Od dłuższego czasu mam wrażenie, że wiele osób (głównie tych niezbyt związanych z KK), wygłasza publicznie propozycje zmian w nauczaniu Kościoła. Nie chodzi mi tu o sprawy hierarchii, organizacji czy zwyczajów jak np.celibat, a o przesłanie i nauczanie. Pojawiają się więc najczęściej tematy antykoncepcji, seksu przedmałżeńskiego, czasem nawet pojawiają się głosy o eutanazji i aborcji.
Choć dla mnie jest to sprawa z różnych względów nieco abstrakcyjna, to tu moje pytanie: czy naprawdę taki Kościół, który zmieniałby poglądy w zależności od widzi-mi-się większości/ważnych jednostek/kogoś(?) byłby wiele wart? Czy uwspółcześnienie Kościoła w znaczeniu zliberalizowania poglądów nie byłaby początkiem żądania większych zmian?