Chciałabym aby ktoś obiektywnie spojrzał na przytłaczający mnie problem i ewentualnie rozwiał moje wątpliwości. Jestem z chłopakiem 5 lat. On ma 23 lata,ja 21. Wiem,że przynajmniej według mnie jeszcze jest za wczesnie na ślub i rodzine,ale patrząc na moich znajomych czasem jest mi troche przykro,że ani ze sobą nie mieszkamy,ani nie jestesmy zaręczeni. W naszym związku po tak dlugim czasie nic sie nie zmieniło. Stoimy w miejscu. Juz nieraz jak ktos pyta albo rozmawia z nami na temat wspolnego mieszkania to mój facet twierdzi,że jeszcze nie. Wczoraj jego mama cos zapytala'to co w koncu idzecie na swoje?' a on,no chyba nie i zaczął sie smiac. Będąc z osobą tyle czasu nie tego sie chyba oczekuje od ukochanej osoby. Jemu wygodnie z rodzicami bo daja mu na wyscigi ktore kosztuja około 200tys. Zeby skonczyc studia się nie kwapi do tego bo uwala ciągle cos. Pracowac na wakacjach nigdzie nie pracuje i uwaza ze wszystko jest ok. Co Wy o tym uwazacie ?
23 lata to mało, Ty zresztą też jesteś jeszcze młoda i właściwie wspólne zamieszkanie nie jest Wam chyba do szczęścia potrzebne....
Rzeczywiście jesteście ze sobą długo, ale mieszkanie razem to naprawdę nie jest taka kolorowa sprawa. Dużo obowiązków, płacenie rachunków no i wiecznie ta sama osoba obok Ciebie, na dobre i na złe.
Gdybyście obydwoje tego chcieli... To czemu nie. Ale Twój facet widocznie jest jeszcze w krainie słodkiego dzieciństwa, nie śpieszy mu się z niczym, dobrze mu tak jak jest. No bo skoro rodzice mu dają kasę, a on nie musi się o nic martwić... Czemu miałby z tego rezygnować? I wiesz, wątpie, że on z tego zrezygnuje. Z tego co piszesz, on nie jest jeszcze dojrzały do wspólnego zamieszkania. Poza tym, wydaje mi się, że nawet jeżeli byś go zdołała do tego namówić, to pewnie wszystko byłoby na Twojej głowie. Chłopak jest wygodnicki, nie jest odpowiedzialny, nie dorósł do tego, aby z Tobą zamieszkać. Ja takie odnoszę wrażenie.
Rodzice dają mu na wszystko na co pierdnie,u mnie tez niczego nie brakuje ale mimo wszystko odczuwam taki obowiązek,że po 5 latach powinno cos ruszyc do przodu. Zabrania mi wszystkiego,ciągle musze byc na jego skinienie. Jeździmy na wyscigi tak mniej wiecej co dwa tygodnie. Od godziny 8 rano do godziny 19 siedze jak kołek z jego mamą,a on nawet jak nie ma trenigów i nie jest zajety to lata po wszystkich znajomych tylko nie do mnie. Jak sie go nie zapytam czy mnie kocha to sam nie powie. Ma do swojej dyspozycji auto za ponad 100tys,gdzie jego rodzice jeżdżą busami firmowymi i auto jest raczej tylko i wyłącznie do jego dyspozycji. Jeździ gdzie mu sie tylko zapragnie i czasem zastanawiam sie czy on ma auto na wode bo w prawdzie ja tez mam swoj samochod ale nie stac mnie na takie fruwanie. Moja mama mowi ze to jest wina jego rodziców i wszystko zalezy od wychowania. Tylko do groma juz wczoraj sie wkurzyłam bo on planuje sobie wyscigi na kolejne 2 lata ktore pochłoną jeszcze wiecej kasy bo wszystko sie sprowadza do wyscigów na skale europejską,ale do jasnej anielki gdzie w tym wszystkim jestem ja ? czasem sie czuje jakbym byla tylko na nudne wieczory,tzn zeby miał co robić i co pobzykać
widujemy sie codziennie mniej wiecej po 6-8 godzin. Ostatnio zastanawialam sie czy przypadkiem nie zaczęłam z nim byc bo tak wygodnie i jestem przyzwyczajona.. mysle ze moje myslenie wzieło sie stad,że nic sie nie rusza do przodu. Moi rodzice tez sie troche wkurzają.Rozmowy z nim jak grochem o sciane bo on ma swoja pasje,realizuje sie teraz,jest mu dobrze u rodziców bo daja mu kupe kasy kiedy tylko zapragnie i nic przy tym nie musi robic. Co wedlug Was powinnam zrobic ? Co byscie zrobili na moim miejscu ?
"mysle ze moje myslenie wzieło sie stad,że nic sie nie rusza do przodu. Moi rodzice tez sie troche wkurzają." - a ja sobie tak myślę, że tu jest pies pogrzebany. U niego wychowanie z całą pewnością ma wpływ na to jaki dziś jest z niego człowiek, ale u Ciebie również rodzice i znajomi mają dużo do powiedzenia. Jesteś z chłopakiem od 16 roku życia, więc właściwie jest to Twój pierwszy poważny partner(darujmy sobie miłostki z młodszych lat), który do tego pewnie był jeśli nie od razu to po pewnym czasie zaakceptowany w pełni przez Twoją rodzinkę, bo jakżeby inaczej - chłopaczek jest w końcu w życiu ustawiony, a jeśli i Ty nie należysz do najbiedniejszych, to jest rzecz na ktorą, nie oszukujmy się, Twoi rodzice zwrócili uwagę. Ty masz 21 lat, a więc dobrze abyś tego gagadka jakoś "zaklepała" skoro on się do tego nie garnie, no więc zaczyna się dogadywanie, delikatne podpytywanie, sugerowanie, w końcu kiedyś w tym wieku brało się sluby. Tyle, że chociaż Ci się wydaję to wcale nie jesteś jeszcze dojrzała do takiego kroku, bo inaczej musiałabyś usiąść i zastanowić się co Ty właściwie jeszcze z nim robisz?
Bo:
"Zabrania mi wszystkiego,ciągle musze byc na jego skinienie. Jeździmy na wyscigi tak mniej wiecej co dwa tygodnie. Od godziny 8 rano do godziny 19 siedze jak kołek z jego mamą,a on nawet jak nie ma trenigów i nie jest zajety to lata po wszystkich znajomych tylko nie do mnie. Jak sie go nie zapytam czy mnie kocha to sam nie powie.....Tylko do groma juz wczoraj sie wkurzyłam bo on planuje sobie wyscigi na kolejne 2 lata ktore pochłoną jeszcze wiecej kasy bo wszystko sie sprowadza do wyscigów na skale europejską,ale do jasnej anielki gdzie w tym wszystkim jestem ja ? czasem sie czuje jakbym byla tylko na nudne wieczory,tzn zeby miał co robić i co pobzykać". - z drugiej strony : "widujemy sie codziennie mniej wiecej po 6-8 godzin." - to Ty się nie dziw, że nie śpieszy mu się do mieszkania z Tobą bo i tak ma Cię całkiem sporo w ciągu dnia. Tylko pytanie gdzie Ty w tym wszystkim jesteś? Rozumiem, że studiujesz, a więc ile tak właściwie masz czasu tylko dla siebie? Robisz coś w oderwaniu od niego? Interesujesz się czymś? Zajmujesz czymś co Cię pochłania? On ma swoją pasje, a Ty? Jeśli jestes nudną dziewczynką, która tylko wisi na nim i nie ma nic ciekawego w życiu poza jego osobą, to nie zdziw się jak Ci za jakiś czas powie, że się "wypalił, znudził", a kasa Twoich rodziców nie będzie robiła na nim wrażenia, bo w końcu ma swoją.
Mieszkanie razem jest fajne, jesli dwie osoby są na to gotowe, jeśli czujesz już się na tyle dojrzała to może na początek spróbuj sama pobawić się w dom, i nie tak że za wszystko zapłaci mamusia z tatusiem, bo wtedy to nie będzie miało żadnego sensu, może Twój facet w międzyczasie zmieni w tej kwestii zdanie, a jesli uważasz, że masz teraz studiować i nie masz czasu na dorabianie, to PO CO I ZA CO CHCESZ Z NIM MIESZKAĆ? Żeby go mieć na wyłączność, spełnić oczekiwania rodziców, znajomych? Każda dziewczyna marzy o zaręczynach, ale to powinien być kolejny etap w życiu, a Ty w ogóle widzisz się za 5 lat? Wiesz co chcesz robić w życiu, jak ma ono wyglądać, jak chcesz, aby wyglądały wasze relacje, czy jest szansa na spełnienie tych wizji? Czy żyjesz tu i teraz i na tupnięcie nóżką masz dostać co chcesz, a życie? Jakoś to będzie...
Studiuję na publicznej uczelni od października do czerwca 100km od mojego mężczyzny. Zjezdżam w piątki i w niedziele wieczorem wracam do miasta w którym studiuję. W tygodniu od 8 do mniej wiecej 15 mialam zajecia,a po zajęciach na godzinę 16 do mniej wiecej 22/23 pracowałam. Nie dlatego,że musialam bo rodzice dają mi pieniądze,ale dlatego że chciałam.Moja mama nie lubi mojego chlopaka więc to nie jest kwestia zaklepania. Kwestia tego,że wydaje mi się,że po 5 latach mężczyzna powinien sam myslec o tym żeby związek szedł do przodu. Jeżeli chodzi o wakacje chcialam lecieć do Anglii na 2 miesiące do pracy bo nie lubie leżeć na kanapie całymi dniami ale mój chlopak postawił mi warunek 'albo on albo wyjazd do Anglii z koleżanką. Zostałam.Jeżdże z nim na wyscigi co dwa tygodnie bo zależy mu na tym żebym była. Tylko problem w tym,że on się nie garnie do pracy. Jego tata ma firmę. Nic nie pomaga ojcu.. całymi dniami leży do góry brzuchem. Zupełnie nic. Powinien dawno skonczyć studia,a co chwile tylko uwala. Jeżeli nie teraz jest czas na zamieszkanie albo planowanie ze sobą przyszłości to kiedy ? Wydaje mi się,że dla faceta to jest wygodne bo majac 30/40 lat moze sobie spokojnie jeszcze ułozyc zycie a obieta w tym wieku? będzie cięzko.. a jedynie mieszkając ze sobą czlowiek jest w stanie się sprawdzic czy to ma sens dalsze bycie czy nie bycie ze sobą
6 2013-09-03 19:47:27 Ostatnio edytowany przez ewelina102 (2013-09-03 19:49:41)
No to skoro jest tak jak mówisz(chociaż nie wiem gdzie Ty te 6-8h razem w ciągu dnia mieścisz, chyba że pracujesz jedynie w roku akademickim a piszesz o wakacjach) to znaczy, że Ty już jesteś sporo dalej "w dorastaniu" niż Twój facet, a w tej sytuacji jeśli nie chcesz czekać, aż chłopina dorośnie (fakt, że może mu to trochę zająć) to pomyśl poważnie, ale nie nad ślubem tylko nad rozstaniem i poszukaniem sobie faceta, który już wyrósł "z pieluch", albo po prostu ma inne prioytety w życiu. Takie bardziej zbliżone do Twoich. Jednak mimo wszystko nadal uważam, ze 21 lat to zdecydowanie za mało, nawet jak na zaręczyny, bo za parę lat zobaczysz jak jeszcze zmienią Ci się priorytety, zainteresowania, sposób patrzenia na rzeczywistość, ale przede wszystkim to czego oczekujesz od życia i od partnera. I dobrze by było, abyś wtedy u boku miała dojrzałego męczyznę, a nie małego chłopca.
"Tylko problem w tym,że on się nie garnie do pracy. Jego tata ma firmę. Nic nie pomaga ojcu.. całymi dniami leży do góry brzuchem. Zupełnie nic. Powinien dawno skonczyć studia,a co chwile tylko uwala." - bardzo kiepski materiał na faceta, w którym mogłabyś mieć oparcie w życiu, no chyba że wystarczy Wam życie z pieniązków jego rodziców i ewentualnie Twoich. I nie wierz, że się chłopak zmieni po ślubie. Ogarnie i zacznie zarabiać na rodzinę. Nawet nie liczyłabym na jego szczególną pomoc przy organizacji tegoż wydarzenia.
Ps. A co z Twoimi pasjami, zainteresowaniami? Bo nic nie piszesz, a to są właśnie te rzeczy przez którę ludzie z wiekiem stają się nudni, zwłaszcza dla partnerów, którzy takowe posiadają.
Ps. Po Twoim opisie jego osoby i Waszych relacji (pewnie nie pełnym, ale tylko tyle napisałaś) na pytanie czy z tego coś będzie czy nie możesz już sobie sama odpowiedzieć, nawet z nim nie mieszkając - nie.
Dałaś mi dużo do myślenia.Jeździłam kilka lat konno,grałam w siatke,grałam w klubie w tenisa stołowego i nadal dobrze gram,grałam na gitarze. Odkąd on sie pojawił wszystko poszło na bok niestety i wszystko zaczeło sie krecic wokół jego pasji. O prace chodziło mi tak jak napisałam,że pracuje w roku akademickim. Na wakacje chciałam wyjechac do Anglii tak jak pisałam wyzej ale musialam dokonać wyborów,a wiem,że on by nie wytrzymał mojego wyjazdu na 2 miesiące i doszłoby do rozstania juz po tygodniu. Zaczęłam chodzić we wtorki na zumbe,a w czwartki na fitness tak jak to robiłam wcześniej
Uwielbiam czytać książki,kryminały. takze tak zupełnie to nie wygląda w moim przypadku,że nie wyobrazam sobie dnia bez niego. Po prostu stało się to przez ten okres wakacyjny standardem.