Zakompleksiona(?) teściowa - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Zakompleksiona(?) teściowa

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 27 ]

Temat: Zakompleksiona(?) teściowa

Dobry wieczór!
Mam pewien problem. Nie jest on dla mnie bardzo uciążliwy bo z teściową widuję się rzadko ale wiem, że zachowanie teściowej boli mojego partnera.
Kobieta miała ciężkie życie - nie będę o tym się rozpisywać bo to nie moja sprawa i na pewno nie mam prawa pisać o tym publicznie. W każdym razie ma jakąś manię porównywania. Ona ciągle musi podkreślać, że jest lepsza, wie lepiej. Że nawet zdrowie ma lepsze (miałam wypadek i bolą mnie jeszcze stawy czasem a ta się cieszy, że ona stara i ją mniej wszystko boli -.-'). Pokazuje, że jest lepsza w naprawdę chamski sposób, wyśmiewając innych.
Ma w tyłku zdanie wszystkich - zwłaszcza swoich dzieci (od dawna dorosłych). Nie znosi krytyki nawet jak zrobi coś naprawdę źle - od razu strzela focha, stosuje masakryczny szantaż emocjonalny, niewiele trzeba żeby wbiła synowi taką szpilę, że aż mi się płakać chce bo wiem jak go to boli (celowo wybiera coś co jest najgorszą obelgą w jego oczach).
Partner pod moim wpływem próbował rozmawiać ale to nic nie daje. NIC. Ona nie widzi swojej winy, zawsze tak obróci wszystko, że to ona jest ofiarą.  Ewentualnie, że ona ma rację a wszyscy inni są debilami.

Dla mnie jest dosyć miła, ja staram się nie wchodzić w konflikty bo uważam, że sami powinni rozwiązać swoje problemy. Ale wiem jak to boli najbliższą mi osobę.
Da się coś z tym zrobić? Czy po prostu tolerować skoro i tak widujemy się rzadko?

Dodam, że partner kiedyś nie widział problemu. Zawsze kładł uszy po sobie w konfliktach z matką i trochę się oszukiwał, że mają świetne relacje. Dał sobie wleźć na głowę po prostu. I też trochę czuję się winna, że go podbuntowałam ale wcześniej kiedy widywaliśmy się wszyscy - nawet w moim domu - wszystkim rządziła teściowa. A ja niestety zostałam wychowana na osobę, która o swój interes dba.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-08-24 21:30:11)

Odp: Zakompleksiona(?) teściowa
konostal napisał/a:

Dodam, że partner kiedyś nie widział problemu. Zawsze kładł uszy po sobie w konfliktach z matką i trochę się oszukiwał, że mają świetne relacje. Dał sobie wleźć na głowę po prostu. I też trochę czuję się winna, że go podbuntowałam ale wcześniej kiedy widywaliśmy się wszyscy - nawet w moim domu - wszystkim rządziła teściowa. A ja niestety zostałam wychowana na osobę, która o swój interes dba.

Robisz to co większość synowych (nie wyłączając mnie niestety), próbujesz walczyć za partnera. Powiem ci to usłyszałam od psychologa, jeśli jemu z tym dobrze to niech zostanie jak jest. Jeśli nie, niech próbuje coś zmieniać ale SAM! Widujecie się rzadko, zostawiłabym te wasze  relacje i nie próbowała wprowadzać zmian bo jak sama zauważyłaś jej nie zmienisz,cytat niżej

konostal napisał/a:

Partner pod moim wpływem próbował rozmawiać ale to nic nie daje. NIC. Ona nie widzi swojej winy, zawsze tak obróci wszystko, że to ona jest ofiarą.  Ewentualnie, że ona ma rację a wszyscy inni są debilami.

Dajcie sobie spokój i wrzućcie na luz, jaka jest wiecie, żyjcie swoim życiem i nie zatruwajcie go zastanawianiem się nad niemożliwym czyli jak "wychować teściową"

Witaj w gronie nieudanych synowych smile

3

Odp: Zakompleksiona(?) teściowa

Joga nie walczę "za niego". Trochę go podbuntowałam, przyznaję, ale to nie do końca tak, że było wszystko super i mu to pasowało. Ale tak było łatwiej - udawać. Jak już mówiłam mają za sobą pewne doświadczenia życiowe więc mój partner nie chciał "przysparzać zmartwień" tylko, że robił to kosztem siebie. I teraz się to odbija - jest dorosłym człowiekiem a jak mamusia przyjedzie to mu wyrywa kanapkę z rąk bo on sobie źle posmaruje.
Poprawia w moim domu umyty, czyściutki brodzik - bo ona wie lepiej (co muszę przyznać jest irytujące). Wyśmiewa mnie, wyśmiewa partnera - niby takie żarciki ale przekaz jest jeden "jestem lepsza". Ja jestem bardzo odpornym człowiekiem, po mnie to spłynie. Partner jest delikatniejszy, właśnie przez to co go w życiu spotkało. W nim to siedzi. Każda krytyka, każde celowe sprawienie bólu.
I dlatego mu powiedziałam, żeby w końcu porozmawiał z matką i wyjaśnił, że jest dorosły. Że może popełniać swoje błędy - tym bardziej jeśli dotyczy to spraw bardzo błahych.

Naprawdę nie jest łatwo wrzucić na luz kiedy przez kilka dni wizyty jesteś mieszany z błotem - ja to mogę olać, oczywiście! Dla mnie ta kobieta nie jest kimś na tyle ważnym żeby mnie jej słowa i czyny bolały. Mnie to w sumie bawi to "wywyższanie się" bo swoje wiem. Ale kiedy tak bardzo Twój własny rodzic ma Cię gdzieś? Kiedy Twoje decyzje są podważane na każdym kroku? Kiedy nie możesz zwrócić uwagi (teściowa prawie wleciała pod samochód bo jest nieprzyzwyczajona do takich dziwnych przejść jak w naszej okolicy) mimo, że sam jesteś non stop krytykowany bo jesteś od razu wrogiem numer jeden? I naprawdę jest to z pełną premedytacją zadanie bardzo bolesnego ciosu. 
To naprawdę nie tak łatwo olać.

Najgorsze, że jest mistrzynią szantażu emocjonalnego. Za najgłupszą pierdołę wyciąga te ich przeżycia, mówi, że zerwie kontakt całkiem itp. I nic nie da sobie wytłumaczyć, że chodzi np o jedną sytuację a nie o całą jej osobę.


A, że bardzo kocham mojego mężczyznę to chcę mu jakoś pomóc. Zastanawiam się czy jakoś mogę poza tym, że zawsze jestem obok żeby złapać za rękę, przytulić.


P.S. konkretniej pisać nie mogę bo nie chcę żeby ktoś odkrył moją tożsamość smile)

4 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-08-25 10:45:28)

Odp: Zakompleksiona(?) teściowa
konostal napisał/a:

Joga nie walczę "za niego". Trochę go podbuntowałam, przyznaję, ale to nie do końca tak, że było wszystko super i mu to pasowało. Ale tak było łatwiej - udawać. Jak już mówiłam mają za sobą pewne doświadczenia życiowe więc mój partner nie chciał "przysparzać zmartwień" tylko, że robił to kosztem siebie. I teraz się to odbija - jest dorosłym człowiekiem a jak mamusia przyjedzie to mu wyrywa kanapkę z rąk bo on sobie źle posmaruje.
Poprawia w moim domu umyty, czyściutki brodzik - bo ona wie lepiej (co muszę przyznać jest irytujące). Wyśmiewa mnie, wyśmiewa partnera - niby takie żarciki ale przekaz jest jeden "jestem lepsza". Ja jestem bardzo odpornym człowiekiem, po mnie to spłynie. Partner jest delikatniejszy, właśnie przez to co go w życiu spotkało. W nim to siedzi. Każda krytyka, każde celowe sprawienie bólu.
I dlatego mu powiedziałam, żeby w końcu porozmawiał z matką i wyjaśnił, że jest dorosły. Że może popełniać swoje błędy - tym bardziej jeśli dotyczy to spraw bardzo błahych.

Naprawdę nie jest łatwo wrzucić na luz kiedy przez kilka dni wizyty jesteś mieszany z błotem - ja to mogę olać, oczywiście! Dla mnie ta kobieta nie jest kimś na tyle ważnym żeby mnie jej słowa i czyny bolały. Mnie to w sumie bawi to "wywyższanie się" bo swoje wiem. Ale kiedy tak bardzo Twój własny rodzic ma Cię gdzieś? Kiedy Twoje decyzje są podważane na każdym kroku? Kiedy nie możesz zwrócić uwagi (teściowa prawie wleciała pod samochód bo jest nieprzyzwyczajona do takich dziwnych przejść jak w naszej okolicy) mimo, że sam jesteś non stop krytykowany bo jesteś od razu wrogiem numer jeden? I naprawdę jest to z pełną premedytacją zadanie bardzo bolesnego ciosu. 
To naprawdę nie tak łatwo olać.

Najgorsze, że jest mistrzynią szantażu emocjonalnego. Za najgłupszą pierdołę wyciąga te ich przeżycia, mówi, że zerwie kontakt całkiem itp. I nic nie da sobie wytłumaczyć, że chodzi np o jedną sytuację a nie o całą jej osobę.


A, że bardzo kocham mojego mężczyznę to chcę mu jakoś pomóc. Zastanawiam się czy jakoś mogę poza tym, że zawsze jestem obok żeby złapać za rękę, przytulić.


P.S. konkretniej pisać nie mogę bo nie chcę żeby ktoś odkrył moją tożsamość smile)

Czytam ciebie i widzę siebie big_smile Miałam tak samo, różnica  jest taka, że ja teściową spotykałam codziennie, więc takie relacje były nie do wytrzymania.
Tak jak piszesz, bądź obok, przytulaj i mów mu, że jest najlepszy na świecie. Poczucie własnej wartości musi zbudować w sobie sam, relacje z rodziną też musi sam poukładać. Nie przeżyjesz życia za niego smile Nie piszę tego złośliwie bo jak napisałam już wyżej, miałam tak samo.

5

Odp: Zakompleksiona(?) teściowa

Joga dzięki za odpowiedzi wink
Pewnie masz rację ale jestem świeżo wkurzona przez "mamusię' i już sama nie wiem co mam zrobić.
Co jest dosyć zabawne partner ma wysokie poczucie własnej wartości, na co dzień, im dalej od matki. A jak z nią się spotka to potem przez 2 tygodnie chodzi struty. A mnie szlag trafia!
Najbardziej mnie wkurza to, że nawet do błędu się nie jest w stanie przyznać, nie umie przeprosić. Bo załóżmy w złości różne rzeczy można powiedzieć ale kiedy się ochłonie udawać, że nic się nie stało to już mi się w głowie nie mieści.

Chyba po prostu muszę się wygadać bo nawet nie mam komu za bardzo wink

6 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-08-25 20:24:56)

Odp: Zakompleksiona(?) teściowa
konostal napisał/a:

Najbardziej mnie wkurza to, że nawet do błędu się nie jest w stanie przyznać, nie umie przeprosić. Bo załóżmy w złości różne rzeczy można powiedzieć ale kiedy się ochłonie udawać, że nic się nie stało to już mi się w głowie nie mieści.

Chyba po prostu muszę się wygadać bo nawet nie mam komu za bardzo wink

Wygaduj się tutaj, od tego jest forum smile a co do relacji teściowa/mama - ty/twój partner mogę podesłać - już wiele razy na forum proponowałam i niektórzy mam nadzieję skorzystali czytając - książki w pdfie "Toksyczni rodzice" i "Toksyczni teściowie". Mnie zrobiło się lepiej po przeczytaniu, choć stosunki na linii teściowie - ja, są takie jak przed lekturą, czyli do doopy big_smile

Tak już jest z pokoleniem naszych mam, że tylko niektóre egzemplarze potrafią rozmawiać, przyznawać się do popełnianych błędów i wyciągać wnioski. Znakomita większość jest idealna i nieomylna i z tym musisz się zmierzyć. Oni mogą wszystko, ty masz być cicho. Samo życie. Jeśli spotykacie się rzadko to daj sobie spokój, z wprowadzaniem zmian. Poczytajcie koniecznie książki, napisz do mnie na priv chętnie je podeślę.
3maj się smile

7

Odp: Zakompleksiona(?) teściowa

Joga już wygooglałam te książki, jutro wezmę sobie do pociągu - poczytam wink

Dla mnie jest to o tyle szokujące, że moi rodzice są całkowicie inni.
Zawsze byliśmy rodziną i nie było tak, że dzieci głosu nie mają. Wszyscy w tej rodzinie byliśmy i jesteśmy ważni. Nikt nikomu nie starał się sprawić jak największej przykrości - oczywiście zdarzało się powiedzieć coś bolesnego ale nigdy nie przypominam sobie czegoś takiego powiedzianego z premedytacją.

Przez poprzednie spotkania (zawsze kilkudniowe) głównie mnie bawiło jej zachowanie. Ale na ogół widziałam tylko fragmenty, nie słyszałam całych kłótni. I naprawdę zła jestem na tego babsztyla, że własnemu dziecku taką przykrość celowo sprawia. I jeszcze przez lata robienia z siebie ofiary ma w tym wprawę, jedzie po emocjach, że w sumie nic jej się nie da odpowiedzieć. Bo i tak wszystko przekręci.
Oj jak mi do końca tego ostatniego spotkania ciężko było być dla niej w miarę miłą.

8

Odp: Zakompleksiona(?) teściowa
konostal napisał/a:

ale wcześniej kiedy widywaliśmy się wszyscy - nawet w moim domu - wszystkim rządziła teściowa. A ja niestety zostałam wychowana na osobę, która o swój interes dba.

I bardzo dobrze, ze tak zostalas wychowana. Nie uwazam, ze bys robila blad "wyreczania partnera" w walce z matka. Ja tu widze konflikt Ty - Twoja tesciowa i to Ty mozesz go uzdrawiac. Jesli chcesz miec udany zwiazek, nie czuj sie winna, kiedy nie pozwalasz, by w TWOIM domu rzadzil ktos inny niz Ty i twoj partner (ktokolwiek mialby to byc).

Ja tam mysle, ze sobie poradzisz smile Powodzenia.

9

Odp: Zakompleksiona(?) teściowa
konostal napisał/a:

....P.S. konkretniej pisać nie mogę bo nie chcę żeby ktoś odkrył moją tożsamość smile)

Na przykład taki Don Pedro, szpieg z krainy deszczowców. big_smile

10

Odp: Zakompleksiona(?) teściowa

Jeżeli Twój mąż lubi być psychicznie opluwany to jego sprawa, ja bym po prostu z taką osoba zerwała kontakt. W moich oczach ona nie jest matką i jak ja bym była jej dzieckiem już od dawna by mnie nie widziała.

11

Odp: Zakompleksiona(?) teściowa

wchodzisz w związek, zakladacie rodzinę a tu nagle bach-obserwujesz jakies chore stosunki, z jednej strony patrzysz i nie wierzysz, z drugiej nie wiesz co zrobić.
chyba wszędzie tak jest.

12

Odp: Zakompleksiona(?) teściowa

konostal, to nie jest twój problem. Regulacją stosunków z mamusią powinien zająć się twój facet, nie Ty. Niestety w takich przypadkach jedynym sensownym rozwiązaniem jest izolacja. Jeśli widujecie się wystarczająco rzadko i krótko, to nie ma sensu zajmować się zagadnieniem. Szkoda Twojego czasu. Tylko za nic nie możesz dopuścić byście się widywały częściej niż konieczne.

13 Ostatnio edytowany przez konostal (2013-08-26 08:21:25)

Odp: Zakompleksiona(?) teściowa
Benita72 napisał/a:
konostal napisał/a:

ale wcześniej kiedy widywaliśmy się wszyscy - nawet w moim domu - wszystkim rządziła teściowa. A ja niestety zostałam wychowana na osobę, która o swój interes dba.

I bardzo dobrze, ze tak zostalas wychowana. Nie uwazam, ze bys robila blad "wyreczania partnera" w walce z matka. Ja tu widze konflikt Ty - Twoja tesciowa i to Ty mozesz go uzdrawiac. Jesli chcesz miec udany zwiazek, nie czuj sie winna, kiedy nie pozwalasz, by w TWOIM domu rzadzil ktos inny niz Ty i twoj partner (ktokolwiek mialby to byc).

Ja tam mysle, ze sobie poradzisz smile Powodzenia.

To, że ona się próbowała rządzić u nas w domu powoli zdusiłam. Tzn jeszcze próbuje ale za każdym razem spotyka się to z naszą dezaprobatą i potem przez chwilę jest spokój. Ciągle ma "dobre rady". Z tym, że w jej przypadku dobra rada nie ucicha przy wypowiedzeniu tylko dopiero jak się zrobi jak ona mówi. Ewentualnie po 15 min upierania się przy swoim jest foch big_smile
Dzięki za wiarę!


N4VV napisał/a:
konostal napisał/a:

....P.S. konkretniej pisać nie mogę bo nie chcę żeby ktoś odkrył moją tożsamość smile)

Na przykład taki Don Pedro, szpieg z krainy deszczowców. big_smile

Bardziej chodziło o teściową lub szwagierkę. Ale zwał jak zwał.


Nirvanka87 napisał/a:

Jeżeli Twój mąż lubi być psychicznie opluwany to jego sprawa, ja bym po prostu z taką osoba zerwała kontakt. W moich oczach ona nie jest matką i jak ja bym była jej dzieckiem już od dawna by mnie nie widziała.

Ale to się zawsze tak łatwo mówi jak się nie ma pewnych doświadczeń. Nie jest aż tak tragicznie żeby zrywać kontakt i wyrzekać się matki ale coś już z tym trzeba chyba zrobić.
Najciekawsze jest to, że on nigdy nikomu nie daje sobie wejść na głowę. Wyjątkiem jest matka więc możesz sobie wyobrazić moją minę kiedy pierwszy raz coś takiego zobaczyłam.


nokiaaa napisał/a:

wchodzisz w związek, zakladacie rodzinę a tu nagle bach-obserwujesz jakies chore stosunki, z jednej strony patrzysz i nie wierzysz, z drugiej nie wiesz co zrobić.
chyba wszędzie tak jest.

Wszędzie to chyba nie wink Przecież są na świecie fajni teściowie.


N4VV napisał/a:

konostal, to nie jest twój problem. Regulacją stosunków z mamusią powinien zająć się twój facet, nie Ty. Niestety w takich przypadkach jedynym sensownym rozwiązaniem jest izolacja. Jeśli widujecie się wystarczająco rzadko i krótko, to nie ma sensu zajmować się zagadnieniem. Szkoda Twojego czasu. Tylko za nic nie możesz dopuścić byście się widywały częściej niż konieczne.

No niby nie mój. Tylko (może to ja jestem dziwna) kiedy chodzi o sprawianie bólu i przykrości moim najbliższym to trochę się najeżam. I chciałabym pomóc.
Poza tym jakbym się uparła to mogłabym zrobić z tego mój osobisty problem - że mi się rządzi, że komentuje na każdym kroku, że się wywyższa. Tylko to w sumie łatwo ukrócić albo olać bo dla mnie to praktycznie obca osoba.
Ale słowa własnej matki to już nie tak łatwo olać.

Właśnie mi przypomniałaś, że ona chce się przeprowadzić do naszego miasta. Ale luzik, my uwiązani nie jesteśmy najwyżej uciekniemy big_smile

14

Odp: Zakompleksiona(?) teściowa
konostal napisał/a:

...Właśnie mi przypomniałaś, że ona chce się przeprowadzić do naszego miasta. Ale luzik, my uwiązani nie jesteśmy najwyżej uciekniemy big_smile

To jest realnie niebezpieczna sytuacja. Ciekawe dlaczego chce się przeprowadzić.

15

Odp: Zakompleksiona(?) teściowa
N4VV napisał/a:
konostal napisał/a:

...Właśnie mi przypomniałaś, że ona chce się przeprowadzić do naszego miasta. Ale luzik, my uwiązani nie jesteśmy najwyżej uciekniemy big_smile

To jest realnie niebezpieczna sytuacja. Ciekawe dlaczego chce się przeprowadzić.

Bo nie lubi swojej miejscowości podobno. Ale to jeszcze kilka lat.

W ogóle przepraszam, że napisałam do Ciebie w żeńskiej formie.

16

Odp: Zakompleksiona(?) teściowa
konostal napisał/a:

...Bo nie lubi swojej miejscowości podobno. Ale to jeszcze kilka lat.

No tak - tylko, że do wyboru ma setki innych.
Przez parę lat możecie się uwiązać i wówczas przeprowadzka może okazać sie kosztowna.

konostal napisał/a:

...W ogóle przepraszam, że napisałam do Ciebie w żeńskiej formie.

Spoko - nie stanowi.

17

Odp: Zakompleksiona(?) teściowa
N4VV napisał/a:
konostal napisał/a:

...Bo nie lubi swojej miejscowości podobno. Ale to jeszcze kilka lat.

No tak - tylko, że do wyboru ma setki innych.
Przez parę lat możecie się uwiązać i wówczas przeprowadzka może okazać sie kosztowna.

Też mówiłam, że są setki innych jak usłyszałam tę rewelację. No ale w każdej innej byłaby całkiem sama.
Myślę, że jeszcze przez te kilka lat nie kupimy domu, praca nasza ma taki charakter, że spokojnie można się przemieścić więc nie powinno być problemu.

Najzabawniejsze jest to, że chyba oboje - i ja i on - mamy tę cechę walczenia "za swoich" bo w sumie on się najbardziej burzy nie jak mu matka dowali ale jak coś na mnie powie. Wtedy jakoś staje w mojej obronie i nawet nie patrzy, że ta znów zaczyna swój lament, że nikt jej nie docenia ;]
A za siebie walczyć nie wiem czy nie chce, czy nie potrafi.

18

Odp: Zakompleksiona(?) teściowa
konostal napisał/a:

....Najzabawniejsze jest to, że chyba oboje - i ja i on - mamy tę cechę walczenia "za swoich" bo w sumie on się najbardziej burzy nie jak mu matka dowali ale jak coś na mnie powie. Wtedy jakoś staje w mojej obronie i nawet nie patrzy, że ta znów zaczyna swój lament, że nikt jej nie docenia ;]
A za siebie walczyć nie wiem czy nie chce, czy nie potrafi.

Czyli postawa prawidłowa. Chroni Ciebie i waszą relację.
To naprawdę nie musisz się zagadnieniem zajmować.

19

Odp: Zakompleksiona(?) teściowa

No niby.

Chyba najbardziej jestem wkurzona nie na to, że gada bzdury, że się czepia i wszystko wie lepiej. Ale na to, że stosuje taki szantaż emocjonalny na własnym dziecku. Zawsze myślałam, że rodzic nigdy nie pozwoli żeby dziecku stała się krzywda a już na pewno sam nie sprawia takiego bólu celowo. Po prostu w głowie mi się coś takiego nie mieści!
I chyba wkurzam się też na partnera, że mimo tego jak ogromny wpływ na niego wywierają te słowa nie bardzo się broni.

20

Odp: Zakompleksiona(?) teściowa

Nie broni się, bo wie, że nie ma to większego sensu. Takich ludzi się nie zmieni, a jedynym właściwym postepowaniem jest izolacja. Myślę, że on już kiedyś próbował i to niejeden raz. Z tych prób wyciągnął wnioski, co skutkuje obecną postawą. Ważne jest, że broni Ciebie, a nie uważa, że mamusia ma zawsze rację, bo i takie dupki niestety zdarzają się.

21 Ostatnio edytowany przez konostal (2013-08-26 09:49:08)

Odp: Zakompleksiona(?) teściowa

Nie chcę być nieskromna ale serio przy mojej teściowej to ja aniołem jestem big_smile

Z tego co wiem - nie próbował zanim mnie poznał. On nie chciał stwarzać problemów dodatkowych, był bezkonfliktowy w stosunku do matki bo swoje wycierpiała z innego źródła. To trochę pokręcone.
Stawiać się zaczął jakiś czas temu, pierwszy raz chyba pod wpływem tego co zobaczył w moim rodzinnym domu. Przy ostatniej wizycie stwierdził, że nie da sobie wejść na głowę to tak mu dowaliła, że naprawdę - szczęka mi opadła.
A po każdej takiej sytuacji to on ma wyrzuty sumienia i to on przeprasza. Takie mu pranie mózgu zrobiła.

22

Odp: Zakompleksiona(?) teściowa

Wiem coś o życiu w trójkącie. Czyli: Ja, Mąż i Teściowa oczywiście.
Jest najmądrzejsza. Lepiej sprząta, lepiej gotuje, lepiej się ubiera, lepiej się czesze itp itd.
Nie będę wymieniała wszystkiego bo zabraknie mi siły, aby napisać resztę.
Z tym, że u Nas sytuacja wygląda troszeczkę inaczej. Moja teściowa wie, że mąż sobie nie pozwoli na to, aby właziła z buciorami w NASZE życie, więc jako że jestem synową i pewnie będę z pokorą przyjmowała jej krytykę i znosiła jej humorki zaczęła brać pod nóż mnie.
Dzwoniła do mnie nawet wtedy kiedy to mąż coś nabroił i to jemu ewentualnie należała się pogadanka.
Potrafiła obwiniać mnie za to, że mąż zaspał do pracy mimo to, że Nasza córeczka miała miesiąc i na początku w nocy dawała nieźle popalić czego skutkiem było to, że OBOJE nie usłyszeliśmy dudniącego budzika...
A co najlepsze. Potrafiła dzwonić widząc jak wracam z zakupów i pytać ile wydałam, a gdy jej powiedziałam (wiem błąd jak cholera, ale na początku byłam głupia- przyznaję) wyskakiwała z pretensjami "To co Ty takiego nakupowałaś, że tyle pieniędzy wydałaś?!"
Nie wspomnę już o upominaniu mnie i sugerowania jak mam wychowywać dziecko.
Mam tu na myśli "Ubierz małej taką czapkę, a nie inną bo zimno" albo "Weź folię na wózek bo zbiera się na deszcz. A najlepiej to nie wychodź na ten spacer".
GEHENNA.

No i nareszcie przyszedł czas kiedy powiedziałam NIE. Przestałam się tłumaczyć gdzie, po co i z kim byłam. Nie mówiłam nic o naszych małżeńskich sprawach i nie słuchałam jej przezabawnych rad jak wychowywać dziecko.
Ograniczyłam kontakt do potrzebnego minimum i zaczęłam traktować ją tak jak ona mnie na początku. Chłodno i z dystansem.
Gdy wyczuła, że za dużo już nie podziała i już nie może kontrolować Naszego życia, wycofała się. Przestała wydzwaniać nachalnie i przyłazić codziennie na zwiady.
Teraz żyjemy w zgodzie i mamy "poprawne" stosunki, ale miłości to miedzy Nami nie ma i nie będzie.

Myślę, że z czasem Twój mąż też będzie miał dość tej manipulacji z jej strony i w końcu powie "dość", ale sama po sobie wiem, że musi sam do tego dojść. I uwierz dojdzie do takiego momentu, że powie matce wszystko i zakończy tą chorą relację raz na zawsze.

23

Odp: Zakompleksiona(?) teściowa

Dzięki Nataluszek za wyjaśnienie mi tego trochę z drugiej strony wink

24

Odp: Zakompleksiona(?) teściowa

Nie ma problemu. smile
Mam nadzieje, że szybko uda się Wam rozwiązać tę sytuację. Wyjść jest wiele, ale najlepszym będzie ograniczenie kontaktu...
Wiem, że nic innego nie da jej takiej nauczki jak właśnie to.
Teraz tylko musisz wspierać i dopingować męża w staraniu o Wasz wspólny spokój. smile
Dacie radę, trzymam kciuki i czekam na informacje o postępach. smile

25

Odp: Zakompleksiona(?) teściowa

Joga dziękuję Ci za polecenie tej książki! Dała mi sporo siły.
Tym bardziej, że nie jest aż tak źle - przynajmniej partner zawsze staje po mojej stronie.

Nataluszek postępy będą zapewne bardzo, bardzo powolne. O ile będą. Ograniczenie kontaktu nastąpiło - nie jest zerwany całkiem ale widujemy się rzadko, nie dzwonimy też zbyt często - partner czasem zadzwoni ale nie dzieli się przesadnie co u nas. Teściowa jednak nie widzi winy w swoim zachowaniu a jedynie w odległości i braku czasu.

26

Odp: Zakompleksiona(?) teściowa

konostal,
tak czytam co napisalas i musze stwierdzic ze u mnie jest naprawde tak samo. . .Moj narzeczony jest czlowiekiem pewnym siebie, bezposrednim czasem nawet zbyt bezposrednim ale to tylko do innych. natomiast matka robi z nim co jej sie zywnie podoba a on zachowuje sie w jej towarzystwie jak maly chlopczyk ktory nie ma zadnych praw. i co najgorsze ja daje robic ze soba to samo.... ta kobieta nas oniesmiela, wrecz mozna powiedziec ze boimi sie nie jej tylko jej reakcji....
Teraz kopiuje tylko poprzedni wpis... moze tutaj ktos cos poradzi...

Ja tez juz pisalam na forum w sprawie tesciowej.. Wszystko musi byc jak chce tesciowa, nie ma mowy o sprzeciwach  bo jest tylko niepotrzebna klotnia.
Powiedzcie mi czy ja jako synowa mam w koncu prawo sprzeciwic sie tesciowej? Nie zeby jej ublizyc czy cokolwiek. Tylko powiedziec ze sie z tym np. nie zgadzam i jestem innego zdania? Jak do tej pory balam sie powiedziec cokolwiek bo zle sie to konczylo i tylko dwa razy odwazylam sie jej sprzeciwic, a chodzilo tutaj o moje zycie. Czy moze jako synowa jestem zmuszona akceptowac jej widzimisie, dopasowywac sie jej i zawsze przytakiwac?
Juz sama nie wiem. Ona jest tego zdania ze to ona jest szefem i nikt nie ma prawa jej sie sprzeciwiac. Czy to naprawde powinno tak wygladac a ja powinnam trzymac jezyk za zebami? Jej syn po raz pierwszy jej sie sprzeciwil a w sumie to moze nawet sie nie sprzeciwil tylko w koncu mnie obronil gdy ona zaczela wrecz wariowac bo nie zgodzilam sie z tym co powiedziala. Tak zawsze jej przytakiwal, zawsze bylo jak mama chce i ja robilam to samo. Nawet gdy wbijala mi szpileczki siedzialam cicho. Bo to przeciez ona ma racje i to jej zycie jest idealne i do nasladowania.... sad
Nie mam zamiaru jej krytykowac, ale wlasne zdanie chyba powinnam miec? Syn jej unika, nie chce dyskusji....  Co o tym sadzicie.
Dziekuje i pozdrawiam...

Posty [ 27 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Zakompleksiona(?) teściowa

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024