Hey. Myślę i myślę i nic nie wymyślę, bo chyba oszaleję. Postanowiłam, więc poczytać na necie jak to bywa u innych i natknęłam się na to forum. Może dostane jakąś ciekawą radę...
Ogólnie rzecz biorąc moje życie jest do niczego mimo, iż mam studia, pracę i tak nie pracuję w zawodzie. Związki moje były nie trafione a teraz jestem w związku, który za niedługo sprowadzi mnie do toszka. Kilka miesięcy temu poznałam faceta od razu wpadliśmy sobie w oko. Okazało się, że jest w trakcie rozwodu i ma syna małoletniego. Ja nie jestem powodem tego rozwodu. Na początku było pięknie
facet miał plany na przyszłość. Wiem z czym się wiąże związek z facetem z dzieckiem mającym zonę na karku. Dobra mniejsza z tym. Mial plany rozmawial o zalozeniu kiedys rodzint itd. z biegiem czasu mu przeszlo i stwreirdzil ze nie wie czy bedzie w stanie ja kiedys zalozyc. mowie że kocha itd. ogolnie jest nie do zycia, smutny, przygnebiony, przybity mysli o dziecku. Raz chce cos tworzyc za chwile kilka dni chodzi zdolowany i nie ma checi do zycia i do niczego co rowniez na mnie oddzialywuje negatywnie. Mowi ze mnie kocha itd. ale nie wie jak bedzie kiedys czy bedzie w stanie zalozyc rodzine. A ja nie wiem czy mam czekac..bo pragne miec wlasne dziecko, meza dom. Po to zyje i do tego daze. Jednak nie potrafie tak po prostu odejsc bo go kocham i wierze ze mu sie odmieni. Lecz ostatnio stwierdzil ze nie moglby miec drugiej rodziny i patrzec na to jak ciepri jego syn ktory przychodzil by do jego nowej pelnej rodziny i czul sie jak odrzutek. A tak wcale przeciez nie musi byc, to chyba kwestia tego jak Go wychowa i jak obdarzy go uczuciem i jaki beda mieli kontakt. Tym bardzije ze dziecko zostaje przy matce. Porponowalam mu pojsce do psychologa, zastanawia sie ale za chwile uwaza ze jest mu nie potrzebny. Nie wiem co robic. Juz mam taki metlik w glowie ze sama juz nie ma checi do zycia bo nie ma w nim nic wartosciowego. jak wy uwazacie? ![]()