Witajcie, piszę do kobiet, ponieważ wy lepiej zrozumiecie to. Mam żonę 2,5 roku. Widzę, jak, a co gorsza inni też już to widzą jak moje małżeństwo wypala się i niszczy. Odkąd urodził nam się syn, moja żona zaczęła przesadzać z troskliwością nad nim. Dlaczego przesadza? Mam porównanie, do żony mojego kolegi, którzy również mają małe dziecko. Gdy się spotkamy widzę, że oni traktują je normalnie. Gdy ich maluch zaczął płakać, oni ze spokojem wzięli go na ręce, przytulili, on się uspokoił. Natomiast gdy mój syn, zapłacze żona wpada w panikę, jak za chwilę się nie uspakaja, bo nie ma się co dziwić ona ładuje go złymi emocjami, ja dostaję zjebkę że mały płacze. Ja go biorę na ręce, ja go uspokajam, bo uważam, że spokojem łatwiej da się uciszyć dziecko niż paniką. Nie ominie mnie przy tym głupich docinków, że mały przeze mnie płacze, że za mało się nim zajmuje. Jak u mnie się rozpłakał, to też była moja wina, bo złą zabawkę mu dałem. I tak jest ciągle, ale to nic. Gorzej z drugą sprawą.
Mieszkamy u jej rodziców, ponieważ nie rozpoczęliśmy jeszcze budowy własnego domu. Czuje się tam obcy i niepotrzebny. Moja żona we wszystkim słucha się swojej mamy. Raz pojechaliśmy na mały wypad. Mały zaczął płakać, jak to małe dziecko, miał wtedy 0,5 roku. Dostałem zjebe, że nie nadaje się na ojca męża i jestem śmieciem i mam wypierdalać. Po czym zadzwoniła do swojej mamusi poskarżyć się, że trzasnąłem drzwiami i wyszedłem. Jej mamusia, powiedziała, żeby wracała do domu, po czym oświadczyła mi, że ona wraca, a ty rób co chcesz.
Gdy jestem w pracy i do niej zadzwonię w ciągu dnia, to albo ze mną porozmawia, albo mnie zjebie, bo ona może karmić małego, więc powinienem się domyślić aby nie dzwonić.
Jak widzę relacje innych związków moich znajomych, nie małżeństw, to jestem zazdrosny że oni potrafią mieć taki szacunek dla siebie. Mój kolega natomiast jak był u mnie z żoną, to zartowaliśmy sobie coś tam. I nagle jego żona w żarcie bo nie było to do końca poważnie powiedziała, gówno Cię to obchodzi. On się oburzył i przy nas dał jej morał, jak się do niego odzywa, ze nawet w żarcie powinna mieć szacunek do jego osoby. W momencie go przeprosiła, przytuliła, pocałowała, że nie to miała na myśli i już tak nie zrobi. Byłem w szoku, jak ja bym zwrócił żonie uwagę to jeszcze zbeształaby mnie bardziej.
Mówią że spójrz na teściową i będziesz wiedział jaką masz żonę. Tesciowa jest roztrzepana, ale nie wyzywa teścia, on tam jest głową rodziny i widać że gra pierwsze skrzypce. U mnie jak ja próbuje się wychylić, to od razu dostaję po uszach itd. Czasami nie wytrzymam i jest awantura, taka że pół nocy nie mogę spać bo ona mnie napieprza o to i tamto. Zwykle daję spokój dla świętego spokoju. Żeby było wesoło to, czasmi wkurzę się na jej rodziców o coś tam. Nie mówię im nic, ale idę do swojej żony powiedzieć, że to mi się nie podoba bo oni coś tam. Od razu dostaję wyrok, że mam się cieszyć, że u nich mieszkamy i nie płacimy wszystkich rachunków. Mam tego dość, czuje się tam jak nie potrzebny balast.
Wstyd o tym pisać, ale zdarzają się sytuacje, ze przy awanturze podchodzi i uderza mnie w twarz. Raz jak tak zrobiła, złapałem ją za rękę i chciałem jej oddać, bo już nie wytrzymałem. Skończyło się na szarpnieciu tylko, bo jednak nie potrafię kobiety uderzyć. Tą ostatnią sytuacje zobaczyła tesciowa bo weszła do pokoju. Wtargnęła nagle i powiedziała, Jakim prawem bijesz moją córkę!Nie miałem już słów, żałuję że się ożeniłem. Co z moim synem, dla niego to trzymam, chociaż, chciałbym aby było jak kiedyś. Ona chce drugie dziecko, ale ja się zastanawiam, czy w ogóle warto.
Jeżeli chodzi o seks, to jest może raz na 2-3 tygodnie, jak nie ma awantury, ale przez to wszystko ja nie mam ochoty nawet na niego, tylko spełniam jej potrzeby.
Co robić?