Hej,
słuchajcie- zastanawiam się jak to jest z tą ochotą na seks u obu płci. Bo jak czytam na tym forum, to 80% problemów z brakiem ochoty na seks dotyczy facetów. Z tego co czytam, laski chcą się kochać, wchodzą swoim facetom (i nie tylko...) do łóżek, są nagrzane i chętne. A faceci? To kłopot z orgazmem, to ze wzwodem, to w ogóle problem z ochotą na seks. Swego czasu miałem przygodę z czatami internetowymi. 75% osób na najróżniejszych czatach to faceci. Jak już się gada z laską to może co czwarta chce/ podejmuje takie tematy. Na dyskotekach (z moich obserwacji tak wynika) to faceci wyrywają laski, starają się. Nie gadam o seksie z kumplami, ale wydaje mi się, że to oni bardziej chcą niż ich dziewczyny (tak wnioskuję po niektórych ich słowach).
Od zawsze tak się przyjęło, że to faceci wyrywają kobiety, że to kobiety dużo rzadziej mają ochotę na seks (kawały o bólu głowy lasek, powiedzonka typu "jak kobieta daje seks, zawsze bierz, nigdy nie wiesz kiedy będzie następna okazja" i masę innych).
Więc jak to jest z tym seksem? :-)
Z mojego doświadczenia wynika, że to ja mam o wiele większą ochotę na seks niż moja żona, więc moje małżeństwo potwierdza stare podejście do tematu seksu- chętny facet, średnio chętna żona.
Co myślicie o temacie? Otwieram dyskusję.
Wygląda to tak moim zdaniem, że w znacznej większości to mężczyźni nie są zaspokajani seksualnie przez swoje partnerki. Forum takie jak to jest między innymi by pomagać w problemach. Rzadko która kobieta chociaż kilka takich tu jest widzi, że ma problem z niskim libido. Zwykle problem leży w facecie, który chce za dużo. Dlatego nie piszą tu o problemach ze sobą tylko z partnerem, który nie może lub może aż za bardzo. Kobietom wydaje się, że częstotliwość uprawiania seksu zależy tylko od nich i normą jest to co one chcą.
Wygląda to tak moim zdaniem, że w znacznej większości to mężczyźni nie są zaspokajani seksualnie przez swoje partnerki. Forum takie jak to jest między innymi by pomagać w problemach. Rzadko która kobieta chociaż kilka takich tu jest widzi, że ma problem z niskim libido. Zwykle problem leży w facecie, który chce za dużo. Dlatego nie piszą tu o problemach ze sobą tylko z partnerem, który nie może lub może aż za bardzo. Kobietom wydaje się, że częstotliwość uprawiania seksu zależy tylko od nich i normą jest to co one chcą.
Mam takie same odczucia. Wydaje mi się, że kobiety muszą dyktować warunki w tej kwestii. I dyktują, bo cokolwiek jest nie tak (za rzadko, za często, za mocno, za ostro, za delikatnie) to wydaje się to od razu sprawa partnerów. U mnie w sumie jest podobnie. Kochamy się średnio co 5-6 dni, chociaż ja mógłbym codziennie. Moje nagabywania kończą się jej wkurzeniem, byciem smutną lub kłótnią (jeśli się kłócimy to 70% kłótni dotyczy łóżka).
Podpisuję się pod waszymi słowami obiema rękami. Z pewnym małym zastrzeżeniem - tak jest kiedy mówicie o seksie w związku. W przypadku okazjonalnego seksu, to zdecydowanie kobieta najczęściej jest tą stroną polującą....
W związku jest z kolei zupełnie inaczej i byle pierdoła potrafi popsuć "nastrój", a wtedy każda wymówka staje się dobra.
W moim związku jest tak, że M. twierdzi, że mógłby codziennie, nawet 2 razy dziennie, często ma tak, że jak się kochamy wieczorem to rano już ma ochotę na następny raz
a czasem jest też tak, że sam mówi, że wolałby pójść spać bo jest już zmęczony. U mnie zależy od nastroju, od poziomu podniecenia - czasem chcę codziennie, czasem co 2-3 dni... Mój M. też ma takie okresy - po 3-4 dni kiedy nie jest zainteresowany seksem, wtedy ja daję mu spokój a po tym czasie mamy zajebisty seks, bo po przerwie wiadomo że jesteśmy bardziej spragnieni
To kobiety decydują kiedy chcą, bo mężczyźni teoretycznie chcą zawsze. Jednak w seksie nie chodzi chyba o to, żeby panna leżała jak kłoda i czekała aż facet skończy, ziewając ze znudzenia? Ona też musi chcieć i być aktywna, tylko wtedy seks będzie udany dla obu stron.
To jest forum kobiet, więc nic dziwnego, że większość narzekań jest na mężczyzn ![]()
W przypadku okazjonalnego seksu, to zdecydowanie kobieta najczęściej jest tą stroną polującą....
W związku jest z kolei zupełnie inaczej i byle pierdoła potrafi popsuć "nastrój", a wtedy każda wymówka staje się dobra.
Co do okazjonalnego seksu się nie wypowiadam na podstawie własnych doświadczeń, sam nigdy takiego nie szukałem. Ale z tego co wiem, to nie łatwo było kumplom, którzy lubili taki "sport" wyrwać ofiarę. Często kończyło się wyrywanie lasek fiaskiem albo co najwyżej wymianą nr telefonu
.
To jest forum kobiet, więc nic dziwnego, że większość narzekań jest na mężczyzn
No tak, ale myślę, że częściej laski powinny narzekać, że facet chce zawsze, a Wy biedne nie macie siły, i że takie niewyżyte zwierzaki z nas... ![]()
Bo takie podrywanie wręcz na siłę najczęściej tak się kończy. Zamiast posłuchać zgrywają samców alfa - sami tacy fafarafa co to nie oni. A wystarczy naprawdę niewiele, żeby spragniona kobieta sama się zaczynała dobierać...
(...) 75% osób na najróżniejszych czatach to faceci. Jak już się gada z laską to może co czwarta chce/ podejmuje takie tematy. Na dyskotekach (z moich obserwacji tak wynika) to faceci wyrywają laski, starają się. (...)
Od zawsze tak się przyjęło, że to faceci wyrywają kobiety, że to kobiety dużo rzadziej mają ochotę na seks (kawały o bólu głowy lasek, powiedzonka typu "jak kobieta daje seks, zawsze bierz, nigdy nie wiesz kiedy będzie następna okazja" i masę innych).
Ja myślę, że tutaj pokutują stereotypy.
Pierwszy stereotyp: nawet jeśli kobieta ma ochotę na seks, to nigdy przenigdy nie może się z tym zdradzić - szczególnie, jeśli partner jest przygodny - bo wyjdzie na łatwą. To facet ma się starać, a ona może się łaskawie zgodzić (ale nigdy nie powiedzieć wprost, że jest zainteresowana seksem - nawet jeśli to jedyne, o co jej chodzi).
Drugi stereotyp: nie ma czegoś takiego, jak "niezaspokojenie faceta w łóżku" - jeśli miał orgazm, to znaczy, że zaspokojony. Wystarczy, że kobieta będzie leżeć i łaskawie pozwoli mu "zrobić swoje", a on na pewno będzie zadowolony, bo przecież faceci nie są wymagający i kierują się zasadą: "doesn't matter, had sex".
Uważam, że te stereotypy mają się w naszej kulturze przerażająco dobrze i są bardzo krzywdzące - zarówno dla mężczyzn, jak i dla kobiet (które nie czują się dobrze ze swoją własną seksualnością i albo ją ukrywają, albo wręcz wypychają ze świadomości).
Bo takie podrywanie wręcz na siłę najczęściej tak się kończy. Zamiast posłuchać zgrywają samców alfa - sami tacy fafarafa co to nie oni. A wystarczy naprawdę niewiele, żeby spragniona kobieta sama się zaczynała dobierać...
Pewnie i masz rację. Ale to czyni gatunek żeński jeszcze bardziej enigmatyczny dla mnie. Żyję 27 lat na tym świecie, a ciągle jak gadam z moją mamą, dwiema siostrami, z żoną to mam wrażenie, że one same nie wiedzą o co im chodzi. Moja żona sama mówi, że czasem nie wie o co jej chodzi... ;-)
Gamble napisał/a:(...) 75% osób na najróżniejszych czatach to faceci. Jak już się gada z laską to może co czwarta chce/ podejmuje takie tematy. Na dyskotekach (z moich obserwacji tak wynika) to faceci wyrywają laski, starają się. (...)
Od zawsze tak się przyjęło, że to faceci wyrywają kobiety, że to kobiety dużo rzadziej mają ochotę na seks (kawały o bólu głowy lasek, powiedzonka typu "jak kobieta daje seks, zawsze bierz, nigdy nie wiesz kiedy będzie następna okazja" i masę innych).Ja myślę, że tutaj pokutują stereotypy.
Pierwszy stereotyp: nawet jeśli kobieta ma ochotę na seks, to nigdy przenigdy nie może się z tym zdradzić - szczególnie, jeśli partner jest przygodny - bo wyjdzie na łatwą. To facet ma się starać, a ona może się łaskawie zgodzić (ale nigdy nie powiedzieć wprost, że jest zainteresowana seksem - nawet jeśli to jedyne, o co jej chodzi).
Drugi stereotyp: nie ma czegoś takiego, jak "niezaspokojenie faceta w łóżku" - jeśli miał orgazm, to znaczy, że zaspokojony. Wystarczy, że kobieta będzie leżeć i łaskawie pozwoli mu "zrobić swoje", a on na pewno będzie zadowolony, bo przecież faceci nie są wymagający i kierują się zasadą: "doesn't matter, had sex".
Uważam, że te stereotypy mają się w naszej kulturze przerażająco dobrze i są bardzo krzywdzące - zarówno dla mężczyzn, jak i dla kobiet (które nie czują się dobrze ze swoją własną seksualnością i albo ją ukrywają, albo wręcz wypychają ze świadomości).
Tu pełna zgoda, stereotypy na pewno pokutują. Ale jak wytłumaczysz fakt, że jak wejdziesz na większość czatów (gdzie "stety"/niestety większość kręci się wokół seksu, poznawania nowych osób itp) to siedzi tam 80% facetów? Moim zdaniem odpowiedź jest prosta- faceci mają większe libido i szukają partnerów (stałych, przygodnych- whatever)? A kiedyś gadałem z jedną laską (o wszystkim, fajna dziewczyna) i mi powiedziała, że szuka faceta do związku na czacie ale WIĘKSZOŚĆ facetów (na czatach) już ma żonę, partnerkę, narzeczoną... Szukają odskoczni (czytaj seksu). Czyli teoria o większym libido się potwierdza.
Jak przez rok chodziłem na czaty (czego się wstydzę i nie chcę tego powtarzać, chodziło o jaranie się tym, że kogoś kręcę itp, nigdy nie doszło do spotkania, zawsze to urywałem) to może max z 12 dziewczyn (część wolnych, część zajętych) znalazłem chętnych na spotkanie. A wchodziłem codziennie, nie na krótko, na popularne czaty. Myślę, że w miarę ładna dziewczyna dziennie mogłaby mieć z 20 randek.
Tu pełna zgoda, stereotypy na pewno pokutują. Ale jak wytłumaczysz fakt, że jak wejdziesz na większość czatów (gdzie "stety"/niestety większość kręci się wokół seksu, poznawania nowych osób itp) to siedzi tam 80% facetów? Moim zdaniem odpowiedź jest prosta- faceci mają większe libido i szukają partnerów (stałych, przygodnych- whatever)?
A właśnie niekoniecznie chodzi tu o libido. Chodzi po prostu o to, że mężczyźni znacznie częściej szukają przygodnych znajomości opierających się na seksie i niewielki ma to związek z libido, a raczej z odmiennościami dzielącymi kobiety i mężczyzn, a uwarunkowanymi ewolucyjnie. Mężczyźni są częściej zainteresowani po prostu seksem, a kobiety - nawet jeśli interesuje je seks - potrzebują do tego seksu czegoś więcej, niż obopólna chęć. To kobieta zachodzi w ciążę i wychowuje potomstwo, to kobieta może zajść w ciążę tylko raz do roku - mężczyzna natomiast może (i najczęściej chce) mieć stosunki seksualne z wieloma partnerkami, bo to zwiększa jego szanse na prokreację (oczywiście nie chodzi tu o świadomą chęć prokreacji). Jakkolwiek by się to wydawało głupie i "zwierzęce", tak funkcjonujemy i nic na to nie poradzimy. Kobieta może mieć wysokie libido, ale preferuje realizację swoich seksualnych pragnień w stałym związku (lub przynajmniej po nawiązaniu przyjaźni), mężczyzna zaś - po prostu chce zrealizować te pragnienia. Stąd męskie poszukiwania na czatach, bo facetom nie jest potrzebna cała ta "otoczka", by nawiązać erotyczną relację.
Jeśli chodzi o gotowość na seks to jest raczej odwrotnie z tego co pokazują ostatnie badania. Kobiety rzadko kiedy wiążą dawcę genów z osobnikiem zapewniającym byt/bezpieczeństwo. To trochę jak z męskim wytryskiem i orgazmem. Obie te rzeczy najczęściej zachodzą razem, ale nie są uzależnione od siebie nawzajem. Dlatego też, w zależności od kraju, od 1/10 do 1/3 ojców wychowuje nie swoje dzieci nie wiedząc o tym.
O ile pranerka jest atrakcyjna i się nie zaniedbuje to apetyt na sex u faceta nie zmaleje w innym wypadku poszuka sobie innej.
Ile ty masz lat? 15-17? Nawet najpiękniejszą kobietą świata szybko byś się znudził jeśli byłaby zimną, egoistyczną kłodą....
Panowie, my tu sobie gadu- gadu na forum kobiecym, a płeć piękna najwyraźniej porzuciła temat.
Dziewczyny, dlaczego nie widać Waszych komentarzy? Przecież to Wasze forum... ;-)
Jeśli chodzi o gotowość na seks to jest raczej odwrotnie z tego co pokazują ostatnie badania. Kobiety rzadko kiedy wiążą dawcę genów z osobnikiem zapewniającym byt/bezpieczeństwo.
To fakt - dobre geny (czyli fizyczna atrakcyjność faceta dla kobiety) to jedno, a zapewnienie bytu i bezpieczeństwa to drugie. Ale między innymi dlatego wciąż tak wiele kobiet patrzy na pozycję zawodową, społeczną i finansową mężczyzny - to właśnie zapewni kobiecie byt i bezpieczeństwo, kiedy zajdzie ona w ciążę i będzie wychowywać potem dziecko, to atawizm. W zamierzchłych czasach mężczyźni zajmowali się polowaniem i dbaniem o to, by kobiety miały co jeść i gdzie spać, natomiast kobiety w zamian oferowały... no cóż, seks. Bywało też i tak, że jeśli partner kobiety długo nie wracał do domu lub gdzieś zginął, to kobieta ta musiała zaoferować swoje ciało innemu mężczyźnie, by jeść i przeżyć. Dziś nazywa się to "puszczaniem" i oczywiście nie musimy już handlować ciałem za jedzenie, ale trudno nie doszukać się tu ewolucyjnych mechanizmów ![]()
Mitologia trochę. Wiele społeczeństw było mocno matriarchalnych mimo wszystko, a wskazuje na to choćby fakt, że kobiety są genetycznie starsze.
Co do pozycji zawodowej i zapewnienia bytu - to jest związane jedynie z założeniem związku (stabilnego, trwałego), a nie z gotowością na seks.
A ja powiem tyle, dziwi mnie jak facet może nie mieć ochoty na sex. Przecież nawet w potwornym zmęczeniu zawsze znajdzie się trochę siły. Dla mojej żony optymalne jest bzykanie co 2 dni, la mnie codziennie, a nawet 2 razy czasami. Więc średnio wychodzi nam 5 razy w tygodniu :-) Nie kochamy się, jak się nawalę i np. śpię na stole
Ale za to rano na kacu to mnie chce rozerwać, wtedy jest taka ochota na sex
Też tak macie?
Stereotypy stereotypami,jakoś u mnie w związku który ma ponad 2,5 roku seks jest raz na tydzień - albo nawet dwa. Ja mogłabym kochać się tak co trzeci dzień - zresztą kiedyś tak było. Ale mój facet twierdzi,że jest zmęczony pracą. Sam kiedyś doszedł do wniosku,że kochamy się zdecydowanie za rzadko - ale cóż - widocznie to mu odpowiada bo nic się w tej kwestii nie zmienia.On ma 26 lat, ja 22 i jeśli chodzi o seks to czuje się jakbym była już na emeryturze.
Stereotypy stereotypami,jakoś u mnie w związku który ma ponad 2,5 roku seks jest raz na tydzień - albo nawet dwa. Ja mogłabym kochać się tak co trzeci dzień - zresztą kiedyś tak było. Ale mój facet twierdzi,że jest zmęczony pracą. Sam kiedyś doszedł do wniosku,że kochamy się zdecydowanie za rzadko - ale cóż - widocznie to mu odpowiada bo nic się w tej kwestii nie zmienia.On ma 26 lat, ja 22 i jeśli chodzi o seks to czuje się jakbym była już na emeryturze.
Raz na dwa tygodnie? To przecież trzeba na początku pajęczyny odgarniać ![]()
Z tym seksem jest tak, że ochota zależy od temperamentu, a nie płci. Dlaczego obecnie coraz więcej kobiet biadoli na facetów i ich niechęć do seksu? bo teraz kobieta może to powiedzieć tak o bez stresu, że zostanie uznana za zwykłą wywłokę, bo to przecież się nie godzi rozmawiać o seksie itp. Po prostu czasy się zmieniły,a wraz z nimi kobiety, które w końcu mają publiczne przyzwolenie na ubieganie się o swoje prawa w łóżku. można zaryzykować tezę, że to mniej więcej tak ewoluowało: Kiedyś co facet chciał to miał, kobieta była tylko od dawania (mówię o dawnych czasach chociaz w niektórych zakątkach świata i kraju naszego nadal pokutuje taka bzdura), potem kobiety przekonały się, ze seks może być też przyjemny- dla niektórych do tej pory nie jest, najpierw rozmawiały między sobą, potem zaczęto mówić o tym głośno, a teraz kobiety zaczęły wymagać od facetów, no a jak jest nie po myśli faceta, tylko musi się dostosowywać to nagle juz nie ma ochoty.
Oczywiście nie jest tak u wszystkich osób, wszystko to działo się na przestrzeni setek lat, zaznaczam, ze nie uważam, ze to się tyczy wszystkich ludzi. raczej chodzi o ogólną tendencję dotyczącą zmian w sferze seksualnej. I tak jak na początku napisałam to tylko teoria.
I jeszcze jedno, dlaczego tutaj więcej kobiet radzi się w sprawach łóżkowych? Dlaczego tutaj jet ich więcej niż facetów? hmmmm Spójrzcie jak się nazywa forum.... netKOBIETY. Zatem większość facetów pewnie ucieka gdzie pieprz rośnie widząc taką nazwę, bo myśli, ze tu jakieś feminichy czy co. ![]()
Raz na dwa tygodnie? To przecież trzeba na początku pajęczyny odgarniać
Jak widać chyba mu to nie przeszkadza,ale w sumie to mam wrażenie,że dla niego to po prostu jest seks dla seksu z serii spuszczę sobie z kręgosłupa - bo długo nie bzykałem.
Nirvanka87 tendencja, o której mówisz dobra nie jest, bo rodzi tylko frustracje, które odbijają się i na częstotliwości seksu i na jego jakości. O parciu i presji na kobiecy orgazm i jego negatywnym wpływie na kobiety już dawno temu rozmawialiśmy i to w niejednym wątku.
Z tym seksem jest tak, że ochota zależy od temperamentu, a nie płci. Dlaczego obecnie coraz więcej kobiet biadoli na facetów i ich niechęć do seksu? bo teraz kobieta może to powiedzieć tak o bez stresu, że zostanie uznana za zwykłą wywłokę, bo to przecież się nie godzi rozmawiać o seksie itp. Po prostu czasy się zmieniły,a wraz z nimi kobiety, które w końcu mają publiczne przyzwolenie na ubieganie się o swoje prawa w łóżku. można zaryzykować tezę, że to mniej więcej tak ewoluowało: Kiedyś co facet chciał to miał, kobieta była tylko od dawania (mówię o dawnych czasach chociaz w niektórych zakątkach świata i kraju naszego nadal pokutuje taka bzdura), potem kobiety przekonały się, ze seks może być też przyjemny- dla niektórych do tej pory nie jest, najpierw rozmawiały między sobą, potem zaczęto mówić o tym głośno, a teraz kobiety zaczęły wymagać od facetów, no a jak jest nie po myśli faceta, tylko musi się dostosowywać to nagle juz nie ma ochoty.
Oczywiście nie jest tak u wszystkich osób, wszystko to działo się na przestrzeni setek lat, zaznaczam, ze nie uważam, ze to się tyczy wszystkich ludzi. raczej chodzi o ogólną tendencję dotyczącą zmian w sferze seksualnej. I tak jak na początku napisałam to tylko teoria.
I jeszcze jedno, dlaczego tutaj więcej kobiet radzi się w sprawach łóżkowych? Dlaczego tutaj jet ich więcej niż facetów? hmmmm Spójrzcie jak się nazywa forum.... netKOBIETY. Zatem większość facetów pewnie ucieka gdzie pieprz rośnie widząc taką nazwę, bo myśli, ze tu jakieś feminichy czy co.
Czytaj poprzednie posty: Problem jest nie, że kobiety na tym forum piszą o seksie w ogóle (jak zauważyłaś, jest to kobiece forum), tylko, że większość postów dotyczących problemów z seksem dotyczy tego, że facet chce za rzadko, albo, że jest za mało zwierzęcy lub podobne. Zgodnie z tym co się utarło w społeczeństwie, kobiety powinny narzekać, że faceci wciąż chcą seksu, a one nie mają za często ochoty. To mnie dziwi, ta zmieniona proporcja.
A mnie nie dziwi - nawet Starowicz zauważył, że męskie libido na przestrzeni ostatniej dekady znacznie się obniżyło - aż do średniej raz na tydzień.
...w seksie nie chodzi chyba o to, żeby panna leżała jak kłoda i czekała aż facet skończy, ziewając ze znudzenia?...
Może się czymś zająć, zapalić fajke, zjeść jabłko, poczytać, napisac sms-a do koleżanki, porozmawiac z mężem przez telefon.... jest wiele opcji. ![]()
Drugi stereotyp: nie ma czegoś takiego, jak "niezaspokojenie faceta w łóżku" - jeśli miał orgazm, to znaczy, że zaspokojony. Wystarczy, że kobieta będzie leżeć i łaskawie pozwoli mu "zrobić swoje", a on na pewno będzie zadowolony, bo przecież faceci nie są wymagający i kierują się zasadą: "doesn't matter, had sex".
Wierz mi, że czasem tak jest, że facet chce tylko orgazmu. Kobietom się wydaje, że znowu musi nogi rozłożyć i czekać godzinami aż facet dojdzie, a wystarczy 3 minuty ręcznej i ustnej robótki i partner jest szczęśliwy.
A ja myślę, że wszystko zależy od samopoczucia od tego czy mamy lub nie mamy stałego partnera seksualnego, jak dawno uprawaliśmy sex.
Faceci na dyskotekach wyrywają laski bo proste, podobają im się i mają ochotę
taniec godowy hah.
Na czatach wypisują faceci którzy nie mieli zbyt dużego doświadczenia z kobietami i naoglądali się pornoli lub są już tak starzy że nikt ich nie chce więc zaspokajają się sami przed komputerem pisząc o tym na czacie ;p
A problemy ze wzwodem i ochotą na sex (tak jak wyczytałeś na tym forum) mają faceci bo wiesz, forum też służy od opisywania problemu i szukania zrozumienia/pomocy i rady
Kobiety mniej wypisują o seksie na czatach booo po prostu ich wirtualne rzeczy nie kręcą jak facetów. Kobieta musi czuć bodźce a nie o nich czytać.
Każdy jest inny i dyskutowanie czemu tutaj ktos mówi o seksie bardziej czy mniej jest zbędne bo nie ma na to reguły! Dziś mam ochotę a jutro nie
tak samo mężczyźni.
Dziś mam ochotę a jutro nie
tak samo mężczyźni.
Mylisz się
Dziś mam ochotę i jutro też będę miał ![]()
Anemonne napisał/a:Drugi stereotyp: nie ma czegoś takiego, jak "niezaspokojenie faceta w łóżku" - jeśli miał orgazm, to znaczy, że zaspokojony. Wystarczy, że kobieta będzie leżeć i łaskawie pozwoli mu "zrobić swoje", a on na pewno będzie zadowolony, bo przecież faceci nie są wymagający i kierują się zasadą: "doesn't matter, had sex".
Wierz mi, że czasem tak jest, że facet chce tylko orgazmu. Kobietom się wydaje, że znowu musi nogi rozłożyć i czekać godzinami aż facet dojdzie, a wystarczy 3 minuty ręcznej i ustnej robótki i partner jest szczęśliwy.
Do samego orgazmu to wystarczy własna dłoń i ewentualnie kawałek niemieckiej kinematografii.
Ale usta kobiety nie zastąpi żadna kinematografia.
Ja to doskonale rozumiem, ale wobec tego nie chodzi tylko o orgazm. Stwierdzenie OjcaPiotra o tym, że czasem facetowi w seksie chodzi tylko o orgazm, kojarzy mi się z przedmiotowym podejściem do drugiego człowieka - wszak uprawianie seksu z żywym człowiekiem to coś więcej, niż ruchy frykcyjne i jak najszybsza droga na szczyt.
Po pierwsze napisałem czsami a po drugie czy rozłożenie nóg i myślenie o nie pomalowanym suficie nie jest przedmiotowym traktowaniem partnera?
Ja od dzisiaj nienawidzę seksu. A raczej zaczęłam się go bać.
Was Panowie najogólniej mówiąc.
Kiedys cos takiego przeczytalam, nie wiem na ile w tym prawdy, ze kobieta innego mezczyzne wybierze na stalego partnera a innego na przygodnego kochanka.
Na partnera wybierze milego, lagodnego ze srednim libido...takiego ktory zapewni cale to pojechane poczucie bezpieczenstwa.
A na kochanka wybierze takiego co to zlapie pelna garscia za wlosy i tak bedzie posuwal az sie lozko/krzeslo/stol/pralka rozjedzie ![]()
I potem mamy wlasnie takie kwiatki na forum bo jej wlasny maz/partner nie umie sie nagle zmienic w seksualnego drapiezce ale ona by czasami tak chciala ![]()
No i ona rozczarowana mowi ze nie ma ochoty na seks (to znaczy ma ale nie na taki waniliowy
) a facet caly nabuzowany sperma sie zastanawia i z wscieklosci kopie stol....
taka sobie teorie stworzylam na podstawie tego co przeczytalam....nie wiem czy slusznie...ja prowadze inne zycie ![]()
Parę dziewczyn napisało o problemach, które można rozwiązać, jak każdy problem i od razu cała teoria. Mężczyźni uwielbiają seks w tym samym stopniu a nawet bardziej. To oni inicjują, namawiają. Tego nic nie zmieni, a kobiety tylko stają się bardziej otwarte
I też zaczynają inicjować, mówić czego chcą, to dla facetów lepiej. Bo jak się wie czego ktoś pożąda, to tym lepiej ![]()
Na forum nie ma wątków (lub jest ich niewiele) zakładanych przez kobiety o tym "jak on ciągle chce a ona nie", ponieważ kobiety w takim związku podpierają się stereotypem, że tak przecież powinno być. Więc co mają opisywać? To tak jakby w grudniu skarżyły się, że nadeszła zima, a one nie chcą zimy i co można z tym zrobić...
Kiedy w związku sytuacja jest odwrotna (facet chce rzadziej niż kobieta) - stereotyp zostaje podważony. To już nie jest coś "normalnego". Jeśli coś nie jest zgodne z ogólnie przyjętymi normami (albo stereotypami) - znaczy, że jest problemem. A problem można opisać na forum
Oczywistej oczywistości, choćby oczywistą była tylko w przekonaniu samej zainteresowanej - nie ma sensu opisywać.
Dodatkowo, kobiety z niskim libido (to tylko moja osobista teoria) są często podatne na stereotypy. W ich mózgach tkwi cała masa przekonań przenoszonych z pokolenia na pokolenie. Że seks jest grzechem, że jest brudny, że kobiecie nie wypada lubić seksu, że seks jest smutnym obowiązkiem, że radość z seksu czerpią tylko ladacznice. Kobiety bardziej świadome, mniej ulegające stereotypom - zwykle lubią seks. Bo jak można go nie lubić jeśli psychiki nie blokują żadne dziwne przekonania? Dotyk jest przyjemny, bliskość jest przyjemna - no nie ma opcji, żeby tego unikać.
Na forum nie ma wątków (lub jest ich niewiele) zakładanych przez kobiety o tym "jak on ciągle chce a ona nie", ponieważ kobiety w takim związku podpierają się stereotypem, że tak przecież powinno być. Więc co mają opisywać? To tak jakby w grudniu skarżyły się, że nadeszła zima, a one nie chcą zimy i co można z tym zrobić...
Kiedy w związku sytuacja jest odwrotna (facet chce rzadziej niż kobieta) - stereotyp zostaje podważony. To już nie jest coś "normalnego". Jeśli coś nie jest zgodne z ogólnie przyjętymi normami (albo stereotypami) - znaczy, że jest problemem. A problem można opisać na forum
Oczywistej oczywistości, choćby oczywistą była tylko w przekonaniu samej zainteresowanej - nie ma sensu opisywać.
Dodatkowo, kobiety z niskim libido (to tylko moja osobista teoria) są często podatne na stereotypy. W ich mózgach tkwi cała masa przekonań przenoszonych z pokolenia na pokolenie. Że seks jest grzechem, że jest brudny, że kobiecie nie wypada lubić seksu, że seks jest smutnym obowiązkiem, że radość z seksu czerpią tylko ladacznice. Kobiety bardziej świadome, mniej ulegające stereotypom - zwykle lubią seks. Bo jak można go nie lubić jeśli psychiki nie blokują żadne dziwne przekonania? Dotyk jest przyjemny, bliskość jest przyjemna - no nie ma opcji, żeby tego unikać.
vinnga...zdziwilabys sie ![]()
Znam conajmniej 4 kobiety ktorym zbytnia bliskosc, dotyk czy pieszczota wcale nie sprawia przyjemnosci. Fizycznej przyjemnosci ![]()
Malo tego, wkurza je! ![]()
Nie wiem jak to mozliwe. ![]()
Kolejna teoria...juz od samej inicjacji seksualnej jak dziewczyna ma za duzo partnerow to sie ja nazywa odpowiednim okresleniem. To moze blokowac. Jak facet zalicza panienki na peczki to jest ok.
Ot casanowa ale to nic nadzwyczajnego.
Sytuacja....parka zlapana na dyskotece w toalecie czy w krzakach w parku...Facet ot facet, oni tak maja, tak robia... Ale ta biedna dziewczyna to sie pewnie naslucha...Latwa, dziwka, zdzira i w ogole jak to tak mozna i to przeciez nie wypada zeby kobieta takie szopki odwalala
W obliczu takich zarzutow przyznanie sie do tego ze sie tego faceta samemu zaciagnelo w krzaki i jeszcze ujezdzalo dziko dla wlasnej frajdy oznaczaloby ogolen potepienie, nalozenie ekskomuniki i ogolny ostracyzm
No i wlasnie potem tak to wyglada...libido tepione latami pozostawia trwale slady w psychice ![]()
Kolejna teoria...juz od samej inicjacji seksualnej jak dziewczyna ma za duzo partnerow to sie ja nazywa odpowiednim okresleniem. To moze blokowac. Jak facet zalicza panienki na peczki to jest ok.
Ot casanowa ale to nic nadzwyczajnego.
Sytuacja....parka zlapana na dyskotece w toalecie czy w krzakach w parku...Facet ot facet, oni tak maja, tak robia... Ale ta biedna dziewczyna to sie pewnie naslucha...Latwa, dziwka, zdzira i w ogole jak to tak mozna i to przeciez nie wypada zeby kobieta takie szopki odwalala
![]()
W obliczu takich zarzutow przyznanie sie do tego ze sie tego faceta samemu zaciagnelo w krzaki i jeszcze ujezdzalo dziko dla wlasnej frajdy oznaczaloby ogolen potepienie, nalozenie ekskomuniki i ogolny ostracyzm![]()
No i wlasnie potem tak to wyglada...libido tepione latami pozostawia trwale slady w psychice
Mnie strasznie denerwuje właśnie takie stereotypowe podejście.. Dlaczego kobieta, która jest wolna, ma swoje potrzeby i uprawia seks z przypadkowymi mężczyznami, od razu uważana jest za łatwą i puszczalską? Wszechobecne jest dążenie do równouprawnienia płci a w tej kwestii już chyba zawsze prawo kobiet do wolnego seksu i przyznawanie się do tego, będzie źle odbierane,a w wręcz tępione. Każdy powinien robić to, co chce, i nie powinno się tego oceniać.
Dlaczego kobieta, która jest wolna, ma swoje potrzeby i uprawia seks z przypadkowymi mężczyznami, od razu uważana jest za łatwą i puszczalską?
Oj nie każda. Po prostu są dwa typu kobiet - takie, które wiedzą czego chcą i to biorą oraz takie, którym obojętne kto, ale żeby tylko je ktoś wziął. Te pierwsze mogą mieć dziesiątki partnerów, a i tak będą powodować szybszy oddech. Te drugie mogą mieć raptem kilku, ale będą postrzegane w kategoriach chodzącego etui na kutasa z wbudowanym zbiornikiem na spermę.
Oj nie każda. Po prostu są dwa typu kobiet - takie, które wiedzą czego chcą i to biorą oraz takie, którym obojętne kto, ale żeby tylko je ktoś wziął.
Jedno nie wyklucza drugiego.. ![]()
Oj nie każda. Po prostu są dwa typu kobiet - takie, które wiedzą czego chcą i to biorą oraz takie, którym obojętne kto, ale żeby tylko je ktoś wziął. Te pierwsze mogą mieć dziesiątki partnerów, a i tak będą powodować szybszy oddech.
A co jesli akurat taki typ nakryjesz w parkowych krzakach?
Moze akurat babka z klasa ma taka nieczysta fantazje? ![]()
Co wtedy?
Babka z klasa ktora wie czego chce czy latwa latawica?
vinnga...zdziwilabys sie
Znam conajmniej 4 kobiety ktorym zbytnia bliskosc, dotyk czy pieszczota wcale nie sprawia przyjemnosci. Fizycznej przyjemnosci
Malo tego, wkurza je!
Nie wiem jak to mozliwe.Kolejna teoria...juz od samej inicjacji seksualnej jak dziewczyna ma za duzo partnerow to sie ja nazywa odpowiednim okresleniem. To moze blokowac. Jak facet zalicza panienki na peczki to jest ok.
Ot casanowa ale to nic nadzwyczajnego.
Sytuacja....parka zlapana na dyskotece w toalecie czy w krzakach w parku...Facet ot facet, oni tak maja, tak robia... Ale ta biedna dziewczyna to sie pewnie naslucha...Latwa, dziwka, zdzira i w ogole jak to tak mozna i to przeciez nie wypada zeby kobieta takie szopki odwalala
![]()
W obliczu takich zarzutow przyznanie sie do tego ze sie tego faceta samemu zaciagnelo w krzaki i jeszcze ujezdzalo dziko dla wlasnej frajdy oznaczaloby ogolen potepienie, nalozenie ekskomuniki i ogolny ostracyzm![]()
No i wlasnie potem tak to wyglada...libido tepione latami pozostawia trwale slady w psychice
Mam takie samo wrażenie, że są dziewczyny, które po prostu średnio lubią dotyk czy pieszczoty. Nie chciałbym się wypowiadać ile ich jest ,ale wydaje mi się, że całkiem sporo.
Dlaczego kobieta, która jest wolna, ma swoje potrzeby i uprawia seks z przypadkowymi mężczyznami, od razu uważana jest za łatwą i puszczalską? Wszechobecne jest dążenie do równouprawnienia płci a w tej kwestii już chyba zawsze prawo kobiet do wolnego seksu i przyznawanie się do tego, będzie źle odbierane,a w wręcz tępione. Każdy powinien robić to, co chce, i nie powinno się tego oceniać.
No to uprawiaj sobie wolny seks, ale niestety raczej dyskretnie, bo inaczej społeczeństwo Cię wypunktuje. Oficjalnie kobieta, która tak robi jest puszczalską/szmatą, a w głowach inne kobiety jej zazdroszczą a faceci chcieliby przelecieć -- niekoniecznie jest to moja opinia.
kenobi, właśnie o to mi chodzi. Pewnie jest wiele kobiet, które uprawiają wolny seks i się do tego nie przyznają. Bo nie mogą. Ale pomińmy tą kwestię. Sam fakt, że w opinii publicznej takie zachowanie jest krytykowane, sprawia, że w głowach takich kobiet rodzą się myśli sprzeczne ze sobą. Z jednej strony chcą robić to co chcą, ale z drugiej myślą: "skoro to co robię jest powszechnie "zakazane" to musi być coś ze mną nie tak. Nie powinnam tego robić chociaż mam na to ochotę. Jestem szmatą."
Przykre jest to, że przez takie utarte poglądy, kobieta traci poczucie własnej wartości..