwszy raz kawę. Spotkaliśmy sie ale było to bardzo niewinne spotkanie. Potem kilka smsow wymieniliśmy, ponarzekaliśmy na swoich obecnych partnerów(on juz miał wtedy dziewczyne) Spotkaliśmy sie chyba jeszcze raz aż w końcu musiałam wrócić. Po powrocie Od czasu do czasu rozmawialiśmy na fb, chociaż mi za każdym razem serce waliło jak młot jak tylko o nim myślałam. On z checią wracał do lat w których byliśmy razem a ja razem z nim. Niecały rok póżniej wyjechaliśmy z mężem i synem na długi urlop do Polski. nasz mały chorował na oczka, ja też miałam troche problemów zdrowotnych. Dzień przed wyjazdem mąż zaproponował żebym do końca wyleczyła synka i siebie i żebym jeszcze została, bałam sie jednak bo wiedziałam że bede chciała sie znowu spotkac z moim eks. I tak tez sie stało. Juz na nastepny dzien dowiedział sie że jestem sama w Polsce, skontaktował sie ze mną i za kilka dni spotkalismy sie na kawie. Po kazdym spotkaniu prosił o nastepne, az w koncu poszlismy na kolacje. Nic sie miedzy nami nie wydarzyło, żadne nie miało odwagi zrobić pierwszego kroku chociaż baaardzo tego pragneliśmy. W polsce zostałam jeszcze na prawie czery tygodnie. Nie pamietm ile razy sie widzieliśmy ale na każdym spotkaniu rozmawialiśmy jakby to było fajnie być znowu razem, juz jako dorośli ludzie z pewnymi doświadczeniami. ja bardzo poważnie zaczełam sie zastnawiać nad rozwodem. W koncu nadszedł dzien wyjazdu. Przezyłam to strasznie, pakowałam sie z kluchą w gardle i łzami w oczach. Gdyby nie moj synek juz wtedy bym nie wróciła... ale nie potafiłam zrobić tego mężowi. Wyjechałam a swoje serce zostawiłam w polsce. Przez jakiś czas nie mogłam dojść do siebie, mąż widział że coś jest nie tak, nie miałam ochoty na zbliżenie, całusy... dosłownie na nic. Chiałam byc tylko sama ze swoimi wspomnieniami.
Kilka tygodni pożniej dowiedziałam sie że dziewczyna Marcina jest z nim w ciąży... wyobraźcie sobie co wtedy poczulam. Dowiedzialm sie od wspolnych znajomych. Sam nie mial odwagi mi powiedzieć. Tłumaczył sie że już miał od niej odejść bo wiedział że nie bedzie szcześliwy u jej boku, kiedy ona oznjmiła że będą mieli dziecko. Wtedy straciłam nadzieje na cokolwiek, ale nawet na moment nie przestałam o nim myśleć. On pisał że tęskni, że chciałby żebym to ja była matka jego dzieci, że to ze mną wyobraża sobie przyszłość ale że nie potrafi jej zostawić w takim stanie. Czas mijał a ja czekałam nie wiadomo na co. Ciągle kłuciłam się z mężem, do tego problemy rodziców... Mama wtedy wyjechała do Polski. Było mi naprawde cięzko. W koncu w czerwcu tego roku udało mi sie namowić mamę na powrót do Anglii. Mężowi powiedziałam że chciałabym pojechać pomóc jej, ze to tylko na kilka dni, ze są tanie bilety i że on ma wolne wtedy w pracy więc dziecko bedzie miało opieke. Nie mogłam zabrac małego bo nie ma wyrobionego jeszcze paszportu. On sie zgodził, tak po prostu... a ja tak poprostu poleciałam...
Kilka dni wczesniej Marcinowi urodziło sie dziecko, bałam sie że nie znajdzie czasu dla mnie, a on na 5 dni moich w polsce spotkał sie ze mną 4 razy... Pierwsze dwa spotkania odbyły sie szybko tak jak zawsze, mały całus, pogaduchy, smski ale następne wiedziałam że będzie inne, wyjątkowe bo miało być spotkaniem pożegnalnym bo nastepnego dnia wracałam już do domu. Umówiliśmy sie że pójdziemy razem na piwko i spędzimy cały wieczór razem. Pojechaliśmy w bardzo przyjemne miejsce w łodzi, poszliśmy do ogródka na piwko, długo rozmawialiśmy, wypiliśmy kolejne. Ja oczywiście nieco sie wstawiłam, potem poszliśmy na spacer a wtedy stało sie coś o czym marzyłam juz od bardzo dawna. Pocałowaliśmy sie tak namiętnie że samo wspominanie tego pocałunku wywołuje we mnie ogromne emocje. Każdą minutą tego spotkania chciałam sie tak bardzo cieszyć ale jednocześnie cierpiałam bo wiedziałam że zaraz bedzie koniec i znowu ogromny ból i żal. Potem spotkaliśmy sie jeszcze z resztą znajomych, oczywiscie nie pokazując że cokolwiek jest między nami... chociaż chyba i tak wszyscy sie domyślali... a potem znów zostaliśmy sami i ciągle tuliliśmy się do siebie jak nastolatkowie, nie zwracajac uwagi czy ktoś patrzy czy nie... liczyło sie tylko to że jesteśmy razem. Nie kochaliśmy sie... ale nie wiele brakowało. Z czystym sumieniem moge stwierdzić że żałuję, aczkolwiek boje się że byłoby mi jeszcze ciężej. Tej nocy nie spałam wogóle, nie mogłam oddychać, ciągle płakałam bo tak bardzo nie chciałam wracać ale tam w Aglii czekał na mnie synuś... gdyby nie on, to nawet bym sie nie zastanawiała... Niestety przyszedl dzien wyjazdu, Marcin nie mogł juz przyjechać, a ja czułam jak w środku umieram. Siedziaam w oknie gdy zobaczyłam że podjechał smile poszłam do niego bo wiedziałam że przyjechał sie pozegnać, mogliśmy jeszcze raz sie pocałować i usłyszeć jak bardzo sie kochamy... w końcu pojechał do domu a ja na lotnisko.
Wróciłam do Anglii i w przeciągu miesiąca próbowałam zostawić męza dwa razy. jego wady stały sie dla mnie jeszcze bardziej drażniące i tylko szukałam powdu żeby sie pokłucić i móc odejść, wszystko mu wygarnełam, ale nigdy sie nie przyznałam... nie potrafie... boje sie... boje się że zostane sama, że podczas rozwodu sąd przyzna opieke nad synem mężowi, że nic nie dostane i że nie będę w stanie zapewnić swojemu dziecku tego czego będzie potrzebował i że Marcin i tak nie odejdzie od swojej dziewczyny bo jego dziecko jest takie malutkie i też nie chce ich skrzywdzić... z chęcią zostawiłabym wszystko tutaj ale boje sie że coś się nie uda... Dlatego właśnie pisze o swoim dylemacie... nie potrafie znaleść pozytywnego rozwiązania i chciałabym poznać opinie ludzi z nie mojego otoczenia. Czy kierować sie własnymi uczuciami i dążyć do bycia z miłością swojego życia czy tkwić w związku który sie trzyma ze względu na dziecko?
Będę wdzięczna nawet za kilka słów...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

Przeczytałem Twój post, bardzo obszerny z resztą smile. Czytałem go z zaciekawieniem ponieważ czułem pewną analogię do mojego życia. Szczerze powiedziawszy nie wiem co mam Tobie doradzić. Z jednej strony rozumię Twojego męża,że jest oszczędny, że się złości o tzw. " pierdoły ". On pracuje na całą rodzinę żeby wam niczego nie zabrakło, pracuje w trybie nocnym co dodatkowo go frustruje. Co w tym dziwnego,że gdy wraca do domu to chce mieć żonę przy sobie,ze chce mieć wsparcie ? nie dziwię mu się wcale...

Z drugiej strony jesteś ty i Twoja przeszłość. Jest chłopak który był miłością Twojego życia a rozstaliście się z powodu odległości jaka was dzieliła, to smutne. Z drugiej strony zastanawiam się dlaczego nie chciałaś na niego zaczekać skoro tak bardzo ważny był dla Ciebie ? po co ładowałaś się w związek skoro myślałaś o innym... Tak ty jak i Twój ex myśleliście o sobie więc trzeba było poczekac rok, nawet dwa lata jeśli byłaby taka konieczność i dać wam szansę na wspólną przyszłość w Anglii.

Nie wiem co mam Tobie doradzić ale wiem co czujesz i wiem że cierpisz z tęsknoty. 3maj się jakoś i powodzenia życzę !!!

3

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

Dzięki za poświecenie czasu na czytanie mojego rzeczywiscie obrzesrnego postu smile
Pytałaś czemu nie poczekałam na niego. Otóż gdy byłam jeszcze sama to byłam kilka razy w Polsce, za każdym razem wracalismy do siebie ale gdy ja znowu wyjezdzałam wszystko sie rozpadało, on kiedys powiedział mi cos przykrego i uznałam ze nie chce go znać. Potem nie miałam z nim długo kontaktu, dowiedziałam sie że on ma dziewczyne i układa sobie życie. Gdy zaczełam spotykać sie a za chwile mieszkać ze swoim jeszcze wtedy chlopakiem to spedzałam  z nim cały swój czas i nie miałam za bardzo okazji nawiązac na nowo kontaktu z Marcinem. Dopiero gdy Marcin przyszedł na mój ślub, zaczeły sie pytania w głowie czy napewno dobrze robie...

Oczywiscie rozumiem to ze mąż chce spedzić ze mna troche czasu, chce sie nacieszyć, ale w momencie gdy nie jest to taka bliskość jaką ja bym chciała, a do tego jestem bardzo zmęczona  to poprostu nie mam na to ochoty. Dodatkowo moje uczucia do byłego potęgują niechęć do męża. To smutne, ale tak właśnie dzieje sie w moim sercu i głowie. Nie potrafie nad tym zapanować sad

4

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

Niedawno byłam w podobnej sytuacji, dlatego postanowiłam Ci odpisać.
Moim zdaniem powinnaś najpierw popracować nad swoim związkiem, małżeństwem. Potrzebna Wam wizyta u terapeuty. Jesteś nieszczęśliwa, to oczywiste, ale tak naprawdę Twój mąż też nie jest szczęśliwy w tym związku. Jego potrzeby i oczekiwania są raczej normalne, jak na faceta, a Ty nie sygnalizujesz swoich, więc nie dziw się, że on się nie domyśla. Faceci nigdy się nie domyślają, tacy już są smile Zastanów się, czy jest jeszcze szansa na to, żeby odżyły między Wami dawne uczucia. Z jakiegoś powodu zakochałaś się w nim i wzięliście ślub. On się Tobą w pewnym sensie opiekuje, masz w nim oparcie, przynajmniej materialne, a to plus. Postaraj się pomyśleć, co jeszcze w nim lubisz, przynajmniej trzy rzeczy.
Co do "wad" męża, to chyba doszukujesz się ich na siłę. To, że denerwuje się, kiedy zostawiasz ładowarkę w gniazdku - zależy od jego reakcji, może jest przesadzona, ale czy po części on nie ma racji? wink To nieekologiczne po prostu. A że nieekonomiczne, to już inna kwestia.
Twoja dawna miłość... Z tym byłabym ostrożna. Z jakiegoś powodu Wam nie wyszło, nie byliście sobie przeznaczeni. Teraz go gloryfikujesz, bo nie możecie być razem... A gdybyście spróbowali... Kto wie, czy nie wyszłyby na jaw jakieś jego paskudne cechy. On daje Ci coś, czego w Twoim małżeństwie brakuje... Poczucie, że jesteś ważna, wyjątkowa, wspaniała... Mąż ma Cię na co dzień i może już zapomniał, że trzeba to okazywać. Ale to nie znaczy, że nie chce i nie potrafi, może codzienność go przytłoczyła.
Ja też odświeżyłam starą znajomość, kiedy w moim związku zaczęły się problemy. I wiesz co? Przy nieszczęśliwej mężatce zawsze kręcą się faceci. Na co liczą? Na seks bez zobowiązań? Na dowartościowanie się, że ktoś taki, jak Ty się nim interesuje? Nie wiesz, czy Marcin jest z Tobą szczery - może mówi, że kocha, ale czy to prawda? Nie powiedział Ci o dziecku, ale skąd wiesz, że w ogóle chciał? Że się bał - to kiepska wymówka. Moim zdaniem próbował grać na dwa fronty, dalej próbuje. To manipulator. Nie zostawi dziewczyny, ale chce mieć też Ciebie. Dla tamtej chyba lepiej byłoby znać prawdę? Może nie chciałaby wychowywać dziecka z kimś, kto kocha inną?
Dobrze wiem, jak ciężko Ci teraz, skoro jesteś zakochana w innym, a obok jest mąż. Nie chcesz, żeby Cię dotykał, całował, szukasz pretekstu do kłótni... To donikąd nie prowadzi. Spróbuj może porozmawiać z kimś z rodziny o Waszych problemach (nie wspominaj o Marcinie), może ktoś mógłby z nim porozmawiać, np. jego mama albo tata? Może gdyby on zrozumiał, że jest tak źle, że może Cię stracić, to zmieniłby się dla Ciebie.

5

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

Ale co ten facet ma w sobie zmieniać? ok może podejście do spraw łóżkowych. Ale co do reszty to mu się nie dziwię, pracuje, zeby Was utrzymać, ma pracę w takich godzinach, ze kazdego by szlag trafił, zajmuje się dzieckiem, a Ty romansujesz po kątach.

Nie wspomnę o tym, że ja nie miałabym sumienia, zeby gzić się z facetem, którego dziewczyna lezy dopiero co po porodzie. Jaką Ty jej krzywdę wyrządzasz? Jej w tym wszystkim jest mi najbardziej szkoda, bo nie ma nic gorszego od urodzenia dziecka facetowi, który ma Cię głęboko w dupie.

Moja rada  (chociaż mam nadzieję, że karma Cię dopadnie) Jeżeli wiesz, że z mężem się nie ułoży, to na razie z nikim nie romansuj, udawaj miłą dobrą i pokrzywdzoną żonę-- za którą i tak się uważasz (moim zdaniem bezpodstawnie). Złóż papiery rozwodowe, postaraj się o opiekę nad dzieckiem (chociaż moim zdaniem lepiej by mu z ojcem było) i wyjedź do Polski do swojego Pięknego Alonza , albo sprowadź go do siebie. zacznijcie nowe życie i miejcie wszystkich w dupie jak teraz macie.

Odrodziłam się na nowo, miałam duszę kryształową
Lecz znów, i znów i znów kolorów szukam

6

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

Ritaa ma wiele racji i radzę jej posłuchać smile

Tak w ogóle to jestem facetem ale mniejsza o to smile. Zaprosiłaś swojego byłego na swój ślub mimo iż łączyła was kiedyś tak płomienna zażyłość ? nie bardzo potrafię taką sytuację zrozumieć a tym bardziej że on przyszedł na Twój ślub. Co ciekawe moja sytuacja jest bliźniaczo podobna do Twojej i też dostałem zaproszenie na ślub mojej byłej, ślub za miesiąc a ja oczywiście się na niego nie wybiorę ponieważ jestem pewny,że wspomnienia by wróciły tak po mojej jak i jej stronie. Mam dobry kontakt z jej kuzynką, najbliższą rodziną. Jak była prosić na wesele i na chwilę odszedł jej narzeczony spytała o mnie, co u mnie itd. Dodała jeszcze że nie zniosłaby takiej sytuacji jakbym kiedyś się związał z jej kuzynką, nie poradziłaby sobie z czymś takim... Ona też mieszka w Anglii ze swoim obecnym partnerem i bardzo się cieszę z tego powodu. Jakby była bliżej to jestem pewny,że byśmy się spotkali i miałbym dziś taki problem jaki ty masz obecnie...

Ratuj swoje małżeństwo, idź na terapię a o byłym zapomnij. Przez waszą miłość ucierpi zbyt wiele osób, to bez sensu

7

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

To nie jest wielka miłość, raczej "wielkie nadzieje", "wspomnień czar", "oderwanie od codzienności".

Ten mężczyzna spotykał się z tobą 4 dni z 5. Pomyśl jakim on musi być człowiekiem, żeby nie dbać o maleństwo? Nie jest dojrzały, albo jego priorytety są mierne. Popracuj nad swoim małżeństwem, jak to nie pomoże rozwiedźcie się i wtedy oczywiście możesz ułożyć sobie życie na nowo.

"Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego." Marek Aureliusz
Walczę z boreliozą i bartonella https://boreliozalyme.blogspot.com/

8

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((
Nirvanka87 napisał/a:

Ale co ten facet ma w sobie zmieniać? ok może podejście do spraw łóżkowych.

Przede wszystkim to miałam na myśli. Ona nie ma obowiązku chodzić z nim do łóżka, bo on ma ochotę. Powinien zadbać o nastrój, itd. Tylko w tym wypadku ona raczej czuje, że "zdradziłaby" kochanka. Jeśli związek się rozpada, a ludzie oddalają od siebie, wina leży przeważnie po obu stronach. Może on za mało okazywał jej, jak jest dla niego ważna? I stąd ten "ideał" z przeszłości, który idealnie wpasował się w puste miejsce... Zawsze jest to odpowiedź na jakieś braki w jej związku, ludzie szczęśliwi ze sobą nie szukają kontaktu z kimś na boku.

9

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((
cierpiąca88 napisał/a:

Witam Serdecznie.
Może na początek kilka slow o sobie. Mam 25 lat, mieszkam w Wielkiej Brytani 7 lat. Jestem mężatką od trzech lat i mam uroczego synka ktory wlasnie skonczył dwa latka. Moj mąż to wspaniały ojciec. jest bardzo pracowity, oszczędny ( czasem za bardzo), nie pije alkoholu czasem okazyjnie , nie imprezuje, lubi sprzątać, całkiem przystojny, dobrze zbudowany. Pracuje w nocnym trybie, wiec wieczorami nigdy go nie ma w domu, a jesli jest to najczesciej spotykamy sie ze znajomymi albo ja pracuje dorywczo w restaouracji. I tu pojawia sie nasz piewrszy problem, polegający na tym ze on prowadzi nocny tryb zycia a ja w nocy najchetniej spie bo tak bardzo jestem zmeczona po calym dniu z dzieckiem, sprzataniu, zakupach itd. Kiedy czasem mąż wraca wczesniej np o polnocy, ja najczesciej już spie albo układam sie do snu co go bardzo denerwuje bo oczywiscie chcialby zebym troche czasu spedzila z nim, uprawiala seks i to najlepiej godzinami. Tu pojawia sie drugi problem... w łóżku chyba nie potrafimy spelniać swoich oczekiwan, on chcialby dlugo, szybko, ostro a ja lubie delikatnie, nie za dlugo, czule. Gdy wspominam mu o tym ze widac ze sie nie spelniamy seksualnie on mowi ze przeciez jest cudownie tylko rzadko ( moze dlatego ze próbuję sie podpasować pod niego). Wiele razy pokazywałam ze ja tak nie lubie. To spowodowało ze sie zniechecilam i poprostu nie lubie sie z nim kochać. Gdy odmawiam mu on chodzi zły, naburmuszony i ciągle narzeka że my to już wogole sie nie kochamy a inne pary robią to codziennie... Wydaje mi sie że jak na tak młode małżenstwo to ten problem jest dosc poważny i obawiam sie tego co bedzie dalej... Kolejna sprawa to jego oszczędność, marudzi gdy nie wyłącze z kontaktu ładowarki która nie jest podłączona do telefonu, albo ze tv z pradu nie wyłączyłam i dekodera jak ide spać i całą noc sie lampka pali ( co on oczywiscie sprawdza codziennie o 5,00 rano jak przychodzi z pracy. Ciągle tez dogryza mi że ja najchętniej to bym wydawała tylko pieniądze a nie zarabiam. Dodam tylko że dorabiam w restouracji, poza tym mam w domu mały salonik paznokci i również z tego mam troszke pieniążka. Jego ruchome dni pracy nie dają mi możliowsci pracować w pełnym wymiarze godzin i w stale dni hmm W domu też sie chyba nie sprawdzam jako pani domu bo ciągle narzeka że jest bałagan, choć nie jest... A tak poza tym to ostatnio doszłam do wniosku że tak bardzo sie od siebie różnimy że nie wiem jak to mozliwe że wcześniej nie zwracałam na to uwagi. Pomyślicie : po co brałaś z nim ślub?...  Ale na początku było inaczej. Ciągle pracowaliśmy, urządzaliśmy dom, zajeliśmy sie weselem i mieliśmy dużo czasu dla siebie. Gdy pojawił sie synek, okazało sie że Lukasz wspaniale sprawdza sie jako tata, bardzo mi pomagał, od początku uczyłam go zajmować sie małym jak najwiecej i dzieki temu teraz wiem że on potrafi tak dobrze sie nim zająć, że nie musze sie martwić gdy zostawiam ich samych. Moje dziecko jest tak wpatrzone w niego że ja moge nie istnieć jak tata jest w domu. Dzęki temu nie jestem też taka uwiązana, moge wychodzic od czasu do czasu z przyjaciólkami na imprezy. Moj mąż nie chodzi, twierdzi że nie potrzebuje ale w sumie nie ma też za bardzo z kim. Bardzo cięzko mu nawiązać przyjaźń z kimkolwiek. Jest bardzo nieufny i pesymistycznie nastawiony do świata. Jest to dla mnie naprawde bardzo męczące. Pisze o nim bo z jednej strony jest dobrym mężem ale z drugiej strony ma w sobie takie wady które z dnia na dzień przeszkadzają mi coraz bardziej...

Ale może teraz opowiem o swojej niedalekiej przeszłości i sytuacji która przytrafiła mi sie jakiś czas temu która spowodowała ten wielki dylemat w moim sercu... Jako nastolatka, przed wyjazdem do Anglii miałam chłopaka o imieniu Marcin. Byłam w niego wpatrzona jak w obrazek, a rozstaliśmy sie bo ja wyjechałam z rodzicami. Bardzo byłam z nimi zrzyta a z Marcinem obiecalismy sobie że jak on skończy liceum to przyjedzie może do mnie. Niestety odległość spowodowała że sie rozstaliśmy, a ja zaczełam imprezować. wtedy takie życie singla który może bawić sie do woli bardzo mi odpwiadało. Zaczęłam pracować i żyć swoim życiem... z perspektywy czasu wydaje mi sie że było to troche egoistyczne ale wtedy jako małolata nie zastanawiałam sie nad tym. Potem poznałam obecnego męża, zamieszkaliśmy razem, kupiliśmy dom, zareczyliśmy sie i wzieliśmy słub, zaraz potem zaszłam w ciąże. W tym okresie nie miałam kontaktu z Marcinem ale często zaglądałam na jego profil na nk i fotce, potem pojawił sie Facebook i tam jakos zaczeliśmy rozmawiać pierwszy raz po 4 latach. Kiedy Moj synek miał 5 miesięcy poleciałam do Polski w odwiedziny, byłam jeszcz na urlopie maciezynskim i poleciałam sama. Marcin zaproponował wtedy perwszy raz kawę. Spotkaliśmy sie ale było to bardzo niewinne spotkanie. Potem kilka smsow wymieniliśmy, ponarzekaliśmy na swoich obecnych partnerów(on juz miał wtedy dziewczyne) Spotkaliśmy sie chyba jeszcze raz aż w końcu musiałam wrócić. Po powrocie Od czasu do czasu rozmawialiśmy na fb, chociaż mi za każdym razem serce waliło jak młot jak tylko o nim myślałam. On z checią wracał do lat w których byliśmy razem a ja razem z nim. Niecały rok póżniej wyjechaliśmy z mężem i synem na długi urlop do Polski. nasz mały chorował na oczka, ja też miałam troche problemów zdrowotnych. Dzień przed wyjazdem mąż zaproponował żebym do końca wyleczyła synka i siebie i żebym jeszcze została, bałam sie jednak bo wiedziałam że bede chciała sie znowu spotkac z moim eks. I tak tez sie stało. Juz na nastepny dzien dowiedział sie że jestem sama w Polsce, skontaktował sie ze mną i za kilka dni spotkalismy sie na kawie. Po kazdym spotkaniu prosił o nastepne, az w koncu poszlismy na kolacje. Nic sie miedzy nami nie wydarzyło, żadne nie miało odwagi zrobić pierwszego kroku chociaż baaardzo tego pragneliśmy. W polsce zostałam jeszcze na prawie czery tygodnie. Nie pamietm ile razy sie widzieliśmy ale na każdym spotkaniu rozmawialiśmy jakby to było fajnie być znowu razem, juz jako dorośli ludzie z pewnymi doświadczeniami. ja bardzo poważnie zaczełam sie zastnawiać nad rozwodem. W koncu nadszedł dzien wyjazdu. Przezyłam to strasznie, pakowałam sie z kluchą w gardle i łzami w oczach. Gdyby nie moj synek juz wtedy bym nie wróciła... ale nie potafiłam zrobić tego mężowi. Wyjechałam a swoje serce zostawiłam w polsce. Przez jakiś czas nie mogłam dojść do siebie, mąż widział że coś jest nie tak, nie miałam ochoty na zbliżenie, całusy... dosłownie na nic. Chiałam byc tylko sama ze swoimi wspomnieniami.
Kilka tygodni pożniej dowiedziałam sie że dziewczyna Marcina jest z nim w ciąży... wyobraźcie sobie co wtedy poczulam. Dowiedzialm sie od wspolnych znajomych. Sam nie mial odwagi mi powiedzieć. Tłumaczył sie że już miał od niej odejść bo wiedział że nie bedzie szcześliwy u jej boku, kiedy ona oznjmiła że będą mieli dziecko. Wtedy straciłam nadzieje na cokolwiek, ale nawet na moment nie przestałam o nim myśleć. On pisał że tęskni, że chciałby żebym to ja była matka jego dzieci, że to ze mną wyobraża sobie przyszłość ale że nie potrafi jej zostawić w takim stanie. Czas mijał a ja czekałam nie wiadomo na co. Ciągle kłuciłam się z mężem, do tego problemy rodziców... Mama wtedy wyjechała do Polski. Było mi naprawde cięzko. W koncu w czerwcu tego roku udało mi sie namowić mamę na powrót do Anglii. Mężowi powiedziałam że chciałabym pojechać pomóc jej, ze to tylko na kilka dni, ze są tanie bilety i że on ma wolne wtedy w pracy więc dziecko bedzie miało opieke. Nie mogłam zabrac małego bo nie ma wyrobionego jeszcze paszportu. On sie zgodził, tak po prostu... a ja tak poprostu poleciałam...
Kilka dni wczesniej Marcinowi urodziło sie dziecko, bałam sie że nie znajdzie czasu dla mnie, a on na 5 dni moich w polsce spotkał sie ze mną 4 razy... Pierwsze dwa spotkania odbyły sie szybko tak jak zawsze, mały całus, pogaduchy, smski ale następne wiedziałam że będzie inne, wyjątkowe bo miało być spotkaniem pożegnalnym bo nastepnego dnia wracałam już do domu. Umówiliśmy sie że pójdziemy razem na piwko i spędzimy cały wieczór razem. Pojechaliśmy w bardzo przyjemne miejsce w łodzi, poszliśmy do ogródka na piwko, długo rozmawialiśmy, wypiliśmy kolejne. Ja oczywiście nieco sie wstawiłam, potem poszliśmy na spacer a wtedy stało sie coś o czym marzyłam juz od bardzo dawna. Pocałowaliśmy sie tak namiętnie że samo wspominanie tego pocałunku wywołuje we mnie ogromne emocje. Każdą minutą tego spotkania chciałam sie tak bardzo cieszyć ale jednocześnie cierpiałam bo wiedziałam że zaraz bedzie koniec i znowu ogromny ból i żal. Potem spotkaliśmy sie jeszcze z resztą znajomych, oczywiscie nie pokazując że cokolwiek jest między nami... chociaż chyba i tak wszyscy sie domyślali... a potem znów zostaliśmy sami i ciągle tuliliśmy się do siebie jak nastolatkowie, nie zwracajac uwagi czy ktoś patrzy czy nie... liczyło sie tylko to że jesteśmy razem. Nie kochaliśmy sie... ale nie wiele brakowało. Z czystym sumieniem moge stwierdzić że żałuję, aczkolwiek boje się że byłoby mi jeszcze ciężej. Tej nocy nie spałam wogóle, nie mogłam oddychać, ciągle płakałam bo tak bardzo nie chciałam wracać ale tam w Aglii czekał na mnie synuś... gdyby nie on, to nawet bym sie nie zastanawiała... Niestety przyszedl dzien wyjazdu, Marcin nie mogł juz przyjechać, a ja czułam jak w środku umieram. Siedziaam w oknie gdy zobaczyłam że podjechał smile poszłam do niego bo wiedziałam że przyjechał sie pozegnać, mogliśmy jeszcze raz sie pocałować i usłyszeć jak bardzo sie kochamy... w końcu pojechał do domu a ja na lotnisko.
Wróciłam do Anglii i w przeciągu miesiąca próbowałam zostawić męza dwa razy. jego wady stały sie dla mnie jeszcze bardziej drażniące i tylko szukałam powdu żeby sie pokłucić i móc odejść, wszystko mu wygarnełam, ale nigdy sie nie przyznałam... nie potrafie... boje sie... boje się że zostane sama, że podczas rozwodu sąd przyzna opieke nad synem mężowi, że nic nie dostane i że nie będę w stanie zapewnić swojemu dziecku tego czego będzie potrzebował i że Marcin i tak nie odejdzie od swojej dziewczyny bo jego dziecko jest takie malutkie i też nie chce ich skrzywdzić... z chęcią zostawiłabym wszystko tutaj ale boje sie że coś się nie uda... Dlatego właśnie pisze o swoim dylemacie... nie potrafie znaleść pozytywnego rozwiązania i chciałabym poznać opinie ludzi z nie mojego otoczenia. Czy kierować sie własnymi uczuciami i dążyć do bycia z miłością swojego życia czy tkwić w związku który sie trzyma ze względu na dziecko?
Będę wdzięczna nawet za kilka słów...

Ok, oto kilka słów ode mnie...


Gdybym był wierzący to pewnie krzyknąłbym "Mój Boże, źle czynisz kobieto!" A, że nie jestem, to  krzyknę sobie ku.wa, ja pie.dolę Kobieto! Nie dość, że długie te twoje wypociny, to jeszcze obrzydliwe! Piszesz o wielkiej miłości, ale dalej uprawiasz prostytucję w małżeństwie, bo tak ci wygodnie i brak ci cywilnej odwagi, by rozstać się z mężem, w miarę cywilizowanych okolicznościach. Ty już sobie usprawiedliwiłaś zdradę, bo zdradziłaś. Nazywajmy rzeczy po imieniu.  Wyszukujesz na siłę jego wady, by, powtórzę raz jeszcze, usprawiedliwić siebie przed sobą samą, za swoją zdradę. To takie typowe dla zdradzających.

Rozbijasz w drobny mak swoją rodzinę i rodzinę twojego lovelasa (gwoli ścisłości z niego też niezła gnida - on teraz powinien poświęcać niemalże 100% swojego czasu własnej rodzinie, a nie pannie, którą chwilowo swędzi co nieco - piszę to jako mąż i ojciec). Ty widzisz w tym całym gnojowisku tylko własne szczęście... "urodziło mu się dziecko i bałam się, że nie znajdzie czasu dla MNIE". Jedynym twoim hamulcem jest wspomniane wygodnictwo i synuś, któremu i tak rozpieprzasz dzieciństwo. ŻENADA!

Pozytywnego rozwiązania twojej sytuacji nie ma i nie będzie. Ja nie widzę cię tworzącą związek  z twoim mężem. Spisałaś go na straty i pewnie już nic nie zmieni twojej decyzji. Poczułaś motylki i wyłączyłaś myślenie. Nie widzę w kolorowych barwach również twojego potencjalnego "związku"  ze wspomnianą "miłością swojego życia" (to brzmi tak patetycznie, tak żałośnie w tych okolicznościach, że nie potrafię przestać się śmiać) który pobawi się i "wróci" do rodziny. Ty powinnaś być sama, bo nie jesteś materiałem na partnerkę. Za mało inteligencji emocjonalnej.

Przekaż twojemu, i tu cytat z twojego postu, pracowitemu, oszczędnemu ( czasem za bardzo), nie pijącemu alkoholu czasem okazyjnie , nie imprezującemu, lubiącemu sprzątać, całkiem przystojnemu, dobrze zbudowanu mężowi, który jest również wspaniałym ojcem, moje najszczersze wyrazy współczucia. Wiesz za co...

Wątpię...

10

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((
Doom napisał/a:

Ok, oto kilka słów ode mnie...


Gdybym był wierzący to pewnie krzyknąłbym "Mój Boże, źle czynisz kobieto!" A, że nie jestem, to  krzyknę sobie ku.wa, ja pie.dolę Kobieto! Nie dość, że długie te twoje wypociny, to jeszcze obrzydliwe! Piszesz o wielkiej miłości, ale dalej uprawiasz prostytucję w małżeństwie, bo tak ci wygodnie i brak ci cywilnej odwagi, by rozstać się z mężem, w miarę cywilizowanych okolicznościach. Ty już sobie usprawiedliwiłaś zdradę, bo zdradziłaś. Nazywajmy rzeczy po imieniu.  Wyszukujesz na siłę jego wady, by, powtórzę raz jeszcze, usprawiedliwić siebie przed sobą samą, za swoją zdradę. To takie typowe dla zdradzających.

Rozbijasz w drobny mak swoją rodzinę i rodzinę twojego lovelasa (gwoli ścisłości z niego też niezła gnida - on teraz powinien poświęcać niemalże 100% swojego czasu własnej rodzinie, a nie pannie, którą chwilowo swędzi co nieco - piszę to jako mąż i ojciec). Ty widzisz w tym całym gnojowisku tylko własne szczęście... "urodziło mu się dziecko i bałam się, że nie znajdzie czasu dla MNIE". Jedynym twoim hamulcem jest wspomniane wygodnictwo i synuś, któremu i tak rozpieprzasz dzieciństwo. ŻENADA!

Pozytywnego rozwiązania twojej sytuacji nie ma i nie będzie. Ja nie widzę cię tworzącą związek  z twoim mężem. Spisałaś go na straty i pewnie już nic nie zmieni twojej decyzji. Poczułaś motylki i wyłączyłaś myślenie. Nie widzę w kolorowych barwach również twojego potencjalnego "związku"  ze wspomnianą "miłością swojego życia" (to brzmi tak patetycznie, tak żałośnie w tych okolicznościach, że nie potrafię przestać się śmiać) który pobawi się i "wróci" do rodziny. Ty powinnaś być sama, bo nie jesteś materiałem na partnerkę. Za mało inteligencji emocjonalnej.

Przekaż twojemu, i tu cytat z twojego postu, pracowitemu, oszczędnemu ( czasem za bardzo), nie pijącemu alkoholu czasem okazyjnie , nie imprezującemu, lubiącemu sprzątać, całkiem przystojnemu, dobrze zbudowanu mężowi, który jest również wspaniałym ojcem, moje najszczersze wyrazy współczucia. Wiesz za co...

Dobry post, ja nie chciałam być tak brutalna, ale zgadzam się z Tobą w 100%
Ona nie nadaje się na partnerkę, a jej chłoptaś na ojca.

Odrodziłam się na nowo, miałam duszę kryształową
Lecz znów, i znów i znów kolorów szukam

11

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

Smutna ta historia...
Smutna dla męża autorki...
Zap*eprza na nią i małe dziecko, ona nie pracuje, wydaje kasę i wdaje się w romanse, wciąż się z biednym mężem kłoci żeby tylko sprowokować rozstanie. I dla kogo? Dla jakiegoś exa który ma dziecko z jakąś laską.
Żal mi Twojego męża autorko, na serio.

12 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-03-18 17:20:30)

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((
Nirvanka87 napisał/a:

..
Dobry post, ja nie chciałam być tak brutalna, ale zgadzam się z Tobą w 100%
Ona nie nadaje się na partnerkę, a jej chłoptaś na ojca.

Oboje są siebie warci. Wg. mnie niedorzeczny jest nick cierpiąca88.

madoja napisał/a:

I dla kogo? Dla jakiegoś exa który ma dziecko z jakąś laską.
...

No jak dla kogo ? Dla WIELKIEJ MIŁOŚCI !!!!
Autorko poczytaj motto poniżej, za kilka lat będziesz to sobie powtarzać.

13

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((
bullet napisał/a:
Nirvanka87 napisał/a:

..
Dobry post, ja nie chciałam być tak brutalna, ale zgadzam się z Tobą w 100%
Ona nie nadaje się na partnerkę, a jej chłoptaś na ojca.

Oboje są siebie warci. Wg. mnie niedorzeczny jest nick cierpiąca88.

Niedorzeczny, śmieszny i trącący megalomanią jest również tytuł wątku: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA sad(

na litość, co to ma być?? smile Cały świat? No przeurocze smile Kobieta ma ego i tupet jak stąd do Ułan Bator.

Wątpię...

14

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((
cierpiąca88 napisał/a:

Czy kierować sie własnymi uczuciami i dążyć do bycia z miłością swojego życia czy tkwić w związku który sie trzyma ze względu na dziecko?
Będę wdzięczna nawet za kilka słów...

Zadałaś pytanie więc napiszę co ja sądzę. Ratuj małżeństwo. Masz WSPANIAŁEGO męża, komfort, żyjesz jak paczek w maśle. Ty pytasz się czy zostawić to na rzecz niepewnej przyszłości ? W imię czego ? Wielkiej miłości ? Nie żartuj sobie. To są motylki, żadna miłość. A jak nie wypali ? Zastanawiałaś się kiedyś jak spier..lisz życie swojemu dziecku, mężowi o drugiej stronie nie mówiąc.
Biegiem do psychologa, zagubiłaś się, potrzebujesz pomocy.

15

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

Nie dodałam że kobiety tego exa też mi strasznie żal. Dziecko dopiero się urodziło, a tatuś miętoli się gdzieś ze swoją byłą która chwilowo jest w Polsce.

16

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((
bullet napisał/a:

Biegiem do psychologa, zagubiłaś się, potrzebujesz pomocy.

Raczej kopniaka na lepsze loty...
Odejdź od męża, daj mu szansę na odnalezienie prawdziwej miłości.
Nie jesteś warta jego zachodu.

17

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

Na początek dzieki wszystkim za to że przeczytaliście i odpowiedzieliście na mój temat. Szczerze mówiąc nie spodziewałam sie tak ostrej krytyki, ale po chwili zastanowienia zrozumiałam że poprostu przedstawiłam swojego męża w tak wspaniałym świetle, że żeczywiście mieliście prawo pomyśleć ze doszukuje sie w nim wad na siłe. W rzeczywistości ma on ich troche wiecej. Ciężko opisać tak ogólnikowo jak wiele rzeczy nam nie pasuje między nami i jak często kłucimy sie o naprawde błache sprawy a nie raz o bardzo poważne. To np że mój mąż sam tak "cięzko" pracuje wynika tylko z jego wygody, nie chce mu sie poszukać nowej pracy, bo w obecnej ma naprawde lajtowo. Wile razy proponowałam że poszukam czegoś, on wtedy twierdzi ze nie chce żebym ja pracowała. A gdy proponuje żebyśmy poszli na obiad do baru bo nie zdąże nic ugotować to mi wyrzuca że może powinnam iść w końcu do pracy bo on sam na takie wyjścia nie zarobi...  Zresztą co tu tłumaczyć, nawet gdy pracowaliśmy razem i ja zarabiałam wiecej od niego, on zawsze miał problem z wydawaniem pieniedzy. Przez pól roku oszukiwał mnie że nie ma żadnych oszczędności, a wszystko wyszło na jaw gdy do domu przyszedl roczny bilans z konta oszczędnościowego. Czy to jest w pożądku? Owszem lubie kupować ale to jak każda kobieta, nie mam 10 par szpilek i kupuje następną, kupuje bo np moje poprzednie buty juz sie przetarły. Gdy chce kupić coś praktycznego on znowu marudzi, a gdybym zaproponowała mu że chce mega krótką mini i jakąś bardzo seksowną bielizne to jestem pewna że sam by mnie zawiózł do sklepu... Gdy wie że bedziemy mieli okazje pobyć troche sami ( dziecko idzie do babci) to chodzi za mną i ciągle powtarza jaka to jestem piekna i seksy, a gdy jest zły to mi robi awanture ze sobie nałożyłam majonez na kanapke, a przecież taki wielki brzuch mam i powinnam w koncu zadbać o siebie.... takich sytuacji jest tysiące ale nie ma sensu żebym to wszystko wyciągała teraz. Jesteście ludżmi z zwenątrz, wiec żebym nie wiem jak bardzo starała sie wytłumaczyć na czym polega problem między nami to chyba nie uda mi sie bo nas poprostu nie znacie... Ktoś zaproponował że powinnam może porozmawiać z kimś z jego rodziny... tyle że jego mamusia nie da złego słowa powiedzieć na jego temat tak jak i jeden z braci, drugi natomiast widzi jak jest i sam sie śmieje z jego pedantyczności i oszczędności... Znajomi z najbliższego otoczenia też widzą jaki jest, nie wiedząc o tym że mam kontakt ze swoim byłym i również uważają że w pewnych sprawach mąż bardzo przesadza. Jeszcze coś mi sie przypomniało, mój mąż nie cierpi gdy w naszym domu organizuje się jakiekolwiek imprezy, boi sie że albo będzie dużo sprzątania, albo że dużo kasy trzeba będzie wydać na jedzenie, no i wogóle zregóły to on nie lubi świąt bo wtedy jest wszystko takie sztuczne.... ja już też nie lubie bo każde jedne kojażą mi sie z nerwami i awanturami...

W swoim byłym pamiętam tą spontanicznośc, chęć wychodzenia razem do znajomych i organizowania spotkań, ten ciągły uśmiech na twarzy, zaradność i wiele innych. Wiem że ma wady, byłam z nim 3 lata choc wtedy nie mieszkaliśmy razem, ale nigdy w życiu nie mówiliśmy do siebie brzydko tak jak ja teraz z mężem. On uwielbiał spędzać czas z moją rodziną i bardzo ich szanował, a moj obecny mąż nie potrafi powiedzieć do moich rodzicówm mamo i tato po trzech latach małżeństwa... Wiem że moj były bardzo żle postepuje wobec swojej obecnej partnerki i nie życzę tego nikomu ale wiem nie tylko od niego jak bardzo nie układa im sie a on jest poprostu nie szczęśliwy tak jak ja... Na mój ślub nie zaprosiłam go, w życiu nawet bym na to nie wpadła. Sam przyszedl bo wiedział od wspolnych znajomych kiedy jest ślub, wyszedł w połowie ze łzami w oczach... przekazała mi to moja rodzina. Naprawde wolelibyśmy nie być w tej sytuacji, nie ranić naszych bliskich ale niestety nie potrafimy zrezygnować z siebie. Również wtedy gdy pojawiło sie jego dzieckoto on prosił mne żebym przyleciała choc na kilka dni. Gdyby nie chciał sie spotkać ja bym o to nie prosiła napewno.

A poruszenie kwestii wyboru mojego nicku i tematu uważam za zbędne i absurdalne, chcieliscie po prostu pojechać po mnie bo nie ogarniacie tego jak trudna jest to dla mnie sytuacja.

Pozdrawiam

18

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

Wszystko fajnie.
Ale nic, nawet nieudane małżeństwo nie upoważnia Cię do puszczania się z innym i niszczenia Twojej rodziny.

Nie obchodzi Cię los Twojego dziecka?

19

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

Autorko, młoda jesteś i młodo wyszłaś za mąż. Ty myślisz, że z innym facetem to będą fajerwerki, motylki, spontany i uśmiechy do grobowej deski? Małżeństwo to codzienna ciężka praca nad związkiem, żeby nie dać się rutynie, żeby rozmawiać o czymś więcej niż "kup ziemniaki-jak w przedszkolu?-jutro będzie kontrola gazu", żeby być przyjaciółmi i kochankami, a nie tylko rodzicami i wiecznie zmęczonymi pracownikami/kucharkami/sprzątaczkami. Z Marcinem za parę lat będziesz w identycznej sytuacji, co teraz z mężem, bo nie umiesz/nie chcesz pracować nad związkiem i zbyt łatwo ulegasz pokusie, by odnaleźć to, czego szukasz, w innym mężczyźnie.

I sprawa numer dwa - jeśli Twój mąż faktycznie nie jest taki, jakiego go opisałaś, tylko gorszy i nie potrafisz z nim żyć, to odejdź. Dla dziecka lepsi będą rodzice osobno niż taka... farsa. ALE NA MIŁOŚĆ BOSKĄ, O JAKIEJ MIŁOŚCI TU MOWA?! yikes

Wydaje mi się, że jesteś osobą, która wiąże seks z miłością. Wnioskuję to na podstawie Twoich słów:

Oczywiscie rozumiem to ze mąż chce spedzić ze mna troche czasu, chce sie nacieszyć, ale w momencie gdy nie jest to taka bliskość jaką ja bym chciała, a do tego jestem bardzo zmęczona  to poprostu nie mam na to ochoty. Dodatkowo moje uczucia do byłego potęgują niechęć do męża. To smutne, ale tak właśnie dzieje sie w moim sercu i głowie. Nie potrafie nad tym zapanować

Dlaczego więc zdajesz się nie zauważać faktu, że ten Twój Marcin sypiał z kobietą, której, jak twierdzi, nie kochał, jednocześnie spotykając się z Tobą? Ślepa jesteś czy co, że nie widzisz, że to żałosny oszust z klasyczną zagrywką "mam dziewczynę/żonę, ale nic nas nie łączy, nie rozumiemy się, kocham tylko ciebie... a co? że seks z tamtą uprawiam? oj no wiesz, tak charytatywnie, żeby się nie załamała, bidula, jak jej odmówię..."?

No i już nie wspomnę, jak fajnie świadczy to o ojcu dopiero co narodzonego dziecka, że woli się szlajać dzień w dzień po mieście z kobietą, zamiast cieszyć się niemowlęciem/pomóc jego matce. Serio-serio chcesz się związać z kimś takim i powierzyć mu syna/urodzić mu może kolejne dzieci? Nie będziesz się bała, że Ty w połogu, a on poza domem z... może kolejną kobietą? Dziwi mnie bardzo, że Ciebie jako kobietę i matkę (!) może w ogóle ciągnąć do kogoś, kto już raz zawiódł w sprawach okołorodzinnych...

20 Ostatnio edytowany przez cierpiąca88 (2013-09-05 20:07:31)

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

Po pierwsze nie puściłam sie, nic oprucz pocałunku miedzy nami sie nie wydażyło...
Tylko ze względu na dziecko i strach przed cierpieniem męża starałam się wmówić sobie że może uda się coś naprawić.Że nie powinnam brnać w ten romans... Mąż sie nie zmienia mimo próśb i rozmów. Po rozmowie na temat tego jak bardzo żle jest między nami, było lepiej przez kilka dni, pomyślałam nawet że jest szansa, że tak bedzie lepiej dla wszystkich , dla rodziny byłego a przede wszystkim dla mojego synka... ale tak było tylko przez kilka dni. we mnie coraz bardziej narasta niechęć do niego... Ja nie licze na to że gdy zdecyduje się odejść to moje życie stanie się lepsze u boku byłego, licze sie z tym ze zostane nawet sama
Ale w koncu nie będe słyszała wiecznych krytyk... ze strony męza.

21 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2013-09-05 20:06:43)

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

Kobieto, naprawienie związku nie polega jedynie na tym, by ''mąż się zmienił''. Ty też musisz przejść metamorfozę.
Nie łatwiej byłoby się przyznać, że po prostu nie chcesz już być z mężem i Ci nie zależy?

22

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

Do czego ten wątek ma służyć i jakie wieści "ku przestrodze" ma wnieść dla Innych forumowiczów i postronnych obserwatorów tego forum, to w oparciu nawet o własną pozwiązkową autopsję doprawdy nie wiem. Skoro TY autorko za każdym razem robisz z siebie cierpiętnicę, że to mąż nie taki jak książę z bajki na białym rumaku, dziecko "z przypadku", bo "co ludzie powiedzą" będąc zamężną; a kochanek na boku jako "łowca cudzych zasobów" daje d*py w identyczny schemat jak Ty, pocieszając i karmiąc Cię słowami bez pokrycia, bo sam inaczej nie potrafi na chłopski rozum podejść do sprawy.

Zarówno on jak i Ty nie dorosłaś intelektualnie i emocjonalnie do etapu, w którym można a nie trzeba się wiązać z partnerem, bo tak wypada i latka lecą. A tu w tych określeniach potrzeb wyższego rzędu i wartości - różnica jest znaczna.
Jedno jest pewne, że to winny zawsze się tłumaczy i jak głupiec oczekuje innych rezultatów robiąc wciąż to samo na boku swojego pierwotnego małżeństwa. Ciebie nawet dziwi ostra krytyka z Naszej strony i jazda bez trzymanki w odniesieniu do Twojego nicka.
Może nie zauważyłaś lub też nie przeczytałaś ze zrozumieniem tytułu działu, w jakim naklikałaś swoje bezproduktywne wypociny o miłości rodem z wielkiego świata, który to u Ciebie rozpościera się stojąc w rozkroku. Tu by doskonale pasował Twój mąż i żona Twojego lovelasa a nie Wy, bo to co piszesz nawet koło pojęcia miłości - już pal sześć o powiedzenie na ten temat z PŚ - nie stało, a o jej podpieraniu, to już w ogóle nie wspomnę.

Doom Jesteś w tym wypadku genialny i bezbłędny, a owy wątek to wg mnie jest jakaś prowokacja albo trolling pokroju dawnej pauliny88.

Mogę być w każdym miejscu na świecie, ale fragment mnie zawsze będzie jezdził opustoszałą autostradą zwaną życiem, sprawdzajac w tylnym lusterku, jak rozmywają się na horyzoncie miejsca i ludzie, których poznałem.

23

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

Wiele razy o tym myslałam żeby poprostu odejść, raz nawet wyprowadziłam sie na kilka dni, Mąż obiecał wtedy że sie zmieni, ja poczułam że chce spróbować i wróciłam ale za kilka dni pojawiały sie te same konflikty i burze... Na samym początku wspominalam o tym że w łóżku też jest nam nie najlepiej i wiele razy wspominałam o tym mężowi. Jeśli jednak lubimy co inneg jaka jest szansa że kiedykolwiek oboje będziemy w łóżku szczęśliwi? Wielki błąd popełniłam że już na samym początku  nie powiedziałam wprost że jest nie tak jakbym chciała, bardziej zależało mi na jego zadowoleniu. Teraz gdy nauczyłam sie o tmy mówić nic to nie zmienia, on dalej lubi co innego ja tez. Ja naprawde chciałabym uratować to!! Ale gdy nie potrafie akceptować jego wad, on moich, nie spełniamy swoich oczekiwań to co tu ratować???

24

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

A próbowałaś terapii? Myślałaś w ogóle o tym? Kiedyś mąż spełniał Twoje oczekiwania, tak jak napisałam: z jakiegoś powodu przyjęłaś jego oświadczyny i może da się do tego wrócić, ale nad tym trzeba pracować. Oboje. A że na męża zachowanie nie masz wpływu, zacznij od siebie.
Popieram przedmówców, że jesteś bardzo niedojrzała i sama sobie z tym nie dasz rady. Jeśli chcesz NAPRAWDĘ naprawić swój związek, musisz iść do specjalisty. Nawet sama.
A jeśli chcesz odejść od męża, to dla siebie, a nie dla ex-faceta, a specjalista pomoże Ci się z tym uporać.

25

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

Widzę że nie znajdę zrozumienia, ponieważ wg wiekszosci uzytkowników forum człowiek nie ma prawa popełniać błędów, mieć dylematów i mówić o swoich słabościach w tym przypadku do swojegoo eks. Pogubiłam sie i dlatego szukałam tutaj zrozumienia, ludzi którzy są w podobnych sytuacjach a z waszych wypowiedzi wychodzi na to że macie mnie za pustą lalę która jest nie dojżała emocjonalnie do czegokolwiek. Ja pisze szczerze o tym co czuje, o tym jak bardzo cięzko mi z tym ale wcale nie uważam sie za męczennice. Gdybym nie nawiązała kontaktu z byłym i tak mój związek byłby w podobnej sytuacji. Może rzeczywiscie za szybko wyszłam za mąż i zdecydowałam się na dziecko ale skąd miałam wiedzieć że pojawią sie takie poblemy... nikt tego nie wiedział.

26

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((
ritaa napisał/a:

A próbowałaś terapii? Myślałaś w ogóle o tym? Kiedyś mąż spełniał Twoje oczekiwania, tak jak napisałam: z jakiegoś powodu przyjęłaś jego oświadczyny i może da się do tego wrócić, ale nad tym trzeba pracować. Oboje. A że na męża zachowanie nie masz wpływu, zacznij od siebie.
Popieram przedmówców, że jesteś bardzo niedojrzała i sama sobie z tym nie dasz rady. Jeśli chcesz NAPRAWDĘ naprawić swój związek, musisz iść do specjalisty. Nawet sama.
A jeśli chcesz odejść od męża, to dla siebie, a nie dla ex-faceta, a specjalista pomoże Ci się z tym uporać.

Myślałam o terapii ale to będzie kłopotliwe bo mieszkam w UK w małej mieścinie. Nie mam czasu na wyjazdy do wiekszego miasta, pozatym mimo ze mówie po angieslku t oi tak nie potrafiłabym swobodnie mówić o tym co czuje... a do polski to chyba nie najlepszy pomysł.

27

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((
cierpiąca88 napisał/a:

Widzę że nie znajdę zrozumienia, ponieważ wg wiekszosci uzytkowników forum człowiek nie ma prawa popełniać błędów, mieć dylematów i mówić o swoich słabościach w tym przypadku do swojegoo eks. Pogubiłam sie i dlatego szukałam tutaj zrozumienia, ludzi którzy są w podobnych sytuacjach a z waszych wypowiedzi wychodzi na to że macie mnie za pustą lalę która jest nie dojżała emocjonalnie do czegokolwiek. Ja pisze szczerze o tym co czuje, o tym jak bardzo cięzko mi z tym ale wcale nie uważam sie za męczennice. Gdybym nie nawiązała kontaktu z byłym i tak mój związek byłby w podobnej sytuacji. Może rzeczywiscie za szybko wyszłam za mąż i zdecydowałam się na dziecko ale skąd miałam wiedzieć że pojawią sie takie poblemy... nikt tego nie wiedział.

W małżeństwie jest coś Nam dane i zadane; nikt nie jest temu winny ale diamertalnie inny, bo od wieków wiadomo, że różnią nas cechy osobowości. Ty byś chciała, by mąż chodził jak roleks pod Twoje dyktando a tu zonk, bo nie wyrabia chłopina. Więc szukasz prostowania tego na boku w partnerze będącym idealną kopią Ciebie.
Errare humanum est, ale sztuką jest z nich wyciągać wnioski i ich nie powielać. A o problemach w związku się rozmawia a nie skacze do łóżka innym. Jesli nie potrafisz sama, to na terapię się udaj, a potem wspólnie z mężem na terapię małżeńską. Wszystko jest dla ludzi, którzy nie myślą kroczem, a procesorkiem pod czuprynką; i nie bazując na potłuczonych motylkowych emocjach, a na logicznym myśleniu i rozwiązywaniu problemów wspólnie, nie przy użyciu do tego osób trzecich.

Mogę być w każdym miejscu na świecie, ale fragment mnie zawsze będzie jezdził opustoszałą autostradą zwaną życiem, sprawdzajac w tylnym lusterku, jak rozmywają się na horyzoncie miejsca i ludzie, których poznałem.

28

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((
bags napisał/a:
cierpiąca88 napisał/a:

Widzę że nie znajdę zrozumienia, ponieważ wg wiekszosci uzytkowników forum człowiek nie ma prawa popełniać błędów, mieć dylematów i mówić o swoich słabościach w tym przypadku do swojegoo eks. Pogubiłam sie i dlatego szukałam tutaj zrozumienia, ludzi którzy są w podobnych sytuacjach a z waszych wypowiedzi wychodzi na to że macie mnie za pustą lalę która jest nie dojżała emocjonalnie do czegokolwiek. Ja pisze szczerze o tym co czuje, o tym jak bardzo cięzko mi z tym ale wcale nie uważam sie za męczennice. Gdybym nie nawiązała kontaktu z byłym i tak mój związek byłby w podobnej sytuacji. Może rzeczywiscie za szybko wyszłam za mąż i zdecydowałam się na dziecko ale skąd miałam wiedzieć że pojawią sie takie poblemy... nikt tego nie wiedział.

W małżeństwie jest coś Nam dane i zadane; nikt nie jest temu winny ale diamertalnie inny, bo od wieków wiadomo, że różnią nas cechy osobowości. Ty byś chciała, by mąż chodził jak roleks pod Twoje dyktando a tu zonk, bo nie wyrabia chłopina. Więc szukasz prostowania tego na boku w partnerze będącym idealną kopią Ciebie.
Errare humanum est, ale sztuką jest z nich wyciągać wnioski i ich nie powielać. A o problemach w związku się rozmawia a nie skacze do łóżka innym. Jesli nie potrafisz sama, to na terapię się udaj, a potem wspólnie z mężem na terapię małżeńską. Wszystko jest dla ludzi, którzy nie myślą kroczem, a procesorkiem pod czuprynką; i nie bazując na potłuczonych motylkowych emocjach, a na logicznym myśleniu i rozwiązywaniu problemów wspólnie, nie przy użyciu do tego osób trzecich.

Ja tylko mówie o tym że z mężem nie potrafimy stworzyć duetu. Nie tylko ja oczekuje od niego tego by był inny, on też chciałby żebym zaczeła myśleć i postepować tak jak on sobie zyczy. Oboje nie potrafimy sie dopasować, mysle często że to kwesta tego że inne wartości były nam wpajane w dzieciństwiei. Nikomu do łóżka nie musiałam skakać, swojemu byłemu też aby dojrzeć różnice między mną a mężem. Wiele razy rozmawialiśmy o problemach ale to nic nie zmienia.

29

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

Pogubiłaś się, to prawda, Ty i mąż wzajemnie się nakręcacie na niechęć do siebie. Spróbuj zapytać swojego GP, może są jakieś poradnie w pobliżu...

30

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

Zamiast osądzać zapytam po prostu ile lat jesteś z mężem ? jak długo się znaliście jak podjeliscie decyzje o ślubie?

31 Ostatnio edytowany przez cierpiąca88 (2013-09-05 23:08:07)

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

W grudniu minie 6 lat odkąd jesteśmy razem a po ślubie 3 lata i 2 miesiące. Miałam 19 lat gdy sie zaczeliśmy spotykać, on 26. Widziałam w nim na początku dorosłego dojżałego mężczyzne, spokojnego i odpowiedzialnego. Czułam sie bezpieczna ale w pewnym momencie jego wady zaczeły sie coraz bardziej uwidaczniać a ja coraz bardziej zaczełam z nimi walczyć czego skutkiem jest nasz obecny kryzys. Pojawił sie także brak kontroli nad tesknotą do beztroskich czasów u boku ex Marcina... To była moja najwieksza miłość która manipuluje mną do tej pory... Ja poprostu nie potrafie przestać myśleć o tym człowieku!!!! A moje problemy z mężem tylko potęgują chęć powrotu do tego co kiedyś przysłaniało mi cały świat sad

32

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

cierpiąca..
jakie ty moja droga farmazony piszesz....

jedna sprawa to twoje nieudane, beznadziejne małżeństwo, co do którego masz roszczenia i zero refleksji, krytycyzmu, chęci zmiany

6 lat jestes z tym facetem- powtórzę SZEŚC LAT - i:
nie dogadujecie się w łozku, nic was nie łączy, czujecie do siebie niechęć, nie macie ze sobą nic wspólnego

jakbys miała kurcze 5 lat - z jakiego powodu jesteś z nim tyle lat?? po cholere decydowałaś się na dziecko?? kolejne widzimisie?? dziecko jako przedmiopt pożądania?? rzecz do posiadania????

to jedna strona medalu

druga jest taka, że nagle zetkinęłas się ze starą miłością - która może jako stara miłośc była fajna, ale dzisiaj jest ostatnim facetem, którego polecałabyś najlepszej przyjaciółce:
kłamie, oszukuje, kręci, nie dba o partnerkę, nie dba o dziecko.
piszesz, że jest neiszczęsliwy i im się nie ukłąda - a czy jego żona UWAŻA tak samo?? bo czesto jest tak, że zona przezywa szok, gdy się dowiaduje, że związek bez sensu....a tutaj fajny seks, nadawanie na wspólnych falach...
myslisz, że to niemożliwe?? to poczytaj parę wątków tutaj.....


i farmazony polegają na tym, że nagle pojawił się były.. ciebie az trzesie.. i nagle mąż sta l się ZŁYM NIECZUŁYM, GŁUPIM, TĘPYM, NIEROZUMIEJĄCYM CIĘ, SPISANYM NA STRATY, MARUDZĄCYM, BEZNADZIEJNYM W ŁÓŻKU facetem....

oj ty biedna..

a ja ci przeczytam, jak opisujesz siebie w tym związku....
mąz pracuje całe dnie, ale jak wraca do domu, to ty już śpisz, albo włąsnie kłądziesz się spoać
nie dbasz o czas z nim, o relacje
zycie seksualne to nagroda dla męża za: dobre sprawowanie, za twoje samopoczucie, za niemyslenie o byłym...

masz w dupie swojego męża
nie wiesz o nim nic
widzisz go tylko przez pryzmat swoich oczekiwan -ma byc miły, ma być zaangazowany, ma ci dogadzać, ma cię zaspokajać, ma zapewniać ci okreslony poziom zycia, ma siedzieć cicho, ma się dostosować...ma nic od ciebie nie wymagać...


a ty biedna nieszczęsliwa, zackohana w wielkiej miłości - kobieto obudż się i spojrzyj na siebie.... czy ty widzisz co m ówisz, copiszesz, co robisz??

obudzisz się w końcu
oczywiście najpierw sięgniesz dna... związesz się z romantycznym wyobrażeniem młodzieńczej miłości, który dzisiaj jest beznadziejnym, fałszywym chujoplątem....

zwiążesz się z facetem, który wie, że masz w dfupie małżeństwo, rodzinę, odpowiedzialnośc i konsekwencje, bo chcesz kogoś innego -ten facet będzie zawsze się bał.. że spotkasz =kogoś i nie będziesz mieć skrupółów....

rzucisz wszystko nA SZALĘ WYOBVRAŻEŃ - bo przecież jeśli 88 to twój rocznik, więc masz teraz 25 lat - od sześciu lat jesteś z meżem, trzy lata po slubie. a więc twój poslki fagas był twoim partnerem gdy miałaś 16 lat...

jesli na tym zamierzasz budowac swoją przyszłośc, to znaczy, że nadal te 16 lat masz...

serca na zakręcie...rozpoznamy się;)

33

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((
cierpiąca88 napisał/a:

Czułam sie bezpieczna ale w pewnym momencie jego wady zaczeły sie coraz bardziej uwidaczniać a ja coraz bardziej zaczełam z nimi walczyć czego skutkiem jest nasz obecny kryzys.



Pojawił sie także brak kontroli nad tesknotą do beztroskich czasów u boku ex Marcina... .

JEGO WADY, ON ZŁY, on beznadziejny.... on on on... a ty???



tęsknota do beztroskich czasów jest oczywista.. szestnastolatki wiodą beztroskie życie, nie robią kupy, nie sprzątają brudnych naczyń i nie muszą zaprzątać sobie głowy czymś takim jak prąd i pieniaze na chleb...

serca na zakręcie...rozpoznamy się;)

34

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

A ja myślę jednak, że tęsknota za tą młodzieńczą miłością jest właśnie powodem ciągłego kryzysu w małżeństwie.Mogę się mylić, ale już sam fakt, że tęsknisz za współżyciem w formie delikatności, szybkiego spełnienia już jest odniesieniem do pierwszych chwil spędzonych z poprzednim partnerem.Często właśnie tak wyglądają pierwsze relacje łóżkowe.
Absolutnie cię nie potępiam, ale już dziś powiem, że przyjdzie taki dzień, że bd żałowała rozstania z mężem. że docenisz go po czasie....trawa u sąsiada zawsze jest bd zielona...nie oceniam moralności twojej ani byłego chłopaka tutaj, nie każę ci być męczennicą w imię ratowania związku, ale po prostu wiem, że to uczucie do byłego jest tylko fascynacją, oderwaniem od rzeczywistości.To nie jest miłość....miłość to wzajemne wspieranie się, pomoc, krytyka kiedy tego potrzeba, absolutna wiara w drugiego człowieka, cierpliwość, pokora, empatia....Pomyśl, być może mąż przez przesadną oszczędność, rozsądek chce ci właśnie pokazać, że jemu zależy na tym, byście mieli, jak najlepiej?Krzywdzisz go i to jest w tym wszystkim pewne, tak samo jak były krzywdzi swoją partnerkę.Jak byś się czuła, gdybyś to ty była w ciąży, a mąż wycinałby ci takie numery?Gdybyś dała mu dziecko, a on wolałby czas spędzać z inną.Nie wystarczy powiedzieć, nie układa mi się......Wystarczyłoby ci to?....

35

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

Wiele razy pisałam już w tym wątku ze podejmowałam próby naprawienia naszych relacji, bezskutecznie. Nie układa nam sie w łóżko bo poprostu przestałam ulegać mężowi. Gdybym nic nie czuła do swojego męża, nie postanowilabym nam dać szansy. Dziecka oboje chcieliśmy baardzo. Jeszcze wtedy było dobrze miedzy nami, mąż był zadowolony bo było dużo pieniedzy, a jak sie ucieło troszke to on wpadł w jakąś panike że nie damy rady.Do tej pory nie mamy długów, stracza na wszystko co potrzebne i wcale nie żyjemy jak przeciętna rodzina. Ja naprawde wele czasu poświęcam obowiązkom domowym, dziecku a on ciągle wytyka że robie za mało... poprostu czepia sie bezpodstawnie!! Ja mam wady, wiem o tym i zdaje sobie z nich sprawe, ale to bardziej kwestia tego że oboje nie potrafimy znaleść kompromisu praktycznie w każdej kwestii. Mąż wraca do domu o 5.00 rano, czasami o 12.00 w nocy, jesli moje dziecko wstaje o 6.00 rano to chyba mam prawo być zmeczona. Ja nie mowie że my sie wogole nie kochamy, tylko ciągle sie mijamy, on nawet na wolnym żyje w nocnym trybie i rozumiem to. Tez pracowałam na noce, razem z nim. Nie bede tu oisywać znowu tego samego o czym pisałam wcześniej. Poczytaj troche wczesniejsze posty, wiele tam wyjaśniam. Ale jestes kolejną osobą która chyba wychodzi z załozenia ze skoro nie pije nie bije to już trezba siedzieć cicho pod miotłą i być uległą żoną która podaje piwo i gazete. Sory... w moim domu rodzinnym oboje rodzice mieli coś do powiedzenia, a przede wszystkim szanowali się i nie wytykali sobie wiecznie wsyztskiego. W obecnej chwili moja mama nie potrafi zrozumieć jak można traktować się tak w małżeństwie, a u męża w domu to codzienność...

36

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

To ci powiem, że wcale nie uważam, że skoro nie pije, nie bije ..to trzeba być razem....Wszystkie wcześniejsze posty przeczytałam dokładnie i nie wiem skąd w tobie ta frustracja...myślę,m że nie przyjmiesz w obecnym stanie emocjonalnym żadnej krytyki.....Owszem błędy popełnia każdy, może nawet i twój mąż, tylko trzeba powiedzieć facetowi co robi nie tak a nie tłumaczyć siebie, bo ja wiem lepiej....Za przeproszeniem...jakoś ci dziecko zrobił...więc mniej lub bd przyjemnie było....:)Myślę, że chwile refleksji przyjdą....tylko szkoda, że za późno.....na tę chwilę odbierasz dziecku rodzinę i partnerce twojego "kochanka" także.
PS. strasznie mi żal twojego męża...okropne uczucie...dać z siebie wszystko i zostać z niczym....jesteś rozkapryszoną gówniarą być może żyjącą w realiach seriali brazylijskich.........

37

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

Moze i z mężem ci sie nie układa.
Ale tak naprawdę nawet byś nie szukała tych minusów gdyby nie potrzeba usprawiedliwienia twoich relacji z byłym.
I to ci próbujemy tutaj napisac.
Ty szukasz usprawiedliwienia na to ze masz prawo wrócić do romantycznej młodzieńczej miłości.

A my ci mówimy. Nie usprawiedliwiaj. Nie rób z siebie męczennika.
Chcesz odejść od męża? Odejdz.
Jesteście nieszczęśliwi a wasze zycie jest porażka? Odejdz.

Ale ty nie o tym piszesz.
Nie odejdziesz bo nie pracujesz. Jestes od niego zależna. Nie masz na siebie żadnego pomysłu.

Chyba ze. Chyba ze palant z polski stanie na wysokości zadania i powie przyjedz zajmie sie toba.

Tak na marginesie. Nie zrobi tego. Jest tchórzem i pierdola.

Powiedz mu. Odchodze od męża. Chce być z toba. Zobaczysz panikę i teksty.  To najszczęśliwszy moment w moim życiu. Ale poczekajmy. Jeszcze nie teraz. Moja żona dopiero co urodziła dziecko. Załamie sie.  Ona psychicznie słaba jest. Nie ma za co żyć. Nie mam wyboru. Chciałbym ale nie mogę teraz tego zrobic. Dajmy sobie czas. Dzieciak podrósnie. Musze kredyt spłacić. Nie mielibyśmy za co żyć. Alimenty mnie zjedzą...

Założymy sie ze tak powie???

serca na zakręcie...rozpoznamy się;)

38

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

Ja to widzę tak.
Zbyt młoda byłaś gdy podjęłaś decyzje o ślubie, zbyt krótko ze swoim mężem. Co to są 3 lata związku ? ludzie biorą ślub zbyt szybko,  zbyt wcześnie a później dopiero pojawia się refleksja jak juz np. ich wspólne dziecko jest na świecie, jak wiąże ich kredyt na 25 lat.

Powiem Tobie co w tym momencie dzieje się w Twoim związku, życiu. Statystycznie pierwsze lata związku są kolorowe, miłość kwitnie, motylki z brzuszku i inne głupoty towarzysza człowiekowi. Po 4, 5 latach pojawia się rutyna której nie każdy potrafi się przeciwstawić i nie każdy sobie z nią dobrze radzi. Zaczęłaś post od opisania samych superlatyw na temat Twojego męża po czym zeszłaś na narzekanie na niego. Uważam,że szukasz dziury w całym ponieważ zabija Cię rutyna. Kontakt z byłym i pewność że on ma na Ciebie ochotę powoduje,że czujesz powiem świeżości kolejny raz, świeżości której Tobie brakuje...

Jednak zastanów się na spokojnie czy Twój ex jest taki cudny jak się Tobie wydaje. jak juz wcześniej podkreślono on ma partnerkę, na świecie pojawiło się jego dziecko a on bez mrugnięcia okiem spotykał się z Tobą i Tobie miłość wyznawał zamiast w tym czasie być przy partnerce i dziecku... Sama sobie odpowiedz na pytanie czy ktoś taki może być lepszy od Twojego partnera który stara się jak może żeby wam było lepiej a nie może liczyć na oparcie z Twojej strony... nie dziwię się że się złości na Ciebie.

Uważam,że powinniście popracowac z mężem nad waszymi relacjami. Powinnaś się zastanowić czego od zycia chcesz. Zostawisz męża dla innego i myslisz,że po kilku latach do związku nie wkradnie się rutyna ? jesteś w błędzie... Z opisu wynika,ze masz dobrego męża więc walcz o niego a nie doprawiaj mu rogów. Traktuj go tak jak sama chcialabyś byc traktowana.

Powodzenia

39

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((
cierpiąca88 napisał/a:

Widzę że nie znajdę zrozumienia, ponieważ wg wiekszosci uzytkowników forum człowiek nie ma prawa popełniać błędów, mieć dylematów i mówić o swoich słabościach w tym przypadku do swojegoo eks. Pogubiłam sie i dlatego szukałam tutaj zrozumienia, ludzi którzy są w podobnych sytuacjach a z waszych wypowiedzi wychodzi na to że macie mnie za pustą lalę która jest nie dojżała emocjonalnie do czegokolwiek. Ja pisze szczerze o tym co czuje, o tym jak bardzo cięzko mi z tym ale wcale nie uważam sie za męczennice. Gdybym nie nawiązała kontaktu z byłym i tak mój związek byłby w podobnej sytuacji. Może rzeczywiscie za szybko wyszłam za mąż i zdecydowałam się na dziecko ale skąd miałam wiedzieć że pojawią sie takie poblemy... nikt tego nie wiedział.

Szukasz zrozumienia i usprawiedliwienia na forum, gdzie w większości udzielają się ludzie zdradzeni! Szczekasz na nieodpowiednie drzewo i dziwisz się, że jedziemy po tobie jak po burej suce.

Ależ oczywiście, że popełniamy błędy, mamy dylematy i słabości. Przestań ironizować i z sarkazmem tutaj wyjeżdżać. Po prostu, ludzie, którzy wypowiadają się w twoim wątku są zdecydowanie od ciebie mądrzejsi, widzieli i czytali o takich wypadkach, jak twój setki razy na tym  forum i widzą w nim SCHEMAT. Twój problem jest tak schematyczny, że aż boli. Nie myślisz chyba, że jesteś taka wyjątkowa? Ludzie piszą to, co piszą, by otworzyć ci oczy, apelują, że tak powiem, do resztek twojej moralności i za to powinnaś być im wdzięczna.

Ja z pewnością mam cię za pustą, niedojrzałą emocjonalnie lalę, nie wiem jak inni. Lecisz jak ćma w ogień świecy. Widzisz tylko kawałek swojej dupy. Nie posiadasz za grosz instynktu samozachowawczego, bo próbujesz się związać z ludzką gnidą, jaką jest twój były partner, który według SCHEMATU, za jakiś czas sam kopnie w cię w cztery litery, bo uzna, że z tobą też nie jest szczęśliwy. Dlaczego tak będzie? No toż to ku.wa proste, jak konstrukcja cepa jest!! Zmieniły się OKOLICZNOŚCI. Teraz on jest obarczony swoją rodziną, ty masz dziecko, które ewentualnie weźmiesz ze sobą i z takiej zbieraniny trudno stworzyć coś realnego. Wcześniej po prostu biegaliście sobie po łączce, zbieraliście kwiatki i cieszyliście się swoją wielką miłością.

Jak jest ci tak źle, to przestań w końcu biadolić i weź rozwód! Zresztą End_aluzja jak zwykle celnie skomentowała problem.

Wątpię...

40 Ostatnio edytowany przez bullet (2013-09-06 10:46:38)

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

Wiem to po sobie, ze zbyt idealizujemy lata młodzieńcze, pamięć tego co przeminęło. Bo, jak wspomniano wcześniej, były to lata beztroski. Pamiętamy latami smaki, których już nie ma. Słodycze, napoje czyż nie ? Kto pamięta Colę w proszku ? Mniam. Oranżadę w woreczkach na plaży.
1. Pamiętam ten smak kawy Extra Select z lat 80-tych, smakowałem od rodziców jak byłem mały, innej kawy nie było, stało się w kolejce by kupić paczkę 10 dag. Kawa była pyszna. Po latach kupiłem sobie taką i nie byłem w stanie wypić. Tragedia !!! Ta sama kawa, a zupełnie inna. Tamtą pamiętam nadal, tę niedawną już zapomniałem.
2. Przez wiele lat szukałem filmu, który pamiętałem, oglądałem go z wypiekami na twarzy po raz ostatni jako nastolatek. Wreszcie niedawno udało i mi się go zdobyć, obejrzałem i .... słowo porażka jest za mocne ale po obejrzeniu go mam o nim już dużo gorsze zdanie. Strasznie naiwny. Przez lata jednak był dla mnie czymś idealnym.
Tak samo będzie z Twoją WIELKĄ MIŁOŚCIĄ, którą pamiętasz z nastych swoich lat. To jest mit !!! Lepiej, niech ona zostanie wspomnieniem tych lat.
Jak zaczęło by się wasze codzienne egzystowanie, mit - WIELKA MIŁOŚĆ - okaże się domkiem z kart. Przyjdzie szara codzienność, wspólne spędzanie ze sobą większości czasu, akceptacja wad ... stwierdzisz, że jest tak samo ch.jowo tylko "ryje" się zmieniły. Powtórzę, szybko do psychologa. O WIELKIEJ MIŁOŚCI radzę zapomnieć. Im więcej będziesz o tym rozmyślać tym bardziej będziesz się pogrążać.
Popieram to co napisali inni, ze Twój "kochaś sprzed lat" to zwykły lovelas. Ja dodam od siebie lovelas, który ma szansę wyhaczyć laskę z UK, który jest w stanie zniszczyć życie Twoje, Twojej rodziny by umoczyć. Zawsze warto mieć takie coś w swoim "CV". Niestety on tak Cię postrzega, czy Ci się to podoba, czy nie, ale z przyczyn oczywistych Ci tego nie powie. Potem kopnie Cię w doopę, a po latach jak mu będzie to potrzebne znów zagra wspomnieniami. Doom napisał to samo - tylko dobitniej. Ja powtórzę, nie masz się co łudzić na związek z nim. Sądzę jednak, że nie jesteś w stanie na obecnym etapie tego pojąć, jak pojmiesz możne być "too late". Twoja opowieść jest na prawdę schematyczna, nie ma w niej nic co mogłoby zadziwić.
To co napisała Ci marta 1911 weź do serca - w Twoim małżeństwie jest kryzys potęgowany tęsknotą za tamtym lovelasem, a raczej wspomnieniami lovelasa. Wierz mi, on jest zupełnie innym człowiekiem niż był wtedy, w latach do których tęsknisz.
Kryzys powiększa się bo Ty w chwili obecnej widzisz same wady męża, nawet te, których nie ma. W lovelasie widzisz same zalety, nawet te których nie ma.
Mąż nie jest idealny - nikt nie jest, więc trzeba to naprawić. Na pewno się da.
Miłość to nie motylki, to szacunek, bezpieczeństwo, rodzina. Masz to ... JESZCZE MASZ !!! ..... i o to walcz, a nie o wspomnienia.

41

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

Twoja historia przypomina mi w pewien sposób historię mojej kuzynki. W skrócie opiszę, w młodości miała chłopaka, z którym się rozstała jak zmieniła szkołę. Na studiach poznała nowego, w wieku 21 lat wpadła, pośpiesznie wzięli ślub, przyszło na świat dziecko... Po 3 latach rodzina dowiedziała się, że zdradziła męża i odeszła do swojej miłości. Na początku była szczęśliwa, jednak po 3 latach znów została sama (on odszedł do innej). Jej eks mąż właśnie sie zaręczył, przeżył zdradę i poukładał sobie zycie na nowo, podobno moja kuzynka próbowała do niego wrócić i teraz bardzo żałuje wszystkiego co zrobiła.

Ktoś napisał tutaj, że idealizujesz swoją pierwszą miłość, że idealnie wypełniła pustkę jaką aktualnie odczuwasz- zatrzymaj sie i zastanów sie nad tym.

42

Odp: WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

Dziewczyno ogarnij się zanim będzie za późno... Chcesz rozwalić swoją rodzinę bo jakiś amant z przed lat pojawił się na horyzoncie? Pomyśl swoim mężu i synku, a także o żonie i dziecku twojego ,,kochanka". Nie widzisz jak egoistycznie się zachowujesz. Chyba nie dojrzałaś do roli żony i matki. Przerasta cię ,,codzienność", która pojawia się w małżeństwie. Na siłę starasz się uwydatnić słabe strony swojego męża aby usprawiedliwić swoje zachowanie. Chcesz poświęcić wszystko dla miłości szesnastolatki... Pomyśl jaka byłaś mając 16 lat.. Nie miałaś żadnych obowiązków, sprzatania, gotowania, pracy, dziecka na głowie, rutyny, miałaś burzę hormonów i idealistyczne podejście do całego świata. Myślisz, że gdy wrócisz do swojego eks to będzie tak beztrosko i pięknie jak wtedy gdy mialas 16 lat? Nie sądze. Zatrzymaj się i pomyśl. Większości osób serce mocniej zabije gdy spotkają swoją dawną miłość. Ale od razu wymieniać męża i porzucać wszystko nad czym pracowałaś przez ostatnie 6 lat, zamiast popracować nad swoim związkiem. Myślę, że jednak ochłoniesz i wszystko jeszcze raz przemyślisz. Bo czy warto rozbijać 2 rodziny dla jakiegoś niedojrzałego amanta, który zamiast witać swoje dziecko na świecie i wspierać swoją partnerkę leci do swojej byłej. Pomyśl czy chciałabyś aby ktoś taki wychowywał twojego syna. Zapomnij o tym szaleństwie o którym tu piszesz. Było mineło, jakby to była taka wielka miłość to byście się nie rozstali. Tęsknisz za beztroskimi latami i młodzieńczą miłością a to już nie wróci. Jakimi wartościami ty się wogóle w życiu kierujesz? Wzięłaś ślub, przysięgałaś, a teraz oszukujesz i dążysz do zdrady. Twój mąż zapewne bardzo cię kocha i ufa ci skoro  nawet nie podejrzewa. Sprawisz mu dużo bólu i cierpienia. Nigdy bym nie chciała aby ktoś mnie tak potraktował. Masz szansę jeszcze wszystko naprawić, jeszcze nie jest za późno.

Posty [ 43 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » WIELKA MIŁOŚĆ VS RESZTA ŚWIATA :((

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018