Chciałabym wam opisać moją historię. Zrobię to w skrócie, bo jest bardzo długa.
Cóż mam 20 lat, mieszkam w niewielkiej miejscowości, gdzie każdy się zna. Facet, o którym piszę mieszka kilkadziesiąt kroków ode mnie. Mój sąsiad. Od zawsze mi się podobał, słyszałam różne historie o nim, imprezowicz, znany, no ale babiarz. Do liceum go nie znałam, ale nie raz gdy jechał samochodem widywałam go i marzyłam o nim...nie wiem jak to opisać - patrzyłam na niego i uderzała mnie jakaś dziwna "chemia". Po jakimś czasie koleżanka z klasy przyszła z nim na półmetek. Byłam nieliczną, którą zaprosił do tańca, poznaliśmy się, było super. Okazało się, że jest w 3 letnim związku, więc dałam sobie spokój. Po połowie roku rozstał się z dziewczyną, zdobył do mnie numer i pisał. Przerwało się to, znalazł inną. I tak to się ciągnęło, co parę miesięcy, tygodni się odzywał, ja to olewałam, na niektóre smsy nie odpisywałam. W końcu rok temu na jednej z imprez zbliżyliśmy się. Zaczęliśmy pisać, smsy, gadu, zaproszenia na kawe, kręcił temat związek, a ja dałam mu do zrozumienia, że nic z tego, dał spokój. Po tygodniu była już inna. Po kilku miesiącach znowu się odezwał, miałam faceta..wciąż jakoś się mijaliśmy. W końcu kilka miesięcy temu spotkaliśmy się. Ja, moja kumpela, on i jego kolega. Pojechaliśmy do niego pić. Troszkę się wstawiłam, zrobiłam się bardziej śmiała. Zostaliśmy sami i wygarnęłam mu co o nim myślę. Powiedziałam, że nie nadaje się do związków, że nie chcę być z kimś kto obraca panienki (tak zasłyszałam od koleżanki), że może kiedyś gdy zmądrzeje....plotłam co mi się nawinęło na język..w końcu prosto w oczy zaproponował mi związek, chociaż spróbować - odmówiłam. Potem...spędziliśmy ze sobą noc. Po wszystkim sądziłam, że to tylko seks, że oboje zapomnimy...przez jakiś czas pisał, temat krążył koło tego, więc olałam to. Urwaliśmy kontakt. Z dnia na dzień zaczęłam myśleć. Zdarzało się, że o nim mówiłam, że wyobrażałam sobie nas, ale to jest coś innego. Zaczęłam żałować decyzji, tęsknić....i wyczekiwać jego smsa. Nie odezwał się przez 2 miesiące. Ostatnio w nocy dostałam jednego smsa od niego. Nie odpisałam.
Nie wiem co robić. Rozum mówi: to facet nie przyszłościowy, zrani Cię, rzuci jak inne, będą imprezy, a Ciebie oleje, wybierze kumpli, chcesz płakać? Jednocześnie serce drze do niego i mówi żebym zaczekała. Wszystko ciągnie mnie do niego, mam dziwne przeczucie, że to coś więcej niż tylko taki kolega....
Wiem że długa wiadomość. Chciałabym jednak żebyście to przeczytały i powiedziały co myślicie. Chcę zapomnieć i wiem, że to jest najlepsze, ale coś wewnętrznie nie daje mi spokoju.