hej. chciałabym pogadać z kimś, podzielić się moimi dziwnymi przemyśleniami o tęsknocie za... hm. nie wiem nawet jak to nazwać. Chodzi mi chyba o takie szczególne emocje na początku związku, za dreszczykiem, który czuje się wtedy.
Mam 23 lata. Jestem w związku od 3 lat. Jesteśmy przyjaciółmi, kochankami, zakochanymi, wierni sobie - bez cienia wątpliwości.
Więc czego mi brak? Czego ja więcej potrzebuję? Pewnie ktoś powie, że szukam sobie problemu na siłę i może to jest prawda.
Ale czasem tak bardzo mi brak tych emocji, oczekiwania, zagadki, tego podniecenia każdym słowem, gestem, niepewności.
Niepewność cenię bardziej niż pewność tego co mam obecnie? Przecież tak nie jest! A jednak, czasem tęsknie i zazdroszczę tym, którzy dopiero kogoś poznali, chodzą na pierwsze randki, albo nawet romansują z kimś "na boku".
Głupia jestem w tym wszystkim. Potrzebuję, żeby ktoś mi przemówił do rozumu może, powiedział "dziewczyno, doceń to co masz i się zamknij". Wiem, że głupie to jest i że przecież sama znam odpowiedź. Ale... to uczucie ciągle siedzi we mnie i ja to CZUJĘ, jest prawdziwe.
Boję się, że przez to zrobię coś głupiego.