daj czasowi czas? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 76 ]

1 Ostatnio edytowany przez niewiem1104 (2013-08-13 09:39:46)

Temat: daj czasowi czas?

Moi Drodzy,

mam nadzieję, że mimo wszystko moje pytanie nie wyda się niewłaściwe. Banalną ale podobno jedyną słuszną radą jaką może usłyszeć osoba ze złamanym sercem jest: "daj czasowi czas". Wydaje mi się normalnym, że od razu w głowie porzuconego pojawia się pytanie "Ale ile?Ile ja mam jeszcze cierpieć?Kiedy to się skończy?Czy to się w ogóle skończy?" Znamy to, prawda?

No i właśnie - ile? Oczywiście wiem, że zależy to od relacji jaka łaczyła dwojga ludzi, od zażyłości, od powodów rozpadu związku, a przede wszystkim od DANEJ osoby. Wiem, że jednemu zajmie to miesiąc, innemu pół roku a jeszcze innemu kilka lat. Ale...czy możecie podzielić się jakimiś swoimi doświadczeniami? Czy już/ jeśli tak to po jakim czsie udało Wam się wyjśc z tego bagna emocjonalnego?Czy udało Wam się pokochać ponownie?

Mam nadzieję, że nie odbierzecie źle mojego pytania. Nie mam mozliwości bazować na własnych doświadczeniach, wię próbuję na innych smile A może szukam pocieszenia, że jednak się da?

Pozdrawiam Was ciepło!

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: daj czasowi czas?

Tylko od Ciebie zależy jak długo będziesz "w żałobie", ale duży wpływ ma to, jak szybko poznasz kogoś nowego.

3 Ostatnio edytowany przez igla16 (2013-08-13 10:19:08)

Odp: daj czasowi czas?

Stwierdzenie "daj czasowi czas" znam aż za dobrze. Szczególnie ostatnio. Ale jest w tym dużo racji. Z moim ostatnim ex zerwaliśmy pod koniec marca. Było ciężko, strasznie ciężko. Tydzień po jego popisówce i naszym rozstaniu mam wyjęte z życiorysu. Mało pamiętam z tego okresu. Aktualnie minęło prawie 5 miesięcy. Jest bardzo ok. Może z tego powodu, że wyjechałam za granicę, nie miałam czasu, żeby wiecznie o tym myśleć. Pomogło. Ten pierwszy tydzień był właśnie takim na przemyślenie, wypłakanie się itp. Potem, nie ukrywam, nie było za fajnie. Wróciłam do Polski po 3 miesiącach od rozstania. Z jednym znajomym przegadałam to rozstanie. Po miesiącu zaczęliśmy być razem.
Może 4 miesiące to nie za długo, ale dla mnie wystarczająco, żeby się ogarnąć. Nie chciałam wchodzić w związek, ale z M. wyszło wszystko jakoś super spontanicznie. Znamy się trochę czasu, oboje się baliśmy. Szczególnie, że dosyć długo zna i mnie, i mojego ex. A wiedział, co do niego czuję, co nas łączyło itp.
Wychodząc z innego związku, zajęło mi to o wiele więcej czasu. Półtora roku byłam sama, z czego większość to był czas, w którym wychodziłam z tego uczuciowego bagna.

Także stwierdzenie "daj czasowi czas" jest bardzo dobre. Trzeba się ze wszystkim ogarnąć, bo naprawdę czas leczy rany.

niewiem1104 napisał/a:

No i właśnie - ile? Oczywiście wiem, że zależy to od relacji jaka łaczyła dwojga ludzi, od zażyłości, od powodów rozpadu związku, a przede wszystkim od DANEJ osoby. Wiem, że jednemu zajmie to miesiąc, innemu pół roku a jeszcze innemu kilka lat.

Na moim przykładzie, tak myślę, widać, iż może być różnie z tym czasem. Raz dłużej, raz krócej. Myślę, że jest to kwestia indywidualna.

4

Odp: daj czasowi czas?

Wszystko zalezy od relacji między ludźmi i od sposobu zakończenia związku. ja byłem zdradzony i wykorzystany do ostatniego dnia przez moją ex. Potrzebowałem dobre pół roku żeby się otrząsnąc i ruszyć do przodu. Jednak mimo wszystko jak ktoś o niej wspomni w mojej obecności to odrazu podskakuje mi ciśnienie, chyba zawsze będę zły jak tylko pomyślę o niej mimo iż ułoże sobie zycie z inną kobietą.

5

Odp: daj czasowi czas?
niewiem1104 napisał/a:

Moi Drodzy,

mam nadzieję, że mimo wszystko moje pytanie nie wyda się niewłaściwe. Banalną ale podobno jedyną słuszną radą jaką może usłyszeć osoba ze złamanym sercem jest: "daj czasowi czas". Wydaje mi się normalnym, że od razu w głowie porzuconego pojawia się pytanie "Ale ile?Ile ja mam jeszcze cierpieć?Kiedy to się skończy?Czy to się w ogóle skończy?" Znamy to, prawda?

No i właśnie - ile? Oczywiście wiem, że zależy to od relacji jaka łaczyła dwojga ludzi, od zażyłości, od powodów rozpadu związku, a przede wszystkim od DANEJ osoby. Wiem, że jednemu zajmie to miesiąc, innemu pół roku a jeszcze innemu kilka lat. Ale...czy możecie podzielić się jakimiś swoimi doświadczeniami? Czy już/ jeśli tak to po jakim czsie udało Wam się wyjśc z tego bagna emocjonalnego?Czy udało Wam się pokochać ponownie?

Mam nadzieję, że nie odbierzecie źle mojego pytania. Nie mam mozliwości bazować na własnych doświadczeniach, wię próbuję na innych smile A może szukam pocieszenia, że jednak się da?

Pozdrawiam Was ciepło!

Mój najpoważniejszy związek w okresie studiów trwał ponad 3 lata. Kochałam całym sercem i zostałam bezpardonowo kopnięta w dupę. Nie umiałam się pozbierać. Byłam załamana, uciekłam w pracę ale nic nie dawało mi radości. Po roku nie potrafiłam się z nikim spotykać, pocałować ani nic takiego bo nadal kochałam. Po dwóch latach zrozumiałam w jak toksycznym związku tkwiłam. Teraz wiem, że byłam uzależniona. Później wpakowałam się w kolejny związek trwał 11 lat, wyszłam z tego związku z przekonaniem, że miłość nie może tak zamraczać człowieka, że miłość nie może tak wycinać naszej rzeczywistości.

Nigdy sobie więcej nie pozwolę na takie uzależnienie od partnera. Nie pozwolę sobie aby po moim partnerze została wszechogarniająca pustka. Dlatego ważne jest aby dbać o siebie i być niezlaeżną jednostką, a nie "jednoczyć" się z drugą osobą. Ciglę wierzę w to, że zachowując w związku swoją niezależność rozstanie nie jest tak bolesne, aczkolwiek nie wiem tego bo nie sprawdzałam jeszcze.

6

Odp: daj czasowi czas?

Im więcej oczekiwań, marzeń i planów na przyszłość, tym większy ból przy rozstaniu.
Uzależnienie - kochanie tylko partnera, życie miłością...
Ehdi trafiłaś w sedno!  "Ciglę wierzę w to, że zachowując w związku swoją niezależność rozstanie nie jest tak bolesne, aczkolwiek nie wiem tego bo nie sprawdzałam jeszcze."

Ja ostatnio sprawdziłam. Boli i podejrzewam, że jeszcze poboli, ale mając swoje życie, obowiązki i kochając Go TEŻ (a nie wyłącznie), mogę normalnie funkcjonować.

7

Odp: daj czasowi czas?

No ja też zachowałam swoją niezależność, czasem się nawet o tę moją niezależność oburzał, ale pamiętałam jak to jest uzależnić się tak totalnie i co potem się ze mną działo, więc dmuchałam na zimne i miałam też swoje własne życie. I co? No fajnie, zostało mi to życie, dużo się w nim tak naprawdę nie zmieniło, tylko jest jeszcze intensywniejsze... A jednak dupa, jednak nagle puste i bez sensu. Więc owszem, lepiej mieć coś swojego, ale jeśli się naprawdę kochało, to ból to wszystko i tak przyćmi. Tyle, że nie zawisa się w próżni.

8

Odp: daj czasowi czas?

20-go sierpnia minie rok jak zostałam zdradzona i porzucona, a ja ciągle w czarnej d..e, mam swoje życie, pasje, znajomych itp itd i co z tego, ból nie mija........i odnoszę wrażenie,  że powraca z podwojoną siłą, dla niewtajemniczonych dodam, że zostałam zdradzona i porzucona po 20-latach małżeństwa. Wbił mi nóż w serce i odnoszę wrażenie, że telepatycznie kręci nim i rany w sercu nigdy się nie zagoją eh. Tym, którym udało się wyjść z tego marazmu, zazdroszczę jednego, tego, że stanęli na nogi, bo ja leżę nisko i myślę, że się już nigdy nie podniosę......

9

Odp: daj czasowi czas?

nibynieJA 20lat to szmat czasu,wspólnych przeżyć. Ja mam za sobą 14 lat i też się w tym beblam już rok. Mam nadzieję, że się podniosę, że wreszcie zaskoczę. Spadło to na mnie jak grom z nieba, w pewnym momencie walnęło tak mocno, że dosłownie na pysk padłam. Najgorsze są te myśli, które ciagle napływają, których nie można zatrzymać, zmienić. Jednak jest w tym wszystkim jakiś sens, jest cel do którego musimy dążyć, a czy to cierpienie doda nam sił to się okaże oby tak było.

10 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-08-13 22:14:14)

Odp: daj czasowi czas?
niewiem1104 napisał/a:

No i właśnie - ile?

"Dajcie czasowi czas, bo szkoda byłoby was" - to cytat z Edwarda Stachury. Jemu nigdy nie przeszło. Kilka prób samobójczych, strata palców przy nieudanej próbie wskoczenia pod pociąg, w końcu przyjechała po niego "Biała lokomotywa" i zostały tylko wiersze, piosenki i świetna proza.

Podobnie jak po "Cierpieniach młodego Wertera" została tylko żółta kamizelka.

Miłość, trwająca do śmierci, nie przytrafiała się tylko Mężczyznom. Może nawet tragiczniejsza była u Kobiet. Taką miłością darzyła Wyspiańskiego jego narzeczona. Gdy zmarł, uratowała jego prace plastyczne i dzieła literackie. Gdyby nie jej miłość pewnie byśmy nie wiedzieli o istnieniu Wyspiańskiego. Znalazła zrozumienie dla swojej miłości u swojego późniejszego męża.

Właśnie tu odsłania się natura miłości, której nawet śmierć nie przeszkadza w życiu dla Osoby Ukochanej. Tu odsłania się też cała pozytywna moc i konstruktywny charakter miłości. I prawda.

Ale jest także i pewien fałszywy obraz miłości: cierpiętnictwo, które ujawnia zraniony egocentryzm, uczucie, które nie zdążyło stać się miłością.

Łatwo sprawdzić, czy jakieś uczucie jest miłością. Wystarczy wziąć II list do Koryntian Pawła z Tarsu i przeczytać. To nie jest żaden obraz idealny, to jest czysty realizm. Ale jak pisał Antoni Kepiński "Nigdy nie dowiem się, co oznacza miłość [...] gdy sam tego nie przeżyłem".

Dlatego tylko bardzo lekkomyślni ludzie mogą doradzać rozstanie i rozwody Osobie zakochanej. Jeśli to jest miłość, to rozłąka tylko pogorszy sytuację. Bo miłość nie jest ukochaniem piękna i zalet, ale całej Osoby. Jak wielu szuka takiej właśnie miłości u kolejnych partnerów i jej nie znajduje, bo przecież do miłości trzeba wzajemności, a ta zaczyna się od akceptacji siebie, czyli od egoizmu, który często jest mylony z wypaczonymi formami egocentryzmu i egotyzmu.

OjciecPiotr napisał pól prawdziwego zdania: "tylko od Ciebie zależy". Tak, tylko od Ciebie zależy jak długo będziesz cierpieć, bo tylko Ty masz moc pojąć, że cierpienie z miłości jest nieporozumieniem, bo miłość nie może by nieszczęśliwa, gdyż jej szczęściem jest dobro drugiej Osoby, a temu dobru nie grozi rozłąka. I nie chodzi o to, czy spotkasz kogoś "nowego", bo dopiero kiedy zobaczysz, że Ty sam stałeś się kimś zupełnie nowym, dopiero wtedy możesz przestać cierpieć i zacząć się cieszyć, że oto masz kogoś, kogo kochasz, niezależnie od tego, czy On jest blisko, czy jest daleko, czy jest z Tobą, czy bez Ciebie, czy z kimś innym.

Wielu marzy, aby być tak właśnie kochanym, ale niewielu umie tak właśnie kochać. Punktem odniesienia dla takiej miłości była kiedyś miłość Matki, ale dziś nawet Matki nie potrafią tak kochać, odkąd samorealizacja i praca zawodowa przysłoniła im dobro dziecka, które stało się przez to pojęciem abstrakcyjnym.

Nie tylko więc "daj czasowi czas", ale bardziej "Twój jest ten czas". Daj ten czas temu, kogo kochasz. A jeśli dla kogokolwiek nie masz czasu, to nie zabieraj głosu na temat miłości, bo nie wiesz, o czym piszesz.

11

Odp: daj czasowi czas?
Animus napisał/a:

bo tylko Ty masz moc pojąć, że cierpienie z miłości jest nieporozumieniem, bo miłość nie może by nieszczęśliwa, gdyż jej szczęściem jest dobro drugiej Osoby, a temu dobru nie grozi rozłąka. I nie chodzi o to, czy spotkasz kogoś "nowego", bo dopiero kiedy zobaczysz, że Ty sam stałeś się kimś zupełnie nowym, dopiero wtedy możesz przestać cierpieć i zacząć się cieszyć, że oto masz kogoś, kogo kochasz, niezależnie od tego, czy On jest blisko, czy jest daleko, czy jest z Tobą, czy bez Ciebie, czy z kimś innym.

Animus,

To co piszesz jest piękne ale czy... realne? Czy można tak kochać?

Mogę się cieszyć, że życie tej osoby się układa, przecież z powodu rozstania nie będę jej życzyć źle  ale odchodząc zabrała mi część jakiegoś szcześcia, więc jestem nieszczęśliwa - jest to jakąś formą cierpienia.

Owszem miłość jest w pewien sposób egoizmem, ale to przecież o to chodzi. Nie kochamy kogoś z powodu samego jego isteniania, kochamy kogoś bo ma jakiś udział w naszym życiu. Kochamy za to, że jest partnerem, przyjacielem, bliską osobą. Kochamy za wspólnie spędzony czas, za to co dla nas robi. Za jecho zachowania, za jego cechy, za to, że daje nam szczęście - jest daleko z kimś innym więc daje to szczęście komuś innemu, nie mi. Czy w takim wypadku mam być szczęśliwa?Przecież to szczęście nie jest już moje. Wtedy dalej kochasz (może przez całe życie) ale to nie jest szczęśliwa miłośc, to po prostu boli.

12

Odp: daj czasowi czas?

Animus - czy ty tak kochasz i jesteś tak kochany - czy tylko pisszesz tak teoretycznie?...

Bo jak dla mnie to za dużo w tym miodu aa za mało realizmu. wink

13

Odp: daj czasowi czas?

Trudno po rozstaniu tak po prostu komuś zaufać
Rozwalony związek siedzi z tyłu głowy

14

Odp: daj czasowi czas?

Oczywiście, że nie jest mi to obce. Mój były postanowił dać nam czas.. strasznie się wkurzyłam, bo dobrze wiem, że to jest czas rozłąki i DLACZEGO TAKIE COŚ MIAŁOBY NAS ZBLIŻYĆ DO SIEBIE A NIE ODDALIĆ. Ale jeśli go kochasz ja na Twoim miejscu bym po prostu przeczekała (chociaż trwa to w nieskończoność). Ja nie przeczekałam- żałuję. Mogło być dobrze. Zorganizuj sobie ten czas. Może być tak, że po tym czasie wpadniecie sobie w ramiona z tęsknoty... i może zrozumiecie popełnione błędy.

15

Odp: daj czasowi czas?

Dajmy sobie czas
To dobre. To tak brzmi jakby on mówił ? poczekaj nie jesteś taka zła, zobaczę czy ta nowa jest lepsza pomieszkam z nią 2 miesiące i zobaczę jak będzie lepsza to nara a jak będzie gorsza to wrócę i będę cię kochał, aż do następnego razu.

16

Odp: daj czasowi czas?

Animus, mądry z Ciebie człowiek.

17

Odp: daj czasowi czas?

Podpisuje się pod tym... mądry

18

Odp: daj czasowi czas?
poczatek123 napisał/a:

nibynieJA 20lat to szmat czasu,wspólnych przeżyć. Ja mam za sobą 14 lat i też się w tym beblam już rok. Mam nadzieję, że się podniosę, że wreszcie zaskoczę. Spadło to na mnie jak grom z nieba, w pewnym momencie walnęło tak mocno, że dosłownie na pysk padłam. Najgorsze są te myśli, które ciagle napływają, których nie można zatrzymać, zmienić. Jednak jest w tym wszystkim jakiś sens, jest cel do którego musimy dążyć, a czy to cierpienie doda nam sił to się okaże oby tak było.

Nie wiem czy jest jakiś sens w tym, że człowiek tak cierpi, do czego to może prowadzić, do jakiego celu? Uświadamia mi tylko, że nie można ufać nikomu, skoro ufało się komuś tak bliskiemu sercu, no może nie bezgranicznie, a ten ktoś wbija Ci nóż w plecy, to czego można spodziewać się więcej? Kurcze, mam trzy prace, wspaniałą córkę, kupę znajomych, wychodzę do ludzi, podjęłam ostatnio nową pracę na weekendy w pubie, choć całe dwudziestoletnie życie zawodowe wiąże się z pracą biurową, ale chciałam wyjść do ludzi i co? Ogólnie niby jest ok, jestem adorowana, znajomi nie mogą się nadziwić,że tak zajebiście radzę sobie, a ja cały czas rozmyślam, wspominam i płaczę w poduszkę. Siedzę w pubie, jestem świeżo upieczoną barmanką i to  wieku 40 lat, wszyscy się bawią, śmieją się do mnie, też zaczynam śpiewać i co z tego, jak za chwilę pojadę do domu i będę płakać, bo on teraz przytula kochankę, zamiast mnie. Wszyscy moi znajomi myślą,że jest ze mną ok, a mnie ta gra pozorów, tak męczy, a niestety nie zapowiada się,że będzie lepiej. Nie wiem, czy jak znajdę czwartą pracę, to mi ulży? chyb nie. Kurde to tak boli eh. Czemu to tak cholernie boli???????????????????????????????

19

Odp: daj czasowi czas?

nibynieJA,

A ile czasu minęło od rozstania?

20 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-08-15 07:43:45)

Odp: daj czasowi czas?
niewiem1104 napisał/a:

To co piszesz jest piękne ale czy... realne? Czy można tak kochać?

Mogę się cieszyć, że życie tej osoby się układa, przecież z powodu rozstania nie będę jej życzyć źle  ale odchodząc zabrała mi część jakiegoś szcześcia, więc jestem nieszczęśliwa - jest to jakąś formą cierpienia.

Owszem miłość jest w pewien sposób egoizmem, ale to przecież o to chodzi. Nie kochamy kogoś z powodu samego jego isteniania, kochamy kogoś bo ma jakiś udział w naszym życiu. Kochamy za to, że jest partnerem, przyjacielem, bliską osobą. Kochamy za wspólnie spędzony czas, za to co dla nas robi. Za jecho zachowania, za jego cechy, za to, że daje nam szczęście - jest daleko z kimś innym więc daje to szczęście komuś innemu, nie mi. Czy w takim wypadku mam być szczęśliwa?Przecież to szczęście nie jest już moje. Wtedy dalej kochasz (może przez całe życie) ale to nie jest szczęśliwa miłośc, to po prostu boli.

Sama nie wiesz, niewiem1104, jak bardzo potwierdzasz moje słowa. Popatrz na swoje słowa.

Piszesz, że odchodząc "zabrała mi część jakiegoś szczęścia", ale to szczęście było zapewne tylko złudzeniem, skoro tak łatwo można je było zabrać. To było Twoje wyobrażenie dotyczące przyszłości. W dodatku było w tym "szczęściu" więcej egocentryzmu (Ty byłaś centrum tego szczęścia) i egotyzmu (Ty byłaś ważniejsza niż ta druga Osoba). Tymczasem egoizm, który jest dla mnie pojęciem określającym miłość siebie (ego u Freuda określa sferę świadomą, symbolizuje realizm i wolę) jest podstawą miłości do Kogoś na mocy zasady "a bliźniego swego jak siebie samego" (zasada dla wierzących) lub zasady etycznej"Postępuj wedle takich tylko zasad, co do których możesz jednocześnie chcieć, żeby stały się prawem powszechnym" (imperatyw kategoryczny Kanta, akceptowany przez niewierzących). Z tego wynika, że w imię naszej wolności akceptujemy wolne decyzje innych Osób, łącznie odejściem. Ba, żadna miłość nie daje gwarancji, że ktoś nie odejdzie poprzez śmierć, więc nierealne jest oczekiwanie, że będziemy zawsze razem. Nie oznacza to jednak, że w dniu śmierci ukochanej Osoby mamy ja przestać kochać. Wystarczy poczytać wątek "Śmierć Męża - jak sobie poradzić", aby zobaczyć, że miłości śmierć nie zabiera, choć zabiera możliwość bycia razem ponad wszelką wątpliwość zabierając także możliwość widzenia i spotkania.

http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=1639901#p1639901

Tak, to o to chodzi, aby egoizm zasilał miłość, a nie przeradzał się w egocentryzm lub egotyzm. Ale potem napisałaś coś, co świadczy o braku miłości (nie używam dodatkowego określenie "Prawdziwa miłość", bo dla mnie miłość jest prawdziwa, jeśli jest tym uczuciem, o którym piszę, a nie wyobrażeniem o tym uczuciu, polegającym na roztkliwianiu się nad sobą, szukaniu motylków w brzuchu, a nie motylków w sercu).

niewiem1104 napisał/a:

Nie kochamy kogoś z powodu samego jego istnienia,

Właśnie dokładnie odwrotnie: KOCHAMY DLATEGO, ŻE ISTNIEJE i że mieliśmy to szczęście go poznać i spotkać. Gdyby nie istniał, to byśmy nigdy nie poznali uczucia do Niego.

niewiem1104 napisał/a:

kochamy kogoś bo ma jakiś udział w naszym życiu. .

Odejście wcale nie musi zmniejszać tego udziału miłości w naszym życiu. Często zachodzi takie zjawisko, ale tylko dlatego, że to nasz żal, nienawiść, niechęć, niszczą to uczucie. Natura nie zna próżni, więc na miejscu oczyszczonym z miłości zaczynamy sadzić negatywne uczucia, a tam gleba jest bardzo żyzna, więc wyrastają szybko i bujnie.

niewiem1104 napisał/a:

Kochamy za to, że jest partnerem, przyjacielem, bliską osobą. Kochamy za wspólnie spędzony czas, za to co dla nas robi. Za jecho zachowania, za jego cechy, za to, że daje nam szczęście - jest daleko z kimś innym więc daje to szczęście komuś innemu, nie mi. Czy w takim wypadku mam być szczęśliwa?Przecież to szczęście nie jest już moje. Wtedy dalej kochasz (może przez całe życie) ale to nie jest szczęśliwa miłośc, to po prostu boli.

W tym miejscu zdefiniowałaś najlepiej merkantylny, kupiecki, interesowny schemat postępowania. "Ty mi coś, jak Ci coś. A jak Ty mi nie, to ja Ci też nie." Kochanie za coś innego niż istnienie jest handelkiem. Przy czym sami często wymagamy, żeby być kochanym za samo istnienie. O tak. Ale żeby samemu kochać kogoś za to, że istnieje, to już nie, bo to się nie opłaca. Takie uczucie jest kwintesencją interesowności, a ponieważ słowa zawsze odzwierciedlają prawdę o znaczeniach, więc często takie uczucie ogranicza się go używania INTERESU, ogranicza się do sfery seksualnej, cielesnej, płciowej. A potem zawiedzenie, bo niby coś się wymieniało, czymś się handlowało, ale ta wymiana była nastawiona na bieżącą konsumpcję bez rozwoju i perspektywy na przyszłość. Takie podejście zawsze podszyte jest przedmiotowym traktowaniem i często mówi się "Zmienił na nowszy model", bo tym się już najeździł.

Iceni, mam nadzieję, że odpowiedziałem także na Twoje wątpliwości. Nie można pisać o czymś, czego się nie poznało. Potwierdzenie tej prawdy znajdziesz u Antoniego Kępińskiego: "Nigdy nie dowiem się, co oznacza miłość, gdy sam tego nie przeżyłem".

Twój umysł jest podzielony, dlatego rozdzielasz teorię od realnej praktyki. Pokaż mi monetę o jednej stronie, a uwierzę w realność tego podziału. Według mnie sprawa wygląda tak: teoria i praktyka są jak dwie strony tek samej rzeczywistości i są nierozłączne, należy jednak zauważyć, że dobrej teorii zawsze odpowiada dobra praktyka, a zlej teorii odpowiada zawsze zła praktyka. Nie domagaj się od fałszywej monety, aby miała taką samą wartość jak prawdziwa, skoro ona tylko imituje wartość tamtej monety, wygląda podobnie, ale nie jest.

Z tym miodem to Ci się udało: czyżbyś nigdy nie jadła miodu? Czyżby miód był dla Ciebie czymś nierealnym? A może jadłaś tylko sztuczny i stąd Twoje zastrzeżenia.

Realność moich przeżyć i moich słów nie musi oznaczać tego samego w Twoim życiu, bo dla każdego realne jest tylko to, co sam jest w stanie osiągnąć. Zarzucając komuś brak realizmu kwestionujesz zdobycie Mont Everestu tylko dlatego, że Ciebie tam nie było. Zdobywanie życiowych szczytów nie ma nic wspólnego z sielanką i sztucznym miodem.

Miłość wcale nie jest uczuciem łatwym i niewymagającym. Wręcz przeciwnie. Uczymy się kochać całe życie. Tyle, że u jego kresu nadal odczuwamy to samo, co na początku.

21

Odp: daj czasowi czas?

Ależ oczywiście, ze próbowałam miodu - i wiem, ze jak go za dużo, to nawet najsmaczniejszy staje się niezjadliwy.
Innymi słowy - ładnie piszesz, ale zupełnie to do mnie nie przemawia.

22

Odp: daj czasowi czas?
Animus napisał/a:

Piszesz, że odchodząc "zabrała mi część jakiegoś szczęścia", ale to szczęście było zapewne tylko złudzeniem, skoro tak łatwo można je było zabrać. To było Twoje wyobrażenie dotyczące przyszłości. W dodatku było w tym "szczęściu" więcej egocentryzmu (Ty byłaś centrum tego szczęścia) i egotyzmu (Ty byłaś ważniejsza niż ta druga Osoba).

Nie, moje szczęście nie było wyimaginowane. Gdyby nie było prawdziwe nie bolała by mnie tak jego utrata. A czy łatwo jest zabrać szczęście?Bardzo, ale to nie umniejsza jego wielkości, nie oznacza, że było nieważne.
I nigdy nie brałam więcej niż mogłam dać, zawsze ta druga osoba była dla mnie ważniejsza, stąd też ból bo oddajesz komuś kawałek siebie i już go nie odzyskujesz.

Animus napisał/a:

Z tego wynika, że w imię naszej wolności akceptujemy wolne decyzje innych Osób, łącznie odejściem. Ba, żadna miłość nie daje gwarancji, że ktoś nie odejdzie poprzez śmierć, więc nierealne jest oczekiwanie, że będziemy zawsze razem. Nie oznacza to jednak, że w dniu śmierci ukochanej Osoby mamy ja przestać kochać. Wystarczy poczytać wątek "Śmierć Męża - jak sobie poradzić", aby zobaczyć, że miłości śmierć nie zabiera, choć zabiera możliwość bycia razem ponad wszelką wątpliwość zabierając także możliwość widzenia i spotkania.

Oczywiście. Musimy zaakceptować decyzję innej osoby, zawsze ma prawo odejść. Ale przecież my tego odejścia nie chcemy. Checemy dzielić z nią nasze życie.

Czym innym jest rozstanie spowodowane śmiercią a czym innym odejściem. To drugie jest tak naprawdę [b]porzuceniem. Właśnie dlatego tak boli. Śmierć nie oznacza, że druga osoba przestała Cię kochać, a porzucenie tak. To właśnie boli. To, że ktoś przestał Cię kochać.



Animus napisał/a:

Właśnie dokładnie odwrotnie: KOCHAMY DLATEGO, ŻE ISTNIEJE i że mieliśmy to szczęście go poznać i spotkać. Gdyby nie istniał, to byśmy nigdy nie poznali uczucia do Niego.

Nie Animus, nie kochamy istnienia tej osoby, przecież nie kochasz każdego człowieka dlatego, że istnieje. Kochasz za to, że zaistniał w Twoim życiu. Zaistniał w taki a nie inny sposób.


Animus napisał/a:

Odejście wcale nie musi zmniejszać tego udziału miłości w naszym życiu. Często zachodzi takie zjawisko, ale tylko dlatego, że to nasz żal, nienawiść, niechęć, niszczą to uczucie. Natura nie zna próżni, więc na miejscu oczyszczonym z miłości zaczynamy sadzić negatywne uczucia, a tam gleba jest bardzo żyzna, więc wyrastają szybko i bujnie.

Ja nie czuję żalu, niechęci, nienawiści. Nie. Ja czuję tęsknotę. Ogromną tęsknotę. I to nie jest dobry rodzaj tęsknoty, to jest tęsknota, której już nigdy nie zaspokoję.

Animus,

Mam nadzieję, że kochasz bo również jesteś kochany i stąd wynikają Twoje spostrzeżenia. Mam nadzieję, że nie towarzyszy Ci ta okropna tęsknota po porzuceniu.

23

Odp: daj czasowi czas?
Iceni napisał/a:

Ależ oczywiście, ze próbowałam miodu - i wiem, ze jak go za dużo, to nawet najsmaczniejszy staje się niezjadliwy.
Innymi słowy - ładnie piszesz, ale zupełnie to do mnie nie przemawia.

Cóż napisać można po takim dictum. Cnota umiaru potrzebna tyleż przy smakowaniu miodu, co przy sądzeniu spraw ludzkich. Kto jej nie posiada, tego łatwo słodycz zmuli. Miodka słuchałem wielokrotnie i zawsze był zjadliwy, ale bez chleba naszego powszedniego nie łykam.

Innymi słowy: jak ktoś ma uszy zatkane, usta zamknięte, oczy zawarte, nos zaflegmiony,  neuroprzekaźniki w niedostatku, a synapsy niedrożne, to żadne piękno do niego dotrzeć nie może, bo i jak.

Tak sam sobie zamyka drogę do szczęścia doczesnego, i niechże mu się dzieje według woli jego.

24

Odp: daj czasowi czas?
niewiem1104 napisał/a:

.stąd też ból bo oddajesz komuś kawałek siebie i już go nie odzyskujesz.

Postawa asekuracyjna. Pisałem wyżej o handelku. Tu dopełniłaś obraz motywem. Czy byłaś kiedyś trochę w ciąży? A może chcesz skoczyć przez przepaść, ale nie całą, przecież wystarczy tylko kawałek? Spróbuję kawałek, jak mi posmakuje, to wezmę następny. A może wolisz pojeździć na kawałku roweru? Wybierasz się w daleką podróż samochodem, ale po co Ci cały samochód, może pojedź na samym gaźniku bez całej reszty?

Są sytuacje, że kawałek to zdecydowanie nie to, co pozwala na oczekiwany skutek.


niewiem1104 napisał/a:

.Czym innym jest rozstanie spowodowane śmiercią a czym innym odejściem. To drugie jest tak naprawdę [b]porzuceniem. Właśnie dlatego tak boli. Śmierć nie oznacza, że druga osoba przestała Cię kochać, a porzucenie tak. To właśnie boli. To, że ktoś przestał Cię kochać.

A może: śmierć oznacza, że nie może kochać, a porzucenie jest bolesne, bo ujawnia tragedię straconego czasu, czasu, w którym ktoś nie zdołał nas pokochać i tu pojawia się intuicja, że to w nas samych jest jakiś powód, jest jakaś niedoskonałość, jakaś przyczyna porzucenia. Nie tyle przestał kochać, ale nie zdążył rozwinąć miłości, bo coś w nas mu w tym przeszkodziło.

Cierpimy, bo nie możemy sobie darować, że coś zepsuliśmy w tej relacji, że roślinka uschła, bo ciągle dostawała tylko kawałek porcji wody i karmiona była obietnicą, że dostanie więcej, jak więcej urośnie. To jest obowiązująca teoria budowania relacji, obecna także na tym forum w wątku "Kobiety kochające za bardzo", ale może lepiej byłoby ten wątek nazwać "Kobiety oddające się na chwilę".


niewiem1104 napisał/a:

.

Animus napisał/a:

Gdyby nie istniał, to byśmy nigdy nie poznali uczucia do Niego.

Kochasz za to, że zaistniał w Twoim życiu. Zaistniał w taki a nie inny sposób.

Zobacz, czy aby na pewno moje słowa i Twoje nie znaczą tego samego.

niewiem1104 napisał/a:

.Ja nie czuję żalu, niechęci, nienawiści. Nie. Ja czuję tęsknotę. Ogromną tęsknotę. I to nie jest dobry rodzaj tęsknoty, to jest tęsknota, której już nigdy nie zaspokoję.

Jak nie zasadziłaś tych negatywnych uczuć, to znaczy, że na drodze do zaspokojenia tęsknoty stoi tylko niewiara wyrażona słowami

niewiem1104 napisał/a:

której już nigdy nie zaspokoję.

Człowiek, który wie, że coś się nigdy nie stanie, wie stanowczo za dużo, ale ta wiedza ma prawo by wiedzą wystarczającą, aby nie podejmować żadnych działań. Zresztą po co działania, jak tęsknota jest pewniejsza: podjęcie działań może da w efekcie porażkę, a przy tkwieniu w tęsknocie nie ma żadnego ryzyka - na pewno się nie uda. Tak lubimy pewność !!! Dla pewności warto poświęcić niepewny sukces.

niewiem1104 napisał/a:

Mam nadzieję, że kochasz bo również jesteś kochany i stąd wynikają Twoje spostrzeżenia. Mam nadzieję, że nie towarzyszy Ci ta okropna tęsknota po porzuceniu

Przez wzgląd na Iceni nie będę tu opowiadał mojej historii. Wolałem zawsze skupiać się na bólu: jak boli, to dobry znak, to znaczy, że tkanka jest żywa i nerwy działają prawidłowo. Nie jest to stan przyjemny, ale rokowania są pomyślne. Póki "masz nadzieję" i odczuwasz tęsknotę, możesz znaleźć drogę. Tęsknota jest siłą. Zaprzągnij ją do pracy, zamiast traktować ją jako okropność.

25

Odp: daj czasowi czas?

Animus dobrze mówi. Są to bardzo mądre słowa, doświadczonego, jak widać, mężczyzny i choć brzmią jak teoretyzowanie - do mnie przemawiają. Czemu zaś brzmią jak teoretyzowanie? Ponieważ pokusiłabym się o stwierdzenie, iż nikt, z wyjątkiem rodziców, nie potrafi w ten sposób kochać. Bądźmy szczerzy - pragniemy szczęścia drugiej osoby, owszem, ale szczęści Z NAMI, niezależnie od tego, czego ta druga osoba pragnie sama dla siebie. Trzymając się, czasem nieuzasadnionej nadziei, gotowi jesteśmy uszczęśliwiać drugą osobę na siłę. Dlaczego? Otóż dlatego, że to MY chcemy być szczęśliwi z tą osobą, dopiero w drugiej kolejności myśląc nad tym, czy ta osoba będzie szczęśliwa z nami. Skoro nie odzywa się do nas, najwyraźniej uznała, że będzie szczęśliwa sama, ewentualnie z kimś innym... I powinniśmy w imię miłości, pragnąć tego szczęścia dla niej. Pojawia się jednak jedno "ale" - jest to niewyobrażalnie trudne zadanie. Jak przekuć mądrą teorię w praktykę? Sama świadomość niestety nie pomaga...  Dużo zależy także od okoliczności konkretnego przypadku, czasem druga osoba sama jest zagubiona.

Animus, proszę o jakieś praktyczne wskazówki, jak przepracować to w sobie, aby umieć tak kochać w praktyce. Bo jednak nie możemy powiedzieć, że jeśli nie kochamy w ten sposób, to nie kochamy wcale - taka generalizacja oznaczałby, że nikt na świecie nie potrafi kochać.

Proszę też, Animusie, jeśli możesz, abyś zerknął na moją historię w wątku "Dla tych, co świeżo po rozstaniu..." i doradził coś, potrzebuję takiej właśnie mądrości, a niestety większość osób z mojego otoczenia doradza dość powierzchownie. Ja zaś chcę naprawić swoje błędy i mieć poczucie, że zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, a także uporać się z poczuciem winy. Z góry dziękuję.

26

Odp: daj czasowi czas?
Black Angelica napisał/a:

Bądźmy szczerzy - pragniemy szczęścia drugiej osoby, owszem, ale szczęści Z NAMI, niezależnie od tego, czego ta druga osoba pragnie sama dla siebie. Trzymając się, czasem nieuzasadnionej nadziei, gotowi jesteśmy uszczęśliwiać drugą osobę na siłę. Dlaczego? Otóż dlatego, że to MY chcemy być szczęśliwi z tą osobą, dopiero w drugiej kolejności myśląc nad tym, czy ta osoba będzie szczęśliwa z nami. Skoro nie odzywa się do nas, najwyraźniej uznała, że będzie szczęśliwa sama, ewentualnie z kimś innym...

Podkreśliłem ważne słowa. To uszczęśliwianie na siłę polega na uszczęśliwianiu według naszego pojęcia o szczęściu, które wcale nie musi by takie samo jak pojęcie o szczęściu Osoby kochanej.

Polecam książkę "O szczęściu" Władysława Tatarkiewicza. Po lekturze tej książki uzyskujemy świadomość, ze sposobów na szczęście jest kilkaset, więc warto o tym pamiętać, że pojęcie jest jedno, ale sposobów jego rozumienia jest bardzo dużo.

Często budowanie szczęścia przypomina budowę drogi z dwóch różnych stron, która w efekcie daje dwupasmową autostradę i doskonałe minięcie się. Ostatnio oglądałem pewien program o budowie tunelu o długości kilku kilometrów we wnętrzu góry, która była tak precyzyjnie  w starożytności opracowana inżynieryjnie, że dwie ekipy robotników spotkały się dokładnie w tym samym miejscu, a różnica poziomów wynosiła 60 cm. Wydaje się to niemożliwe, a jednak ten fakt odnotowuje historia.

W miłości ruszamy do siebie z dwu różnych stron, niby widzimy siebie i dlatego nie wykonujemy tej precyzyjnej pracy dopasowania do siebie. Polega to na słuchaniu tej drugiej Osoby i słuchaniu siebie, poznaniu tej drugiej Osoby i poznawaniu siebie. Często jednak prace są prowadzone beztrosko i wedle zasady "no przecież jakoś to będzie".

27

Odp: daj czasowi czas?

Zabawne "do rozpuku" jest to, do jakiego stopnia potrafimy być w życiu egoistyczni i to nie tylko w odniesieniu do siebie samego, ale do partnera włącznie. Żyjemy w cząstkowym schemacie "wdrukowanym" przez rodziców "bo tak trzeba" i z takim przekonaniem idziemy przez życie, bo szkoda by było to zepsuć i nieco na swój punkt widzenia zmodernizować.

Złota zasada udanego związku jasno i wyraźnie określa, że jest to partnerstwo, czyli pozwolenie drugiej stronie na bycie w 100% sobą. Kochamy przeca człowieka a nie jego wyidealizowane wyobrażenie "zakorzenione" w głowie.
Uszczęśliwianie kogoś na siłę w ramach własnej satysfakcji i egoistycznej wizji szczęścia jest niczym innym jak chorą, patologiczną dyktaturą, która ze zdrową ideą miłością ma tyle wspólnego, co nic. A że jest zdrowo wypaczona i skierowana tylko w jednym kierunku - do siebie, to już inna para kaloszy.
To jest nic innego jak w takiej "idealistycznej" własnej wizji związku, władowanie sobie całego magazynka naboi w kolano; wykrwawienie się to tylko kwestia czasu.

Animus napisał/a:

prace są prowadzone beztrosko i wedle zasady "no przecież jakoś to będzie".

"On(a) się zmieni po ślubie, ja się o to postaram", a na końcu jest lament "nie mogę od niego/niej odejść, bo (...) i co ludzie powiedzą".

Odnosząc się do "podsumowania" ludzi, słuszną tezą jest swego czasu wypowiedziana przez Waldemara Malickiego "opinia" o kobietach, że "ówczesne kobiety od hipopotamów różni wszystko, a od piranii szminka.
Tak więc jak tylko znajdzie się jakaś pozytywnie zakręcona duszyczka, to trzeba ją z miejsca zaciukać, bo jej poglądy są poniekąd nawiedzone, luteranistyczne lub satanistyczne. A może jednak Ona w tym całym pesymistycznym marazmie codzienności dopatruje się ziarna optymizmu, by jednak nie popadać z jednej skrajności w drugą?

Z jednym się bezdyskusyjnie zgadzam, że wszelakie formy krytyki Innych mają sens tylko pod warunkiem, że zacznie się ją dogłębnie od własnego podwórka. W przeciwnym wypadku jest to gadanie psu na budę, a karawana jedzie dalej wink

28

Odp: daj czasowi czas?
niewiem1104 napisał/a:

nibynieJA,

A ile czasu minęło od rozstania?

20-go sierpnia, t.j. za trzy dni minie rok:'(

29

Odp: daj czasowi czas?

Wszystko brzmi pięknie w teorii, wiemy, że tak być powinno, ale JAK w praktyce z uśmiechem na ustach przyjąć wiadomość, że druga osoba nie chce z nami być lub wysnute domniemanie, iż tak jest? W jaki sposób "z automatu" cieszyć się, iż oto ukochana osoba odnalazła swoje szczęście w wolności, wolności od nas? Przyjmując te założenia, nie powinniśmy nigdy załamywać się niepowodzeniami miłosnymi, prawda? Nigdy, ani przez chwilę. Kto tak potrafi?

30

Odp: daj czasowi czas?

Nie uwierzycie, dzisiaj dostałam smsa od kochanki mojego męża, zacytuję go słowo, w słowo, ręce opadają, błędy ortograficzne, zostawiam, tak jak w oryginale   : ......"cześć kochaniutka  pszykro mi że tak wyszło  to ja jestem teraz w jego sercu i to ja wygrałam misczostwa, obie wiemy że już po tobie  spotkacie się w sądzie bo niedługo będę w ciąży  szczęka ci opadnie a moja córkę rospieszcza że az milo buziaczki żałosna żonko od siedmiu boleści ja , lala przy mnie dochodzi tak szybciutenko idę się opalać bo moje słoneczko wróci z pracy....."
Pozostawiam to bez komentarza.

31

Odp: daj czasowi czas?
Black Angelica napisał/a:

Wszystko brzmi pięknie w teorii, wiemy, że tak być powinno, ale JAK w praktyce z uśmiechem na ustach przyjąć wiadomość, że druga osoba nie chce z nami być lub wysnute domniemanie, iż tak jest? W jaki sposób "z automatu" cieszyć się, iż oto ukochana osoba odnalazła swoje szczęście w wolności, wolności od nas? Przyjmując te założenia, nie powinniśmy nigdy załamywać się niepowodzeniami miłosnymi, prawda? Nigdy, ani przez chwilę. Kto tak potrafi?

Ja nie potrafię, czapki z głów, dla Tych co potrafią.

32

Odp: daj czasowi czas?

Jeżeli Twój mąż zadowala się z kimś takim, to należy mu szczerze współczuć indolencji umysłowej oraz intelektualnej, a Tobie - gratulować, że mąż Cię zostawił, bo to było najlepsze, co spotkało Cię w życiu. Wolałabyś być z takim idiotą? Poziom jego kochanki odzwierciedla również jego poziom. Heh, aż się zaśmiałam (niesamowite w moim stanie), ta kobieta nie umie nawet nie umie sensownie "dogryźć" - skoro on tak szybciuteńko dochodzi, to mają bardzo kiepski seks, więc nie wiem, czym się szczycić? Zresztą, nie ma sensu wnikać w jakiś infantylny bełkot, ale te słowa są tak absurdalne, że aż się proszą o komentarz.

33

Odp: daj czasowi czas?

Tak samo do tego podeszłam. Mam ochotę Wam wszystkim ukazać jej oblicze, bo mam jej zdjęcie, które, notabene sama mi wysłała, ale nie umiem wkleić tej zasranej fotki. Chociaż to pokazuje jej intelekt, bo nie omieszkam tego zdjęcia pokazać w sądzie, tym bardziej,że w skąpej bieliźnie.

34 Ostatnio edytowany przez N4VV (2013-08-17 09:59:59)

Odp: daj czasowi czas?
nibynieJA napisał/a:

Nie uwierzycie, dzisiaj dostałam smsa od kochanki mojego męża, zacytuję go słowo, w słowo, ręce opadają, błędy ortograficzne, zostawiam, tak jak w oryginale   : ......"cześć kochaniutka  pszykro mi że tak wyszło  to ja jestem teraz w jego sercu i to ja wygrałam misczostwa, obie wiemy że już po tobie  spotkacie się w sądzie bo niedługo będę w ciąży  szczęka ci opadnie a moja córkę rospieszcza że az milo buziaczki żałosna żonko od siedmiu boleści ja , lala przy mnie dochodzi tak szybciutenko idę się opalać bo moje słoneczko wróci z pracy....."
Pozostawiam to bez komentarza.

Prymitywna zdzira.

nibynieJA napisał/a:

Tak samo do tego podeszłam. Mam ochotę Wam wszystkim ukazać jej oblicze, bo mam jej zdjęcie, które, notabene sama mi wysłała, ale nie umiem wkleić tej zasranej fotki. Chociaż to pokazuje jej intelekt, bo nie omieszkam tego zdjęcia pokazać w sądzie, tym bardziej,że w skąpej bieliźnie.

Nie rób tego.

35

Odp: daj czasowi czas?

Twój mąż ma gust, widać że to kobieta z fantazją.

36

Odp: daj czasowi czas?
N4VV napisał/a:

Nie rób tego.

Absolutnie. Nie rób tego, czego nie chciałabyś, aby zrobił ktoś Tobie.

A na forum nigdy nie wiadomo, kto czyta i widzi.

37

Odp: daj czasowi czas?

nibynieJA  jednak jest w tym wszystkim jakiś sens, jest cel do którego musimy dążyć.... Widzisz i to jest ten cel, do którego musimy dążyć,  czyli uwolnić się z tego paskudnego uzależnienia od nich, bo po roku czasu jeżeli jeszcze reagujemy na takie smsy i na te wszystkie  piękne i mądre kobiety z jakimi teraz są to nie pozostaje nam nic innego jak tylko walczyć o ten cel. Walczyć ale jak?

38

Odp: daj czasowi czas?
poczatek123 napisał/a:

nibynieJA  jednak jest w tym wszystkim jakiś sens, jest cel do którego musimy dążyć.... Widzisz i to jest ten cel, do którego musimy dążyć,  czyli uwolnić się z tego paskudnego uzależnienia od nich, bo po roku czasu jeżeli jeszcze reagujemy na takie smsy i na te wszystkie  piękne i mądre kobiety z jakimi teraz są to nie pozostaje nam nic innego jak tylko walczyć o ten cel. Walczyć ale jak?

Dużo robić, mało myśleć.
Znaczy myśleć, ale nie o tym.

39

Odp: daj czasowi czas?
N4VV napisał/a:

Dużo robić, mało myśleć.
Znaczy myśleć, ale nie o tym.

Łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Nie wychodzi mi odwracanie myśli, zamienianie itp. Ciągle On buszuje po mojej głowie i im bardziej chcę tym większa d..a

40

Odp: daj czasowi czas?

Posprzątaj chatę zamiast siedziec i rozmyślać. smile

41

Odp: daj czasowi czas?

Posprzątałam ,korytarz wymalowałam,łazienkę też. Drewna do piwnicy nanosiłam, trawnik skosiłam. Kiedy On był ze mną też to wszystko robiła bez niego, teraz robię ale z nim w myślach. Myślach, które bolą.

42

Odp: daj czasowi czas?

Właśnie wróciłam z pracy, już się nie mogłam doczekać, dostałam dzisiaj dwie fotki od kochanki, jedną jak się tylko całują, drugą jak leżą na ręczniku, ona okracza go nogami i też się całują, jestem rozłożona na łopatki, uwierzcie, mam dosyć. Jak można, jak można żonie takie zdjęcia wysyłać, ja p......le, ma tak dość

43

Odp: daj czasowi czas?

Jechałam autem do domu, nie pamiętam całej drogi, niejedne czerwone światła przejechałam na bank, po co mi to robi, przecież ma go , to po co , k....a ma dość

44 Ostatnio edytowany przez Black Angelica (2013-08-18 18:33:37)

Odp: daj czasowi czas?
nibynieJA napisał/a:

Jechałam autem do domu, nie pamiętam całej drogi, niejedne czerwone światła przejechałam na bank, po co mi to robi, przecież ma go , to po co , k....a ma dość

Trzymaj się kobietko, wiem, że to trudne, bo sama jestem emocjonalnie "rozwalona", słuchaj, jest takie powiedzenie, że nie da się zbudować szczęścia na cudzym nieszczęściu - na razie pławią się w tych swoich rozkoszach, ale co będzie dalej - tego nie wiadomo. Pamiętaj, zarówno dobro, jak i zło wyrządzone komuś, powraca ze zdwojoną siłą - ja w to wierzę. Los wynagrodzi Ci Twoje cierpienia w swoim czasie, a on prędzej czy później nie będzie szczęśliwy, bo za dużo zła wyrządził.

Odp: daj czasowi czas?
nibynieJA napisał/a:

Właśnie wróciłam z pracy, już się nie mogłam doczekać, dostałam dzisiaj dwie fotki od kochanki, jedną jak się tylko całują, drugą jak leżą na ręczniku, ona okracza go nogami i też się całują, jestem rozłożona na łopatki, uwierzcie, mam dosyć. Jak można, jak można żonie takie zdjęcia wysyłać, ja p......le, ma tak dość

Dostajesz te zdjęcia na telefon? Moze zmień numer?? Po co Ci znosić durne zachowania innych ludzi?

A swoją droga skoro laska robi cos takiego to ma niezłe kompleksy. Współczuje Ci bardzo, bo to jest chora sytuacja.

46 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-08-19 21:08:31)

Odp: daj czasowi czas?
nibynieJA napisał/a:

Właśnie wróciłam z pracy, już się nie mogłam doczekać, dostałam dzisiaj dwie fotki od kochanki, jedną jak się tylko całują, drugą jak leżą na ręczniku, ona okracza go nogami i też się całują, jestem rozłożona na łopatki, uwierzcie, mam dosyć. Jak można, jak można żonie takie zdjęcia wysyłać, ja p......le, ma tak dość

Jakbyś miała dosyć, to byś nie otwierała MMSów z tego numeru i SMSów także.

To, że Ci wysyła te fotki to jest jej wybór, ale to, że je oglądasz, to jest Twój wybór. Ona nie ma wpływu na Twój wybór. To Ty decydujesz o tym, że ta metoda jest skuteczna.

Ona zaznacza swój teren i eliminuje konkurencję. Ale Ty w tym pomagasz, bo:

nibynieJA napisał/a:

Jechałam autem do domu, nie pamiętam całej drogi, niejedne czerwone światła przejechałam na bank, po co mi to robi, przecież ma go , to po co , k....a ma dość

Jak wjedziesz pod ciężarówkę, to metoda osiągnie 100 % skuteczność. Wtedy wyeliminujesz się sama.

47

Odp: daj czasowi czas?
Animus napisał/a:
nibynieJA napisał/a:

Właśnie wróciłam z pracy, już się nie mogłam doczekać, dostałam dzisiaj dwie fotki od kochanki, jedną jak się tylko całują, drugą jak leżą na ręczniku, ona okracza go nogami i też się całują, jestem rozłożona na łopatki, uwierzcie, mam dosyć. Jak można, jak można żonie takie zdjęcia wysyłać, ja p......le, ma tak dość

Jakbyś miała dosyć, to byś nie otwierała MMSów z tego numeru i SMSów także.

To, że Ci wysyła te fotki to jest jej wybór, ale to, że je oglądasz, to jest Twój wybór. Ona nie ma wpływu na Twój wybór. To Ty decydujesz o tym, że ta metoda jest skuteczna.

Ona zaznacza swój teren i eliminuje konkurencję. Ale Ty w tym pomagasz, bo:

nibynieJA napisał/a:

Jechałam autem do domu, nie pamiętam całej drogi, niejedne czerwone światła przejechałam na bank, po co mi to robi, przecież ma go , to po co , k....a ma dość

Jak wjedziesz pod ciężarówkę, to metoda osiągnie 100 % skuteczność. Wtedy wyeliminujesz się sama.

animus, jestem pod wrażeniem, jak ty świetnie pojmujesz zagrywki prymitywnych zdzir.

który normalny i szczęśliwy mężczyzna siedzi całymi dniami na forum dla zdradzonych kobiet, smarując tasiemcowe posty?
big_smile

48 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-08-20 18:41:28)

Odp: daj czasowi czas?
menel napisał/a:

który normalny i szczęśliwy mężczyzna siedzi całymi dniami na forum dla zdradzonych kobiet, smarując tasiemcowe posty

Jak to który? Ty i ja !!! 

No chyba, że co do swojej normalność i szczęśliwość kwestionujesz?

Lubisz się powtarzać. Zapewne wiesz, że repetitio is mater studiorum:

http://www.netkobiety.pl/t57015.html

menel napisał/a:

całymi dniami siedzisz na forum. przez 11 dni narąbałeś 121 postów, co daje średnio 11 postów dziennie. ludzie żyjący w udanych związkach nie przesiadują całymi dniami na forach internetowych, bo brak i szkoda im na to czasu.

Powtarzaj sobie ten tekst częściej, żebyś nie zapomniał. 


Raz na miesiąc sobie musisz taki tekścik nasmarować. Poprawiasz sobie samopoczucie? Nie frustruj się. Jak się nauczysz myśleć i szybciej pisać, to i Tobie się średnia poprawi i nie będziesz musiał być taki zazdrosny.

49

Odp: daj czasowi czas?
menel napisał/a:

który normalny i szczęśliwy mężczyzna siedzi całymi dniami na forum dla zdradzonych kobiet, smarując tasiemcowe posty?:D

Masz zadziwiający sposób do klasyfikowania ludzi taśmowo jak leci. Prawie jak Nasze rodzime media masowego przekazu, które to swoich potencjalnych odbiorców mają za półgłówków, którzy to nie potrafią obejrzeć, wysłuchać, przeczytać i w rezultacie zrozumieć zawartość serwowanej Im papką medialną przekazu.

Normalny i szczęśliwy zapewne jest de facto każdy facet, bo o nim tu zapewne mowa jak wynika z Twojego postu, który potrafi się w odpowiednim momencie skutecznie odciąć od tego medialnego kołowrotku kretynizmu, atakującego Nas zewsząd czym popadnie.
Całodniowe podłączenie się pod taką "kroplówkę" głupoty, za którą państwo sobie jeszcze życzy płacić daniny jest bardzo szkodliwe, tak więc szukamy w pewnym rodzaju "wentyla bezpieczeństwa" tutaj, ze szczególnym uwzględnieniem faktu, że jest to dział zdradzonych - i nie tylko - kobiet - pokrewne sytuacyjnie męskiej mniejszości - tego wielotematycznego forum.
A tego widocznie - jeszcze - nie zgłębiłeś do końca smile

Z wyrazami należytego szacunku...

50 Ostatnio edytowany przez Marina6 (2013-08-20 23:49:54)

Odp: daj czasowi czas?
Black Angelica napisał/a:

Jeżeli Twój mąż zadowala się z kimś takim, to należy mu szczerze współczuć indolencji umysłowej oraz intelektualnej, a Tobie - gratulować, że mąż Cię zostawił, bo to było najlepsze, co spotkało Cię w życiu. Wolałabyś być z takim idiotą? Poziom jego kochanki odzwierciedla również jego poziom.

Otóż to.

nibynieJA - pogratuluj mężowi "imponującego" wyboru; a sobie wygranej.

51

Odp: daj czasowi czas?

Fajna pyskówa, ale może wróćcie do tematu? Boście go nieco schrzanili.

52

Odp: daj czasowi czas?
wczesna napisał/a:

Fajna pyskówa, ale może wróćcie do tematu? Boście go nieco schrzanili.

To zaledwie "poemat" dygresyjny.

53

Odp: daj czasowi czas?
wczesna napisał/a:

Fajna pyskówa, ale może wróćcie do tematu? Boście go nieco schrzanili.

Żadna pyskówka i ochrzan, nie wszyscy są szyci jedną miarą jak to na postowe "dzień dobry"uważa owy forumowy nowicjusz smile

54

Odp: daj czasowi czas?

No już, już, dobrze. Ale koniec z tym. Do tematu. Bez osobistych wycieczek pliz. Niektórzy tu szukają pomocy smile

55

Odp: daj czasowi czas?
wczesna napisał/a:

No już, już, dobrze. Ale koniec z tym. Do tematu. Bez osobistych wycieczek pliz. Niektórzy tu szukają pomocy smile

Właśnie dlatego, że niektórzy szukają pomocy. Ci, którzy szukają pomocy poczują się bezpieczniej, gdy "OCENIACZE" nie pozostaną ze swoimi wybrykami bezkarni.

56

Odp: daj czasowi czas?
menel napisał/a:

...który normalny i szczęśliwy mężczyzna siedzi całymi dniami na forum dla zdradzonych kobiet, smarując tasiemcowe posty?:D

Ten, który to lubi.

57

Odp: daj czasowi czas?

Witajcie,

Czas, czas, czas...znienawidzę to słowo. Zastanawiam się czy nie robię czegoś nie tak, czy nie przeszkadzam sama sobie w uzdrowieniu.

Nie umiem pozbyć się tego wewnętrznego głosiku"to jeszcze nie koniec, może spotkacie się za pół roku, za rok?" odpycham go jak tylko mogę ale to tak siedzi mi w głowie. Ta myśl, że może jeszcze zatęskni, może przemyśli, może potrzebujemy takiego rozstania....

Nie umiem uwierzyć, po prostu nie umiem uwierzyć, że tego człowieka już nigdy nie będzie w moim życiu, że już nigdy go nie zobaczę, nic z nim nie przeżyję. Najbliższa osoba a tak zniknęła...nie mogę uwierzyć, że już nigdy. Jakbym ciagle podświadomie czekała aż coś się wydarzy.

Wiem, że jest to wyparciem, zaprzeczeniem - mechanizmem jakby nie było OBRONNYM, ale u mnie to już trwa 2 miesiące....

Czy wiecie jak sobie pomóc?

58

Odp: daj czasowi czas?

Możesz albo odpuścić i ostatecznie zmierzyć się z tym bólem, albo uznać, że to nie jest koniec, że i tak kiedyś się spotkacie, zamienić tą nadzieję w pewność i żyć sobie spokojnie, wiedząc, że i tak się spotkacie i wrócicie do siebie. Swoją drogą, znalazłam w końcu artykuł, który kiedyś miałam zapisany, a potem go straciłam: http://www.podrywaj.org/prawo_przyci=%C4%85gania_odzyskanie_eks => przeczytaj, może Ci zainspiruje, jeśli nadal wierzysz w to, że to nie koniec. A może właśnie Tobie się uda?

Ja odpuściłam, choć wolałabym podtrzymywać tą iluzję, ale fakty przeczą temu, jakobyśmy mieli kiedykolwiek jeszcze się spotkać, mieszkamy daleko od siebie, kanałów komunikacyjnych typu Fb brak, więc nie ma szans. Na odzyskiwanie za pomocą prawa przyciągania brak mi już chyba sił, ale jeśli komuś tutaj się uda, może się tym zajmę.

Odp: daj czasowi czas?
niewiem1104 napisał/a:

Witajcie,

Czas, czas, czas...znienawidzę to słowo. Zastanawiam się czy nie robię czegoś nie tak, czy nie przeszkadzam sama sobie w uzdrowieniu.

Nie umiem pozbyć się tego wewnętrznego głosiku"to jeszcze nie koniec, może spotkacie się za pół roku, za rok?" odpycham go jak tylko mogę ale to tak siedzi mi w głowie. Ta myśl, że może jeszcze zatęskni, może przemyśli, może potrzebujemy takiego rozstania....

Nie umiem uwierzyć, po prostu nie umiem uwierzyć, że tego człowieka już nigdy nie będzie w moim życiu, że już nigdy go nie zobaczę, nic z nim nie przeżyję. Najbliższa osoba a tak zniknęła...nie mogę uwierzyć, że już nigdy. Jakbym ciagle podświadomie czekała aż coś się wydarzy.

Wiem, że jest to wyparciem, zaprzeczeniem - mechanizmem jakby nie było OBRONNYM, ale u mnie to już trwa 2 miesiące....

Czy wiecie jak sobie pomóc?

też tak miałam, może to glupie ale pomoglo mi powtarzanie sobie na glos ze to juz nie wroci, jego nie ma, to juz koniec. W koncu za ktoryms razem dotarło do mnie. Ale na głos, nie powtarzaj w myslach. Slowa wypowiedziane i usłyszane mają większą moc. Nie karmiłabym siebie złudna nadzieją, mozesz sobie raczej krzywde tym zrobic niż pomóc. Jesli kiedykolwiek wróci to wtedy bedziesz decydowala co z tym zrobic, ale czekajac na taka chwile "zawieszasz" swoje zycie.

60

Odp: daj czasowi czas?
bignąca z wilkami napisał/a:

też tak miałam, może to glupie ale pomoglo mi powtarzanie sobie na glos ze to juz nie wroci, jego nie ma, to juz koniec. W koncu za ktoryms razem dotarło do mnie. Ale na głos, nie powtarzaj w myslach. Slowa wypowiedziane i usłyszane mają większą moc. Nie karmiłabym siebie złudna nadzieją, mozesz sobie raczej krzywde tym zrobic niż pomóc. Jesli kiedykolwiek wróci to wtedy bedziesz decydowala co z tym zrobic, ale czekajac na taka chwile "zawieszasz" swoje zycie.

Ale można przecież żyć dalej i realizować się, jeśli tylko nabierze się odpowiedniego przekonania, że ta miłość powróci, jeśli Niewiem podświadomie na coś czeka, wie, że coś się wydarzy, to może tak się stanie? W końcu którejś z nas musi się udać!

61

Odp: daj czasowi czas?

Niewiem, wyobraź sobie, że on jednak chce do Ciebie wrócić...
Czy będziesz w stanie być szczęśliwa z nim mając w pamięci ile bólu i cierpienia kosztowała Cię ta sytuacja? Co z zaufaniem? Obawą przed kolejnym razem (statystyki są niestety na naszą niekorzyść...)

Może lepiej nie mieć wyboru..

Odp: daj czasowi czas?
Matrix napisał/a:
bignąca z wilkami napisał/a:

też tak miałam, może to glupie ale pomoglo mi powtarzanie sobie na glos ze to juz nie wroci, jego nie ma, to juz koniec. W koncu za ktoryms razem dotarło do mnie. Ale na głos, nie powtarzaj w myslach. Slowa wypowiedziane i usłyszane mają większą moc. Nie karmiłabym siebie złudna nadzieją, mozesz sobie raczej krzywde tym zrobic niż pomóc. Jesli kiedykolwiek wróci to wtedy bedziesz decydowala co z tym zrobic, ale czekajac na taka chwile "zawieszasz" swoje zycie.

Ale można przecież żyć dalej i realizować się, jeśli tylko nabierze się odpowiedniego przekonania, że ta miłość powróci, jeśli Niewiem podświadomie na coś czeka, wie, że coś się wydarzy, to może tak się stanie? W końcu którejś z nas musi się udać!

Życ można, ale gdy w głowie masz ciagle faceta i nadzieje, to zamykasz sie automatycznie na nowe znajomości. Nabieranie przekonania, ze ta miłość powróci to dla mnie nic innego jak oszukiwanie się. Chyba lepiej pogodzic się z tym że nic z tego nie będzie i zaskoczyć się pozniej przyjemnie (albo i nie) niż życ w oczekiwaniu na cos co może sie nigdy nie wydarzyc?

kochamzabardzo ma racje, powrot tylko brzmi tak pieknie, wszytskie negatywne uczucia ktore moga się z tym wiązać nie są jakby brane pod uwage, a to duży błąd moim zdaniem. Nie wiem czy byłabym w stanie ponownie zaufac takiemu facetowi, choc widze ze na forum sa kobiety którym się udalo wybaczyc i zapomnieć wiec jak widac to kwestia indywidualna.

63

Odp: daj czasowi czas?

Dziewczyny macie rację. Wiem, że nadzieje to jest najgorsze co możemy sobie robić, ale ja po prostu nie umiem się z tym zderzyć tak z dnia na dzień, liczę na to, że będę je wytracała z czasem, z czasem po kolejnych miesiącach już nie będę miała nawet siły wierzyć w to, że może kiedyś...a tak naprawdę u mnie to nawet nie są nadzieje, bardziej jakieś takie przekonanie.
Taka niezachwiana wiara.

Tak, można żyć normalnie i jednocześnie myśleć sobie "a może kiedyś jednak" tylko jest bardzo cieniutka granica pomiędzy tą myślą a czekaniem i robieniem sobie pauzy w życiu. A boję się, że u mnie właśnie coś takiego się stanie.

Widzisz biegnąca z wilkami, ja nie chcę nowych znajomości, ja nie chcę nowego związku, nigdy w życiu!Kocham tamtego człowieka, nie potrzebuję nikogo innego. Nie mam ochoty poznawać kogoś nowego.

Dziewczyny, to moje pierwsze rozstanie w życiu, i wiem, że pomimo swojego wieku zachowuję się jak 14 latka, ale ja po prostu nie wiem jak to wszystko powinno się odbywać.

Jestem dwa miesiące po rozstaniu, może ta myśl "a może kiedyś" (oj, bo na pewno nie teraz!) jest mi jeszcze potrzebna?Żebym po ludzku nie zwariowała? A jednocześnie może już czas abym pozbyła się wszystkiego, każdej myśli, która przynosi ulgę?

Odp: daj czasowi czas?
niewiem1104 napisał/a:

Dziewczyny macie rację. Wiem, że nadzieje to jest najgorsze co możemy sobie robić, ale ja po prostu nie umiem się z tym zderzyć tak z dnia na dzień, liczę na to, że będę je wytracała z czasem, z czasem po kolejnych miesiącach już nie będę miała nawet siły wierzyć w to, że może kiedyś...a tak naprawdę u mnie to nawet nie są nadzieje, bardziej jakieś takie przekonanie.
Taka niezachwiana wiara.

Tak, można żyć normalnie i jednocześnie myśleć sobie "a może kiedyś jednak" tylko jest bardzo cieniutka granica pomiędzy tą myślą a czekaniem i robieniem sobie pauzy w życiu. A boję się, że u mnie właśnie coś takiego się stanie.

Widzisz biegnąca z wilkami, ja nie chcę nowych znajomości, ja nie chcę nowego związku, nigdy w życiu!Kocham tamtego człowieka, nie potrzebuję nikogo innego. Nie mam ochoty poznawać kogoś nowego.

Dziewczyny, to moje pierwsze rozstanie w życiu, i wiem, że pomimo swojego wieku zachowuję się jak 14 latka, ale ja po prostu nie wiem jak to wszystko powinno się odbywać.

Jestem dwa miesiące po rozstaniu, może ta myśl "a może kiedyś" (oj, bo na pewno nie teraz!) jest mi jeszcze potrzebna?Żebym po ludzku nie zwariowała? A jednocześnie może już czas abym pozbyła się wszystkiego, każdej myśli, która przynosi ulgę?

Nie chodzi mi od razu o nowe związki i szalone milości, bardziej o normalne relacje z nowymi ludzmi. Jesli bedziesz skupiona tylko na swoim bylym, mozesz nie dostrzec mnostwa dobrych ludzi i rzeczy dziejących się dookoła Ciebie.

Mysle ze kazdy ma swoje tempo godzenia się z pewnymi rzeczami, jesli jestes na etapie ze mysli o tym ze wroci pomagaja Ci przetrwac dzien to pozwól sobie na nie, ale jednoczesnie zbieraj sily na to by w koncu zmierzyc sie z rzeczywistością. Dla mnie to nie jest tak, ze po prostu czas leczy rany, trzeba w to wlozyc troche pracy i zmusic sie do pewnych rzeczy, a to niestety jest często trudne i bolesne.

65

Odp: daj czasowi czas?

Witam, właśnie puściłam sobie piosenkę, Vaya Con Dios "  Whats' a woman " przy której poznałam się z nim 22 lata temu i to była  piosenka, rozpoczynająca nasze,weselne przyjęcie, wyobraźcie sobie,że nigdy nie wgłębiałam się w znaczenie jej słów i o zgrozo dzisiaj, stwierdzam, że to chyba prorocze słowa, aż się uśmiechnęłam  o dziwo:)bo albo moja psycha siada, albo zwariowałam, już mam dosyć myśli z nim związanych, a one cały czas są, gdzieś z tyłu głowy,
fajne słowa dziś przeczytałam, już nie pamiętam od kogo, że jak fajnie jest się obudzić, zanim człowiek nie uświadomi sobie, z jakiego powodu jest smutny, święta prawda, tylko, że on mnie nawet w snach nawiedza eh.....

Czymże jest kobieta, kiedy mężczyzna
Nie stoi obok niej?
Czymże jest kobieta, kiedy mężczyzna
Ma sekrety do ukrycia??

Ona będzie słaba
Będzie silna
Walczy ciężko
Już tak długo

Czymże jest kobieta, kiedy mężczyzna
Nie gra według zasad?
Czymże jest kobieta, kiedy mężczyzna
Robi z niej idiotkę?

Gdy prawda
Zamienia się w kłamstwo
Ona będzie próbować
Przytrzymać mary przeszłości
Gdy miłość miała przetrwać
Marzenia z przeszłości
Wyblakły tak szybko

Całkowicie sama
W ciemności
Przysięgać będzie, że
On już jej nigdy nie oszuka

Wszystkie te marzenia z przeszłości
Wyblakły tak szybko
Duchy przeszłości
Gdy miłość miała przetrwać

Zupełnie sama
W ciemności
Ona będzie przysięgać swemu sercu -
Nigdy więcej

Przez moje serce
Nigdy więcej

Posty [ 1 do 65 z 76 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024