Mam (tak mi się wydaje) duży problem. Ale raczej jest on spowodowany tym, że sobie nie mogę sama ze sobą poradzić... Otóż...
Jestem mężatką od prawie czterech lat, w nasz związek wdała się rutyna dom-praca-dom. Nawet rozmawiać już nie potrafimy. Ostatnio zaczęliśmy remonty w domu i zaczęły się kłótnie... Ale i pojawiły się rozmowy - tylko na temat remontów... W pracy (która niedawno zmieniłam) poznałam fantastyczne osoby, w tym jedną, teraz mi bardzo bliską. Chyba nawet bliższą niż mój mąż... Potrafię z nim rozmawiać bez końca i o wszystkim. Wie o wiele więcej o mnie niż mój mąż. Ale jest tylko moim przyjacielem nic po za tym... Mój mąż wie, że jest taka osoba i jest bardzo zły o to wszystko, chociaż wie, że nic nie ma. Od dnia ślubu musiałam pozbyć się wszystkich przyjaciół. Mąż mi wybiera z kim mogę rozmawiać, a z kim nie. Było kilka takich poważnych rozmów i za każdym razem były słowa "kochanie zmienię się" i owszem zmienia się, ale tylko na chwile później jest gorzej. Ostatnio nawet zaczął mnie kontrolować...
Poradźcie mi co mam zrobić... Chciałabym odejść, ale troszkę się boję...
kacha, wypisz w punktach powody dla których powinnaś kontynuować malzenstwo
Zastanawiam się, czy ja go nadal kocham...
Powody dla których powinnam zostać...
pierwszy to obrączka.
drugi to szkoda mi tego wszystkiego do czego razem doszliśmy
więcej powodów chyba nie ma...
wiec masz odpowiedz
tak sama o tym dobrze wiem, ale łatwiej powiedzieć, trudniej wkonać... troszke boje się reakcji rodziców. wiem że rodzeństwo jest po mojej stronie ale reszta?
tak całkiem na serio:
Wiadomo ze wstyd przed rodzina itp. itd. nie jest fajny...ale- wolisz trwać w marazmie następnych kilkanaście lat i odgrywać komedie przed rodzina pt.''jaka jestem szczęśliwa''?
2. Nie musisz palić za sobą mostów i nie powinnaś wręcz; powiedz mu otwarcie ze nie wiesz czy chcesz z nim być i odejdź gdzieś na miesiąc dwa...Może się obudzisz i nagle zrozumiesz ze nie możesz bez niego żyć; a może uznasz ze właśnie bez niego Ci lepiej.
Szkoda Ci tego co było...jak kazdemu. Ale to było. To co będzie jest ważniejsze.
Masz racje... Musze się wziąsć za siebie i to natychmiast... Postanawiam się poprawić od... już...
Pozdrawiam i uciekam. Odezwe się jak zadziałam...
oby...
Mam (tak mi się wydaje) duży problem. Ale raczej jest on spowodowany tym, że sobie nie mogę sama ze sobą poradzić... Otóż...
Jestem mężatką od prawie czterech lat, w nasz związek wdała się rutyna dom-praca-dom. Nawet rozmawiać już nie potrafimy. Ostatnio zaczęliśmy remonty w domu i zaczęły się kłótnie... Ale i pojawiły się rozmowy - tylko na temat remontów... W pracy (która niedawno zmieniłam) poznałam fantastyczne osoby, w tym jedną, teraz mi bardzo bliską. Chyba nawet bliższą niż mój mąż... Potrafię z nim rozmawiać bez końca i o wszystkim. Wie o wiele więcej o mnie niż mój mąż. Ale jest tylko moim przyjacielem nic po za tym... Mój mąż wie, że jest taka osoba i jest bardzo zły o to wszystko, chociaż wie, że nic nie ma. Od dnia ślubu musiałam pozbyć się wszystkich przyjaciół. Mąż mi wybiera z kim mogę rozmawiać, a z kim nie. Było kilka takich poważnych rozmów i za każdym razem były słowa "kochanie zmienię się" i owszem zmienia się, ale tylko na chwile później jest gorzej. Ostatnio nawet zaczął mnie kontrolować...
Poradźcie mi co mam zrobić... Chciałabym odejść, ale troszkę się boję...
och, te fantastyczne osoby, szczególnie ci bliskie
zmieniły spojrzenie, prawda?? ocenę sytuacji
ZANIM postawisz na rozmowy o wszystkim i bez końca zastanów się, z jakich powodów brałaś ślub i co osiągnełaś w tym związku
a potem zrób wszystko, żeby wyjśc z niego z twarza
zrób wszystko, żeby znaleźć tę miłośc do męża
naprawić co się da
odnaleźć w was to, co swas połączyło..
a jesli się okaże, że nic już nie ma, wtedy się fascynuj z kim chcesz i jak chcesz
zadaj sobie pytanie -jakbyś nie poznała tego bliskiego w pracy - to tez chciałabys odejśc bo nie kochasz męża??
kochałaś.. a teraz nie kochasz
ot tak, po proostu?? bo na widok tamtego miękną ci nogi - więc to na pewno jest miłość
a mąż??
\wspole [przysięgi, plany, marzenia, dom.... to popłuczyny prawda
idź tak dalej przez życie moja droga - drogą na łatwiznę, najprościej, najpłycej
nie każę ci tkwić z mężem, którego nie kochasz - ale jesteś pewna, że nie kochasz?/
]że fascynacja kolesiem nie minie??
zaczął cię kontrolowac ostatnio?/ a może coś czuje? może wie i widzi więcej niż ci się wydawało?/
musiałaś zrezygnowac z przyjaciół?? A NIBY DLACZEGO?? wtedy nie potrafiłaś stanowczo określać swoich uczuć i potrzeb?/
zerwałaś kontakt z przyjaciółmi bo tego chciałaś, bo się na to zgodziłaś bo o to zadbałaś
a teraz idziesz na skróty....
tak całkiem na serio:
Wiadomo ze wstyd przed rodzina itp. itd. nie jest fajny...ale- wolisz trwać w marazmie następnych kilkanaście lat i odgrywać komedie przed rodzina pt.''jaka jestem szczęśliwa''?
2. Nie musisz palić za sobą mostów i nie powinnaś wręcz; powiedz mu otwarcie ze nie wiesz czy chcesz z nim być i odejdź gdzieś na miesiąc dwa...Może się obudzisz i nagle zrozumiesz ze nie możesz bez niego żyć; a może uznasz ze właśnie bez niego Ci lepiej.
Szkoda Ci tego co było...jak kazdemu. Ale to było. To co będzie jest ważniejsze.
jasne pitagoraS, szast prast i pozamiatane...
trudno, było
ale co będzie??
ja ci powiem, co będzie
czeka ją dramat - rozpad małżeństwa, bół zadany partnerowi - nawet, jak twierdzi, że go nie kocha - to dramat, ON BĘDZIE ROZPACZAŁ, BĘDZIE ZŁY, BĘDZIE KRZYCZAŁ -MOŻE NAWET BĘDZIE PŁAKAŁ?/ POWIE - DLA KOGO TO ROBILIŚMY , CHCIELIŚMNY MIEĆ DZIECI, PO TO planowaliśmy dom...
dla wszystkich - rodziny, znajomych - będzie tą złą- tą, co się "skooorwiła" z kolega z pracy, gdy jej mąż w tym czasie dom dla nich budował.. TAKI BĘDZIE odbiór OTOCZENIA - STEREOTYP TAK ZWANY,,,
przejdzie przez żmudny proces rozwodu, podziału majątku - a może małżonek będzie się starał o rozwód z orzeczeniem winy?? jakby co, w przyszłości, może to wykorzystać....
czeka ją trudny podział znajomych - część solidarnie stanie obok niego, częśc -po starej znajomości nie podda jej ostacyzmowi i utrzyma z nią kontakt
przestanie być zapraszana do koleżanek, które mają związki, partnerów - po pierwsze - to taka, co leci na kazdego chłopa i ślubu nie szanuje - po drugie zawsze zagrożenie - bo singielka....
rodzina?? kojarzysz?? ciocie wujkowie, mama tata teściowe, rodzeństwo, siostrzenice, siostrzeńcy - z jednej i drugiej strony- połowa odejdzie z twojego zycia FIUUUUU - jakies komunie?/ a może jestes matką chrzestną kogoś ze strony twojego męża..... będe cię zapraszać nie na komunie, ale po komunii - żebyś należne pieniądze zostawiła chrzesniakowi
ale oczywiście, to co było nie ma znaczenia - ostatnie conajmniej cztery lata małżenstwa jakis okres narzeczeństwa - w kontekście tego, co się wydarzy a więc płomienny romans z gościem, z którym ci się dobrze rozmawia
a propos - zanim rzucisz swoje zycie w pizdu - sprawdź, cZY ten nowy mysli powaznie o kobiecie, która po kilku miesiącach znajomości z interesującym kolesiem z pracy zostawia męża i jest gotowa na wszystko..
bo wiesz, moze jesteś materiałem na kochankę.. ale jako partnerka się nie sprawdziłaś. prawda???
Widzisz End Aluzja- Ty uważasz ze ''koleś z pracy'' jest powodem takiej sytuacji; ja- ze skutkiem.
Jak jest naprawdę, to wie tylko Kacha...albo tez nie.
często jnest tak, że nagle oczy się owterają i takie złe beznadziejne małżenstwo się nam objawia w całej okazałości
jak się pojawi koleś w pracy - nie wcześniej
i niech kacha zada sobie pytanie - dbała o to, żeby nie było marazmu, nudy? zeby z meżem łączyło ją coś więcej niż wybór kafelek do domu??
a jesli zaraz przyjdzie do niej mąz i powie - odchodze, bo nie wiem, czy chce z tobą być, to marazm nuda, nasz związek jest proażka, ciągle się kłocimy, ty mnie nie kochasz, nie szanujesz, nie zauważasz...a w pracy mam taką ffascynująca koleżankę, która dpostrzega we mnie interesującego mężczyzne...
to jak się poczuje kacha?/
kacha?/ jak się z tym czujesz???
naprawde jestes tak beznadziejną, nie dbająca o partnera żoną? zmarnowałas wszytskie lata i nie wiedziałąś, że uczucia trzeba okazywać?? naprawde jesteś winna tej sytuacji?
a czy twój maż naprawde jest winien sytuacji, w której się znalazsłaś??
a może sama jestes sobie winna??
jesli nie ptorafiłaś dbać o siebie, o swoje potrzeby, relacje, związek, jesli pozwoliłaś mezowi spocząć na laurach i nie dbać o was, jesli nie potrafiłaś wymagać szacunku i partnerstwa - TO SSAMA JESTES SOBIE WINNA
a jeśli teraz znalazłaś faceta, który flirtuje z tobą i nie ma żadnych skrupółów, że jestes mężatką - to najprawdopodobniej on jest nic nie wart.... dzisiaj nie przeszkadza mu związek, w którym jestes
jutro nie będzie mu w decyzjach przeszkadzał związek, w którym jestes z nim....
End Aluzja, jest jakaś tam racja w tym co piszesz, ale dlaczego na sile starasz się ustalić winnych.Pewne uczucia się wypalają. Tak po prostu.Tu się nie da ''zadbać''.
jasne, że tak jest
ja wcale nie uważam, że winna jest ona lub on
tylko bym się zastanowiła.. czy to się naprawde wypaliło?
czy ona jest pewna ze nie patrzy na swoje małżeństwo przez pryzmat zauroczenia fagasem z pracy?
jasne, że tak jest
ja wcale nie uważam, że winna jest ona lub on
tylko bym się zastanowiła.. czy to się naprawde wypaliło?
czy ona jest pewna ze nie patrzy na swoje małżeństwo przez pryzmat zauroczenia fagasem z pracy?
End_aluzja podpisuję się pod Twoimi postami obiema rękoma.
Uważam, że Kacha się zauroczyła, poczuła motylki w brzuchu.
A ten jej koleś z pracy to dla mnie typowy pocieszyciel, który współczuje jej tak nieudanego małżeństwa.
Kacha szybko się wypaliła z uczucia do swojego męża i co chce go zostawić dla kogoś kogo poznała kilka miesięcy wcześniej.
Nie ona idzie na łatwiznę, bo po co ratować związek kiedy można mieć nowy.
Tylko zapomniała o jednym, że motylki w brzuch prędzej czy później zdechną i co wtedy.
Wtedy trzeba będzie poszukać nowego kolegę pocieszyciela.
Kacha ogarnij się i ratuj swój związek póki jest jeszcze czas.
Wszystko pięknie ładnie, ale żle odebraliście mój związek z kolega z pracy... TO NIE JEST ZWIĄZEK... My poprostu jesteśmy przyjaciółmi... Nic po za tym... A z mezem nie układa mi się już długi czas... Zanim poznałam Go to miałam problemy w domu... Zawsze było tak, że przez chwile było ok, a później się sypie wszystko. To nie jest tak, ze to jego wina, czy moja. Ja poprostu czuje się osaczona... A Znajomych wspólnych nie mamy... Naszczęśćie...
więc jak to jest z tobą kachna?
co zamierzasz zrobić ze swoim zyciem?
Chciałabym je poukładać... Wczoraj rozmawiałam z mężem przez ponad 5 godzin... Na każdy temat... I ca na koniec powiedział? jak odejdziesz nie będę cię zatrzymywał, ale też ci tego nie ułatwie... Dlatego jak narazie siedze z nim... ja nie jestem taka, żeby odejśc przez kogoś, albo dla kogoś... Sama dla siebie chce aby było dobrze... Dlatego dalej siedze i myśle... Po częsci wszyscy macie racje i zgadzam się z tym. Ciężko jest mi napisac tu wszystko co było i jest... Tak dokładnie wytłumaczyć...
5 godzin rozmowy, wow! Widać nareszcie znaleźliście wspólny temat...
Owocnego myślenia:)
Mam (tak mi się wydaje) duży problem. Ale raczej jest on spowodowany tym, że sobie nie mogę sama ze sobą poradzić... Otóż...
Jestem mężatką od prawie czterech lat, w nasz związek wdała się rutyna dom-praca-dom. ....
... W pracy (która niedawno zmieniłam) poznałam fantastyczne osoby, w tym jedną, teraz mi bardzo bliską. Chyba nawet bliższą niż mój mąż... ...
... Mój mąż wie, że jest taka osoba i jest bardzo zły o to wszystko, chociaż wie, że nic nie ma. Od dnia ślubu musiałam pozbyć się wszystkich przyjaciół. Mąż mi wybiera z kim mogę rozmawiać, a z kim nie. ...Poradźcie mi co mam zrobić... Chciałabym odejść, ale troszkę się boję...
Zdradziłaś emocjonalnie - poznałaś osobę "przyjaciela" który jest osobą :
Chyba nawet bliższą niż mój mąż
Wiesz, nie dziw się że jest ktoś bliższy Tobie niż on.
Ale... jeżeli taka jest Twoja potrzeba chwili to możesz dalej uważać jego nie akceptowania faktu że jest osoba bliższa Tobie niż mąż, za dowód na perfidię męża.
Jak może zabraniać Ci być szczęśliwą ?? ![]()
A że jego to boli... who cares..
Poradźcie mi co mam zrobić... Chciałabym odejść, ale troszkę się boję...
no taak, nie masz DO kogo odejść.
Osoba bliższa niż mąż, nie jest jeszcze osobą w pełni zdeklarowaną co do oficjalnego związku z Tobą.
Popracujesz, z nim i nad nim to może się zdeklaruje, i decyzja bedzie łatwiejsza.
nawet kiedy :
tak sama o tym dobrze wiem, ale łatwiej powiedzieć, trudniej wkonać... troszke boje się reakcji rodziców. wiem że rodzeństwo jest po mojej stronie ale reszta?
No nad tym "Co ludzie powiedzą " zapanujesz.
Jeszcze kilka tygodni kontaktów z fantastyczną osobą "bliższą niż mąż" a bedziesz widziała w mężu tylko i wyłacznie okropne rzeczy. Wtedy albo z łatwością obrzydzisz męża otoczeniu albo w pełni sama siebie usprawidliwisz, "no przecież nie będę marnowała życia z potworem"
Chciałabym je poukładać... Wczoraj rozmawiałam z mężem przez ponad 5 godzin... Na każdy temat... I ca na koniec powiedział? jak odejdziesz nie będę cię zatrzymywał, ale też ci tego nie ułatwie... Dlatego jak narazie siedze z nim... ja nie jestem taka, żeby odejśc przez kogoś, albo dla kogoś... Sama dla siebie chce aby było dobrze... Dlatego dalej siedze i myśle... Po częsci wszyscy macie racje i zgadzam się z tym. Ciężko jest mi napisac tu wszystko co było i jest... Tak dokładnie wytłumaczyć...
Na razie siedzisz znim.. no a cóż ma zrobić ?
osoba bliższa niż on na razie uświadomiła Ci jaki zły jest mąż, ale nie zadeklarowała że zajmie jego miesce ![]()
Czego oczekujesz ?
Zmiany w mężu czy zmiany w sobie ?
A może obu tych naraz... ?
Moim zdaniem skoro kobitka juz teraz nie czuje satysfakcji z małżeństwa to co bedzie za 10, 20 lat? Oni teraz własnie powinni czuć ,, motylki w brzuchu,, .
Co do opinii otoczenia i rodziny. Autorka postu jest osobą niedojrzałą emocjonalnie , dlatego dla niej wazne jest zdanie otoczenia. Tylko osoby dojrzałe nie kierują sie w zyciu zdaniem innych na własny temat i nie zabiegają o akceptacje.!
Druga sprawa to że strach przed odejściem jest normalny, lęk co bedzie dalej.. to naturalne.Natura człowieka boi się zmian . To co znane choćby najgorsze, jest znane wiec bezpieczne.
A kolega z pracy tylko utwierdził ją w przekonaniu że ona jest nie do końca szcześliwa w tym związku.
4 lata to nie wiele. Brak dzieci to zaleta, rozwód od ręki.
Z każdym rokiem bedzie trudniej odejśc.
Powiedz sobie teraz albo nigdy. Albo jesteś szczęsliwa albo nie. Cała reszta to bicie piany.
Pozdrawiam
Ja bym sie powaznie zastanowiala nad "mieniem" takiego meza, co wybiera mi znajomych.
Ja bym sie powaznie zastanowiala nad "mieniem" takiego meza, co wybiera mi znajomych.
no taaak, szczególnie "bliższych niż mąż" ,
gnida jeden jak może jej zabraniać rozwijania relacji z kimś kto jest jej przecież bliższy niż on ....
To nie są zdrowe relacje. Miłość nie kończy się z dniem ślubu. Twój mąż powinien poświęcać Ci więcej uwagi bo kiedyś nie wytrzymasz i nie będziesz chciała już z nim być. Doceni to wszystko po stracie! Bądź silna, powiedz co Cię trapi, nie możesz być nieistotnym elementem związku!
Topic już jakiś czas nieaktywny, ale jakby ktoś był jeszcze w 2016 w podobnych rozterkach jak autorka, to moja odpowiedź jest jednoznaczna: odejść i jak najszybciej uwolnić męża od SIEBIE Dlaczego? Odsyłam do obszernego działu ROZSTANIE, FLIRT I ZDRADA - tam są z życia wzięte historie, które lubią się powtarzać.
End_aluzja pięknie i dojrzale, niczym jasnowidz, rozłożyła karty dla poszukujących duszyczek, co robić w takiej sytuacji przepowiadając możliwe scenariusze.
Polecam lekturę postów. Ku przestrodze ![]()