Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 46 ]

1

Temat: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

Nie wiem od czego zaczac...w glowie mam tyle tego wszystkiego ze naprawde nie wiem gdzie jest logiczny poczatek. jestesmy ze soba 2 lata....w ciagu tych dwoch lat bywalo bardzo roznie - skrajnie dobrze badz skrajnie zle...niestety na ten moment przypominam sobie jedynie te zle rzeczy, ciagle wzajemne wypominanie sobie wszystkiego, ponizanie sie i proszenie o wybaczenie (zawsze z mojej strony pomimo, iz nic nie zrobilam). Powinnismy byli to wszystko zakonczyc juz po 2-3 miesiacach jednak ciagniemy to nadal. Wiekszosci przypadkow to ja prosilam by sporbowac "jeszcze raz" jednak bywalo tez tak, ze to on płakał i prosil o jeszcze jedna szanse...niestety gdy teraz o tym wspominam twierdzi ze nie przypomina sobie takiej sytuacji. Przez cale dwa lata walcze o niego, o jego uwage, o to by udowodnic mu iz to o co mnie oskarza jest nieprawda(brak zainteresowania itp) o to by mu "nie podpasc" znosze jego humory i fochy jak przyslowiowej baby. Ma bardzo ciezki charakter o czym mowia takze inni ludzie, potrafi w ciagu pol godziny przejsc przez 3 zupelnie inne typy nastrojow, bywa ze kladzie sie spac w swietnym humorze a wstaje rano zmierzly i zgorzknialy, kiedy taki jest ja chodze "jak na szpilkach" ostroznie dobieram kazde slowo zeby tlyko go nie zdenerwowac. Meczy mnie to, a gdy o tym wspominam wpada w gniew i przez najblizszych kilka dni chodzi zły na mnie w efekcie czego zawsze musze łagodzic sytuacje. Sprawa jest niby prosta - olej zwiazek w ktorym nie jestes szczesliwa...ale to nie takie łatwe gdy sie w tym wszystkim siedzi...bywaja chwile kiedy go nienawidze, ale w takich momentach przypominam sobie jaki wspanialy potrafi byc, wiem ze nie ejst zlym czlowiekiem i za to go przeciez kocham...pol roku temu zgodzilam sie na wyjazd do anglii...nie wiem dlaczego to zrobilam majac za soba poltorej roku ciaglych klotni...mieszkamy tutaj i pracujemy razem, on pokrywa wiekszosc rachunkow bo zarabia o wiele wiele wiecej ode mnie...i to (poza brakiem sil psychicznych) powstrzymuje mnie od odejscia...jesli sie rozstaniemy strace prace, nie bede miala gdzie pojsc, powrot do polski nie wchodzi w gre, to bylaby dla mnie (kolejna) zyciowa porazka i upokorzenie...boli mnie fakt iz chociazby najmniejsza, ale jednak czescia powodow dla ktorego z nim jestem sa pieniadze...choc przeciez kocham go...chce z nim byc ale nie z takim jaki jest ostatnio...a ostatnio niestety ale w 99%  pokazuje te swoje zle cechy o ktorych wczesniej pisalam...czuje sie nie kochana, wogole nie zwraca na mnie uwagi, sam stwierdzil ze sie wypalil w tym wszytskim...ciezko w to oprostu uwierzyc kiedy pare godzin pozniej mowi ze "kocham cie ale nie jest mi latwo"...gdy chce z nim o tym wszytskim porozmawiac ciagle cos wymysla ze "nie teraz bo idziemy do pracy', "nie teraz bo chce spac" alo poprostu krzyczy ze "ile mozna rozmawiac" czuje sie psychicznym wrakiem, nie mam juz sily zeby o niego walczyc...o niego i o to zeby bylo normalnie...

niedawno przypadkiem znalazlam rachunek za pierscionek zareczynowy...data zakupu dwa miesiace temu...czyli wtedy kiedy miedzy nami bylo bardzo bardzo dobrze (zaraz po tym jak prosil bym nie odchodzila po akcji jaka wywinal ze swoja byla (nie zdradzil mnie fizycznie ale czuje sie zdradzona psychicznie)) jako ze jestem osoba ktora nie potrafi kryc emocji zapytalam go o moje 'znalezisko' stwierdzil ze owszem, chcial sie oswiadczyc ale przemyslal sprawe i stwierdzil ze biorac pod uwage jak bylo miedzy nami przez ostatnie 2 lata musialby byc popie*&^ony zeby sie ze mna zenic a potem brac rozwod...

taka chora historia...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

Współczuję Iwyy. Nie rób jednak przeniesień.

3

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

smutne, slowa tak rania sad

4 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-08-02 20:06:34)

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.
ivyy napisał/a:

Przez cale dwa lata walcze o niego, o jego uwage, o to by udowodnic mu iz to o co mnie oskarza jest nieprawda(brak zainteresowania itp) o to by mu "nie podpasc" znosze jego humory i fochy jak przyslowiowej baby. ..

Ivyy, wybrałem ten fragment, choć w Twojej opowieści każde zdanie jest ważne. Dlaczego ten? Bo tu widać, że Twój Chłopak coś za sobą ciągnie. To nie jest problem w Waszym teraz, ani w Waszych dwóch latach, to jest coś wcześniejszego.

Przy oskarżeniach tego typu nic się nie da wytłumaczyć. Można sprowadzić to jedynie na poziom behawioralny i zapytać:

- Co takiego robię, że czujesz brak zainteresowania?

Warto zapytać:

- Z czyim zachowaniem Ci się to kojarzy? Kto wobec Ciebie tak się zachowywał?

Czy aby Twój Chłopak nie pochodzi z rozbitej rodziny albo domu dziecka? Taki problem sugeruje zdanie o pierścionku i rozwodzie. Coś się stało w Jego życiu wcześniej. Tam bym szukał przyczyn. Z takimi deficytami sobie nie poradzisz. Twoje uczucie pewnie też sobie nie poradzi. Wyjdziesz poraniona i sama będziesz ranić potem innych.

5

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

Animus, każdy ma deficyty z dzieciństwa, z przeszłości, traumy, depresje itp.

Jak to pokonać, jak być w takim zwiazku, jak zmienic te zle doświadczenia na pozytywne?

6

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.
dziewczynazost napisał/a:

Animus, każdy ma deficyty z dzieciństwa, z przeszłości, traumy, depresje itp.
Jak to pokonać, jak być w takim zwiazku, jak zmienic te zle doświadczenia na pozytywne?

Trzeba mieć je w sobie odnaleźć, określić, nazwać po imieniu i solidnie przepracować. Nie zawsze samemu, bo to ciężko jest wykonać, a ze specjalistą psychologiem. I to nie pierwszym lepszym z tzw. łapanki, a z fachowcem z prawdziwego zdarzenia.
Nikt nie mówił, że będzie lekko w życiu... i słowa dotrzymał wink

7 Ostatnio edytowany przez ivyy (2013-08-02 20:46:48)

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

Animus slowa o pierscionku wynikaly z analizy naszego zwiazku przez mojego partnera - jak pisalam nie bylo kolorowo i biorac pod uwage nasze kłótnie moj partner stwierdzil ze i tak byśmy rozwiedli. Faktem jednak jest ze pochodzi z rodziny parologicznej, jego rodzice pija i nigdy nie poswiecali mu uwagi. Przeszlosc tez ma nieciekawa gdyz po 7 latach zwiazku rozstal sie z dziewczyna ktora przez 3 miesiace sypiala z innym az w koncu odeszla do swojego kochanka...jesli chodzi o mnie to moja rodzina nie jest wspaniala i bez skazy ale wynioslam z domu duzo milosci i ciepla choc zawsze walczylam o to by nie zawiesc oczekiwan rodzicow.

Nie chce sie rozstawac z chlopakiem...kocham go ale boli mnie gdy zachowuje sie jakby byl zazenowany moja obecnoscia...próbuję zyc normalnie,  probuje uniknac kolejnej rozmowy na nasz temat ktora jest swoistym praniem mozgu...jednak nie potrafie siedziec cicho. ..od kilku dni powtarzam sobie "pokochaj sama siebie" gdy sie poznaliśmy bylam zywiolowa radosna dziewczyna, usmiechnieta i pogodna- jak mowil to go we mnie urzeklo...niestety z biegiem czasu i kolejnymi wahaniami nastroju mojego partnera cala radosc życia zaczela ze nie uchidzic...moj humor zalezny jest od humoru partnera- jesli on sie usmiecha to i ja sie wyglupiam, smieje, jesli on jest zly badz ma zly humor siedze cicho i staje sie ponura...pare osob powiedziało mi ze moj partner ma typowe objawy depresji...nie wiem czym moglaby byc ona spowodowana bo nigdy nic nie potrafie z niego wyciagnac, on nie potrafi rozmawiac a co dopiero sie zwiezyc. . .probuje odnaleźć w sobie dawna sile do zycia, zeby znow zobaczyl we mnie tamta dziewczyne...zeby znow mnie pokochal...latalismy wtedy ponad chodnikami, czulismy sie silnymi ludzi, teraz oboje jestesmy wrakami...

8

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

to nie Twoja wina, Ty nadal jestes ta dziewczyna....

On am problemy.

Może jednak psycholog by Wam pomogl.

9

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.
ivyy napisał/a:

.próbuję zyc normalnie,  probuje uniknac kolejnej rozmowy na nasz temat ktora jest swoistym praniem mozgu...jednak nie potrafie siedziec cicho. ..od kilku dni powtarzam sobie "pokochaj sama siebie" .

To wydaje mi się dobry kierunek. Nie próbuj i nie unikaj, po prostu przyjmij zasadę nieroztrząsania i nieanalizowania zachowania.

Zwróciliście się bardzo ku sobie. Tak patrzycie na to, co robicie, że zniknął cały świat. Jakbyś w mieszkaniu nie otwierała okien to zrobi się zaduch. Otwórz okna. Wpuść słońce, światło, powietrze. Zaczerpnij tego powietrza. Zobacz, co robisz ze swoja uwagą. Co postrzegasz.

Obawiam się, że sobie sama nie poradzisz. Ale próbuj. Czytaj książki o depresji, neurotyzmie. Znajdziesz tam pewnie opisy adekwatne do sytuacji. Ale zastosowanie tej wiedzy wymaga przewodnika. Bo praktyka jest subiektywna, a teoria jest obiektywna.

Siedem lat to dużo. A wcześniej jeszcze alkoholizm. I to nie chodzi o to, że nie ma ludzi bez deficytów. To nie chodzi o to, jakie się ma kredyty, ale czy ma się dochody na ich spłacenie. W życiu nigdy nie chodzi o to, co Cie spotyka, ale o to, czy umiesz sobie z tym poradzić, czyli, czy wiesz, co z tym zrobić.

10

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

co mam zrobic by "otworzyc okna"?

11 Ostatnio edytowany przez Pyskata (2013-08-02 22:53:35)

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

ivyy na początek może spróbuj się trochę od niego uniezależnić.
Zmiana pracy myślę, że byłaby dobrym pomysłem. Na początek. Brak Ci wiary w siebie. Nie wiem jak spędzacie wolny czas, ale nietrudno się domyślić, że wszystko kręci się wokół niego. Jeśli wychodzicie, to tam, gdzie on chce, do jego znajomych.

Powrót do Polski jest dla Ciebie niemożliwy, zatem skup się na tym, aby jak najbardziej sobie umilić i  urządzić życie tam, gdzie jesteś. W ogóle powinnaś zacząć myśleć o sobie.

Twój partner ma ewidentnie problem, jak to Animus słusznie zauważył, ale związek to dwoje ludzi, Twoje potrzeby też się liczą. A zwłaszcza Twoje, dla Ciebie.

Powiesz, że poświęcasz się dla niego, bo go kochasz. A siebie nie kochasz?? (mam nadzieję, że tak nie mówisz jednak).
Nie będziesz szczęśliwa z nim (ani z nikim innym), jeśli nie będziesz szczęśliwa sama z sobą.

Może Twój partner widzi w Tobie tylko kogoś, kto się na nim uwiesił i broni się przed tym jak może?
A może jest zbyt pewny Ciebie, co w jego mniemaniu uprawnia go do podłego zachowania (sytuacja z pierścionkiem... poniżająca :-/ )
Powinnaś trochę utrzeć mu nosa, a nie tylko zastanawiać się, w jakim humorze obecnie jest jaśniehrabia.

Animus napisał/a:

W życiu nigdy nie chodzi o to, co Cie spotyka, ale o to, czy umiesz sobie z tym poradzić, czyli, czy wiesz, co z tym zrobić.

Animus święta racja. Dzięki Ci za te słowa.

12 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-08-03 11:12:33)

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.
ivyy napisał/a:

co mam zrobic by "otworzyc okna"?

To jest to wszystko, co robicie poza snem i pracą.

Przypomniała mi się piosenka:

"Otwórzcie drzwi na oście
Ne chłody jesiennych deszczów.
Wiersz może przynieść nadzieję.
Muzyka zmieni zły nastrój".

To "otwarcie": na ludzi, na wydarzenia, na wycieczki, spacery, kino, teatr, kabaret.

Zwróć uwagę, że kiedy ludzie się kłócą to są w pozycji konfrontacyjnej: siedzą jak gracze po dwóch stronach stołu (kanapy) lub stoją (jak bokserzy na ringu). Taka pozycja sprzyja konfrontacji.

Kiedy idziesz, nawet na zakupy, wtedy pozycja jest obok siebie i to pozwala obserwować świat, otoczenie, a nie tylko widzieć siebie nawzajem.

Pozycja konfrontacji sprawdza się w seksie, ale nawet tam pozycja klasyczna bez zmian grozi (podobno) monotonią.

To, co robisz określa w pewien sposób to, co myślisz, a od myśli do słów już tylko jeden krok. Jak idziesz przez park, to bodźce zewnętrzne sprzyjają takim myślom jak "Popatrz jaki deszcz pada od godziny już, ludzie przemoczeni i smutne maja miny, a my roześmiani, a my rozśpiewani w taki dzień. Pod parasolem tak dobrze jest iść, przez miasto kochane i przy tobie być..."

Ważne także, jakie muzyki słuchacie. Bo muzyka buduje nastrój, albo rujnuje nastrój. I dobrze jest słuchać muzyki w grupie, wtedy spotyka się ludzi, którzy lubią podobny nastrój.

13

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

Może zamiast dyskutować ciagle o tym samym, po prostu wyluzować, i wyjsc w deszczu na miasto?
Moze poczekac i sie nie spinac, nie obrazac, a relacja sama poprawi sie na lepsza?

Ja juz sama nie wiem sad

14

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

Jedyne co bym proponowała to uniezaleznic sie finansowo od niego, wtedy bedziesz pewniejsz a i łatwiej bedzie ci podjąc decyzje czy zostac czy odejsc. To brutalne ale pieniadze dają poczucie swobody i niezalezności.

15

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.
dziewczynazost napisał/a:

Może zamiast dyskutować ciagle o tym samym, po prostu wyluzować, i wyjsc w deszczu na miasto?
Moze poczekac i sie nie spinac, nie obrazac, a relacja sama poprawi sie na lepsza?

Ja juz sama nie wiem sad

Samo sie nic nie zrobi.

16 Ostatnio edytowany przez ivyy (2013-08-03 15:20:34)

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

zaczęłam zastanawiać sie nad soba w tym wszystkim....dotad czulam sie ofiara w tym wszystkim, nie szanowana, dajaca tyyyle milosci dostajaca w zamian jakies ochlapy...i moze wlasnie o to chodzi...zawsze robilam cos interesownie...ZAWSZE...w dziedzinstwie uczylam sie i stresowalam kazdym glupim sprawdzianem nie dlatego ze chcialam miec dobre stopnie, tak naprawde tez nie dlatego zeby rodzice byli zadowoleni...tylko po to, by miec spokoj, by nie bylo awantury w domu z powodu mojej 3ki, zeby bylo ok dla nnie..tak samo w zwiazku...obdazalam partnera miloscia, wspieralam go, calowalam,  przytulalam dlatego ze chcialam zeby on robil to samo. ..gdy mial zly humor staralam sie go poprawic bie dlatego zeby nie byl smutny, tylko dlatego zeby noe byl smutny i nie musieliśmy oboje mieć spieprzonego dnia...cholera...moja milosc byla onteresowna...ciagle oczekiwalam uczucia w zamian...nieświadomie ale jednak...tak naprawdę ciagle myslalam o sobie. ..


albo to kolejna proba brania wszystkiego  na siebie:/

17

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

hmm....ja jeszcze gorzej, wzszczynałam teatr, kłótnie, zeby mnie partner zauwazyl, kochał, przytulał i......
i tak naprawde chodzilo mnie tez o mnie i moje dobre saamopoczucie, niz jego........:(
egoizm, slabosc sad

18

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

zaraz zaraz...to moj partner wszczynal klotnie...aja zawsze obchodzilam sie z nim jak z jajkiem...

19

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

jak z jajkiem, tzn? rozmawialas, przytulalas?

wg mnie ludzie wssczynaja klotnie, po to zeby ich zauwazyć, zwrocic uwage na problemy jakie maja, na wewnetrzny bol....itp. . przynajmniej ja tak robie i to nie przynosi rozwiazania, a wrecz przeciwnie, pograza mnie i zwiazek.

20

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

ostrożna na każdym kroku by nie urazic, zdenerwowac...klotnie wynikaly zawsze z tego ze mimo moich staran predzej czy pozniej sie zdenerwowal albo ja miałam dosc uwazania na niego...

21

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

stres, zycie, przeszlosc , depersja wg mnie.

starasz sie pomoc, ale sie nie da, bo i tak sie zdenerwuje.

nie wiem co radzic

22

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.
dziewczynazost napisał/a:

nie wiem co radzic

Radź sobie. Nie radź komuś. Jak sobie poradzisz z problemem to wystarczy.

dziewczynazost napisał/a:

wg mnie ludzie wssczynaja klotnie, po to zeby ich zauwazyć, zwrocic uwage na problemy jakie maja, na wewnetrzny bol....itp. . przynajmniej ja tak robie i to nie przynosi rozwiazania, a wrecz przeciwnie, pograza mnie i zwiazek.

Polecam Ci książkę: Eric Berne "W co grają ludzie"

23

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

dziekuje, zajrze do tej ksiazki

24 Ostatnio edytowany przez ivyy (2013-08-04 14:39:19)

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

cholera...dostaje do glowy, wpadam w jakas psychoze...nie wiem co mam robic,nie radze sobie i potrzebuje konkretnych wskazowek o co wiem z enie powinnam ale jednak prosze...

w piatek moj partner wyjechal w sprawach sluzbowych...wraca w poniedzialek...[prosze bez aluzji o ewentualnym "kims innym" bo nie wchodzi to w gre, jestem 100% pewna ze nic tam nie robi, dokladnie wiem co sie z nim w danym momencie dzieje (nie sprawdzam porpostu specyfika naszej pracy na to 'pozwala' by wiedziec co gdzie i jak).] w kazdym razie jestem w domu sama...pech chcial ze wszyscy znajomi a jest ich tutaj niewielu, rowniez wyjechali wiec nie mam tak naprawde do kogo przyslowiowej "gęby" otworzyc...i mysle, zastanawiam sie, analizuje, co robic, co mu powiedziec...chce wiedziec na czym stoje, czy on mnie jeszcze kocha, czy widzi sens tego zwiazku, czy jest ze mna dlatego ze odwalilam histerie gdy ostatnim razem (jakies 3 tygodnie temu) powiedzial po raz kolejny (mowimy to sobie nazamiane) ze to nie ma sensu, czy dlatego ze nadal cos czuje i po cichu wierzy......wiem ze gdy go przycisne znow sie zdenerwuje ale ja nie wytrzymam dluzej zyjac udajac ze wszystko jest ok, kiedy kazdy widzi ze jest to sztuczne...nie wiem czy jest sens po raz kolejny prowadzic rozmowe pod tytulem "zmienmy sie", "chyba sie kochamy skoro dalej jestesmy razem po tym wszystkim", "obiecajmy sobie ze bedziemy razem bez wzgledu na to co bedzie badz rzucmy to wszystko"....rozmawialismy o tym juz miliony razy, zawsze po takiej rozmowie ja czulam sie spokojniejsza ale tak naprawde na dluzsza mete nic sie nie zmienialo...kocham tego faceta i wiem ze to ktos na kogo czekalam tyle czasu...ale sama nie pociagne tego a niestety on ostatnimi czasy jest jeszcze bardziej bierny niz zazwyczaj...jak go rozpalic, dac mu wiary ze wszytsko w co wierzylismy przez ostatnie dwa lata (nasze wpsolne szczescie) jest nadal mozliwe?:( prosze o pomoc bo juz naprawde nie daje sobie rady...na zmiane placze, nagle staje sie pewna wiary i sily, a zaraz znow placze z beznadzeji...

no i jeszcze znalazlam ten cholerny pierscionek (wczesniej tylko rachunek)...jest cudwny i pasuje jak "na mnie szyty" nie jest ani zamalyani zaduzy...troche jestem romantyczka i rozkleilam sie powtarzajac sobie po cichu 'pasuje idealnie'...

25

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

Jak to czytam, to...ręce opadają. Po pierwsze usamodzielnij się, pokaż, że możesz i potrafisz życ bez niego i jego pieniędzy.Pewnie trzeba będzie trochę pasa zacisnąć, ale tak w życiu bywa.Z czasem nie taki pierścionek sobie kupisz, a może nawet dostaniesz od kogoś innego.Nie ma co się nad sobą użalać, trzeba działać, ten związek, o ile można nazwać to związkiem, do niczego nie prowadzi.Zastanów się nad przyszłością, ale z innym partnerem. Powodzenia!

26 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-08-05 10:45:42)

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.
ivyy napisał/a:

cholera...dostaje do glowy, wpadam w jakas psychoze...nie wiem co mam robic,nie radze sobie i potrzebuje konkretnych wskazowek o co wiem z enie powinnam ale jednak prosze...

powiedzial po raz kolejny (mowimy to sobie nazamiane) ze to nie ma sensu, czy dlatego ze nadal cos czuje i po cichu wierzy......wiem ze gdy go przycisne znow sie zdenerwuje

NIby On wznieca kłótnie, ale Ty go naciskasz. To kto zaczyna? Pomyśl w kategoriach: przyczyna --> skutek"

Ivyy, słowa są jak zaklęcia: o czym mówisz i co mówisz, to wywołujesz. Możesz pytaĆ, czy mnie kochasz? Wtedy stawiasz Go pod murem i mówisz: "kochasz mnie? bo jak nie, to kula w łeb !" Wymuszasz zeznania. Po co? Co CI to daje?

Możesz skupiĆ się na sobie i daĆ Jemu informacje potwierdzającą. I nie musi to by "kocham Cię". gdy nie jesteś tego pewna. Prawda jest znacznie bardziej interesująca. CO napisałaś w poście powyżej:

- Martwię się o nas, ale to mój problem. Te zmartwienia odbierają mi radośĆ i dlatego nie umiem się cieszyĆ. Pewnie to widzisz i też się martwisz. Może odbiera Ci to pewnośĆ. Pewnie dlatego czasem tak milczysz. Boję się Twojego milczenia. Nie wiem, co ono oznacza. Ale cieszę się z tego, że jesteś przy mnie, że jesteśmy razem, że dbasz o mnie, że czuję Twoje wsparcie. Nawet jak jesteś zdenerwowany, to myślę sobie wtedy, że nie jestem Ci obojętna. Chcę Cię coraz lepiej rozumieĆ. Pomożesz mi?

Młodzi ludzie obecnie mieszkają razem, mają dowody tożsamości, są po egzaminach dojrzałości, mają pełne prawa wyborcze bierne i czynne, ale tak naprawdę są niedojrzali, są tylko samodzielni. Ale samodzielnośĆ i niedojrzałośĆ to przepis na nieszczęście.

Ivyy, pisałem to już wiele razy, ale napiszę to dla Ciebie: skup się na teraz. Nie myśl o przyszłości. Siej dobre ziarno słów, a wyrosną i zbierzesz zboże. Siej teraz chwasty złych słów, a wyrosną za jakiś czas i zniszczą Ci przyszłośĆ. Skup się na tym jakie ziarno siejesz, a nie na tym, co wyrośnie, bo wyrośnie na pewno to, co siejesz teraz.

Jak lubisz cierpieĆ, to cierp, ale wiedz, że cierpienie to także ziarno i wydaje dokładnie takie owoce. Jak chcesz się cieszyĆ, to zacznij siaĆ małe ziarenka radości. Każda relacja ( i dlatego się to tak w skrócie nazywa) to jest sprzężenie zwrotne: toczycie razem kulkę śniegu, toczysz kawałek, potem on toczy, znowu Ty, potem On. Jak to jest kłótnia, to każde z was dokłada coś od siebie negatywnego. Jak to jest miłośĆ, to każde z Was dokłada trochę uczucia. Tak to działa. W nauce mówi się o teorii systemów.

Sięgam ostatnio po literaturę, bo szukam uzasadnień moich słów. Co znajduję? Na temat cierpienia:

"Charakterystyczną cechą odróżniającą nerwice od innych cierpień psychicznych jest utrwalanie niezmienności." Dlatego tak wiele wypowiedzi zawiera przepowiednie "On się nie zmieni", co jest bzdurą produkowaną przez Osoby zranione, utrwalone w swoich neurotycznych reakcjach. Dlatego znajdą kolejną Osobę radosną i zniszczą jej życie swoimi lękami, swoimi oczekiwaniami, pragnieniem pewności.   To jest nasze chorobliwe pragnienie pewności. A pewnośĆ powoduje sztywnośĆ, zasila niezmiennośĆ. Uczucia z natury są zmienne. PewnośĆ zabija uczucia. PewnośĆ ma byĆ w woli bycia razem, w decyzji, a uczucia mają fluktuowaĆ. Wiele Osób myśli, że jak nie są małżeństwem, to nie podlegają prawom kryzysów. A to tak nie działa. Czy jesteście małżeństwem, czy żyjecie bez ślubu, to kryzysów nie unikniecie, bo te kryzysy są potencjalnymi sytuacjami rozwojowymi, coraz częściej marnowanymi. Kryzys wzmacnia, gdy wiemy, jak go przejśĆ. Burza na morzu wzmacnia każdego żeglarza, potem mniej boi się następnej, bo wie, że można ją przeżyĆ. A tu jak burza w związku to wielu z lądu krzyczy: "wyskocz z tego statku !!! na cholerę będziesz z dupkiem pływaĆ!!!".. I wyskakują i się topią. Bo kryzys można przetrwaĆ tylko przy zgodnej pracy przy żaglach: tu każda para rąk się przydaje, ale w kryzysie ktoś musi trzymaĆ ster, i to nie może byĆ byle kto, bo jak źle ustawi dziób statku do fali, to rozwali statek, złamie marsz, zatopi wszystko.

To tak, jakby żeglarz miał morzu za złe, że są fale i wiatr. A przecież to jest właśnie zasada jego podróży, siła napędowa życia. Gdy nie wieje i nie ma fal to stoisz w miejscu. Burze i szkwał trzeba prztrwaĆ, ale kołysania i wiatru nie można uniknąĆ. Dlatego starożytni mawiali: navigare necesse est - żeglowanie jest koniecznością. To była metafora życia. Kołysanie jest koniecznością. Nowicjuszowi szkodzi, a stary wilk morski tak wyĆwiczył umysł i dopasował krok, że idzie prosto pomimo fal i wiatru.

I kolejny cytat:

"U ludów polinezyjskich dopiero nazwanie przedmiotu nadaje mu byt: gdy przedmiot nie ma nazwy, to dla nich nie istnieje. Magiczne działanie słowa polega między innymi na tym, że jest w nim siła fiat (niech się stanie). Ponieważ w komunikacji między ludźmi słowo odgrywa najważniejsza rolę, więc "społeczny"  u człowieka oznacza, praktycznie sprawę traktując,"słowny". Nasz obraz świata jest zatem obrazem słownym, pojęciowym. Istnieje w nim przede wszystkim to, co ma nazwę. [...] Nigdy np. nie dowiem się, co oznacza miłośĆ, lęk, nienawiśĆ, piękno itp., gdy sam tego nie przeżyłem.

I jeszcze jedno. Młode pokolenie szuka rozwiązań w Internecie, wyznając przesąd, że tam jest wszystko. A w bibliotekach na półkach książki pokrywa kurz. Nie każdego staĆ na serię wizyt u psychologia, na terapię, ale każdy może czytaĆ. Do Kamasutry łatwiej zajrzeĆ, ale wiele wydań ogranicza się do zdjęĆ pozycji, a cały tekst "Traktatu o zacności" pomijają.

Oto książki o miłości:

Erich Fromm "O sztuce miłości"
Artur Schopenhauer "Metafizyka miłości płciowej"
Max Scheler "Resentyment a moralnośĆ"
Mieczysław Plopa "Psychologia rodziny. Teoria i badania"
Mikołaj Kozakiewicz "O miłości prawie wszystko"
Karol Wojtyła "Miłoś i odpowiedzialnośĆ"
Benedykt XVI encyklika o miłości "Deus caritas est"
Biblia; II list do Koryntian, Pieśń nad pieśniami. Ksiega Syracha, Ksiega przysłów.

Twój aparat komórkowy ma swoją instrukcję obsługi i czytasz ją. Pralka ma instrukcję obsługi i czytasz, zanim zaczniesz pranie. Ty też masz instrukcję obsługi, ale jej nie czytasz.

Cytaty użyte w tym poście pochodzą z książki Antoniego Kepińskiego "Psychopatie" (tytuł może straszyĆ, ale to jest książka o cierpieniu). Jest w niej bardzo cenny wykład o postawie "do" i "od" ludzi. To dwie postawy i jedna z nich jest dominująca: albo kontaktujemy się lepiej (postawa "do") z otoczeniem, albo żyjemy w odosobnieniu (postawa "od"). Sposoby reakcji w wybranej postawie można poznaĆ.

Wiele się ostatnio pisze o toksycznych związkach, ale dla mnie toksycznośĆ ma związek z lękiem: dla neurotyka każda relacja jest toksyczna, bo każdą relację potrafi zatruĆ. ZająĆ się trzeba jadem w sobie, a nie partnerem.

Daję Ci trop. Reszta pracy należy do Ciebie.

27

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

czyli trzeba rozwiazac problem w sobie? siac dobre slowa, byc asertywnym, nawet jak druga osoba nas rani, mowi przykre slowa?

28

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.
dziewczynazost napisał/a:

czyli trzeba rozwiazac problem w sobie? siac dobre slowa, byc asertywnym, nawet jak druga osoba nas rani, mowi przykre slowa?

Tylko w sobie można rozwiązać problem. Nie ma innej możliwości. Tylko swoje problemy można rozwiązywać. Kogoś możemy rozumieć lub nie rozumieć.

Jak ktoś nas rani, to albo nie wie o tym, albo jest sadystą, albo sam cierpi i się miota. Możemy wtedy takiemu komuś pomóc, albo możemy go zostawić.

Jak ktoś stoi na gzymsie okna i mówi, że skoczy, to możemy skupić się na sobie i powiedzieć mu: "Ranisz moje uczucia". Możemy powiedzieć mu: "Skacz, a co mnie to obchodzi". Możemy mu powiedzieć: "To ja odchodzę, nie chcę patrzeć na to jak skaczesz i jak zamieniasz się w krwawą miazgę". Możemy podejść i powiedzieć: "A o co Ci chodzi. Może porozmawiamy?"

Możemy podejść i chwycić go za rękę mówiąc: "Nie skacz. Może jeszcze nie teraz. Poczekaj z tą decyzją."

Możemy też wyjść na parapet i zaproponować: "To co? Fundujemy sobie ostatnią wspólną wycieczkę?"

Możliwości jest wiele.

29

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

O tak, mozliwości jest wiele. Sedno w tym by wybrać tę najlepszą możliwość, taką ktora nie rani, albo rani najmniej i przyniesie jakieś spokojne i pozytywne rozwiązanie. I ktora pozwoli się porozumiec z druuga osoba, która czesto jest b. odmienna od nas, mysli inaczej itp. To jest bardzo trudne.

30

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

Zastanawiam sie czy to wszystko -rozwiazywanie problemu w sobie - nie jest przypadkiem przejawem toksyny...szukamy rozwiazania wewnatrz siebie a to moze z druga osoba jest cos nie tak? przeciez od tego mozna "dostac do glowy", nie mozemy myslec ze jestesmy przyczyna problemow drugiej,raniacej jej osoby lub wierzyc w to, ze to w nas istnieje rozwiazanie na czyjes probemy...

U mnie juz lepiej...jestesmy po powaznej rozmowie...skroconej do minimum ale jednak...poszlam za rada i nie przeprowadzilam jej w domu wsrod czterech scian, wyszlismy na spacer, zdobylismy pobliska, niezbyt trudna do zdobycia ale jednak gore;) i na szczycie gdy towarzyszyla nam euforia, zmeczenie a oczy zajmowal piekny widok zapytalam jak to miedzy nami jest...ze musimy zrobic krok do przodu mowiac soie co do siebie czujemy i podchodzac do tego na powaznie biorac pod uwage uczucia drugiej osoby i przestajac "rzucac" siebie co kilka miesiecy, albo krok do tylu - zegnajac sie w pokojowym nastawieniu przynajac przy sobie nawzajem ze poprostu nie wyszlo...dalej jestesmy razem i od kilku dni jest tak, jak bylo kiedys...mam nadzieje ze juz tak zostanie...przestalam, a przynajmniej ucze sie dawac oczekujac czegos w zamian, w kazdym gorszym nastroju doszukiwac sie swojej winy, i robienia wszystkiego zeby bylo dobrze tlko dlatego, ze mi bedzie dobrze jesli bedzie ok...dziekuje Wam wszystkim...

31 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-08-08 16:14:26)

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.
ivyy napisał/a:

Zastanawiam sie czy to wszystko -rozwiazywanie problemu w sobie - nie jest przypadkiem przejawem toksyny...szukamy rozwiazania wewnatrz siebie a to moze z druga osoba jest cos nie tak? przeciez od tego mozna "dostac do glowy", nie mozemy myslec ze jestesmy przyczyna problemow drugiej,raniacej jej osoby lub wierzyc w to, ze to w nas istnieje rozwiazanie na czyjes probemy...

U mnie juz lepiej...[...] ucze sie dawac oczekujac czegos w zamian, w kazdym gorszym nastroju doszukiwac sie swojej winy, i robienia wszystkiego zeby bylo dobrze tylko dlatego, ze mi bedzie dobrze jesli bedzie ok...dziekuje Wam wszystkim...

Powtórzę: jeśli Ty coś odczuwasz jako problem, to znaczy, że to jest w Tobie, że to jest Twój problem i wtedy rozwiązywanie go poza sobą nie ma prawa przynieść rozwiązania. Na świecie jest bardzo dużo substancji toksycznych, są Ci one jednak obojętne, bo nie dostały się do Twojego organizmu. Chorobę powodują dopiero te, które dostaną się do Twojego organizmu (związki chemiczne) lub psychiki (toksyczne idee) i Twój system immunologiczny i odporność psychiczna sobie z tym stanem zagrożenia nie poradzą.

Zwrócenie się w inną stronę (nie ku sobie) to technika, nie rada. Rada jest przepisem algorytmicznym, jak przepis kulinarny.

Piszesz, że jest Ci lepiej, ale ostatnie zdanie postu niesie pewne zagrożenie. Dlatego mam propozycję: nie doszukuj się winy.

Wina jest poczuciem (czyli emocją) lub kategorią etyczną, ewentualnie prawną. Rozprzestrzeniła się w języku potocznym i czyni spustoszenie. Tak, spustoszenie, bo poczucie winy jest właściwe dla pewnych stanów w chorobach psychicznych (skrupulaci, biczownicy, masochiści).

Stosowanie tej kategorii zaciemnia obraz sytuacji, bo każda emocja zaciemnia rozpoznanie, adekwatne rozpoznanie i sprzyja złudzeniom, rozpoznaniom nieadekwatnym. Słynne były zastosowania złudzeń w strategii wojskowej (słynna porcelanowa armia chińska).

To tez już pisałem w kilku wątkach, ale powtórzę: postawa (wobec Osoby lub sytuacji) ma trzy elementy składowe - rozpoznanie, działania i emocje. Rozpoznanie wolne od emocji daje lepszy wynik i służy wolnemu wyborowi reakcji, podjęciu decyzji o działaniu, a te prowadzą do pozytywnych emocji ( mówimy wtedy o nagrodzie). Nieadekwatne rozpoznanie, zafiksowanie się emocjonalne na pewnej opcji postrzegania sprzyja decyzji o błędnym działaniu, reakcji, zachowaniu i temu towarzyszą negatywne emocje (mówimy o karze).  Poczucie winy nie pozwala adekwatnie rozpoznać sytuacji, jest antycypacją kary, zanim ona nadejdzie już ją przewidujemy. Często poczuciu winy towarzyszy poczucie braku sensu działania, takie "cóż będę cokolwiek mówił, robił, jak to i tak nic nie zmieni". Takie podejście ma moc przepowiedni samosprawdzającej się. Ten , kto nie gra w totolotka, nie może wygrać. Wszelkie przewidywania takiego człowieka, że nie ma co grać, bo i tak się nie wygra, muszą się potwierdzić. W życiu, na szczęście, wygrywających się nieco więcej, choć kumulacje zdarzają się rzadko.

32

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

Witaj. Bardzo Ci współczuje ale dobrze wiem co przeżywasz bo ja również tkwię po uszy w toksycznym małżeństwie!!!
A więc tak, zaczną od tego, że mam 27 lat, mój mąż jest w tym samym wieku. Małżeństwem jesteśmy od 2 lat, jednak znamy się od 6 lat.
Mój mąż zabrania mi wszystkiego:
- nie moge iść do pracy, on jest rolnikiem i zmusza mnie żebym też była i pracowała w polu z jego rodzicami, którzy nie doceniaja tego co robie i ciągle wyzywają od nierobów!!! a ja tyle im pomagam, pracuje z polu po 12 godzin dziennienie, w deszczu i w słońcu, kopie dziury na ogrodzenie, naciągam siatkę, przybijam skoble, chodzę z haką, sypie nawóz który noszę w wielkiej misce która waży chyba ze 20 kg!!kiedy ja sama waże tylko 50kg. (ale ja nie chcem tego robić, nie po to studiowałam, żeby ryć w ziemii ;-(ja się po prostu do tego nie nadaję
- nie moge spotykać się z koleżankami,(mam tylko 2 ze względu na to, że mieszkamy blisko jego rodziców, ja nie znam tu nikogo, ja pochodze z innego miasta)czasami pozwala mi iść na godzinkę do koleżanki , raz na kilka miesięcy,ale to tylko pod warunkiem że nie ma jej męża w domu. niestety jak wracam po tej godzinie to musze się spowiadać z każdego zdania mojego i mojej koleżanki, o czym gadałyśmy, czy piłam kawe, herbate czy może nie daj boże wino! najlepiej jakbym wzieła dyktafon i wszystko nagrywała, strasznie mnie to męczy,
- nie mogę farbować włosów, chodzić do fryzjera ich ściąć, bo przecież jego mamusia może mi podciąć włosy.
- nie mogę jeździć sama do domu, do babci, cioci, sióstr i braci, bo mąż mówi że dobra żona nie wychodzi nigdzie bez męża, moge tylko jeździć z nim, tyle, że ja czasami chciałabym porozmawiać z rodziną sam na sam, czy z siostrą poplotkować o babskich sprawach i niekoniecznie chcem żeby on stał i słuchał
- ale on tego nie rozumie bo on nie utrzymuje zadnych kontaktów ze swoja rodziną, jedynymi osobami z którymi się spotyka są jego rodzice.
- mąż przeglada mi telefon, jak tylko dostanę sms to juz jest przy mnie i czyta,
- tak samo jest z siedzeniem na komputerze, jak tylko nie ma mnie w pobliżu to przeglada historię przeglądania stron internetowych,
- jak dzwoni do mnie telefon to chce żebym brała na głośnik bo uwaza że jesli jest moim mężem to ma prawo słyszeć co ktos mówi,
a jeśli tego nie robie to muszę wszystko ze szczegółami opowiadać jak na spowiedzi,
- jesli jesteśmy u mojej rodziny i mąż chce iść spać to ja też muszę iść, nie mogę zostać z rodziną i porozmawiać sam na sam,
- ja mam juz dosyć siedzenia z nim 24/h ,jak nie w domu to razem w polu z jego rodzicami, przeciez człowiek potrzebuje troche odpoczynku od tej drugiej osoby.

Nie napisałam jeszcze, że jestem w 11 tygodniu ciąży, myślałam, że jak już jestem w ciąży to coś się zmieni, ale wręcz przeciwnie, jest coraz gorzej. Doszły jeszcze wyzwiska i różne epiety. Dodam, że nigdy go nie zdradziłam i nigdy nie dałam mu nawet powodu do zazdrości, on po prostu taki jest i wydaje mi się, że jest to wyniesione z domu rodzinnego, w którym rodzice nie ruszają się jedno bez drugiego na krok, nie utrzymują kontaktu z rodziną i znajomymi, bo każda kobieta to ku.....a a każdy facet to cham. Jednym słowem żyją sobie w tym swoim małym świecie, ale ja taka nie jestem, mam braci i siostry i zawsze miałam z nimi dobry kontakt, jednak on nie rozumie, że nie można drugiemu człowiekowi zabraniać kontaktu z rodziną.
Poza tym wydaje mi się, że każdy normalny człowiek, wiedząc, że żona jest sama w mieście, gdzie nikogo nie zna, powinien sam zaproponować żebym pojechała do rodziny a nie siedziała w pustym mieszkaniu sama jak palec.

ostatnio napisałam mu, że chcem pojechać do siostry do Gdańska, ona też jest w ciąży i siedzi w domu na chorobowym, i co usłyszałam? " że jeśli pojadę to on mi dziecko odbierze bo się na matkę nie nadaję, bo nie moge w domu usiedzieć! poza tym jadę tam pobzykac się z innymi bo wiem, że drugi raz nie zaskoczę! przecież to jakiś obłęd, jemu wszystko sprowadza się do jednego! Najbardziej martwi mnie to, że jeśli on już teraz takie rzeczy wygaduje, jak jeszcze dziecko się nie urodziło, to co będzie jak się urodzi? zamknie mnie w domu i zabroni gdziekolwiek samej z dzieckiem wyjść bo inaczej mi dziecko odbierze? to jest chore!juz kiedys mi powiedział, że jesli będziemy mieli dziecko to on nie pozwoli żebym sama pojechała z dzieckiem do rodziny, myślałam że żartuje, ale teraz jak juz jestem w ciąży widzę, że on mówił całkiem serio ;-(

33

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

kochana to nie jest toksyczny zwiazek...Twoj maz to tyran:( przed slubem tez taki był?  no i cholera...jestes w ciazy i robisz w polu?:/

34 Ostatnio edytowany przez Nat85 (2013-08-17 19:37:21)

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

Hej . Chcialam sie podzielic moja podobna historia z Wami i moze prosic o jakies rady? Jestem mezatka od 2 lat , a jestesmy z soba od 4 . Mieszkamy w Anglii (maz Anglik) , mamy 2-letniego synka. Jestem nieszczesliwa i to bardzo. Maz ma problem z alkoholem , codziennie wychodzi po pracy, traci na to duzo pieniedzy , gdzie ja z dzieckiem nie mamy czasami na jedzenie , nie wszystkie rachunki sa na czas placone. Za moimi plecami roztrwonil moje oszczednosci , ktore byly przeznaczone na kupno domu. Generanie nie uklada sie nam od poczatku . Wiedzialam ,ze lubi sobie wypic i pobalowac, i nigdy nie byl dobry w sprawach finansowych. Myslalm na poczatku, ok jest mlody chce sie wyszalec. Pozniej po jego oswiadczynach, zaszlam w ciaze. Cieszylam sie bardzo bo zawsze chcialam miec rodzine, i mialam nadzieje ,ze to jego zmieni. Przez cala ciaze  nic sie nie zmienilo.Ok myslalam sobie , jeszcze sie chce wyszalec, zanim naprawde nasz swiat sie zmieni . Synek sie urodzil, i wtedy zaczelo sie najgorsze. Bylo mi samej bardzo ciezko , mialam depresje, bylam z tym wszystkim sama !!!Zero pomocy z meza strony. Wiem ,ze ciezko i duzo pracowal, ale po pracy jeden kierunek -pub ! Dni wolne - pub . Dzieki Bogu za jego rodzicow , mimo ,ze mieszkaja 2 godz. drogi od nas dosc czesto przyjezdzali , by mi pomoc przy dziecku, cos zrobic w domu , naprawic, i pobyc z nami. Ja niestety nie mam juz rodzicow. Tak dwa lata , co jakis czas klotnie o te same problemy ,ze za duzo w pubie przebywa, za duzo pieniedzy tam trwoni, z nami i a przede wszystkim z synem nie spedza wystarczajaco  duzo czasu. Od kilku tyg. jest naprawde ,zle . Spimy w osobnych sypialniach, na rachunki , siostra musiala mi przyslac pieniadze z Polski ,( bo maz musial naprawic swoj samochod, mimo ze mamy jeszcze moj) , klotnie lub rozmowy co z tym wszystkim ???|!!! Probowalam tyle razy , prosilam, tlumaczylam ,ale nigdy sie nic nie poprawialo. Co jakis czas to samo, bledne kolo. Jest mi naprawde zle !!! Czuje sie bardzo samotna i  zaczynam sobie powoli nie radzic z tym wszystkim. Czuje sie jak w klatce ,ze musze udawac iz wszystko jest cudownie, a tak naprawde czuje okropnie. Kocham go ,ale nie wiem czy to wystarczy ??? Wiem ,ze musze sie kierowac dobrem dziecka , i czy jest to dobre jak syn bedzie na to wszystko patrzyl ,jak bedzie rosl i wiecej rozumial ??? Mam dosc nie przespanych nocy, placzu ,atakow paniki itp. Mecze sie juz sama z soba , a cale otoczenie mnie przytlacza. Myslam o powrocie do PL , i rozmawialismy juz na ten temat .Najgorsze jest to ,ze sie wciaz ludze ,ze moze jednak sie zmieni i nie wiem czy potrafie odejsc. Boje sie ,ze podejme zla decyzje a dziecko na tym ucierpi, a tesciowie beda mieli do mnie zal ,ze zabralam im wnuka.Prosze o rade ????

35 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-08-18 11:15:33)

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.
Nat85 napisał/a:

.Najgorsze jest to ,ze sie wciaz ludze ,ze moze jednak sie zmieni i nie wiem czy potrafie odejsc. Boje sie ,ze podejme zla decyzje a dziecko na tym ucierpi, a tesciowie beda mieli do mnie zal ,ze zabralam im wnuka.Prosze o rade ????

Ależ, nie łudzisz się. On się już zmienił. Nikt nie może się zmienić bez udziału otoczenia.

A tu opisałaś, jak do tego złego dochodziłaś:

Nat85 napisał/a:

Tak dwa lata , co jakis czas klotnie o te same problemy ,ze za duzo w pubie przebywa, za duzo pieniedzy tam trwoni, z nami i a przede wszystkim z synem nie spedza wystarczajaco  duzo czasu. Od kilku tyg. jest naprawde ,zle .

A tu napisałaś, na co pozwoliaś:

Nat85 napisał/a:

Maz ma problem z alkoholem , codziennie wychodzi po pracy, traci na to duzo pieniedzy , gdzie ja z dzieckiem nie mamy czasami na jedzenie , nie wszystkie rachunki sa na czas placone. Za moimi plecami roztrwonil moje oszczednosci , ktore byly przeznaczone na kupno domu. Generanie nie uklada sie nam od poczatku . Wiedzialam ,ze lubi sobie wypic i pobalowac, i nigdy nie byl dobry w sprawach finansowych. Myslalm na poczatku, ok jest mlody chce sie wyszalec

Jak ktoś sobie nie radzi z prowadzeniem samochodu, to się Go nie puszcza za kierownicę. A jak się komuś takiemu pozwala prowadzić samochód, to trudno się potem dziwić, że dochodzi do wypadku i są ofiary.

Nat85 napisał/a:

Cieszylam sie bardzo bo zawsze chcialam miec rodzine, i mialam nadzieje ,ze to jego zmieni.

Chciałaś mieć rodzinę i masz. Twoja nadzieja została zrealizowana, ale czy można od nadziei wymagać, żeby zawsze dawała efekt stuprocentowy. Żadna sytuacja Człowieka nie zmienia obligatoryjnie i automatycznie. Zmiana jest zawsze wynikiem osobistego zaangażowania i starań. Bez woli i wytrwałości nic samo się nie zrobi.

Chciałaś mieć rodzinę za wszelką cenę i masz. Cena wysoka, ale to przecież Twój wybór.

Twoje myślenie beztroskie nie odbiega zbyt od Jego beztroskiego podejścia do życia. On ma pub, a Ty nadzieję. Jego pub pozwala mu przepijać pieniądze i pobudzać gospodarkę Jego kraju, a Twoja nadzieja pozwala mu dokładnie na to samo.

Twoim atutem jest Syn i angielski system socjalny. Słabą stroną Twojego myślenia o swojej sytuacji jest błędna koncepcja nadziei (mylisz nadzieję z naiwnością). Jaką przyjęłaś koncepcję nadziei, takie masz wyniki. To nie jest prawda, że "nadzieja zawieść nie może", bo nadzieja może zawieść w tak beznadziejną sytuację, w jakiej jesteś. Jeśli nadziei użyje się do zwodzenia i zawodzenia, zamiast jej użyć do dążenia do jasno sprecyzowanego celu.

36

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.
ivyy napisał/a:

Nie wiem od czego zaczac...w glowie mam tyle tego wszystkiego ze naprawde nie wiem gdzie jest logiczny poczatek. jestesmy ze soba 2 lata....w ciagu tych dwoch lat bywalo bardzo roznie - skrajnie dobrze badz skrajnie zle...niestety na ten moment przypominam sobie jedynie te zle rzeczy, ciagle wzajemne wypominanie sobie wszystkiego, ponizanie sie i proszenie o wybaczenie (zawsze z mojej strony pomimo, iz nic nie zrobilam). Powinnismy byli to wszystko zakonczyc juz po 2-3 miesiacach jednak ciagniemy to nadal. Wiekszosci przypadkow to ja prosilam by sporbowac "jeszcze raz" jednak bywalo tez tak, ze to on płakał i prosil o jeszcze jedna szanse...niestety gdy teraz o tym wspominam twierdzi ze nie przypomina sobie takiej sytuacji. Przez cale dwa lata walcze o niego, o jego uwage, o to by udowodnic mu iz to o co mnie oskarza jest nieprawda(brak zainteresowania itp) o to by mu "nie podpasc" znosze jego humory i fochy jak przyslowiowej baby. Ma bardzo ciezki charakter o czym mowia takze inni ludzie, potrafi w ciagu pol godziny przejsc przez 3 zupelnie inne typy nastrojow, bywa ze kladzie sie spac w swietnym humorze a wstaje rano zmierzly i zgorzknialy, kiedy taki jest ja chodze "jak na szpilkach" ostroznie dobieram kazde slowo zeby tlyko go nie zdenerwowac. Meczy mnie to, a gdy o tym wspominam wpada w gniew i przez najblizszych kilka dni chodzi zły na mnie w efekcie czego zawsze musze łagodzic sytuacje. Sprawa jest niby prosta - olej zwiazek w ktorym nie jestes szczesliwa...ale to nie takie łatwe gdy sie w tym wszystkim siedzi...bywaja chwile kiedy go nienawidze, ale w takich momentach przypominam sobie jaki wspanialy potrafi byc, wiem ze nie ejst zlym czlowiekiem i za to go przeciez kocham...pol roku temu zgodzilam sie na wyjazd do anglii...nie wiem dlaczego to zrobilam majac za soba poltorej roku ciaglych klotni...mieszkamy tutaj i pracujemy razem, on pokrywa wiekszosc rachunkow bo zarabia o wiele wiele wiecej ode mnie...i to (poza brakiem sil psychicznych) powstrzymuje mnie od odejscia...jesli sie rozstaniemy strace prace, nie bede miala gdzie pojsc, powrot do polski nie wchodzi w gre, to bylaby dla mnie (kolejna) zyciowa porazka i upokorzenie...boli mnie fakt iz chociazby najmniejsza, ale jednak czescia powodow dla ktorego z nim jestem sa pieniadze...choc przeciez kocham go...chce z nim byc ale nie z takim jaki jest ostatnio...a ostatnio niestety ale w 99%  pokazuje te swoje zle cechy o ktorych wczesniej pisalam...czuje sie nie kochana, wogole nie zwraca na mnie uwagi, sam stwierdzil ze sie wypalil w tym wszytskim...ciezko w to oprostu uwierzyc kiedy pare godzin pozniej mowi ze "kocham cie ale nie jest mi latwo"...gdy chce z nim o tym wszytskim porozmawiac ciagle cos wymysla ze "nie teraz bo idziemy do pracy', "nie teraz bo chce spac" alo poprostu krzyczy ze "ile mozna rozmawiac" czuje sie psychicznym wrakiem, nie mam juz sily zeby o niego walczyc...o niego i o to zeby bylo normalnie...

niedawno przypadkiem znalazlam rachunek za pierscionek zareczynowy...data zakupu dwa miesiace temu...czyli wtedy kiedy miedzy nami bylo bardzo bardzo dobrze (zaraz po tym jak prosil bym nie odchodzila po akcji jaka wywinal ze swoja byla (nie zdradzil mnie fizycznie ale czuje sie zdradzona psychicznie)) jako ze jestem osoba ktora nie potrafi kryc emocji zapytalam go o moje 'znalezisko' stwierdzil ze owszem, chcial sie oswiadczyc ale przemyslal sprawe i stwierdzil ze biorac pod uwage jak bylo miedzy nami przez ostatnie 2 lata musialby byc popie*&^ony zeby sie ze mna zenic a potem brac rozwod...

taka chora historia...

Zachowania Twojego męża jest typowe dla zaburzenia pogranicznego osobowości. Poszukaj w necie o borderline lub BPD.
W razie czego pisz na prive to Ci wiecej wysle do poczytania.

Mam takie doświadczenia ale w druga stronę, z kobietą:-(

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.
ivyy napisał/a:

Nie wiem od czego zaczac...w glowie mam tyle tego wszystkiego ze naprawde nie wiem gdzie jest logiczny poczatek. jestesmy ze soba 2 lata....w ciagu tych dwoch lat bywalo bardzo roznie - skrajnie dobrze badz skrajnie zle...niestety na ten moment przypominam sobie jedynie te zle rzeczy, ciagle wzajemne wypominanie sobie wszystkiego, ponizanie sie i proszenie o wybaczenie (zawsze z mojej strony pomimo, iz nic nie zrobilam). Powinnismy byli to wszystko zakonczyc juz po 2-3 miesiacach jednak ciagniemy to nadal. Wiekszosci przypadkow to ja prosilam by sporbowac "jeszcze raz" jednak bywalo tez tak, ze to on płakał i prosil o jeszcze jedna szanse...niestety gdy teraz o tym wspominam twierdzi ze nie przypomina sobie takiej sytuacji. Przez cale dwa lata walcze o niego, o jego uwage, o to by udowodnic mu iz to o co mnie oskarza jest nieprawda(brak zainteresowania itp) o to by mu "nie podpasc" znosze jego humory i fochy jak przyslowiowej baby. Ma bardzo ciezki charakter o czym mowia takze inni ludzie, potrafi w ciagu pol godziny przejsc przez 3 zupelnie inne typy nastrojow, bywa ze kladzie sie spac w swietnym humorze a wstaje rano zmierzly i zgorzknialy, kiedy taki jest ja chodze "jak na szpilkach" ostroznie dobieram kazde slowo zeby tlyko go nie zdenerwowac. Meczy mnie to, a gdy o tym wspominam wpada w gniew i przez najblizszych kilka dni chodzi zły na mnie w efekcie czego zawsze musze łagodzic sytuacje. Sprawa jest niby prosta - olej zwiazek w ktorym nie jestes szczesliwa...ale to nie takie łatwe gdy sie w tym wszystkim siedzi...bywaja chwile kiedy go nienawidze, ale w takich momentach przypominam sobie jaki wspanialy potrafi byc, wiem ze nie ejst zlym czlowiekiem i za to go przeciez kocham...pol roku temu zgodzilam sie na wyjazd do anglii...nie wiem dlaczego to zrobilam majac za soba poltorej roku ciaglych klotni...mieszkamy tutaj i pracujemy razem, on pokrywa wiekszosc rachunkow bo zarabia o wiele wiele wiecej ode mnie...i to (poza brakiem sil psychicznych) powstrzymuje mnie od odejscia...jesli sie rozstaniemy strace prace, nie bede miala gdzie pojsc, powrot do polski nie wchodzi w gre, to bylaby dla mnie (kolejna) zyciowa porazka i upokorzenie...boli mnie fakt iz chociazby najmniejsza, ale jednak czescia powodow dla ktorego z nim jestem sa pieniadze...choc przeciez kocham go...chce z nim byc ale nie z takim jaki jest ostatnio...a ostatnio niestety ale w 99%  pokazuje te swoje zle cechy o ktorych wczesniej pisalam...czuje sie nie kochana, wogole nie zwraca na mnie uwagi, sam stwierdzil ze sie wypalil w tym wszytskim...ciezko w to oprostu uwierzyc kiedy pare godzin pozniej mowi ze "kocham cie ale nie jest mi latwo"...gdy chce z nim o tym wszytskim porozmawiac ciagle cos wymysla ze "nie teraz bo idziemy do pracy', "nie teraz bo chce spac" alo poprostu krzyczy ze "ile mozna rozmawiac" czuje sie psychicznym wrakiem, nie mam juz sily zeby o niego walczyc...o niego i o to zeby bylo normalnie...

niedawno przypadkiem znalazlam rachunek za pierscionek zareczynowy...data zakupu dwa miesiace temu...czyli wtedy kiedy miedzy nami bylo bardzo bardzo dobrze (zaraz po tym jak prosil bym nie odchodzila po akcji jaka wywinal ze swoja byla (nie zdradzil mnie fizycznie ale czuje sie zdradzona psychicznie)) jako ze jestem osoba ktora nie potrafi kryc emocji zapytalam go o moje 'znalezisko' stwierdzil ze owszem, chcial sie oswiadczyc ale przemyslal sprawe i stwierdzil ze biorac pod uwage jak bylo miedzy nami przez ostatnie 2 lata musialby byc popie*&^ony zeby sie ze mna zenic a potem brac rozwod...

taka chora historia...

Droga autorko.
Problem Twojego chłopaka wynika z jego dzieciństwa, z jego straconych lat. Jeszcze zanim napisalaś o tym, iż pochodzi z rodziny patologicznej ja właśnie miałam pytać o to. Stąd jego humorki i brak zdecydowania. On nie wiedział co było dobre, co złe. Musiał się dostosować do danej sytuacji, bo dziecko z patologicznego domu nigdy nie wie czego się spodziewać. To życie pod presją, w ciągłym strachu. Można to porównać do siedzenia na tykającej bombie (nie wiadomo kiedy wybuchnie). On ma bardzo niskie poczucie własnej wartości (które próbuje dowartościować poprzez poniżanie Ciebie). Żyje w ciągłym napięciu. Zarzuca Ci brak zainteresowania, bo nikt się nim nie interesował gdy byl dzieckiem i to wciąż w nim siedzi. To są zachowania tak mocno zakorzenione i ciężkie do zmiany. On boi się odrzucenia (chociaż w środku pragnie miłości), a co zrobić gdy boimy sie odrzucenia? Lepiej uprzedzić partnera i zostawić wcześniej - takie jest jego myślenie. On nie będzie potrafił sie określić. O 16 będzie Cię kochał, o 17 nie znosił. Taka natura i to wina wychowania przede wszystkim.

38

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

Musisz wierzyć w siebie i złamać siebie . Inaczej nie dasz rady się uwolnić z tego związku ! Wierzę w ciebie i mam nadzieję, że podejmiesz odważną decyzję !

39

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.
jclewandowska napisał/a:

Musisz wierzyć w siebie i złamać siebie . Inaczej nie dasz rady się uwolnić z tego związku ! Wierzę w ciebie i mam nadzieję, że podejmiesz odważną decyzję !

A od kiedy to odważna decyzja jest mądrą decyzją.

jclewandowska posiada może więcej informacji na temat sytuacji Autorki wątku, czy może ma swoje preferencje osobiste w podejmowaniu odważnych decyzji ?

Zwłaszcza podoba mi się propozycja "łamania siebie". Bo to najlepiej złamać sobie coś i wierzyć, że się ładnie zrośnie.

40 Ostatnio edytowany przez ivyy (2013-10-17 12:28:10)

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

Zostalam calkowicie zrownana z ziemia i nie mam sily zeby sie podniesc...rowno miesiac temu odwalilismy niezla szopke w pracy i wsrod znajomych, po raz ktorys z koleji moj luby wyrzucil mnie z domu zwyzywal, powiedzial jak to bardzo zaluje ze mnie poznal itd...przestraszona postanowilam dzialac od razu dzowiac do znajomej z pytaniem czy mnie przenocuje, gdy tylko uslyszala co sie stalo kazala sie pakowac, zorganizowala ekipe przeprowadzkowa i w ciagu kilku godzin nie bylo mnie juz w ''domu''...podczas haotycznego pakowania moj facet(?) nagle zmienil zdanie i zaczal plakac(doslownie plakal) i przepraszac...na szczescie byla ze mna kolezanka ktorej w przeciwienstiwe do mnie jego zly nie wzruszaly...pojechalysmy do niej, chcialam zapomniec o tym dniu, o tym wziazku o tym ze on w ogole istanieje a juz napewno wyrzucic mysli ze to tylko zwykla klotnia...on ciagle pisal, dzwonil, przepraszal...jako ze firma w ktorej pracuje to grupa mlodych ludzi, w ktorej zyjemy jak rodzina, a w ktorej pracuje rowniez moj facet wiesci szybko sie rozniosly, szef zaczal kombinowac co i jak zrobic, zeby przeniesc mnie do innej filii tak abysmy nie musieli sie spotykac...czulam ze nie jestem w tym wszystkim sama, czulam ze mam sile w sobie zeby to skonczyc i wszyscy wokolo pchali mnie do tego mowiac, ze nigdy nie chcieli sie wpieprzac w nasze sprawy ale nawet w pracy bylo widac, ze on mnie poprostu nie szanuje a ja robie wszystko, zeby tylko go nie wkurzyc...postanowilam ze zakoncze to raz na zawsze...ALE...jestem miekka pi*da ktora boi sie zostac sama w obcym miescie...chlopak chodzil za mna, przepraszal, plakal, obiecywal Bog wie co, przyniosl nawet ten zasrany pierscionek zareczynowy ze lzami w oczach mowiac ze on wie iz ten pierscionek musi byc moj...przyznal sie do wszystkich win ktore popelnil w ciagu ostatnich dwoch lat, mowil wszystko to co chcialam uslyszec...i wymieklam...wrocilam do niego, przewiozl spowrotem wszystkie moje graty, przeprosil wszystkich za szopke jaka odwalil, chodzil jak struty...przez najblizszy miesiac zachowywal sie tak, jak zawsze chcialam...byl kochajacy, czuly, zabawny, wyrozumialy, troskliwy...miesiac...wlasciwie to dwa tygodnie bo przez kolejne dwa tygodnie bylismy na osobnych wyjazdach sluzbowych...az w koncu wczoraj nie wytrzymal i znow mnie wyrzucil z domu...czuje sie jak smiec...z tamtej sily ktora mialam miesiac temu nie pozostalo  juz nic...nie wierze w siebie nie wierze w to ze dam rade po raz kolejny przez to przejsc...boje sie podjac jakiegokolwiek kroki...nikomu o tym nie powiedzialam bo jest mi zwyczajnie wstyd...no i obawiam sie rowniez, ze gdy znajde w sobie wiare, on znow zacznie przepraszac...czy to z nim, czy ze mna jest cos nie tak?

41

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.
ivyy napisał/a:

..czy to z nim, czy ze mna jest cos nie tak?

I z Tobą i z NIm. Jesteście "świetnie" dobrani.

42

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.
Pluszowa zabawka napisał/a:
ivyy napisał/a:

Nie wiem od czego zaczac...w glowie mam tyle tego wszystkiego ze naprawde nie wiem gdzie jest logiczny poczatek. jestesmy ze soba 2 lata....w ciagu tych dwoch lat bywalo bardzo roznie - skrajnie dobrze badz skrajnie zle...niestety na ten moment przypominam sobie jedynie te zle rzeczy, ciagle wzajemne wypominanie sobie wszystkiego, ponizanie sie i proszenie o wybaczenie (zawsze z mojej strony pomimo, iz nic nie zrobilam). Powinnismy byli to wszystko zakonczyc juz po 2-3 miesiacach jednak ciagniemy to nadal. Wiekszosci przypadkow to ja prosilam by sporbowac "jeszcze raz" jednak bywalo tez tak, ze to on płakał i prosil o jeszcze jedna szanse...niestety gdy teraz o tym wspominam twierdzi ze nie przypomina sobie takiej sytuacji. Przez cale dwa lata walcze o niego, o jego uwage, o to by udowodnic mu iz to o co mnie oskarza jest nieprawda(brak zainteresowania itp) o to by mu "nie podpasc" znosze jego humory i fochy jak przyslowiowej baby. Ma bardzo ciezki charakter o czym mowia takze inni ludzie, potrafi w ciagu pol godziny przejsc przez 3 zupelnie inne typy nastrojow, bywa ze kladzie sie spac w swietnym humorze a wstaje rano zmierzly i zgorzknialy, kiedy taki jest ja chodze "jak na szpilkach" ostroznie dobieram kazde slowo zeby tlyko go nie zdenerwowac. Meczy mnie to, a gdy o tym wspominam wpada w gniew i przez najblizszych kilka dni chodzi zły na mnie w efekcie czego zawsze musze łagodzic sytuacje. Sprawa jest niby prosta - olej zwiazek w ktorym nie jestes szczesliwa...ale to nie takie łatwe gdy sie w tym wszystkim siedzi...bywaja chwile kiedy go nienawidze, ale w takich momentach przypominam sobie jaki wspanialy potrafi byc, wiem ze nie ejst zlym czlowiekiem i za to go przeciez kocham...pol roku temu zgodzilam sie na wyjazd do anglii...nie wiem dlaczego to zrobilam majac za soba poltorej roku ciaglych klotni...mieszkamy tutaj i pracujemy razem, on pokrywa wiekszosc rachunkow bo zarabia o wiele wiele wiecej ode mnie...i to (poza brakiem sil psychicznych) powstrzymuje mnie od odejscia...jesli sie rozstaniemy strace prace, nie bede miala gdzie pojsc, powrot do polski nie wchodzi w gre, to bylaby dla mnie (kolejna) zyciowa porazka i upokorzenie...boli mnie fakt iz chociazby najmniejsza, ale jednak czescia powodow dla ktorego z nim jestem sa pieniadze...choc przeciez kocham go...chce z nim byc ale nie z takim jaki jest ostatnio...a ostatnio niestety ale w 99%  pokazuje te swoje zle cechy o ktorych wczesniej pisalam...czuje sie nie kochana, wogole nie zwraca na mnie uwagi, sam stwierdzil ze sie wypalil w tym wszytskim...ciezko w to oprostu uwierzyc kiedy pare godzin pozniej mowi ze "kocham cie ale nie jest mi latwo"...gdy chce z nim o tym wszytskim porozmawiac ciagle cos wymysla ze "nie teraz bo idziemy do pracy', "nie teraz bo chce spac" alo poprostu krzyczy ze "ile mozna rozmawiac" czuje sie psychicznym wrakiem, nie mam juz sily zeby o niego walczyc...o niego i o to zeby bylo normalnie...

niedawno przypadkiem znalazlam rachunek za pierscionek zareczynowy...data zakupu dwa miesiace temu...czyli wtedy kiedy miedzy nami bylo bardzo bardzo dobrze (zaraz po tym jak prosil bym nie odchodzila po akcji jaka wywinal ze swoja byla (nie zdradzil mnie fizycznie ale czuje sie zdradzona psychicznie)) jako ze jestem osoba ktora nie potrafi kryc emocji zapytalam go o moje 'znalezisko' stwierdzil ze owszem, chcial sie oswiadczyc ale przemyslal sprawe i stwierdzil ze biorac pod uwage jak bylo miedzy nami przez ostatnie 2 lata musialby byc popie*&^ony zeby sie ze mna zenic a potem brac rozwod...

taka chora historia...

Droga autorko.
Problem Twojego chłopaka wynika z jego dzieciństwa, z jego straconych lat. Jeszcze zanim napisalaś o tym, iż pochodzi z rodziny patologicznej ja właśnie miałam pytać o to. Stąd jego humorki i brak zdecydowania. On nie wiedział co było dobre, co złe. Musiał się dostosować do danej sytuacji, bo dziecko z patologicznego domu nigdy nie wie czego się spodziewać. To życie pod presją, w ciągłym strachu. Można to porównać do siedzenia na tykającej bombie (nie wiadomo kiedy wybuchnie). On ma bardzo niskie poczucie własnej wartości (które próbuje dowartościować poprzez poniżanie Ciebie). Żyje w ciągłym napięciu. Zarzuca Ci brak zainteresowania, bo nikt się nim nie interesował gdy byl dzieckiem i to wciąż w nim siedzi. To są zachowania tak mocno zakorzenione i ciężkie do zmiany. On boi się odrzucenia (chociaż w środku pragnie miłości), a co zrobić gdy boimy sie odrzucenia? Lepiej uprzedzić partnera i zostawić wcześniej - takie jest jego myślenie. On nie będzie potrafił sie określić. O 16 będzie Cię kochał, o 17 nie znosił. Taka natura i to wina wychowania przede wszystkim.

Jak ja to dobrze rozumiem,mam podobnie bardzo podobnie,zebranie o uczucie i ciągle słyszałam przestan wymyslac,dwa lata ze soba i ciagle kłotnie i kary za to ze ja je wszczynałam cicymi dniami..dzis odeszlam...nie dalam rady dłuzej....nie dalam bede cierpiec ale co mam zrobic.....on nie bedzie o mnie walczyła jest zbyt dumny,zbyt dumny ze ktos go porzucil,a kiedys mial zone i tez podobno ciagle kłotnie,rozeszli sie bo znalazł druga,on chyba mysli ze znajdzie wkoncu taka co nic nie bedzie chciec a bedzie obok...to nie jest zwiazek,albo inaczej,jest-ale toksyczny...jak sie pozbierac teraz?

43 Ostatnio edytowany przez mayber (2015-01-26 19:55:11)

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

Mam problem potrzebuje porady, wsparcia i spojrzenia trzezwym okiem. Jestesmy z mezem 17 lat po slubie, maz czerpie przyjemnosc ze znecania sie psychicznego nade mna i nad corka of czasu do czasu, pozniej jest bardzo mily i pomocny. Nie ma miedzy nami komunikacji dazacej do rozwiazania jakiegos problemu. Wszystkie proby rozmowy z mojej strony sa zbywane, ucinane i lekcewazone,  wg niego nie ma o czym gadac. Zamyka mi usta agresywnymi odzywkami i wtedy opadaja mi rece. Jest wybuchowy, jego rozmowy z nami maja charaktet przesluchan, jestesmy zaleknione z zanizona moocno samoocena, maz nie dawal nam prawa do popelniania bledow, jest wladczy, lustrujacy jest tex maminsynkiem. Ostatnio mnie wyganial z domu za spokojne poruszenie istotnej sprawy. Mieszkanie nie jest moje a rodzicow meza i on wykorzystuje ta przewage. Kiedys mowil mi w towarzystwie osob trzecich, ze bede miala decydujacy glos w wspolnych sprawach, jak bede zarabiala tyle co on. W naszych sprawach radzi sie swoich rodzicow glownie matki. Corka boi sie go, zamyka sie w sobie, a ja boje sie ze dajemy jej zly przyklad w okresie dojrzewania i to ja nieprawidlowo uksztaltuje na przyszlosc. Od jakiegos czasu mysle o wyprowadzce. Nie potrafie obiektywnie ocenic sytuacji i przezywanych emocji. Boje sie czy dam sobie sama rade.

44

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

Witam Cie.Niezle sie wkrecilas.Mam nadzieje,ze nie zatracilas sie w tym zwiazku clkowicie,ze ocalalas-swiadczy o tym chociazby fakt,ze piszesz tutaj i prosisz o pomoc.Musisz sama zadac sobie pytanie-na ile starczy mi jeszcze sil by zyc jego nastrojami,zmianami decyzji i z jego lekcewazeniem mojej osoby.Argument,ze jestes z nim,bo on lepiej zarabia-nie przemawia do mnie.Po prostu uzaleznilas sie od chorego ukladu i nie potrfisz juz inaczej funkcjonowac.pzdr.

45

Odp: Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

Ja chciałam opowiedzieć swoją historię, wiem ze niektórzy powiedza ze sama powinnam sobie z tym poradzic itp najczesciej piszą ta ci którzy nie prerzezyli nic podobnego, ale mi jest ciezko a pomaga mi nawet to ze moge tu byc czytac wasze historie i sama opowiedzieć swoja.

Zaczne od tego ze poznałam chlopaka ok rok temu, wczesniej tylko pisalysmy ze soba ale zawsze jakos czulismy sie jakbysmy znali sie 100 lat, z poczatku bylo super. Dodam jeszcze ze miał on areszt domowy wychodne mial tylko od 6 do 18 w niedziele od 11:30 do 13:30 , czesto sie tym załamywal ale ja zawsze bylam z nim, on sie tez mna opiekowal bynajmniej ja tak myslalam, potem schody sie zaczely gdy napil sie alkoholu dostawal bialej goraczki na poczatku nie bylo tak strasznie klótnie gdy wypil obrazanie sie za nic wymyslanie jakis historii typu ze ja go zdradzam ale ok jakos przetrfałam zawsze przepraszal, i tlumaczyl ze to przez ten areszt ze chcialby mnie zabrac gdzies a nie moze bo ma ograniczony czas, do konca aresztu od poczatku naszego zwiazku bylo 9 misiecy ja prawie u niego zamieszkalam zeby tylko on nie byl sam, jezdzilam na kazde zawolanie, a on z kazdym miesiacem posuwał sie dalej zaczelu sie wyzwiska i szarpanie oczywiscie zawsze tylko po alkoholu, doszlismy do tego ze nie bedzie pil i nie pil przez jakis czas potem jak przy okazji jakiejs wypilismy razem raz bylo dobrze raz zle, wiele razy mialam siniaki na ciele bo mnie szrpal wyzywajac, na weselu mojego taty byl szczyt wszystkiego upil sie rowalil mi samochod mnie uderzyl w twarz dwa razy o wszystkim dowiedziala sie rodzina, zabronili mi sie z nim spotykac ale on przepraszal blagal po jakims czasie ja mu wybaczylam, rodzina sie ode mnie odwrócila ale ja nie potrafilam bez niego istniec, wrocilismy bylismy razem byly klotnie ale bylo nawet fajnie na sylwestrze uderzyl znowu nie bylo to mocne uderzenie ale bylo , nie wiem dlaczego ale po alkoholu ja bylm dla niego jak wróg nie wiem dlaczego jak mu zawsze pomagalam i nigdy nie powiedzialam o nim zlego slowa znowy byly przeprosiny blagana zebym wrocila i wtedy sama do siebie poiedzialam to juz ostatni raz, on dostawal osatnie szanse i je marnowal. dodam jescze ze chodzil do psychologa zeby nie byc agresywnym, i nie pil ale nadeszla okazja ze mogl sie napic byla to przysiega kolezanki, mowil ze nie chce isc a jedna poszedl ukrywajac to przede mna i sie upil bardzo ja sie dowiedzialam i owiedzialam koniec bylo to tydzien temu zaczal znowu blagac przepraszac pisac ciagle ale ja bylam na nie powiedzialam ze nie chce go znac i do tej pory on sie poddal i teraz najdziwniejsze z tego wszytkiego jest to ze gdy pisal nawet zaprosil mnie na przyjacielski obiad na walentynki ja bylam na nie a gdy on teraz zrezygnowal to mnie az zciska zeby nappisac zadzwonic przytulic czy spotkac sie pogadac, wytrzymac nie moge jak nie widze smsa od niego, ja nie chce wracac do niego ale poprostu nie daje sobie rady z sama soba z tym uciskem w sercu. sama nie wiem co ze soba zrobic. mam nadzieje ze znajdzie sie ktos kto mi moze pomoc wybrnac z tego...

Posty [ 46 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Toksyczny zwiazek z ktorego nie potrafie wyjsc.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024