Znacie przypadki, że kobieta okłamywała faceta, że jest w ciąży? Jak sobie z tym poradzili?
Czyżbyś "wymyśliła" sobie ciążę? Po co?
To chyba kłamstwo o najkrótszych nogach jakie mogą być
No i prymitywne niesłychanie.
Znacie przypadki, że kobieta okłamywała faceta, że jest w ciąży? Jak sobie z tym poradzili?
Krynolina5, a czemu o to pytasz? Znasz taki przypadek? Jesteś nim?
Znam jeden taki przypadek i chciałam zgłębić temat, dowiedzieć się jak radzili sobie z tym faceci.
Krynolina, ale nie dostaniesz jednej dobrej rady; to zależy przecież od całej sytuacji! Od charakteru danej relacji.
Znam jeden przypadek jak dziewczyna okłamała chłopaka że jest w ciąży.
Zrobiła to dlatego że im się nie układało, a to z większości z jej winy.
Zdradzała go a jednocześnie chciała z nim być, on chciał to skończyć mimo że kochał ją bardzo.
Skłamała że jest z nim w ciąży, on się nad nią ulitował bo w końcu miała urodzić jego dziecko i dalej z nią był.
Kiedy dowiedział się że go okłamała to zerwał z nią jakikolwiek kontakt.
Najgorsze klamstwo jakoe tylko moze byc... chamowa na maksa...
A jak bys sie czula, gdyby twoj facet powiedzial, ze za 3 miesiace zostanie ojcem, ale nie ty bedziesz matka?
Najbrudniejsza, najobrzydliwsza rzecz jaka kobieta moze zrobic-udac, ze jest w ciazy...
Reakcja? Pogonilabym taka w diably i to z takim hukiem, ze na ksiezycu slychac by bylo...
Znam przypadek kiedy dziewczyna okłamała swojego chlopaka ze jest w ciązy...w tym mnie...byłam jej przyjaciolka..oklamala wszystkich wokol siebie. Udawała mdłosci ze zle sie czuje...facet byl przeszczesliwy..jego rodzina przyjela ja bardzo serdecznie...jak to sie skonczyło i po co to zrobiła??
pierwsza rzecz to kiedy on domagał sie pojscia z nia na usg...ciagle wymyslala ze zle sie czuje ze nie ma teraz takiej potrzeby...najlepsze jest to ze moja bratowa urodzila dziecko i wtedy wiedzialam juz co nieco o tym... on przynosil jej wszystko co chciala...traktowal jak krolewne mineło dwa miesiace i zaczal ja naciskac oraz jego mama na wizyte u lekarza bo ona karty nie miala ciazowej ani nic nie bylo zdjecia co jest nienormalne bo kazda młoda mama pierwsze co to leci ze zdjeciem:) w kazdym razie poczekała na okres i sciemniła ze poroniła dziecko...oczywiscie poprzednio sie super maskowala wyrzucala podpaski nie w domu tylko je wynosiła na dwor i tam wyrzucała czy na uczelni nawet potem sie dowiedzialam o tym...bezmyslna dziewczyna nie liczyla sie z tym jak to wszystkich zaboli jeszcze wmawiala jemu i jego rodzinie i mnie tez ze to przez nas bo ja stresowalimy a ona potrzebowala spokoju...jednak nie pomyslala ze facet wezwie karetke...wezwal karetke gdy lezala niby z okropnym bolem brzucha i okladem na glowie...teraz to mi sie takie komiczne wydaje...moj Boze...w kazdym razie przyjechala karetka a ona w szoku była bo oni czym nie wiedziala....zabrali ja na izbe siedziala i plakala...mysleli ze przez krwawienie i ze sie boi...nikt nie zdawal sobie sprawe dlaczego nie hce isc do lekarza mysleli ze sie bardzo boi ze jest w szoku...a ona była tak glupia...do dzis mam w glowie oczy tego chłopaka...ona dala sie zbadac nie wiem na co liczyla ze lekarz nie wykryje ze ciazy nie ma? Lekarz wyszedł do tego faceta i jego matki i siostry i mowi - ciazy nie stwierdziłem wystawie rachunek panstwu...chłopak prawie zemdlał...spotkalam sie z nim poltoragodziny pozniej i nie moglam uwierzyc..gdy z nia rozmawialam potem chyba jako jedyna powiedziala z placzem ze chciala aby cos w jej zyciu sie zmieniło...aby on i wszyscy zaczeli sie nia przejmowac chciala sie poczuc wazna..to było silniejsze od niej i tak miala udac poronienie ale miala sie do tego przygotowac a nie zdazyla...
On nie wybaczył jej tego. Zerwał z nia ciezko mu było ale sie pozbieral faceci sa silni jednak ona niestety zrobila z siebie idiotke i klamczuche jest to obrzydliwa forma wymuszenia uwagi..
Też znam taki przypadek.
Mój znajomy przez pewien czas spotykał się z dziewczyną, jednak uznał, że to jednak nie "to".
Na wieść o tym po kilku dniach dziewczyna poinformowała go, że jest w ciąży, później raczyła go informacjami jaka to ciąża nie jest zagrożona jakie ma powikłanie etc. jednak jego prośby o udowodnienie ciąży sukcesywnie zbywała, a to zapomniała skierowania na badania krwi, a to lekarz nie wystawił jej karty ciąży (a ona jest przecież wystawiana na pierwszej ewentualnie drugiej wizycie) aż w końcu dostał sms-s, że poroniła.
Cóż, tego też nie potrafiła udowodnić.
Chłopak zerwał z nią kontakt i nie chce mieć z nią nic wspólnego, ona jednak cały czas próbuje.
Miałam w szkole średniej koleżankę, która co jakiś czas "przestraszona" udawała, że jest w ciąży. To w ciąży pozamacicznej - wszystko po to, by zwrócić na siebie uwagę, by zyskać "szacunek", miłość faceta, z którym W KOŃCU zaszła w ciążę, którą donosiła ![]()
Bardzo modnym jest na etapie szkoły średniej strachliwe zwierzenia "oookres mi się spóźniaaa" - oczywiście by między wierszami przekazać informację o tym, że zaczęło się już seks uprawiać.
Zdarza się, ale to głupie i nieetyczne.
Zdarza się, ale to głupie i nieetyczne.
Ale, jak widaĆ po poście Coral summer, niekiedy nie ma to nic wspólnego z nieetycznością, a wynika a chorobliwej potrzeby zwrócenia uwagi na siebie. Chorobliwej dosłownie, bo zapewne świadczącej o początkach pewnych komplikacji psychicznych.
Zerwanie z taką osobą jest zupełnie uzasadnione. Zapobiega stosowaniu podobnych technik manipulacyjnych w przyszłości. Bo tu nie chodzi o kłamstwo, ale o manipulację w najczystszej postaci. Istotą takiego zachowania nie jest wprowadzenie w błąd (bo to dzieje się przy okazji), ale wywołanie określonych uczuĆ, emocji. Taka osoba może byĆ święcie przekonana o swojej ciąży i może się potem wykrwawiĆ na śmierĆ na dowód poronienia podczas krwawienia menstruacyjnego. Dlatego mamy pojęcie ciąży urojonej. Ale urojenie to objaw, symptom pewnych chorób psychicznych.
Dla mnie takie zachowanie to albo szczyt podłości, albo objawy choroby psychicznej. W pierwszym przypadku jedynym możliwym zachowaniem jest kopnięcie takowej w d.. nie tylko przez wkręconego faceta, ale też przez całe otoczenie. W drugim tylko leczenie.
Mój kolega kiedyś opowiadał,że jego dziewczyna udawała ciąże...
Nawet pisała sms'y do jego mamy udając swoją mamę...Od razu mu powiedziałam,że gdyby Jej matka dowiedziała się,że dziewczyna jest w ciąży to smsów raczej by nie pisała tylko by zadzwoniła,żeby ustalić co dalej może żeby się spotkać itp.
Potem rzekomą ciążę poroniła...a na drugi dzień chodziła po mieście jakby nigdy nic...a dwa dni później już w łóżku byli.
Wydaje mi się,że po poronieniu kobieta nie byłaby wstanie dwa dni później kochać się... zawsze to jest jakaś trauma,smutek.
Wiadomo,że takie głupie kłamstwo wyjdzie prędzej niż później...dziewczyna tylko dostanie opinię kłamczuchy i tyle,nic dobrego z takiego kłamstwa nigdy nie wyjdzie.
Kłamanie o ciąży, to jedno, ale kłamanie o poronieniu...
Wiecie, ja od początku miałam ciąże zagrożoną utratą jej. Wiem czym jest paniczny strach przed poronieniem....Wiem co to znaczy budzić się każdego dnia i odliczać - do 12tygodnia, 24tygodnia, potem do 34, potem do 36... Wiem co to znaczy iść na każdą wizytę z gulą w gardle i modlić sie, żeby usłyszeć "jest w porządku, serduszko bije". Mój syn teraz jest zdrowy i duży, za kilka dni ma się urodzić, a ja już jestem już spokojna, bo wiem, że nie grozi mu, to co groziło jeszcze niedawno. Dzięki Bogu, mnie ominęła strata dziecka, ale po tym co przeszłam, nie jestem w stanie wyobrazić sobie, że ktoś sobie to wymyśla! Nie życzę tym nierozumnym pannicom kiedyś doświadczyć połowy z tego, czego ja doświadczyłam, a już na pewno nie więcej, czyli poronienia. Jak dla mnie, to kobieta, która z jakiegokolwiek powodu wymyśla sobie takie rzeczy, powinna być niezwłocznie skonsultowana przez psychiatrę!
18 2013-07-24 14:48:15 Ostatnio edytowany przez Bullinka (2013-07-24 14:53:32)
Doskonale Cie rozumiem nocnalampko. Przezywalam podobnie, ale na 35 tyg, 30 spedzilam w szpitalu ( co jakis czas udawalo mi sie wyjsc na dzien/dwa, po czym okazywalo sie, ze znowu jest zle...
Dzis moja gwiazda ma 12 lat ![]()
Poza tym i ja kiedys mialam zostac mama... nie wiedzialam o tym.... mielismy wypadek... stracilam i male i duze szczescie...
Stad potepiam klamstwa o ciazach i poronieniach...
No ja miałam to szczęście w nieszczęściu, że nie musiałam leżeć, a i ciągły monitoring też niewiele by zmienił... U mnie trzeba było brać leki i modlić się, żeby wystarczyło. I nie stresować się, co oznaczało u mnie też ignorowanie refleksji genetyka, jak ta usłyszana w okolicach 15tyg.: "to się jeszcze nie ma co cieszyć tą ciążą, w pani przypadku największe zagrożenie jest w okolicach 20 tyg." Pamiętam jak w szpitalu, do którego trafiłam jak przez chwilę było naprawdę niebezpiecznie, w 22tygodniu, usłyszałam "najgorsze zagrożenie już minęło, wygląda na to, że już do końca powinno być dobrze". Tak jak wcześniej nie spałam dwie noce przed każdą wizytą, tak po tym badaniu dwa dni chodziłam i ryczałam - ze szczęścia. Pamiętam tę ulgę, jak zaczęłam czuć ruchy i to upewniało mnie, że mały ma się dobrze
I hormony, hormonami, ale świadomość tego, że moje dziecko może właśnie umierać, a ja nie mogę nic zrobić jest najgorszym czego dotychczas w życiu doświadczyłam. A los mnie nie oszczędzał.
Dlatego nie rozumiem, nie rozumiem, i nawet chyba nie chcę zrozumieć jak można kłamać, że się poroniło! Co musi się dziać w głowie takiej kobiety?
Jakoś jestem w stanie sobie przetłumaczyć, że pragnąc uwagi, czy czegoś tam może któraś głupio skłamać i palnąć, że jest w ciąży. Ale po otrząśnięciu się ciągnięcie tego kłamstwa w ten sposób jest już dla mnie niepojęte i nie wierzę, że zdrowy psychicznie człowiek byłby do tego zdolny.
Jakoś jestem w stanie sobie przetłumaczyć, że pragnąc uwagi, czy czegoś tam może któraś głupio skłamać i palnąć, że jest w ciąży. Ale po otrząśnięciu się ciągnięcie tego kłamstwa w ten sposób jest już dla mnie niepojęte i nie wierzę, że zdrowy psychicznie człowiek byłby do tego zdolny.
Święta racja!
Moja mama prosto z pierwszego USG ze mną w ciąży wylądowała karetką na patologii ciąży. W jej przypadku jakiekolwiek ruszanie się mogło doprowadzić do poronienia. Na dodatek wiedziała, że już nigdy nie będzie mogła mieć dziecka (trzeba było wyciąć prawie całą macicę). Nie jestem w stanie wyobrazić sobie jak musiała się wtedy czuć i jak bardzo bać.