Hey, dawno mnie tu nie było, ostatnio brak mi energii, odkąd skończył się rok akademicki umieram w nicości.
Nieco więcej o mnie? 20 lat, w domu beznadziejnie - tego nie da się opisać, prawie nikt nie wie i nie wierzy jak wygląda życie z chorym psychicznie ojcem który nie chce się myć, wykrada twoje jedzenie, pali ponad 100papierosow dziennie a jeśli ich nie ma to same lufki bądź pety na dodatek np w łazience czy w pokoju gdzie się śpi, nie zwracając uwagę na moje samopoczucie. Do tego mama wiecznie w szale i histerii bijąca ojca, drąca się po mnie(mnie już nie bije bo się bronić umiem). Oboje grożą, że siebie lub siebie na wzajem zabiją. Kasy nie ma, większość tego co ja 'zużywam' czyli środki higieniczne, jedzenie idą z moich ciężko wypracowanej kasy, do tego mama się zapożycza na wieczne nieoddanie. W domu wszystko muszę chować - począwszy od pieniędzy i biżuterii, na ostatnim kawałku jedzenia kończąc. Ale dosyć o tym domu...
Mam się wyprowadzić. Strasznie mi to nieodpowiada, po pierwsze bo wyprowadzam się z chłopakiem co 'zszarga' moją opinię, po drugie bo bylabym utrzymanką chłopaka, więc boję się pretensji ze strony jego rodziny, po trzecie byłabym z dala od znajomych, jedynych ludzi w zasadzie przy ktorych jeszcze świetnie się bawię, po czwarte - mieszkanie jest w koszmarnej okolicy, pośród żulerni która mnie nie znosi, zaczepia, obraża etc. Do tego smród, brud i mieszkanie w którym ciągle coś cieknie, jest dziurawe, śmierdzi, wylewa się, łamie, zapada itp. Ehh... Odciągam tą wyprowadzkę w nieskonczoność, ale wiem, że muszę, choć gdy tam jestem to większość czasu śpie albo płacze bo czuje się tak źle.
Na chwilę obecną siedzę w domu.. studiuję pedagogikę,łudziłam się iż dostanę pracę nianki ale nikt nianiek na wakacje nie potrzebuje. Praca taka typu ulotki czy coś odpada bo nie chcialabym stracic stypendium. Siedzę w domu i wariuję, mój chłopak najpierw przekonał mnie by nie jechać na wyjazdy wakacyjne jako opiekun w wolontariatach, albo na szkolenia a potem... dostał propozycję praktyk, miało być na miesiąc, siedzi w tym już 6 tydzien a ja juz nie moge. Całe dni w domu, nie mam energii na sport (a przydałby mi się), relaksowałam się pieczeniem ciast dla znajomych, odwiedzaniem ich, ale niestety tata mi zjadał te ciasta, brakowało możliwości do pieczenia etc.. Co zatem robię? jestem kurą domową. Serwuję chłopakowi obiad po prktykach, odgrzewam ojcu, staram się nie umrzec ze zmeczenia i myślę co się stało, że 2 lata temu całe wakacje nie było mnie w domu, podróżowałam za grosze, szalałam, robiłam zdjęcia, spiewalam, marzylam... Teraz siedze i zdycham. Czy to przez chlopaka? Kocham go, on jest troskliwy, ale nie znosi byc z ludzmi, woli sie polozyc i spac...
W tej całej mojej beznadzieji powzięłam myśl, że skoro kolejne wakacje z moim lubym polegaja na moim siedzeniu w domu i oglądaniu Rodziny Zastępczej 7 razy w ciągu dnia, to moze bym gdzies wyjechala... sama. Co o tym myslicie? ale w takiej sytuacji gdzie, jak? co bym tam sama robila?
Kurka pomóżcie dziewczynki bo ja tak strasznie lubię planować, ogarniać, organizować np duże imprezy, prowadzić zabawy integracyjne, szaleć, podróżować pociągami, busami, robić zdjęcia, zbierać kwiaty, kamienie, malować, rysować, jeść lody, siedzieć wieczorami nad rzeką, grać nocami w gry planszowe albo karciane, gotować a co robię? siedzę i płaczę.
Coraz częściej łapię się na tym że chciałabym umrzeć, albo żeby moi rodzice zniknęli i żebym mogła sama mieszkać tutaj...
Nie śpię nocami, w ciągu dnia jestem 'pochorowana' - odwodnienia, bóle żołądka, biegunki, bóle głowy i kaszel od dymu, apatia. Jeśli zasnę śnią mi się koszmary, dziś śniło mi się np, że w ostatniej chwili zdążyłam uciec z tego mieszkania do którego mam się wynieść bo wybuchł okropny pożar...
Pomóżcie.