Witajcie. Jesteśmy ze sobą kilka lat, rok po ślubie. Mamy małe dziecko. Początki naszego związku nie należały do łatwych, ale udało nam się pokonać przeszkody i jesteśmy do tej pory razem. Problem polega na tym, że coś zaczyna się psuć. Każdy dzień jest taki sam, mąż pracuje od rana do wieczora, ja opiekuję się dzieckiem. Każde z nas ma dużo na głowie. Nie ma tego czegoś, co było na początku. Kiedy nadchodzi weekend, a mąż ma wolne, to spędzamy czas razem. Brakuje mi czułych i miłych gestów. Rozmawiałam o tym z mężem nie raz, ale mam wrażenie, że ciągle stoimy w miejscu. Chciałabym żeby mąż w ciągu dnia np. dotknął mnie, zaczepił, dał buziaka itd. Ja się staram tak robić, ale jeśli widzę, że jego to nie rusza, to przestaję. Mąż woli przytulić mnie i tak stać kilka ładnych chwil, kiedy ja np. jestem zajęta. A małego buziaka w biegu nie da, tylko musimy stanąć, rzucić wszystko i się całować. Wiecie o co mi chodzi? Rozmawialiśmy o tym i dalej jest jak było. Czuję, że zaczynamy żyć bardziej obok siebie niż razem. Wieczorem, gdy dziecko już śpi, leżymy razem w łóżku, ale mąż ogląda film, a ja albo czytam albo siedzę na necie. Niby razem, ale osobno. Ja nie lubię oglądać filmów, więc zajmuję się czymś innym. Oddalamy się od siebie. Mamy kryzys, od jakiegoś czasu jakby nie możemy się dogadać. Teraz jest trochę lepiej, nie kłócimy się, ale dalej czuję, że jesteśmy za bardzo od siebie oddaleni. Kiedyś było tak, że jak leżeliśmy razem, czy jak tylko dotknęłam męża, on zaraz się podniecał. Czułam, że mu się podobam. Teraz już tak nie jest. Wiem, że to po części moja wina, bo on się z tym hamował, jak mu kiedyś powiedziałam, że tylko o seks mu chodzi. Ja nie potrafiłam kochać się z nim, jak było między nami źle. A wtedy było ciągle źle.
Pytam czy mnie kocha, mówi, że tak, ale ja czuję jakby to mówił z przyzwyczajenia. Nie mówię, że ja pokazuję mu na każdym kroku, że go kocham. Przestałam to robić, nawet nie wiem dlaczego. To nie jest tak, że tylko on jest winny tej całej sytuacji. Oboje jesteśmy. Chciałabym wiedzieć, że jest pewny, że chce być ze mną do końca życia. Wiem, że wzięliśmy ślub, że mamy dziecko i nie chcę rozwalać rodziny, ale rozstać się zawsze można. Ostatnio rozmawialiśmy i powiedziałam mu, że czasami myślę, że może lepiej by było się rozstać, że zaczynam coraz bardziej obojętnie do wszystkiego podchodzić. Powiedział coś co mnie ruszyło "pokochasz mnie na nowo?". Przecież ja go kocham. Myślałam, że po tej rozmowie coś się zmieni. Niestety się przeliczyłam. Nie wiem jak na nowo rozpalić ogień w naszym związku, jak się do siebie zbliżyć. Czy ktoś mógłby podsunąć jakiś pomysł?
To chyba naturalne że "motylki" przemijają z czasem. Mąż dużo pracuje ,stara się zapewnić rodzinie ,potomkowi dobry byt. Zmęczony w dzień roboczo- powszedni nie dziwić że nie ma ochoty na figle w twoim określonym wydaniu.. Czy tego chcesz czy nie, miłość lubego jest teraz podzielona na ciebie i dziecko ,nie szantażuj daj mu spokojnie odnaleźć się w roli ojca i męża. Od razu Ameryki nie zbudowano ,cierpliwości.
Na wszystko jest czas ,jak chcesz wydobyć powtórnie ten "ogień " Zaplanujcie jakiś wypad w plener ,niech was nie ograniczają przyziemne sprawy , może sama coś zmień w sobie ,nowy ubiór ? zapach?.
Dni zauroczenia nie powrócą niestety ale można się przynajmniej POSTARAĆ przybliżyć do tego motylkowego stanu.. Postarać...
Zgadzam się z Pawłem-1979.
(...) Chciałabym żeby mąż w ciągu dnia np. dotknął mnie, zaczepił, dał buziaka itd. Ja się staram tak robić, ale jeśli widzę, że jego to nie rusza, to przestaję.
Nie przestawaj.
Jak to czytam to się uśmiecham, bo ja dobrze rozumiem tą drugą stronę. Nie będę Jego usprawiedliwiał. Dobrze, że dostrzegasz Wasz wspólny udział w tym co Was cieszy i w tym co już nie wygląda tak jak kiedyś.
Tak jak piszesz, rozstać się zawsze można ale pytanie: co to zmieni ? a ile stracimy ? i na jak długo ?
To normalne, że się zmieniamy, z podlotków stajemy się osobami dorosłymi, później się starzejemy i umieramy. Moim zdaniem siła jaką czerpiemy z małżeństwa jest coraz bardziej wyraźna po wielu latach. Teraz porównujesz czas do narzeczeństwa. Owszem, ono ma swoje prawa, ale nie trwa wiecznie. Później przychodzą obowiązki, odpowiedzialność, szare dni, itd. Z Twojej wypowiedzi widać, że to wszystko wiesz. Może brakuje Wam jeszcze tej mądrości dojrzałych partnerów. Ona przyjdzie z czasem. Ale nic za darmo. Trzeba włożyć w to dużo pracy, wysiłku i zaangażowania. Ty sama nie wystarczysz. Musicie być razem. Małżonkowie jak jedno ciało. Niestety trzeba przyjąć do wiadomości, że mężczyźni różnią się od kobiet na tyle, że trudno to czasem zrozumieć. W sprawach uczuć, ich okazywania - mądrzejsze są kobiety. Tak już jest. Tylko jak do tego przekonać męża? A czy próbowałaś być dla niego prawdziwym przyjacielem ? Zaskoczyć go czymś czego się nie spodziewa ? Nawet nie wiesz jak go uszczęśliwiasz kiedy go chwalisz, podziwiasz. Zawsze można znaleźć "za co".
Tu nie można patrzeć ile ja dam od siebie, bo chyba za dużo, bo on daje mniej, a ja więcej. To nie ta logika. Teraz chodzi o skuteczne dotarcie do jego "męskiego świata" żeby zrozumiał jak niektóre sprawy, nieistotne dla niego, są BARDZO istotne dla Ciebie. Powodzenia !
4 2013-07-12 16:24:59 Ostatnio edytowany przez a-maj-00 (2013-07-12 16:37:09)
Wiem, że "motylki" przemijają z czasem, ale mnie chodzi o coś innego. Brakuje mi po prostu czułości w ciągu dnia. Rozumiem zmęczenie męża, też nie jestem wypoczęta, ale mały buziak potrwa zaledwie sekundę czy dwie. To nie jest dużo. Jak np. leżę z mężem w łóżku i czytam książkę, a on coś ogląda, to położę na nim rękę, pogłaszczę po włosach, cokolwiek byleby tylko go czuć. On to odwzajemnia, ale rzadko kiedy sam z siebie coś podobnego zrobi. Nie wymagam cudów. To, że jesteśmy małżeństwem wcale nie oznacza, że nie może być tak jak na początku.
Czas wolny staramy się wykorzystać, jak tylko możemy. Często w weekendy jest coś do zrobienia albo mamy gości albo po prostu pogoda nie dopisuje, co niestety często się zdarza.
Ja się po prostu obawiam, że po jakimś czasie oddalimy się od siebie tak, że nie będzie można już z tym nic zrobić.
My już od 4 lat mieszkamy razem, nasza córka ma 2 lata. Jak poznałam swojego męża, od razu gdzieś w środku czułam, że to ten. Od początku mnie do niego ciągnęło i to nie chodzi o te "motylki", zauroczenie itd. Po prostu gdzieś w środku poczułam, że to jest to. On pierwszy zaczął się o mnie starać. Początki były trudne i przypuszczam, że wielu ludzi by na naszym miejscu sobie odpuściło, ale my nie potrafiliśmy. Wiemy co to szarość dnia, problemy itd. Sądzę, że oboje zapomnieliśmy o tym, co mamy.