Witam, zacznę od tego, że od długiego czasu, prawie rok podobała/podoba mi sie pewna dziewczyna, z różnych dziwnych powodów do niej nie zagadałem, jednym z nich są bardzo małe możliwości by to zrobić, oprócz tego mała pewność siebie czyli nieśmiałość chociaż to sie zmienia, bo pracuję nad sobą. No i tak sobie leciało miesiąc po miesiącu aż gdzieś w połowie maja na pełnym spontanie na imprezie poznałem 'nawet ładną dziewczyne' (taka mi sie wydawała na początku), wziąłem numer i jednocześnie wiedziałem, że ta dziewczyna zaczyna mi zawracać w głowie. Na drugi dzień stwierdziłem, że to jednak nie ta i że nadal bardzo podoba mi sie ta pierwsza o której pisałem i będę szukał możliwości by ją bliżej poznać. Mimo to napisałem do niej, co mi szkodzi, przyda sie w ramach 'treningu' (kontakty z dziewczynami do tego momentu to u mnie była lipa), no i tak sobie pisaliśmy, fajnie sie gadało itp. widziałem sie z nią co tydzień na imprezie, weekendy mijały a my poznawaliśmy sie coraz bliżej, cały czas nie byłem niczego pewny, bo za bardzo przyzwyczaiłem sie a nawet uzależniłem sie do tej pierwszej (paranoja, skoro nawet nigdy z nią nie gadałem). Z tego też powodu nie proponowałem spotkania tej nowo poznanej. W końcu coś tam sie we mnie złamało i zaprosiłem ją na spotkanie na którym popełniłem z powodu stresu troche głupich błędów (nie ma to jak moje pierwsze spotkanie o takim charakterze z dziewczyną) o których tutaj nie chce pisać. Z tego też powodu mój ciąg do niej osłabł, bo po pierwsze byłem zrezygnowany z powodu tego, że popełniłem troche błędów a po drugie już sam nie byłem pewny czy mi sie podoba czy nie i zastanawiałem czy po prostu nie szukam na siłe dziewczyny i czy to co robie nie jest zbyt desperackie, po prostu nie potrafiłem określić sam czego właściwie chce. Mimo wszystko nie była na mnie zła i nadal mi sie z nią fajnie gadało. Dni mijały, a my co jakiś czas do siebie pisaliśmy. Później kolejny mój błąd na imprezie. Pogadaliśmy, troche drążyliśmy pewien temat i pod wpływem nacisku powiedziałem to czego nie powinienem powiedzieć czyli, że są w mojej wiadomości 3 dziewczyny które mi sie podobają, chociaż tak na prawde jest ta jedna o której mowa na początku. Powiedziałem, że 3 po to sie troche zdystansować o tego tematu, chodziło o to żeby zabrzmiało tak że nie ma dziewczyny na której mi zależy szczególnie, tylko po prostu kilka które mi sie podobają. No i cóż tak sie składa, że ona (teraz mowa o tej poznanej w maju, można sie zgubić w tym co piszę
) jest z innej miejscowości czyli mogła zrozumieć to tak jakby mi na niej zupełnie nie zależało. Sam nie wiem dlaczego to jej powiedziałem. Nie pomyślałem, popełniłem niestety błąd. Teraz sprawa wygląda tak że nadal do siebie piszemy i rozmawia sie nam fajnie, tyle że to rozmowy typowo na etapie przyjacielskim tak jak wcześniej.
Na tą chwile troche sie ustabilizowałem i poczułem, że mi na niej zależy, bo powoli odrywam sie od tego uzależnienia od uczucia do tej pierwszej (szkoda, że tak późno, ale ciężko mi jest sie określić szczególnie jeśli tak długo czułem coś do innej dziewczyny a tutaj pojawia sie inna również piękna która zawróciła mi w głowie) tylko nie wiem czy już tego nie popsułem na amen tzn. szufladka przyjaciel i tyle. No bo tak sie postawiłem troche w jej sytuacji. Powiedzmy zamiana ról i ona mówi mi, że jest 3 chłopaków którzy jej sie podobają i wiem że ja do nich nie należę... w tej sytuacji poczułbym sie dziwnie a jeszcze dziwniej jakby później dała do zrozumienia że jednak jej zależy na mnie, nie byłbym pewny czy po prostu nie jestem 'rezerwowym' bo jej np. nie wyszło z tymi trzema. Tak samo ona może myśleć jeśli ja to będę chciał pociągnąć dalej.
Proszę o opinie czy jakoś da sie jakoś to odkręcić i w ogóle jak wy to widzicie i przede wszystkim co mam robić? Zaprosić gdzieś i czekać na rozwój wydarzeń? Jak mam zmienić przyjaźń w miłość? Najchętniej bym sie po prostu zapytał czy mam jakieś szanse, ale wszyscy dobrze wiemy, że to nie takie proste. Wychodzę na desperata i na prawde dużo można zepsuć w ten sposób.